Obwiniacie swoje matki?

21.07.11, 18:16
Pytanie kieruję głównie do kobiet ze względu na specyfikę relacji matka-córka, ale 'synowie' oczywiście także mogą wyrazić swoje zdanie ;-)

Czytałam niedawno książkę na ten temat, w której między innymi było opisane, jak kultura od lat wywiera presję na matkach - mających spełniać społeczne wymagania co do macierzyństwa, jednocześnie będąc idealnym rodzicem. W ten sposób powstały dwa mity - jedne córki nadmiernie idealizuje swoje matki, stawiając je na piedestale jako wzór kobiety, idealnej strażniczki ogniska domowego, inne zaś dewaluują wartość swoich matek uważając je za "wiedźmy", które wywierają negatywny wpływ na dorosłe życie córki i albo się matek boją, albo nimi pogardzają. Obydwa mity są szkodliwe bo ani ciągłe porównywanie się z matką-aniołem przy jednoczesnym myśleniu, że 'ja nigdy nie będę tak perfekcyjna jak ona", ani ciągły żal do matki, wstyd za nią, nie pozwolą córce tak naprawdę nigdy odciąć pępowiny i zostać wystarczająco dobrą matką i partnerką we własnym życiu.

Te mity pogłębiają także psychologowie, bo czym dziś jest terapia, jeżeli nie grzebaniem we wspomnieniach ze wczesnego dzieciństwa i wyszukiwaniem ran zadanych przez rodziców, a zwłaszcza matkę?

W sumie jakby się temu przyjrzeć to jest w tym coś, w tym naszym obwinianiu matek, taka niepisana umowa populacji : co złego, to matka. Nie twierdzę, że wszyscy mamy/mieliśmy wystarczająco dobre matki, ale myślę, że zanim zaczniemy je obwiniać o wszystkie nasze niepowodzenia w dorosłym życiu, powinnyśmy przyjrzeć się naszym matkom i zastanowić się, dlaczego postępowały tak, a nie inaczej. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że większość matek krzywdzi swoje córki świadomie. Może zwykła rozmowa, nawet po latach wystarczyłaby by wyjaśnić dawne, ale dotąd doskwierające sprawy.

Ponadto często wydaje się nam - córkom, że matka od nas tylko wymaga, a ojciec kocha nas bezgranicznie. To naturalne, że żywimy niechęć do osoby, która egzekwuje prawa. Natomiast większa pobłażliwość ze strony ojca najczęściej jest skutkiem jego mniejszego zaangażowania w wychowanie dziecka (chyba każda matka zna to uczucie, gdy po całym dniu użerania się z dzieciakami i skarceniu ich, gdy na to zasłużą pojawia się ojciec i zabiera je na lody - naturalne, że wtedy to my stajemy się 'złymi matkami',a tatusiowie 'wybawicielami' ).

Cóż, rozpisałam się, bo i temat rzeka. Ale cieszę się, że ten problem zaczyna być dostrzegany, może społeczeństwo w końcu zacznie inaczej postrzegać matki i spróbuje im pomóc w wychowywaniu szczęśliwszych dzieci, a nie tylko obarczać je winą za wszelkie bolączki dorosłych dzieci...złych matek?
    • berta-death Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 19:21
      A o co tu obwiniać jakąś kobicinę, która sama stała się ofiarą własnych genów, własnej psychiki, norm społecznych i niekiedy głupoty. Pewne jest tylko to, że instynkt macierzyński nie istnieje. Urodziła bo musiała a reszta jest tylko konsekwencją tego jak umiała sobie z tym poradzić. Myślę, że traktowanie jej w kategorii zwierzęcia szarganego instynktami jest najlepsze co córka albo syn mogą zrobić. Pypć siedzący w głowie kazał jej postępować w określony sposób a ona tak postępowała, bo pypcia trzeba słuchać.
      • vandikia Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 20:00
        co prawda nie do końca doświadczyłam ale uważam, że coś takiego jak instynkt macierzyński istnieje jak najbardziej.. moze rozwinę temat za kilka miesięcy :)

        moja przyjaciółka przez całą ciąże traktowała dziecko jako niemalże obowiązek ale po porodzie jej świat zmienił się o 180%, nagle umiała się zająć, nagle chciała się zająć i nagle pokochała podobno tak jak nigdy nikogo i miłością nieznaną.. wiele matek o tym mówi, to musi być instynkt
    • an_99 Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 19:27
      Paula Caplan?
    • kiira_korpi Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 19:30
      Cóż, przyjmij do wiadomości, że są matki, które krzywdzą własne dzieci. Moja taka była. Zrobiła sobie ze mnie chłopca do bicia, idealne naczynie do wyrzygiwania własnych frustracji. Na kogoś musiało paść, synek (mój brat) ma zupełnie inne wspomnienia z dzieciństwa. Pewnie miała tak zakorzenione, że płeć męska jest dużo więcej warta. Nawet zwierzątka kupowała mi płci męskiej, zresztą próbowała interweniować w tej sprawie(i milionie innych) nawet jak byłam dorosła.
      Niestety córeczką tatusia też nie byłam. Ojcu było wszystko jedno, czy byłam, czy nie. Nie no, teraz zmyślam, dużo lepiej by mu było beze mnie.

      Cóż, traumy przerobiłam, ale w myśl zasady: forgiven, not forgotten. Jest jak jest.
      Nie mam problemu z rozmową z nią przez telefon raz na 2 tygodnie, ale bardzo nie lubię zostawać z nią sam na sam.
      Mam swoje życie i jest dobrze. Ale szczerze mówiąc, gdyby umarła, nie zauważyłabym żadnej różnicy.
      • zawsze-soffie Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 19:36
        zgadzam się są matki, które nie wiadomo po co nimi zostają. Ani to cierpliwości nie ma, ani wychowywać nie potrafi. Ja o swojej nie będę pisać choćby z głupiej przyzwoitości ale wspomnień cudownych nie mam za to urazów całą masę. Bywa.
      • vandikia Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 20:04
        przykro mi kiira.
    • zawsze-soffie Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 19:31
      Są większe problemy, serio! Np niedziałający kurnik.
    • vandikia Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 19:57
      ja moją mamę kocham, nie obwiniam, nie wymagam, nie idealizuję, kocham
      myślę, że jest bardzo dobrą mamą, wychowała trójkę dzieci, w tym jedno niepełnosprawne, jak opuściliśmy gniazda zrobiła się bardziej otwarta na nas jako na ludzi, nie tylko na dzieci

      co do tematu myślę, że temat oceniania matek pojawił się mniej więcej w tym czasie, co młodziezowe seriale z Zachodu
      wtedy zaczęto mówić o matce przyjaciółce czy matce kumpelce.. ja sama uważam, że mama kumpelka to kiepska droga, wolę takie prawdziwe mamy, które i przytulą i zrugają
      • martishia7 Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 21:40
        Miałam się coś produkować, ale po prostu się Vandziu pod Ciebie podłączę. Miałam dokładnie tak, z wyjątkiem jednego niepełnosprawnego dziecka, wszystko się zgadza. Nie mam ani specjalnych pretensji, ani nie stawiam jako niedościgniony wzór, bo sama jestem po prostu innym człowiekiem, żyjącym w nieco innych realiach. Wierzę z całą pewnością, że zawsze chciała dobrze, dla dzieci i dla rodziny jako całości. Że nie zawsze wyszło doskonale, to już tak w życiu bywa.
      • varna771 Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 23:15
        vandikia napisała:

        > ja moją mamę kocham, nie obwiniam, nie wymagam, nie idealizuję, kocham
        > myślę, że jest bardzo dobrą mamą, wychowała trójkę dzieci, w tym jedno niepełno
        > sprawne, jak opuściliśmy gniazda zrobiła się bardziej otwarta na nas jako na lu
        > dzi, nie tylko na dzieci
        >
        > co do tematu myślę, że temat oceniania matek pojawił się mniej więcej w tym cza
        > sie, co młodziezowe seriale z Zachodu
        > wtedy zaczęto mówić o matce przyjaciółce czy matce kumpelce.. ja sama uważam, ż
        > e mama kumpelka to kiepska droga, wolę takie prawdziwe mamy, które i przytulą i
        > zrugają
        >
        > LUBIĘ TO :)
        >

        >
        >
    • princessjobaggy Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 21:29
      > Ponadto często wydaje się nam - córkom, że matka od nas tylko wymaga, a ojciec
      > kocha nas bezgranicznie. To naturalne, że żywimy niechęć do osoby, która egzekw
      > uje prawa.

      U mnie sie nie zgadza. To ojciec byla ta ksiazkowa matka. Mama okazywala mi uczucie, byla bardziej wyrozumiala, dogadywalam sie z nia jakos (mimo wielu innych jej wad). Ojciec chyba nigdy mnie tak naprawde nie kochal albo nauczyl sie tego dopiero, gdy stalam sie dorosla i wyfrunelam z domu. Wczesniej to wlasnie on stawial warunki, karcil (w zasadzie nie mial za co), nigdy nie pochwalil (tu z kolei mial za co) itd.
      • doral2 Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 21:42
        gdybym powiedziała jedno, złe słowo na moja mamusię, to bym była ostatnią świnią na tym świecie.
        moja mamunia jest święta.
        i kocham ją nad życie.
        mimo, że ma mnóstwo wad.
        ale i tak ją kocham nad życie.
        • tysiac986 Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 22:47
          Nigdy niczego od matki nie wymagałam. Odrobiony lojalności i szacunku. Nie chciała mnie jako dziecko utrzymywać, nie pozwalała mi kontynuować edukacji, ciągle wmawiała mi brzydotę i podobieństwo od ojca, który ją zostawił, albo tez w jej odczuciu ona zostawiła jego!
          W rozmowach z ojcem "niby to o mnie", główny tematem bylo to, co ona myśli i czuje, jak jej w zwiazku z tym jest i co ojciec dla niej ZE WZGLĘDU na mnie powinien zrobić..
          W tej chwili sytuacja sięgnęła granic absurdu. Nie można już mi szkodzić osobiście, no to chwytamy się wszystkiego, co da podobny skutek.
          Lata zajęło mi uzmysłowienie sobie kim moja matka jest. Potwor w przebraniu człowieka, który nie może znaleźć ujścia dla swoich chorych emocji!
          • etiene8912 Re: Obwiniacie swoje matki? 22.07.11, 08:54
            Moja matka nie żyje - na całe szczęście. Ale ojciec w moim domu działa jak wyżej, wmawianie brzydoty, głupoty, studia kontynuuję sam, pracuje i studiuję dziennie. Całe zło jego świata jest w mojej osobie, i osobie mojego brata.
            • kochanic.a.francuza Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 15:58
              Wspolczuje. Rodzic to jednak powinien byc najgrubszy fiar w drodze do dorososci, a Wy macie nie tylko galazki, ale i trucizny. Trzymajcie sie.
              Zycze udanych zwiazkow z zyiowymi partnerami, ktore Wam ta strate z nawiazka wynagrodza:)
    • happy_time Re: Obwiniacie swoje matki? 21.07.11, 23:16
      Nie mam za co obwiniać mojej mamy. Może jedynie trochę za to, że byłam wychowywana w przekonaniu, że wszystko czego chcę to dostanę i wszystko mi się należy, ale to chyba bardziej wina taty :) Teraz sobie już z tym poradziłam, ale wcześniej nie było to łatwe.
      • jael53 Re: Obwiniacie swoje matki? 22.07.11, 09:30
        Nie mam powodu. Mama nie była ani fanatyczką "doskonałości", ani "siostrą - łatą". Nauczyła rozsądku - ale nie za wszelką cenę - oraz sztuki negocjacji. Nie była żadną antytezą ojca; dzięki obojgu rodzicom nauczyłam się, że nie ma sztywnych wzorców i że ważny jest własny pomysł na życie.
    • thisisspartaaa Re: Obwiniacie swoje matki? 22.07.11, 00:01
      przeczytałam: obwiniacie swoje majtki?
      ciekawe co by na to powiedział Freud
      • simply_z Re: Obwiniacie swoje matki? 22.07.11, 10:25
        coz moja mogla byc lepsza...ogolnie to nie temat na forum publicznym ale wydaje mi sie ,ze niektore osoby nie powinny miec dzieci. Dlatego jesli ktos pisze ,nie nadaje sie na matke ,to moze wie co mowi i nie ma sensu na sile go przekonywac. Mysle ,ze gdyby nie pewne rzeczy z dziecinstwa bylabym lepszym ,innym czlowiekiem i moze wiecej bym osiagnela kto wie..
    • princess_yo_yo Re: Obwiniacie swoje matki? 22.07.11, 11:19
      moja matka byla wyjatkowo nieprzyjemna osoba, a juz wybitnie w stosunku do mnie - oczywiscie swoje idiotyczne zachowanie, niezrownowazenie emocjonalne i wyladowywanie na mnie swoich frustracji tlumaczyla swoja wielka matczyna miloscia. ot zdarza sie.
      dzieki temu, i dzieki ojcu, jestem dowodem na to ze co nas nie zabije to nas wzmocni - nauczylam sie ze to ja decyduje o wlasnej wartosci a nie gledzaca za moimi uszami baba, ze wiezy krwi to zadna gwarancja i ze bycie porzadnym czlowiekiem i branie odpowiedzialnosci za wlasne czyny to podstawa. tak wiec dzieki temu ze moja matka byla potworem terroryzujacym otoczenie mam sie teraz calkiem dobrze.
      praktycznie przestalysmy rozmawiac poza cywilizowana wymiana truizmow kiedy bylam nastolatka, do grobowej deski miala o to straszny zal, i oczywiscie nie widziala w tej sytuacji ani grama wlasnej winy.
      • swiete.jeze Re: Obwiniacie swoje matki? 22.07.11, 12:18
        > dzieki temu, i dzieki ojcu, jestem dowodem na to ze co nas nie zabije to nas wz
        > mocni - nauczylam sie ze to ja decyduje o wlasnej wartosci a nie gledzaca za mo
        > imi uszami baba, ze wiezy krwi to zadna gwarancja i ze bycie porzadnym czlowiek
        > iem i branie odpowiedzialnosci za wlasne czyny to podstawa. tak wiec dzieki tem
        > u ze moja matka byla potworem terroryzujacym otoczenie mam sie teraz calkiem do
        > brze.

        Zgadzam się w całej rozciągłości.
    • jasna_olera smutny wątek jak cholera :( 22.07.11, 11:58
      ciężko czytać i przyjąć do wiadomości, że istnieją takie matki.
      Czasem myślę, że ludzie powinni chodzić na kursy i zdawać egzaminy zanim Państwo da im możliwość rodzenia i wychowywania dzieci.

      Moja mama, cóż idealna nie była, faworyzowała brata, ode mnie tylko wymagała. Dziś jednak pęka z dumy, a ja sama potrafiłam jej powiedzieć czego sobie nie życzę, co mi się nie podoba, i jak ma się do mnie nie zwracać. Kiedyś oschła dziś troskliwa. No i jako dorosła osoba zrozumiałam jak bardzo było jej ciężko.
    • fajnajozia Re: Obwiniacie swoje matki? 22.07.11, 13:13
      "Obwiniacie swoje matki? "

      Pewnie. I ojców też. Ale w ogólnym rozrachunku nie ma tego złego ... Co język będę strzępić :
      www.youtube.com/watch?v=lbhonMzorK4&feature=BFa&list=FL_4ycEY0m0uc&index=31
    • to.niemozliwe Re: Obwiniacie swoje matki? 22.07.11, 22:06
      To jest, po trosze, wynik dwoch przeciwstawnych procesow. Z jednej strony matki zadaja od corek bycia lepszymi, doskonalszymi, na miare matczynych ambicji i wyobrazen o doskonalosci swojego dziecka. Rownoczesnie, w warstwie podswiadomej matki przenosza na corki swoja postawe wobec wlasnych matek, tzn. odnosza sie do corek komunikatami wypartymi wobec wlasnych matek.
      Na przeciw temu procesowi wychodzi budowanie tozsamosci i autonomi psychicznej mlodej dziewczyny, ktore tworzy sie, w pierwszym odruchu w kontrze do matki. Tzn. na matkach zdobywa sie pierwsze doswiadczenie jak bardzo jest sie inna od niej.
      Nie bez winy jest tez psychologia popularna, ktora, takze przez kino, sztuke, kulture masowa utrwalily stereotyp toksycznego rodzica, lub toksycznego elementu rodzicielskiej relacji, ktory jest winien wszelkim niepowodzeniom i trudnosciom.
      Tymczasem wspolczesna psychologia odchodzi od tej uproszczonej, lecz utrwalonej wizji. Za istotniejsze uznaje sie, coraz czesciej cechy wrodzone, biologiczne oraz okres wczesno-mlodzienczy, ktory moze utrwalic np. kompleksy z powodu niesprzyjajacego srodowiska
      rozwojowego w tym waznym okresie zycia.
      Moje doswiadczenia, jako ojca nastolatki i meza zony sa takie, ze czasem kompletnie nie rozumiem sensu ich dyskusji ;-). Tzn. w warstwie logicznej sa niespojne, a relacyjnej az kipia emocjami. Co oczywiscie nie przeszkadza im dazyc sie prawdziwa, gleboka miloscia.
      Ot paradoks....:-D
    • minasz Re: Obwiniacie swoje matki? 22.07.11, 22:27
      obserwujac matki na placach zabaw moge stwierdzic ze wiele z nich jest nienormalna i nie maja normalnych relacji z dzieckiem -albo je tula albo dra mordy
      mamusie nie rozmawiaja (sporadycznie to sie zdarza) jak młodszym przyjacielem nie bawia sie ogolnie wiekszosc wspolczesnych matek jest do d i pewnie zawsze tak było
      • busqueros Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 14:49
        >i nie maja normalnych relacji z dzieckiem -albo je tula albo dra mordy

        to są normalne relacje. dziecko się i tuli, i drze na nie mordę.
        ale macie problemy - żeby w ogóle rozpatrywać swoje życie itd pod kątem relacji z rodzicami.
        co to ma do rzeczy? dorośnijcie wreszcie i skończcie z tą podwórkową psychologią.
        wasze życie jest wasze, i to Wy je teraz kształtujecie, a nie Wasi starzy.
        chyba, że tu gimnazjum pisuje ;)
        • professional_scoffer Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 23:45
          Po co ta arogancja i ignorancja?

          To właśnie najbliższa rodzina ma nas największy wpływ, a relacje z rodzicami w dużym stopniu determinują to jakimi kategoriami będziemy myśleć. Bzdurą jest uważać, że kształtujemy się niezależnie od osób z otoczenia.

          Niestety, błędy rodziców zostawiają bardzo poważne ślady w psychice człowieka. Dzieci wychowywane w atmosferze zaniedbania, krytyki, nadmiernych oczekiwań, w rodzinach patologicznych będą miały zaburzony obraz siebie i zaniżone poczucie własnej wartości.
    • kochanic.a.francuza Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 15:51
      chyba każda matka zna to uczucie, gdy po całym dniu użerania się z dzieciakami i skarceniu ich, gdy na to zasłużą pojawia się ojciec i zabiera je na lody - naturalne, że wtedy to my stajemy się 'złymi matkami',a tatusiowie 'wybawicielami'

      O to u mnie tak jest:/

      Ja nie obwiniam swojej matki o nic, bo nawet jesli cos nie tak robila to znam przyczyny i nie robie z igly widly. Natomiast moja mama, ma nieuleczony w sercu zal do mojej babci i nie potrafi jej wybaczyc. Nie zastanawia sie nad przyczynami, trudami zycia, jakie babcia przeszla, pamieta tylko swoja kszywde i wlasciwie sama meczy sie w tym sosie urazow, niewybaczenia. Przykro patrzec. Z drugiej strony, nigdy nie doswiadczylam co to okrutna matka, wiec latwo mi moze mowic...
    • malwa1987 Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 21:33
      To chyba watęk dla mnie-ten o psychoterapii też;)
      Od dłuższego czasu uczęszczam na psychoterapię, a źródłem moich problemów jest matka, która stosowała w stosunku do mnie i mojej siostry zawoalowaną przemoc psychiczną. Siostra, podobnie jak ja, korzysta z pomocy terapuety.
      Moja matka jest osobą, która od zawsze potrafiła jedynie zrzucać odpowiedzialność za swoje błędy życiowe na inne osoby. Nienawidziła mojego ojca (oczywiście wielokrotnie w kłotniach i awanturach porównywała nas do niego), a dlaczego za niego wyszła? Bo jej matka to wbijała do głowy, ona nie miała nic do powiedzenia. Nieraz powtarzała, że gdyby mogła cofnąć czas, poukładałaby sobie życie inaczej, a konkretniej ujmując- zostałaby starą panną i nie rodziła dzieci. Mój ojciec był alkoholikiem, człowiekiem skrajnie nieodpowiedzialnym, nie było dobrze od samego początku praktycznie, ale oczywiście "wtedy to były inne czasy" bla bla bla. Już gdy na świecie była moja o rok starsza siostra matka miała w domu piekło, więc gdy zaszła w ciążę ze mną była załamana. Od kogoś z rodziny dowiedziałam się, że chciała usunąć ciążę, a później długo mnie nienawidziła, ja byłam tą złą córką tatusia. Ponoć zamykała mnie w pokoju na całe godziny, nie pozwalając nikomu wejść, wyżywała się na mnie za swe spieprzone życie. No bo po co jej drugi bachor do szczęścia? W takim domu, z takim człowiekiem? Zawsze przywiązaywała wagę do zaspokajania naszych potrzeb fizjologicznych (całe życie wam poświęciłam, byłyście najlepiej ubrane na całym osiedlu, żyły sobie dla was wypruwałam, niewdzięcznice itp. itd.), więc diagnozę pt. przemoc psychiczna stara się wyprzeć ze wszystkich sił, no bo "zawsze miałyście najlepsze frykasy, ubrania" bal bla bla. W kółko to samo. Jak zepsuta maszyna. Choć zdarzało się lanie pasem, bicie, wyzywanie od najgorszych, również w towarzystwie znajomych, najgorsza była ta utajona, zawoalowana przemoc psychiczna- ten ciągły krytycyzm, w spojrzeniu, w minach, we wszystkim. Zawsze wszystko było źle- zawsze z siostrą drżałyśmy, gdy przychodziła z pracy, wyganiałyśmy z mieszkania koleżanki, zakasywałyśmy rękawy i sprzątałyśmy, zero beztroski, luzu. A ona i tak wchodziła skrzywiona, sfrustrowana, niemiła. Na drugi dzień więc sprzątało się jeszcze dokładniej, jeszcze lepiej, żeby mama nie była niezadowolona-jako dzieci oczywiście przypisywałyśmy jej fochy i zmienne nastroje sobie- piątka minus zamiast piątki, kuchnia źle posprzątana- zazdrościłam koleżankom, które żyły na luzie, bezstresowo, a mimo to były kochane i bezwarunkowo akceptowane-ja w przeciwieństwie do nich nie mogłam kupowac ubrań, jakie mi się podobały, spotykać się z chłopakiem, z jakim chciałam- zawsze
      wszystko musiało byc zaopiniowane przez nią, narzucone. Przykład: gdy wracałam z zakupów (już i tak cała sparaliżowana), atakowała mnie w drzwiach, musiałam pokazywać, co kupiłam, ile kosztowało (mimo że za swoje kieszonkowe), a jeśli jej się nie spodobało, to nie odzywała się do mnie przez kilka dni. W domu panowała zawsze zimna, surowa atmosfera, nie pamietam, żeby ktoś kiedykolwiek przytulił mnie, wziął na kolana, powiedział że mnie kocha. Zimny chów, surowość, krytycyzm, wymagania i ambicje. Tutaj może skrócę swój wywód, podsumowując, że obecnie leczę się z nastepujących zaburzeń: perfekcjonizm "wszystko albo nic", nadmierne skupienie na sobie, wzmożona samokontrola, a wszystkie te mechanizmy wypracowałam w dzieciństwie, matka kontrolowała każdy mój ruch, nawet herbaty nie umiałam zaparzyć zgodnie z jej standardami. Wyrosłam w przekonaniu, że do niczego się nie nadaję, że jestem gorsza, że wszyscy tylko czekają, aż coś mi się nie uda, że skupiają na mnie swoją uwagę. W dodatku całe życie tłumiłam i kumulowałam wszystkie złe emocje, dopiero teraz uczę się wyrażać złość, tylko wtedy staje się ona konstruktywnym narzędziem. Nauczyłam się, że nie muszę być grzeczną dziewczynką pt. przepraszam, że żyję i to daje mi siłę. Nieprawdopodobną siłą i oczyszczenie przynosi wyrażenie złości- swosite katharsis. No cóż, temat rzeka, nie wyczerpałabym do północy, i tak się rozpisałam-przepraszam za chaos, tak to już jest gdy się mówi o rzeczach trudnych.













    • moonogamistka Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 21:38
      obwiniam matke, bo to wygodne miec toksyczna matke;-)) I zdaje sobei sprawe, ze moja Mloda zrobi to samo;-)) OKi;-)
      To takie wygodne zwalac swoje slabosci na przewinienie poprzednich pokolen.
      • berta-death Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 22:42
        To skoro każdy człowiek kowalem swojego losu a matki nie są winne temu jaką ich dzieci maja psychikę i jak radzą sobie w życiu, to po co w ogóle zawracać sobie głowę wychowaniem dzieci? Chyba tylko po to, że jest się psycholem lubującym się w znęcaniu nad słabszymi i chce się sobie ulżyć. Może trzeba je oddać wszystkie do sierocińców bo i tak nie będzie to miało żadnego wpływu na ich przyszłość. Jako opiekunów można zatrudnić psychopatów, bo i tak z nich żaden pożytek w społeczeństwie a tak będą mieli jakieś zajęcie i jeszcze będą szczęśliwi, że mogą kogoś podręczyć. W końcu jak tałatajstwo będzie miało 18 lat to i tak zrobi ze swoim życiem co miało zrobić, więc w czym problem. Jerzy Urban oficjalnie twierdzi, że rodzina to najgorsze miejsce do wychowywania dzieci a kobieta, która się para tym zajęciem zamiast się samorealizować, chociażby towarzysko jak się jej nie chce pracować, to totalna idiotka.
        • malwa1987 Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 22:45
          Odruchowo szukałam przycisku: Lubię to.
        • moonogamistka Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 22:47
          Ja nie wiem:-) ja wiem tylko, ze matki sa toksyczne;_)) Moja tez miala wiele wad, ale pewnie ja bede nie lepsza;_)))
          Gdzies przeczytalam, ze matka ma byc wystarczajaco dobra:) I to mi pasuje;-)))
          • berta-death Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 23:23
            > Gdzies przeczytalam, ze matka ma byc wystarczajaco dobra:)

            Ale tylko pod warunkiem, że i dziecko będzie miało błogosławieństwo na bycie wystarczająco dobrym dzieckiem. Zatem nie czepiamy się, że nie ma dobrych ocen, wystarczy, że przechodzi z klasy do klasy, nie czepiamy się, że nie sprząta, wystarczy, że jeszcze sanepid nie interweniował, nie czepiamy się, że ubiera, wyraża i zachowuje się niestosownie, wystarczy, że obyczajówka nie wlepiła mu mandatu za nieobyczajny strój i zachowanie, nie czepiamy się, że się źle zachowuje, wystarczy, że jeszcze go radiowozem do domu nie przywożą zbyt często i kurator się nim nie zainteresował, nie czepiamy się, że praktyk religijnych nie uskutecznia zbyt gorliwie, wystarczy, że go nie ekskomunikowali, nie czepiamy się, że obraca się w złym towarzystwie, wystarczy, że spece od zorganizowanej przestępczości i sekt jeszcze się nim nie zainteresowali, nie czepiamy się, że nie wraca do domu przed 22, wystarczy, że w ogóle w domu się czasem pokazuje, nie czepiamy się, że za dużo kasy w błoto wyrzuca, wystarczy, że jeszcze komornika nie mamy z jego powodu na głowie, nie czepiamy się, że bawi się w słoneczko od 12rż, wystarczy, że przed 18 nie zajdzie w ciąże ani nikomu dziecka nie zrobi, nie czepiamy się, że niezdrowo się odżywia, wystarczy, ze nie trafiło z tego powodu jeszcze do szpitala, itd, itp ;)
            Jednym słowem, skoro matka jest róbta co chceta, to i dziecko powinno być róbta co chceta. Inaczej jest to nieuczciwe.
            • moonogamistka Re: Obwiniacie swoje matki? 24.07.11, 23:29
              amen:) Jestem za;)
              • berta-death Re: Obwiniacie swoje matki? 25.07.11, 00:01
                Ja się jeszcze zastanawiam, czy mężowie i ojcowie też powinni dostać błogosławieństwo bycia wystarczająco dobrymi. Bo to by znaczyło, że wystarczy, że zarabia 1500 na rękę, ważne, że nikt nie chodzi głodny ani z gołym tyłkiem, nie czepiamy się, że nie ma zdolności kredytowej, ważne, że wystarcza na opłacenie rachunków w mieszkaniu socjalnym, nie czepiamy się, że siedzi całymi dniami z piwskiem gapiąc się w telewizor, wystarczy, że jeszcze delirium nie dostał, nie czepiamy się, że kibel przecieka, wystarczy, że jeszcze szambo nie wybiło, nie czepiamy się, że całymi dniami chodzi w siatkowym podkoszulku na ramiączkach i wzorem prawdziwego mężczyzny kąpie się raz w miesiącu, wystarczy, że jeszcze świerzb go nie oblazł, generalnie nie czepiamy się niczego, wystarczy, że nie biorą nas za Rumunów.
            • malwa1987 Re: Obwiniacie swoje matki? 25.07.11, 00:00
              A co, jeśli wszystko, o czym pieszesz było o 360st. w drugą stronę? Czasu się nie cofnie, trudny bagaż zostaje, ale kogo to obchodzi? Teraz to tylko i wyłącznie mój problem, co JĄ to może obchodzić- przecież miałam pełny talerz i buty na zimę, ba nawet dwie pary!
    • twojabogini Re: Obwiniacie swoje matki? 25.07.11, 00:01
      Fajny wątek.
      Jak już się spadnie na ziemię i przestanie oczekiwać cudów to w przewadze przypadków okazuje się, że większość matek była po prostu normalna. Pewnie, można im zarzucić, że: popełniała błędy, raniła, czasem przedkładała swoje interesy nad dziecka a czasem nadmiernie się poświęcała itp. Z drugiej strony - jeśli się doszło dorosłości z kompletem kończyn, w dobrym zdrowiu i w miarę stabilnej psychice - to znaczy, że mama rolę swoją jednak pełniła w stopniu wystarczającym.
      Moja mama była normalna - mogłabym jej wytknąć całą masę rzeczy, które mi się nie podobały - tylko po co? Zaprzyjaźniłam się z nią. To lepsze niż terapia, bo zamiast słuchać od terapeuty teorii o tym że np. matka była "zazdrosna o kobiecość" i innych bzdur - dowiaduję się, że miałam jeden sweter na zimę, bo akurat nie mieliśmy kasy (tak to ukrywała, że do głowy by mi to nie przyszło, myślałam, że się znęcała nade mną, odmawiając zakupów :).
      Ale matki potwory istnieją również. Z matek destrukcyjnych najgorsze są te które notorycznie gderają, poświęcają się i mają manię kontroli.
      • jael53 Re: Obwiniacie swoje matki? 25.07.11, 12:03
        Ze zgrozą przeczytałam wpisy Berty - że dopuszczenie bycia wystarczająco dobrym to straszna katastrofa, tożsama z niestawianiem żadnych granic ani wymagań. Karykaturę łatwo zrobić; trudniej z dnia na dzień przez lata zachowywać proporcje i miarę w tym, gdzie kończy się roztropna granica, a zaczyna bądź obłędny perfekcjonizm, bądź totalne olewnictwo.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja