dziewczyna_rzeznika
21.07.11, 18:16
Pytanie kieruję głównie do kobiet ze względu na specyfikę relacji matka-córka, ale 'synowie' oczywiście także mogą wyrazić swoje zdanie ;-)
Czytałam niedawno książkę na ten temat, w której między innymi było opisane, jak kultura od lat wywiera presję na matkach - mających spełniać społeczne wymagania co do macierzyństwa, jednocześnie będąc idealnym rodzicem. W ten sposób powstały dwa mity - jedne córki nadmiernie idealizuje swoje matki, stawiając je na piedestale jako wzór kobiety, idealnej strażniczki ogniska domowego, inne zaś dewaluują wartość swoich matek uważając je za "wiedźmy", które wywierają negatywny wpływ na dorosłe życie córki i albo się matek boją, albo nimi pogardzają. Obydwa mity są szkodliwe bo ani ciągłe porównywanie się z matką-aniołem przy jednoczesnym myśleniu, że 'ja nigdy nie będę tak perfekcyjna jak ona", ani ciągły żal do matki, wstyd za nią, nie pozwolą córce tak naprawdę nigdy odciąć pępowiny i zostać wystarczająco dobrą matką i partnerką we własnym życiu.
Te mity pogłębiają także psychologowie, bo czym dziś jest terapia, jeżeli nie grzebaniem we wspomnieniach ze wczesnego dzieciństwa i wyszukiwaniem ran zadanych przez rodziców, a zwłaszcza matkę?
W sumie jakby się temu przyjrzeć to jest w tym coś, w tym naszym obwinianiu matek, taka niepisana umowa populacji : co złego, to matka. Nie twierdzę, że wszyscy mamy/mieliśmy wystarczająco dobre matki, ale myślę, że zanim zaczniemy je obwiniać o wszystkie nasze niepowodzenia w dorosłym życiu, powinnyśmy przyjrzeć się naszym matkom i zastanowić się, dlaczego postępowały tak, a nie inaczej. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że większość matek krzywdzi swoje córki świadomie. Może zwykła rozmowa, nawet po latach wystarczyłaby by wyjaśnić dawne, ale dotąd doskwierające sprawy.
Ponadto często wydaje się nam - córkom, że matka od nas tylko wymaga, a ojciec kocha nas bezgranicznie. To naturalne, że żywimy niechęć do osoby, która egzekwuje prawa. Natomiast większa pobłażliwość ze strony ojca najczęściej jest skutkiem jego mniejszego zaangażowania w wychowanie dziecka (chyba każda matka zna to uczucie, gdy po całym dniu użerania się z dzieciakami i skarceniu ich, gdy na to zasłużą pojawia się ojciec i zabiera je na lody - naturalne, że wtedy to my stajemy się 'złymi matkami',a tatusiowie 'wybawicielami' ).
Cóż, rozpisałam się, bo i temat rzeka. Ale cieszę się, że ten problem zaczyna być dostrzegany, może społeczeństwo w końcu zacznie inaczej postrzegać matki i spróbuje im pomóc w wychowywaniu szczęśliwszych dzieci, a nie tylko obarczać je winą za wszelkie bolączki dorosłych dzieci...złych matek?