edzio501
01.08.11, 19:59
Drogie Panie, długoletni bierny czytelnik Waszego forum ma pytanie problemowe, bo się już troszkę gubię :) Sytuacja wygląda tak :
Facet, około 30 lat (singiel czy stary kawaler, jak zwał tak zwał) ma poważny wypadek (z własnej winy). Szpital, operacje, kilka dni walczy o życie. Ale w końcu wychodzi na prostą, nie ma zagrożenia dla jego życia, w szpitalu spędzi raczej jeszcze kilka długich tygodni. Póki co jest przywiązany do łóżka, ale w pełni komunikatywny. Zaznaczam, iż w szpitalu jest dobra opieka.
I teraz przechodzimy do głównego problemu. Otóż ten młody kawaler ma rodzeństwo, 3 osoby płci różnej, żonate, mężate i dzieciate, bardzo o niego zatroskane i gotowe do wszelkich poświęceń, w ciągu tych kilku dni pierwszych ciężkich dni praktycznie mieszkające w szpitalu. Ale jak wspomniałem wyżej, najgorsze już za nim, teraz potrzebny jest czas. Ten młody człowiek domaga się, aby ktoś z nich (a najlepiej nie pojedyńczo, tylko dwójkami) był z nim w szpitalu od rana do wieczora, dotrzymując mu towarzystwa, a troskliwe rodzeństwo oczywiście spełnia to życzenie. I tu moje pytanie : czy to normalne ? Nie ma już żadnego zagrożenia życia, on po prostu jest leczony. Czy ma prawo wymagać (mniejsza o formę) takiej opieki ? Czy z nimi czy ze mną jest coś nie tak, bo wg mnie zupełnie wystarczy codzienna wizyta (czy nawet dwa razy dziennie), zaopatrzenie we wszelkie potrzebne produkty, rozmowa z nim i lekarzami. Czy to ja już stałem się nieczułym draniem, czy mamy to do czynienia z nadopiekuńczością ?