Dodaj do ulubionych

Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem?

04.08.11, 19:32
Wiem, ze zaraz pewnie naraze się na jakieś złosliwosci, ale to ryzyko korzystania z tego forum, wiec się nie przejmuję:)

Zaiinsporował mnie troche watek o "niesprzataniu i niegotowaniu". No własnie - chciałam o to sławetne gotowanie zapytać. Ptrzyznam, ze ja nie gotuje codziennie, w ogóle nie gotujemy codziennie w domu, ale umiem i jak mam czas, to nawet lubię:), czasami. I jakoś nie mogę pojac, jaki to znow wielki wysiłek "ugotować" i jakoś śmieszy mnie to opowiadanie o "brzemieniu" gotowania (niekoniecznie na fotum. Z grubsza jestem w stanie zrozumiec , ze jesli ktoś ma liczną rodzinę, kogoś w niej na specjalnej diecie, to moze mieć problemy z gotowaniem, głownie czasowe. Oczywiscie nie mówie o luydziach pracujacych jak my np. w najrózniejszych godzinach, ale o takich co pracuja od do, a nie jest ich wcale mało.
I zeby była jasnosc nie mówię o nastawieniu też zupy z torebki i pulpetów ze słoika:) Mówie o normalnym jedzeniu. Ilez to jest zachgodu ugotować normalną zupę? Ile wizać mieso, przyprawic, wsadzić w folie i do pikjarnika? Na przykład. Ja miuesa nie jadam i czasem robimy coś i d la nmnie bezmiesnego i dla mojego daceta miesnego i nie zajmuje to jakiegoś strasznego czasu.
Pewnie, ze troche zcasu zajmuje np, zrobienie pierogó, ale takj z reką na sercu ile z nas robi je na co dzień? Jak znam zycie, mało kto.
Zwazywszy, ze teraz, odmiennie od czasów mego dzieciństwa np., wszystko w sklepach jest i nie trzeba "polowaC" na produkty to chyba jedyny problem jest z ... wymysleniem co by tu zmontowac smacznie i zdrowo. Ale i to nietrudne, w necie pełno fajnych przepisów.
Jak to jest dziewczyny, z reką na sercu - ile zajmuje wam zrobienie obiadu? Mam na mysli konkretne działanie, a nie np. wsadzenie miiesa do piekarnika i posiedzenie na foruym, jak ja przed chwilką:)?
Obserwuj wątek
    • nglka Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 19:42
      Faceci też gotują. Śmiem twierdzić, że bywają lepszymi kucharzami niż kobiety.
      Ja nie gotuję, bo nie chce mi się ani iść po wszystko do sklepu ani potem przyrządzać ani wstawiać garów do zmywary i ich wyjmować.
      Zabawne, że gotowanie zawężasz do wyjęcia z lodówki i włożenia do piekarnika, ew wyłożenia na talerz. Jeśli dodamy do tego czas na wyjście do sklepu, wybranie odpowiednich produktów, powrót, przygotowanie, ugotowanie, wyłożenie a potem załadowanie zmywary i wyładowanie zmywary (o ile w ogóle ona jest b jak nie, to rzecz jasna - mycie ręczne). Po mięso chodzę na ryneczek bo w markecie nie mam w zwyczaju kupować "odświeżanego" mięsa, już nie raz się nacięłam.
      Dlatego gotuję od święta a na codzień albo są fastfoody albo szybkie dania z torebki czy obiad gwizdany typu tosty, spaghetti z fixem z torebki, kanapki itp.
      Mamy też to szczęście, że teściowa bardzo lubi zapraszać nas na obiad :-)
      • kora3 Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 19:54
        nglka napisała:

        > Faceci też gotują. Śmiem twierdzić, że bywają lepszymi kucharzami niż kobiety.
        > Ja nie gotuję, bo nie chce mi się ani iść po wszystko do sklepu ani potem przyr
        > ządzać ani wstawiać garów do zmywary i ich wyjmować.


        Ale ja też nie gotuję zawsze, mój facet też gotuje i nie widze w tym nic złego ani dziwnego. Pytałam ogólnie:)

        > Zabawne, że gotowanie zawężasz do wyjęcia z lodówki i włożenia do piekarnika, e
        > w wyłożenia na talerz. Jeśli dodamy do tego czas na wyjście do sklepu, wybranie
        > odpowiednich produktów, powrót, przygotowanie, ugotowanie, wyłożenie a potem z
        > aładowanie zmywary i wyładowanie zmywary (o ile w ogóle ona jest b jak nie, to
        > rzecz jasna - mycie ręczne).


        No ok, ale zakładajac, ze idzie się do pobliskiego sklepu sprawdzonego, albo jedzie samochodem, to znów nie ejst 24 godziny. Tym bardziej, jesli wiemy co chcemy kupic, a nie zastanawiamy sie w sklepie.
        Zmywanie powiadasz ... no tak, ale jak chcesz zjesc np. cos gotowego, to tez to w czymś podgrzewasz i na czyms zjadasz, wiec nie wycxhodzi wcale tak duzo mniej "garów", nie mowiac o tym, że wcale nie musi zmywac i załadowac osoba, która gotowała,


        Po mięso chodzę na ryneczek bo w markecie nie mam
        > w zwyczaju kupować "odświeżanego" mięsa, już nie raz się nacięłam.
        > Dlatego gotuję od święta a na codzień albo są fastfoody albo szybkie dania z to
        > rebki czy obiad gwizdany typu tosty, spaghetti z fixem z torebki, kanapki itp.
        > Mamy też to szczęście, że teściowa bardzo lubi zapraszać nas na obiad :-)


        No ja spaghetti lubie, ale za fix z torebki to dzieki :) niemniej kazdy jada co chce i jak chce. My czesto jadamy na miescie, i razem i osobno. Wynika to z naszej pracy. Ja wieczorami raczej nie jesm, bo nie lubie, mój dacet owszem, ale jest to na ogół coś małego typu kanapka, tost własnie. Generalnie zadne z nas nie zyje, zeby jesc, a raczej je, zeby zyc, wiec nie ma u nas parcia na "porzadny" obiad codziennie. Niemniej zdarza nam się takie przygotowywac i zaden to wysiłek heroiczny:)
        Matka mojego faceta b. dobrze gotuje, lubi lekka kuchnie, jak ja, wiec mi bardzo pasuje, ale bywamy u niej raz w tygodniu, raz na dwa, wiec ...:) Moja mam też swietnie gotujke, ojciec tudziez, ale tam bywamy raz na kilka miesiecy
        >
        • nglka Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 19:59
          No właśnie, tyle, że ja wcale nie mam po drodze. Gdybym miała (raz) i gdyby mój facet miał podobny gust kulinarny do mojego (główne: dwa) to pewnie i gotowanie byłoby częstsze.
          Niestety mąż absolutnie nie tknie tego, co ja lubię, je kilka dań na krzyż od zawsze (także w domu tak jadł, gdy jego mama gotowała różnorodnie, z resztą teściowa b. dobrze gotuje).
          I tak jakoś wyszło. A dla samej siebie mi się nie chce. Jedyne posiłki jakie wspólnie nam smakują, to kebab, pizza (też różne smaki w wymienionych ale tu nie robię więc można wybierać), spaghetti i tosty. Ileż można jeść spaghetti na zmianę z tostami? :))
        • chomsterek Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 07.08.11, 17:02
          Nie lubię się czepiać szczegółów, ale z jednym nie mogę się zgodzić.

          kora3 napisała:

          > Zmywanie powiadasz ... no tak, ale jak chcesz zjesc np. cos gotowego, to tez to
          > w czymś podgrzewasz i na czyms zjadasz, wiec nie wycxhodzi wcale tak duzo mnie
          > j "garów"

          Takie np. kotlety - najpospolitsze polskie danie, wymagają pobrudzenia co najmniej 2 naczyń (do jednego wbijesz jaja, do drugiego wsypiesz panierkę). Do tego jeszcze deska i nóż - chyba, że kupisz w sklepie mięso już pokrojone w plastry. Mięso trzeba rozbić, a więc brudzisz tłuczek. Następnie - patelnię na której będziesz je smażyć. Dodaj do tego jeszcze garnek w którym ugotujesz ziemniaki i naczynie w którym przygotujesz i podasz przystawkę (dajmy na to - surówkę; tę będziesz musiała jeszcze zamieszać - a więc potrzebujesz łyżki, a jeśli przystawka ma być wykwintniejsza niż biała kapusta z majonezem - to jeszcze naczynia w którym przyrządzisz dressing)... I tak oto "gary" do zmywania zaczynają się piętrzyć w zlewie. Gdybyś kupiła gotowe kotleciki i surówkę na wagę, do zmycia miałabyś co najwyżej patelnię i talerze na których będziesz spożywać obiad. Ewentualnie, jeżeli akceptujesz dania z mikrofalówki - same talerze :-)
              • triismegistos Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 07.08.11, 20:50
                Ja te nieszczęsne schabowe tłukę może raz na dwa lata... Moi rodzice nieco częściej, może raz na rok. Mój ff, ktory świetnie gotuje nie pamięta kiedy ostatnio jadł schaboszczaka. Z moimi gotującymi znajomymi jest podobnie (a nadmienię, że generalnie moi znajomi są z tych gotujących).
                Nie neguję, że są ludzie, którzy jadają je częściej, ale dziwi mnie po prostu skojarzenie obiad= tłuczenie kotletów. No i wyznam, że dla mnie codzienne jedzenie zestawu kotlety+ziemniaki wydaje się nudne, monotonne i niespecjalnie zdrowe.
                Ale ok, jeśli dla kogoś obiad to te nieszczęsne kotlety, a jedyną alternatywą wydaje się ten nieszczęsny omlet, to w sumie nie dziwię się, że uznaje gotowanie za katorgę.
                • chomsterek Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 08.08.11, 21:59
                  Piszę przecież, że schabowy to jedynie przykład. Gdybym wymieniła jakąkolwiek inną potrawę, zaraz znalazłaby się przynajmniej jedna osoba gotowa dowodzić, że w jej środowisku nikt takiego dania nie jada. Chodziło mi natomiast li i jedynie o podkreślenie faktu, iż przygotowanie obiadu samemu od podstaw jest jednak nieco bardziej pracochłonne, niż korzystanie z gotowców. I to wszystko. Naprawdę nie trzeba się w mojej wypowiedzi doszukiwać żadnych kotletowych podtekstów. ;-)
    • 3artka Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 20:09
      Mnie się wydaje, że gotować może/powinien ten, kto to lubi i umie. Ja osobiście lubię, ale tylko raz jak na jakiś czas robię naprawdę super obiad. Obiady typu pierogi, kotleciki, zupki to standardowa procedura góra na godzinę roboty. Żaden problem.
      • lonely.stoner Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 20:17
        a u mnie gotuje raz ja raz moj facet, zalezy kto ma czas i ochote, nie zajmuje to wiele czasu, ale wiem ze np. czasem po prostu sie nie chce, i nikt nikogo za to nie gani. Oboje nie jemy miesa - dzis robilam vege lasagne, z quornem, baklazanem, papryka i pomidorami, zajelo mi to (lacznie z pieczeniem i robieniem sosu beszamel na top) chyba z ok. godziny. W miedzy czasie siedzialam i pisalam na forum haha. No ale nie pracuje teraz, wiec mam mnostwo wolnego czasu :) ostatnio mialam faze na robienie kopytek, w kolko - z takim sosem z serka riccota, szpinaku i slokiej smietany, bomba kalorii- ale jaka pyyyyszna :)
        Moj facet jest glownym szefem kuchni kiedy robimy pizze (ja ciasta nie potrafie zagniesc i juz), albo risotto- tylko on w sumie wie jak zrobic,zeby wyszlo meeeega, albo cos co sobie sam wymysli- zupe z jablka i fenkula na przyklad.
        Zakupy staramy sie robic jakies jedne spore, raz w tyg, ale i tak sie okazuje ze czesto musimy cos tam dokupic.
        Zastanawiam sie jak to bedzie jesli bedziemy miec dziecko?? bo teraz to kazdy wlasciwie sie objedzie bez obiadu, mozna jakos sie objesc bez ,ewentualnie zjesc tosta albo kanapke, ale z dzieckiem to juz raczej tak nie przejdzie. Mozliwe ze wtedy bedziemy oboje psioczyc na obowiazki domowe z gotowaniem wlacznie.
        • lonely.stoner Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 20:20
          chore to jest dla mnie co widzialam juz pare razy u moich kolegow w domu - amaja tyle lat co, nie sa starymi dziadami z epoki kiedy to baba w garach, chlop w garazu. Sytuacja kiedy oboje pracuja, zaczynaja na 8 rano, laska wstaje pierwsza z wszystkich (chyba o 5 rano), gotuje sniadanko, kawusie i zanosi facetowi do lozka- i nie jest to sytuacja odswietna, tylko na co dzien tak jest, facet natomiast- nic. 2 lewe raczki, i jak dziewczyny/zony nie ma w domu tydzien to lodowka swieci pustkami, i koles je doslownie suchy chleb. To jest hardcore. Z takim kims bym nie chciala zakladac rodziny.
          • lonely.stoner Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 23:21
            jan_hus_na_stosie napisał:

            > lonely.stoner napisała:
            >
            > > Oboje nie jemy miesa
            >
            > spytam tak z ciekawości, jak go poznałaś już nie jadł mięsa czy dopiero po tym
            > jak zaczęliście się spotykać przestał jeść?
            >
            >

            kiedys sobie obiecalam ze nie bede z toba rozmawiac, ale grzecznie pytasz to moge zrobic wyjatek i odpisac: jak sie poznalismy oboje jedlismy mieso, ja kiedys, w przeszlosci, bylam pare lat vege, pozniej znowu wrocilam do 'zlych nawykow' spozywania zwierzat. Teraz tak wyszlo bo akurat moj facet zaczal sie interesowac roznymi ruchami zwiazanymi z ekologia, prawami zwierzat, PETA, itd. i najpierw stwierdzil ze robi to bo mu bedzie z tym latwiej zyc, ja sie wlaczylam w 'projekt' bo w sumie bylam pare lat vege i pamietalam ze sie fajnie zylo, lekko... I w ostatecznosci nie jemy miesa oboje, ja zaczelam tez sie interesowac roznymi kampaniami i z mleka i ogolnie wszystkiego co zwiazane z wyzyskiem zwierzat mam ochote zrezygnowac zupelnie. Jak moj facet to nie wiem, narazie nic mi o tym nie wiadomo, bo jeszcze nie rozmawialismy, ale ma sporo znajomych w pracy ktorzy sa kompletnymi veganami, i to takimi od urodzenia (tu gdzie mieszkam sporo ludzi nigdy w zyciu w ogole nie spozywala nic pochodzenia zwierzecego) i ogolnie daja nam swietne pomysly jak sobie radzic w tym opanowanym produktami miesnymi swiecie.
    • berta-death Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 20:25
      To jest bardziej kwestia organizacji pracy i szybkości ruszania kończynami, niż tego czy gotowanie to skomplikowana i długotrwała czy prosta i szybka czynność.

      Ja gotować jako tako nie potrafię, ewentualnie jakąś mrożonkę przyrządzić, czy zupę z soku warzywnego z kartonu. I mimo to zajmuje mi to dużo czasu, nagle i niespodziewanie robi się sterta garów i jeszcze większa sterta różnych dziwnych przedmiotów np pustych kartonów, pojemników z przyprawami, itp, które potem zawalają całą kuchnię i nie mogą znaleźć swojego miejsca. Nie wyobrażam sobie siebie w roli gospodyni domowej. Zupelnie odwrotnie niż moja prababcia, która jak wynika z opowieści rodzinnych, miała jakiś ponadprzeciętny zmysł do organizowania sobie pracy. Miala gospodarstwo na głowie, dom bez sprzętu AGD, dzieci, zwierzęta, męża, to nie dość, że wszystko było na pogotowane, pozmywane, wyprane, wyprasowane, wykrochmalone, to jeszcze miala czas na hodowanie kwiatków przed domem, dekorowanie wnętrza różnymi serwetkami, obrusami, kwiatami, robienie wypieków, łącznie z pieczeniem góry pączków, itp. I mimo, że była osobą z natury narzekalską i wszystko jej było źle, to nigdy nie narzekala na to, że miała dużo prac domowych.
        • berta-death Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 08.08.11, 01:32
          > No ae przyznaj, ta Twoja babcia ie pracowala zawodowo? Jkabym nie musiala isc d
          > o roboty to dla mnie gotowanie, hodowanie kwiatkow i pucowanie i dekorowanie to
          > czysta przyjemnosc.

          Jak nie pracowała. A kto za nią pracował w polu, obrabiał zwierzęta, itp. To było jej główne zajęcie, które zapewniało całej rodzinie wikt, opierunek i dach nad głową. To się działo w 20-leciu międzywojennym w małej galicyjskiej miejscowości. Wtedy na tych terenach ludzie żyli z tego co sami wyprodukowali w niewielkich gospodarstwach. Na tyle niewielkich, że nawet na handel nie bardzo było gdzie coś uprawiać. Natomiast na tyle duzych, że nie było czasu na siedzenie i plotkowanie.
          Do tego miała jeszcze męża, który palcem nie kiwnął i 4 dzieci. To, że chciało się jej jeszcze zajmować takimi rzeczami jak hodowanie kwiatków, krochmalenie serwetek, narzut i obrusików to na paranoję zakrawa, bo nikt w sąsiedztwie tego nie robił. Ale jakoś wyrabiała się ze wszystkim.
    • moonogamistka Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 20:29
      Hmm..ja gotuje niezle i z przyjemnoscia, ale jak koles mi sugeruje, ze to moj obowiazek;-) To gula mi rosnie i staje okoniem;-) Bylam z takim gwiazdorem, ktory mowil, ze kobieta wyraza milosc i szacunek do mezczyzny- gotujac mu;-)) Przeminal;-))
      Gotuje, bo lubie! O! Ale jak facet gotuje dla mnie, to to jest takie seksy...mrrr...
    • vandikia Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 20:30
      Przyznam, że ja tez tego nie rozumiem. Jak nie mam czasu, to gotuję normalne rzeczy, umyć mięso, przyprawić, obsmażyć i udusić, to jest 10 minut pracy. Zrobienie surówki kolejne max 10.
      Taka moda, że najlepiej nie gotować, mieć panią do sprzątania, a samemu w tym czasie spełniać się przy swojej pasji :)
      • asystentka_prezesa_zarzadu Re: a ja rozumiem bardzo dobrze 04.08.11, 20:47
        No ale wiesz, każdy ma prawo żyć tak jak jemu odpowiada. Ty nazywasz leniem kogos kto jada w restauracjach zamiast samemu gotować a ktoś mógłby tak powiedzieć o Tobie bo na przykład nie ćwiczysz codziennie przez godzinę albo nie biegasz czy co tam.
        Po co Ci takie ocenianie innych?
        • kitek_maly Re: a ja rozumiem bardzo dobrze 04.08.11, 21:01
          Bo to łatwy sposób na dowartościowanie się. ;)
          Na bank jego dziewczyna czy jak ją nazwać ;) nie gotuje. Łatwo to stwierdzić, im więcej w nim agresji w jakichś tematach tzn, że tym bardziej go bolą na co dzień.
          Już kiedyś się pieklił tu na forum, że czemu ludzie nie rozumieją, że nie wszyscy lubią święta rodzinne, tradycyjnie nawyzywał wszystkich, którzy lubią tak spędzać święta po czym się okazało, że chodzi o to, że jego panna ciągnie go na święta do siebie. :D Taki typ - pantofelek w realu, w necie chojrak. ;)
          To samo jeśli chodzi o materialistki... Na forum agresja i 'kopnąłbym taką w tyłek' a sam sobie taką wybrał. ;) Żałosny koleś.
            • kitek_maly Re: a ja rozumiem bardzo dobrze 04.08.11, 21:16
              ?
              O czym Ty mówisz? Ja mówię o tym, że Jan gotuje się w PEWNYCH tematach i ma to podłoże w jego życiu osobistym jak się okazuje w różnych dyskusjach. I przez to, że wyładowuje swoją złość na bliskich w necie - obraża osoby kompletnie mu anonimowe.
              Mnie akurat jest obojętne co kto je, z kim śpi i czy chce się rozmnażać - każdy żyje jak chce i jak jemu jest dobrze. A ten gościu czepia się byle pierdoł. ;)
      • kora3 A ty w ogóle rozumiesz, co czytasz Jasku? 05.08.11, 00:03
        Bo ja napisałam o tym, że tak naprawde szybko i małym nakładem sił moizna zrobić obiad dla np. 4 osób (nie na diecie, jedzacych to samo w miare) jesli się komuś chce. A Ty o tym, ze się komuś nie chce. :)

        Piszac to nie miałam na mysli, ze w zwiazku z tym, nie ma prawa się komus, niezaleznie od płci nie chciec, tylko to, ze nie ejst to jakiś długotrwały i mega meczacy wyczyn:)
      • ame_belge34 Re: sam nie wiem :) 04.08.11, 21:07
        U nas zazwyczaj ja gotuję, nie wyobrażam sobie, żeby nie było w domu nic ciepłego do zjedzenia, Kiedy mam więcej rzeczy do zrobienia (pranie, sprzątanie, prasowanie ) jest tylko zupa, jak mam więcej czasu zatrudniam go "garów" mojego synka (2,5 roku), wszystko naokoło jest upaprane, ale ile radości w dziecięcych oczach, że "sam" zrobił obiad:) Też pracuję 8 godzin dziennie. Wg mnie podstawą jest dobra organizacja pracy. Moi rodzice nauczyli mnie, ze najpierw są obowiązki, a jak wszystko jest zrobiona jest czas na przyjemności. I tego się trzymam.
        • kaban2007 Re: sam nie wiem :) 04.08.11, 21:43
          Pochwalam,bo obiad w domu to coś co powinno być w każdym domu codziennie i uważam że obiad w domu to podstawa....a zrobić obiad to żadna trudność czy męczarnia po pracy, jak niektórzy piszą...wiem sam pracuję i jak trzeba to robię obiad sam dla rodziny.Dziwię się kobietom,dla których z robienie obiadu jest trudnością i piszą jakieś wymówki,które nie trzymają się k... d... zresztą niektóre muszą mieć panie do sprzątania bo odkurzacz to jest dla nich za ciężki:)
          • nglka Re: sam nie wiem :) 04.08.11, 22:06
            astrofan napisał:

            > brawo, wreszczcie kobieta z którą konie można kraść!

            Ale tylko między prasowaniem a obrobieniem mięsa. Muszą się te konie dostosować.
            • timetotime Re: sam nie wiem :) 04.08.11, 22:10
              nglka napisała:

              > astrofan napisał:
              >
              > > brawo, wreszczcie kobieta z którą konie można kraść!
              >
              > Ale tylko między prasowaniem a obrobieniem mięsa. Muszą się te konie dostosować
              > .
              >
              >

              Nie, nie! Konie kraść, a potem je na kotlety!
              • astrofan Re: sam nie wiem :) 04.08.11, 22:17
                dziewczyny, które dobrze sobie radzą w domu najlepiej się sprawdzają na jachtach, skałach i podobnych wojażach

                lenie, nudziary, przewrazliwone ego, francuskie pieski - nie dla Was życie ciekawe! :)
                • ame_belge34 Re: sam nie wiem :) 04.08.11, 22:25
                  >dziewczyny, które dobrze sobie radzą w domu najlepiej się sprawdzają na jachtach, skałach i podobnych wojażach <

                  No tu się z Tobą zgodzę - na jachcie też robię za matkę pajęczycę :) tu szota trzymać i młodego, żeby nieprzewidziana kąpiel się nie trafiła (mimo, ze w kapoku) i jeszcze mieć trochę frajdy z tego:)
                  • astrofan Re: sam nie wiem :) 04.08.11, 22:49
                    no proszę, pozna swój swego, u mnie 4 latek zaliczył swój pierwszy wspin, 7 latek w tym czasie kontrolował mamę czy dobrze asekuruje ... a ja relax ;)

                    ale potem mama miała niesamowity doping :)
                • timetotime Re: sam nie wiem :) 04.08.11, 23:01
                  astrofan napisał:

                  > dziewczyny, które dobrze sobie radzą w domu najlepiej się sprawdzają na jachtac
                  > h, skałach i podobnych wojażach
                  >
                  > lenie, nudziary, przewrazliwone ego, francuskie pieski - nie dla Was życie ciek
                  > awe! :)

                  No co Ty powiesz :)
                  Większej durnoty dawno nie słyszałam :).


                  Obaj moi chłopcy wspinają się na skałkach, jeżdżą na snowboardzie, wędrują po górach, śpią pod namiotami, a ja razem z nimi.
                  Nie widzę sensu w Twojej bzdurnej teorii.

                  Nie znoszę gotować, bo muszę to robić.
                  Jestem szczęśliwa gdy zbóje jadą do dziadka. Zamawiam z TŻem spaghetti albo idziemy do knajpy i nic więcej do szczęścia mi nie trzeba.
                  • astrofan Re: sam nie wiem :) 04.08.11, 23:18
                    wyluzuj bo pękniesz, z niewątpliwą stratą do tych sportów, wiesz co zwykle oznacza ":)" przy tekście?

                    poza tym proponuję abyś jeszcze raz przeczytała posty i zastanowiła się nad ich treścią, bo wnioskowanie z tekstui chyba nie jest Twoją mocną stroną ;)
              • nglka Re: sam nie wiem :) 04.08.11, 22:18
                timetotime napisała:

                > Nie, nie! Konie kraść, a potem je na kotlety!

                No coś ty, trzeba babie zapełnić te chwile wolności i niech najpierw te konie złapie a potem jeszcze niech szkółkę odpłatnie prowadzi, nierób jeden [nieroba jedna] :-) W d...ach się poprzewracało, żeby mieć wolny czas w przerwie między pracą, sprzątaniem, prasowaniem, gotowaniem i wychowywaniem dzieci.
                Co za czasy...
        • simply_z Re: sam nie wiem :) 05.08.11, 11:16

          > owanie ) jest tylko zupa, jak mam więcej czasu zatrudniam go "garów" mojego syn
          > ka (2,5 roku), wszystko naokoło jest upaprane, ale ile radości w dziecięcych oc
          > zach, że "sam" zrobił obiad:)
          no wprost cuuuuuuuudownie ,jak ci dzieciak robi syf w kuchni.
        • lacido Re: sam nie wiem :) 05.08.11, 22:16
          ame_belge34 napisała:

          > U nas zazwyczaj ja gotuję, nie wyobrażam sobie, żeby nie było w domu nic ciepłe
          > go do zjedzenia, Kiedy mam więcej rzeczy do zrobienia (pranie, sprzątanie, pras
          > owanie ) jest tylko zupa, jak mam więcej czasu zatrudniam go "garów" mojego syn
          > ka (2,5 roku), wszystko naokoło jest upaprane,

          czyli jednak nie masz dużo do roboty skoro masz siłę sprzątać po nim :)

          ja dla odmiany "zatrudniałam" dziecko gdy miałam full czasu żeby potem na luzaka sprzątnąc
    • kitek_maly Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 21:12
      No własnie -
      > chciałam o to sławetne gotowanie zapytać. Ptrzyznam, ze ja nie gotuje codzienni
      > e, w ogóle nie gotujemy codziennie w domu,

      Zdaje się, że to jest clue. I po napisaniu tego powinnaś stwierdzić, że ten wątek jest totalnie bez sensu.

      Tak w ogóle ten wątek przypomniał mi otym wątku.
      Niestety... Mimo że dzielą jego i Ciebie lata świetlne, jeśli chodzi rozwój, to w tym temacie jesteście sobie bardzo bliscy. :/

      PS. Nie gotuję codziennie, nie muszę/ nie chce mi się/ wstawić co się chce, więc nie jes to tak, że to ja czuję się uciemiężona.
    • six_a Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 21:59
      mnie to śmieszy, że osoba, która praktycznie nie robi czegoś dziwi się, że to coś robione codziennie jest dla innych "do wyrzygania jeden krok".

      wróć do tego wątku, jak zaczniesz gotować z obowiązku, a nie z fanaberii. i wtedy się podziel.

      po setne, gotowanie dla dzieci to coś zupełnie innego niż dla dorosłych. robisz obiad i tak. to nie lubi surówki, tamto marchewki w surówce, innemu nie podoba się kasza, więc jej nie zje, ziemniaki polane sosem? łaj? ktoś tam odkrył ślad po krwi w środku kurczaka i tak dalej. w rezultacie obiadem najbardziej zachwycony jest pies;)
      • timetotime Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 22:06
        six_a napisała:

        > mnie to śmieszy, że osoba, która praktycznie nie robi czegoś dziwi się, że to
        > coś robione codziennie jest dla innych "do wyrzygania jeden krok".
        >
        > wróć do tego wątku, jak zaczniesz gotować z obowiązku, a nie z fanaberii. i wte
        > dy się podziel.
        >
        > po setne, gotowanie dla dzieci to coś zupełnie innego niż dla dorosłych. robisz
        > obiad i tak. to nie lubi surówki, tamto marchewki w surówce, innemu nie podoba
        > się kasza, więc jej nie zje, ziemniaki polane sosem? łaj? ktoś tam odkrył śla
        > d po krwi w środku kurczaka i tak dalej. w rezultacie obiadem najbardziej zachw
        > ycony jest pies;)
        >
        >
        >

        Siostro! O to mi idzie!
        • berta-death Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 22:24
          Korze nie chodziło zdaje się o problem związany z kombinowaniem menu, które zasmakuje całej rodzinie, tylko o czas włożony w samo przygotowywanie posiłków i nakład pracy w to włożony. I jednemu obranie ziemniaków i poszatkowanie jarzyn na surówkę zajmie po 5min a inny i w godzinę się z tym nie wygrzebie. Jeden zrobi to tak zmyślnie, że nie będzie bałaganu a to co się nieznacznie zabrudzi sprzątnie na bieżąco i nawet nie zauważy kiedy. A innemu, nie wiedząc skąd, juz w pierwszej minucie pracy zrobi sie taki burdel, że i w tydzień tego nie ogarnie. W zwiazku z tym jak ktoś należy do kategorii osób, którym robota sama się robi, to nie będzie w ogóle narzekał na obowiązki domowe. A dla kogoś komu to wszystko ciężko przychodzi, to prowadzenie domu faktycznie będzie horrorem.
      • lacido Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 05.08.11, 22:13
        > po setne, gotowanie dla dzieci to coś zupełnie innego niż dla dorosłych. robisz
        > obiad i tak. to nie lubi surówki, tamto marchewki w surówce, innemu nie podoba
        > się kasza, więc jej nie zje, ziemniaki polane sosem? łaj? ktoś tam odkrył śla
        > d po krwi w środku kurczaka i tak dalej. w rezultacie obiadem najbardziej zachw
        > ycony jest pies;)

        byłaś u mnie na obiedzie? ;)))
      • kora3 Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 10:12
        Czy tylko sugerujesz się osobą jego autora ?:)

        NIE pisałam o tym, czy ktoś LUBI gotowac, czy kogoś to nuży, meczy itp. tylko o CZASIE jaki to zajmuje. Czas jest niezalezny od tego, czy się coś lubi, coś powoduje odruch wymiotny itp.

        W dodatku wyraźnie napisałam, ze chodzi o zwyczajna liczbę mającuych to potem jesc oraz o sytuacje, gdy nie trzeba dla kogoś gotrowac osobno ze wzgledu na wiek, dietę itd.
        • six_a Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 21:54
          najprostszy obiad 1-daniowy:

          kotlety mielone
          ziemniaki
          sałatka

          zakupy do tego obiadu: ok. 1h pójść/kupić/wrócić
          przygotowanie mięsa z krojeniem cebuli, namaczaniem bułki etc. 10 min.
          rozrobienie z mięsem, jajkiem i innymi składnikami 3 min
          stanie i przegryzanie się mięsa 30 min.
          w tym czasie obierasz ziemniaki i doprowadzasz wodę do wrzenia + ew. zaczniesz robienie sałatki.
          jeśli nie skończyłaś, dokańczasz sałatkę (sałata/ogórek/rzodkiewka/szczypiorek + jakiś tam sos z oliwy, cytryny i przypraw.) 5-10 min
          smażenie kotletów 20-30 minut (=w tym czasie gotują się ziemniaki)
          podawanie 5-10 min
          sprzątanie po 10 min (zmywarka: pakowanie i wypakowanie)
          zmywanie ręczne 20 min

          licząc lekką rączką, czyli wykorzystując w pełni czas, w którym coś tam się "samo robi" 2 h 15 minut (a bez zakupów, załóżmy że nie robiłaś ich tego samego dnia 1 h 15 minut) pracy. a nie siedzenia i czekania aż coś się ugotuje/podgrzeje SAMO.

          następnego dnia (załóżmy, że wykorzystasz kotlety usmażone poprzedniego dnia) możesz sobie poleżeć w trakcie gotowania się ziemniaków czy tam ryżu.

          dobrze policzone?
          • kora3 Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 22:09
            najbardziej wzruszyło mnie - doprowadzasz wode do wrzenia :) łuczywem?

            Sikso, niech ci bedzie nawet to 1,5 godziny (nie wiem ile tych kotletów w tym czasie zdołałabyś zrobić, ale zakładam, ze nie tylko te 2, czy 4 potrzebne na dzis, choć ja nie przepadam za odgrzewanymi daniami, ale niech bedzie). Tylko nie pojmuje dlaczego zakładasz, że wliczamy czas zakupów do czasu gotowania. No wiem, ze w 2 wersji go odjęłas:) Ale dlaczego z góry zakładac, ze zakupy robi osoba gotująca, a takze ze ona zmywa, czy nawet wkłada do zmywarki. No chyba, ze mówimy o kimś zyjacym solo, ale wówczas tyle zarcia nie robi, a jesli to na pare dni, wiec czas mozna podzielic np. przez 4:)
            Godzina na zakupy na mielone też mnie nie przekonuje. Czy to w markecie, czy w mniejszym sklepie aż tyle nie zajmuje kupienie miesa, ziemniaków i warzyw na sałatke.
            • six_a Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 22:20
              > najbardziej wzruszyło mnie - doprowadzasz wode do wrzenia :) łuczywem?
              książki kucharskiej na oczy nie widziałaś? czy na fizyce nie bywałaś?
              stawiasz na ogień czy płytę i się gotuje, z ziemniakami albo bez jak wolisz.


              (nie wiem ile tych kotletów w tym c
              > zasie zdołałabyś zrobić
              rozumiem, że jesteś dziennikarką, ale nie manipuluj, liczyłam podane przez siebie czasy minimalne, czyli 20 minut i to nie jest samo smażenie, chyba że kotlet mielony jest ci pojęciem z gruntu obcym jak doprowadzanie do wrzenia.


              Tylko nie
              > pojmuje dlaczego zakładasz, że wliczamy czas zakupów do czasu gotowania.
              bo przez gotowanie nie rozumiesz chyba samego czasu gotowania się czegokolwiek, tylko czas przygotowanie posiłku. inaczej wątek nie ma sensu.
              zrób to prościej ode mnie. wracasz do domu o której? a o której siadasz do stołu + dodaj czas na sprzątanie, chyba że kto inny sprząta. ale wtedy nie wiem czemu się dziwisz w tym wątku, że ktoś sam przygotowuje i sam o zgrozo sprząta, no bywa i tak, prawda?

              > Godzina na zakupy na mielone też mnie nie przekonuje. Czy to w markecie, czy w
              > mniejszym sklepie aż tyle nie zajmuje kupienie miesa, ziemniaków i warzyw na s
              > ałatke.
              nocusz, jak ktoś nie gotuje, to trudno się spodziewać, by na zakupy chadzał. kiedy ostatnio byłaś w sklepie i ile ci to zajęło - nie po fajki, tylko normalne zakupy. coś kiepsko liczysz, widzi mi się.
              • kora3 Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 22:44
                six_a napisała:

                > książki kucharskiej na oczy nie widziałaś? czy na fizyce nie bywałaś?
                > stawiasz na ogień czy płytę i się gotuje, z ziemniakami albo bez jak wolisz.

                >
                A wiec samo się gotruje nie? Przekrecenie pokretła od płyty to jest m oze sekunda?

                > rozumiem, że jesteś dziennikarką, ale nie manipuluj, liczyłam podane przez sieb
                > ie czasy minimalne, czyli 20 minut i to nie jest samo smażenie, chyba że kotlet
                > mielony jest ci pojęciem z gruntu obcym jak doprowadzanie do wrzenia.


                Ależ ty napisałaś "doprowadzasz do wrzenia", jakby to oznaczało jakąs czynnośc, która wymaga uwagi:) Tymczasem woda na płycie odpowiednio w sekunde nastoawionej JEST doiprowadzana do wrzenia przez płyte:)
                JA nie zbieram informacji kto kim jest z zawodu, bo mi to niepotrzenbne na foruym, ale widze, ze ty masz jakiś problem z moim:)

                > bo przez gotowanie nie rozumiesz chyba samego czasu gotowania się czegokolwiek,
                > tylko czas przygotowanie posiłku. inaczej wątek nie ma sensu.


                Owszem,ale np. rozumiem, ze się nie kupuje codzienie po 5 ziemniaków na ogół, tylko powiedzmy 3 kg. na raz.

                > zrób to prościej ode mnie. wracasz do domu o której?

                bardzo róznie :) bywa, ze o 17. bywa, ze o 21 - zalezsy od pracy i paru innych rzeczy :)


                a o której siadasz do stoł
                > u + dodaj czas na sprzątanie, chyba że kto inny sprząta. ale wtedy nie wiem cze
                > mu się dziwisz w tym wątku, że ktoś sam przygotowuje i sam o zgrozo sprząta, no
                > bywa i tak, prawda



                Siadam do stołu też róznie i róznie bywa z tym kto przygotowuje posiłek i kto po nim sprzata. Ale fakt, nie mam w domu etatu kuchatrki, czy sprzataczki. U nas sprzata ten, kto ma czas w danym momencie, a nie obligatoryjnie ja, czy mój partner.
                >

                > nocusz, jak ktoś nie gotuje, to trudno się spodziewać, by na zakupy chadzał. ki
                > edy ostatnio byłaś w sklepie i ile ci to zajęło - nie po fajki, tylko normalne
                > zakupy. coś kiepsko liczysz, widzi mi się.



                dziś :) byłam. Zajeło mi to 15 minut - robiłam leczo. Kupienie kilograma kiełbasy i 1,5 kg papryki oraz kila pomidorów naprawde zjeło mi 15 minut, nawet wino zdązyłam w tym czasie wziac z półki :) , a cebule i oliwe miałam w domu :) Przygotowanie całego popisłkju zajeło mi nie wiem czy pół goidziny. Pociąc w kostki kiełbase i cebule w kjrazki to naprawde nie heroizm. Papryke obiera się łatwo i tak samo łatwo tnie. Podobnie jak pomidory sparzone, zeby łatwo było zdjąc skórkę. Kiedy kiełbasa się poidsmażała pociełam cebule, potem ją dodałam do zeszklenia do tej kiełbay i zajełam sie papryką (mycie, obietranie, krojenie), a pomidory łup do salaterki i załałam gorącą wodą. Akurat sie zeszkliła cebula, jak skończyłam krtoic papryke, wiec hyc kiełbase i cebule do garnka i papryke do tego:) Dodałam przypdawy i obrałąm pomidotry, które zostawiłam na talerzyku do skrojenia. Leczo chwilek sie dusi, pomiodory trza dac na końcu, wiec jak sie dusiło, to wystarczyło to przemieszac raz na 15 min. W czasie "gotowania" nastawiłam pranie i siedziałam na forum ) Pociecie pomidorów zajeło mi chyba z 5 minut, wrzucenie - kilkanasie sekund pewnie. Patelnie po kiełnbasie z cebuklą zaraz wsadziłam do zmywarki, resztki po obieraniu zaraz wyrzuciłam.

                Jak przyszła moja kolezanka to leczo było już gotowe, tylko zajadac:) Nie powiem, zebym się przepracowała :) Wiekszosc czasu przygotowania tej potrawy zabiera duszenie sie jej, co nie wymaga specjalnej ingetrencji. :)
                >
                >
                • policjawkrainieczarow Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 23:03
                  Leczo to jest akurat w przygotowaniu tak czasochlonne jak jajecznica, wiec naprawde nie uzywalabym tego jako standardu. Wszelkie kombinacje typu "pomieszac papryke, pomidor, cebule i cos tam" to wdzieczne i szybkie danie, tyle, ze nie dzien po dniu i co wazniejsze, leczo w wielu rodzinach nie bedzie wchodzilo w gre jako obiad, bo sie sklada w duzym stopniu z papryki, ktorej wiekszosc dzieci (a wlasciwie wszystkie, ktore znam, wlacznie ze mna sama z dawnych czasow) serdecznie nienawidza.

                  Pietnascie minut to niejednej osobie zajmie sama droga do sklepu (albo samo stanie w kolejce do kasy).

                  Gadki typu "no przeciez kto inny moze posprzatac" sa w tym kontekscie absolutnie bez sensu - to musi byc zrobione i tyle, i zajmuje jakis czas, czy jesli ja zagonie jedna osobe do obierania ziemniakow, a druga do krojenia warzyw a mnie zostanie wrzucenie miesa na patelnie (30 sekund) to znaczy, ze zrobienie obiadu zajmuje pol minuty?
                  • kora3 Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 23:19
                    policjawkrainieczarow napisała:

                    > Leczo to jest akurat w przygotowaniu tak czasochlonne jak jajecznica, wiec napr
                    > awde nie uzywalabym tego jako standardu.


                    Ale ja nie przedstawiłam jako standardu - :) - odpowiedziałam na pytanie Sixy kiedy byłam ostanio na zakupaccjh i ile mi zajeły :)


                    ktorej wiekszosc dzieci
                    > (a wlasciwie wszystkie, ktore znam, wlacznie ze mna sama z dawnych czasow) ser
                    > decznie nienawidza.



                    ja tam bardzo lubiłam zawsze papryke, ale rozumiem, ze dzieci mogą nie lubic, albo do pewnego wieku nie mogą jesc.

                    >
                    > Pietnascie minut to niejednej osobie zajmie sama droga do sklepu (albo samo sta
                    > nie w kolejce do kasy).


                    Zapytała mnie dziewczyna? To odpowiedziałam , szczerą prawde. Mam jeszcze bliższy sklep, ale jest to sm, a tamze kiełbasy nie nabywam, choć sama jej nie jadam :)
                    Pewnie,ze są ludzie mieszkajacy np. za miastem (choć na ogół na takich osiefdlach są też sklepy), albo mozna trafic na duzą kolejke, ale bez przesady

                    >
                    > Gadki typu "no przeciez kto inny moze posprzatac" sa w tym kontekscie absolutni
                    > e bez sensu - to musi byc zrobione i tyle, i zajmuje jakis czas, czy jesli ja z
                    > agonie jedna osobe do obierania ziemniakow, a druga do krojenia warzyw a mnie z
                    > ostanie wrzucenie miesa na patelnie (30 sekund) to znaczy, ze zrobienie obiadu
                    > zajmuje pol minuty?



                    Ło matko, jeszcze raz: odrzucam temat zakupów i sprzatania po nich, bo osoby, które mówia o tym, ze duzo zcasu zajmuje im GOTOWANIE same nie wliczaja w to czasu zakupów, ani sprzatania PO jedzenoiu i przygotowaniu posiłku. A wiesz skąd to wnosze? Zaraz ci powiem. Otóż mieszkam w bloku i np. w niedziele rano ok godziny 8. jesli nie spie słysze charakterystyczny stuk, bicia miesa na kotlety. Mnie to przyznaje, nie przeszkazda, nawet mnie nie obudzi, ani mojego faceta. Ale sasiadka ma małe dziecko i kiedys, jak sie spotkałysmy na parkingu wspomniała o tym, ze dziecko jej sie budzi od tego. Powiedziałam jej, zgodnie z prawda, ze tez to łysze, ale to nie my :) Dziewczyna sie zastanawiała, po jakie licho bić kotlety o 8 rano. W kazdym razie zagadneła inne babki i wyjasniły jej (trzy sztuki), ze one robią obiad i tyle i muszą wczesniej zaczac, bo zajmuje duzo czasu, a wniedziele trza i do koscioła i na spacer itd. Znaczit chodzi o samo gotowaniew, bo sprzatania po obiedzie wszak nie słychac:)
                    >
                    • policjawkrainieczarow Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 23:30
                      > Pewnie,ze są ludzie mieszkajacy np. za miastem (choć na ogół na takich osiefdla
                      > ch są też sklepy), albo mozna trafic na duzą kolejke, ale bez przesady

                      hę? przeciez taka jest rzeczywistośc większości pracujących ludzi, Na zakupy moga chodzic głównie po pracy, a że większośc pracuje, to i w tym czasie tworza się kolejki (sama próba znalezienia miejsca do parkowania pod sklepem w godzinei w której ludzie robia wiekszosc zakupów, jak i proba opuszczenia tego parkingu, daje 5-10 minut)

                      Dziewczyna sie zastanawiała, po jakie licho b
                      > ić kotlety o 8 rano. W kazdym razie zagadneła inne babki i wyjasniły jej (trzy
                      > sztuki), ze one robią obiad i tyle i muszą wczesniej zaczac, bo zajmuje duzo cz
                      > asu, a wniedziele trza i do koscioła i na spacer itd. Znaczit chodzi o samo got
                      > owaniew, bo sprzatania po obiedzie wszak nie słychac:)

                      znaczit, jako, że nie powiedzialy owe trzy konkretne sztuki o sprzątaniu, to nie sprzątają? czy, że jak tego nei słychac, to się to nie dzieje, jak to drzewo, co spadło w pustym lesie?
                      • kora3 Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 23:43
                        policjawkrainieczarow napisała:
                        >
                        > hę? przeciez taka jest rzeczywistośc większości pracujących ludzi, Na zakupy mo
                        > ga chodzic głównie po pracy, a że większośc pracuje, to i w tym czasie tworza s
                        > ię kolejki (sama próba znalezienia miejsca do parkowania pod sklepem w godzinei
                        > w której ludzie robia wiekszosc zakupów, jak i proba opuszczenia tego parkingu
                        > , daje 5-10 minut)


                        No dobra, załozmy, ze wszyscy mieszkają w miejscach, gdzie tak własnie jest, wszyscy o tej samej godzinie kończa prace i qrde ida na zakupy. Ale mozna zakupy robić np. późnym popołudniem, albo wieczorem poprzedniego dnia, nie? Nie wszystko tak mozesz kupic, ale wiekszosc produktów, bo tertaz kazdy ma lofdówke w domu....
                        Nie wiem jaki to problem np. podjecjhac do sklepu w taki sposób, bo nijakich kolejek wówczas niet.

                        >
                        >
                        > znaczit, jako, że nie powiedzialy owe trzy konkretne sztuki o sprzątaniu, to ni
                        > e sprzątają? czy, że jak tego nei słychac, to się to nie dzieje, jak to drzewo,
                        > co spadło w pustym lesie?


                        Pewnie sprzataja, ale skoro walą kotletami o 8rano, to musi być tego spzratania na minimum trezy godziny chyba :), tak, zeby na 12 do koscioła zdązyc. No bo od 8 rano robić schabowe na obiad o powiedzmy 14. to chyba na 20 osób.
                        >
                        • policjawkrainieczarow Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 23:55
                          > No dobra, załozmy, ze wszyscy mieszkają w miejscach, gdzie tak własnie jest,

                          po prostu przyjmm do wiadomości, że skoro o okreslonej porze w sklepach sa znacznie większe kolejki, to to oznacza jedno -> WIĘKSZOŚĆ ludzi wtedy robi zakupy. Inaczej nie byloby wtedy kolejek. Simple.
                          I jest to w mairę logiczne, zwazywszy, ze zazwyczaj zakupy obiadowe robi sie przed obiadem, a nie po.

                          > Pewnie sprzataja, ale skoro walą kotletami o 8rano, to musi być tego spzratania
                          > na minimum trezy godziny chyba :), tak, zeby na 12 do koscioła zdązyc. No bo o
                          > d 8 rano robić schabowe na obiad o powiedzmy 14.

                          ale kto powiedział, że one wyłącznie robią kotlety w tym czasie? może akurat tak im wygodnie - rano domownicy ida do lazienki, golą sie, zęby myja, one w tym czasie tłuka kotlety i obieraja ziemniaki na potem, póki im nikt w kuchni nie zawraca głowy śniadaniem, później robią rzeczone sniadanie, ogarniają kuchnie, i szykują do kościola siebie i dzieci itd. I, tak, jest często spotykanym w społeczeństwie motywem, ze w niedziele na obiad przychodza jakieś dorosłe dzieci, synowe, bratowe itd, siłą rzeczy kotletów jest więcej. A moze tez robią te kotlety na następny dzień.
                          • kora3 Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 07.08.11, 00:44
                            no moze i tak, moim zdaniem wypadałoby wszelako liczyc się z tym, ze 8 rano w niefziele, to dla niektórych pora snu jeszcze i jakas sciereczke moze podkładac pod dekse, nie?
                            Nie kazdy wstaje o 7 rano,zeby obiad zrobic, a niektórych dzieci dopiero co zassneły po "zaabkowanej" nocy.

                            A poza ty,m, mam jeszxze jedno spostrzzenie. Moze na tym forum sa wylacznie matki dzieci wielu przedsszkolnym,, czy wczesnoszkolny,m oraz zony/partnerki zapracowanych na maksa facetów (zdawało kji sie mze mój duzo pracuje, ale skoro znajduje czas na sptrzatanie i zakupy oraz czasem gotrowanie, widac, ze nie:)), ale w realu tak nie jest.
                            Zawsze mi się zdawało mi widze to takze w domach znajomych, ze nastoletnie dzieci nie czekaja jak królowie aż słuzaca matka im poda wszystlko. Robią zakupy, a nawet potrafią o dziwo obrac ziemniaki., "wstawic" zupę. Tu się okazukje, ze nie. No, ale ja moze za bardzo ten, nopwoczesna jestem :) albo za mało
                            • policjawkrainieczarow Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 07.08.11, 01:22
                              kora3 napisała:

                              > no moze i tak, moim zdaniem wypadałoby wszelako liczyc się z tym, ze 8 rano w n
                              > iefziele, to dla niektórych pora snu jeszcze i jakas sciereczke moze podkładac
                              > pod dekse, nie?

                              chyba naprawde nigdy nie robilas kotletow, skoro myslisz, ze sciereczka pomoze.


                              > Zawsze mi się zdawało mi widze to takze w domach znajomych, ze nastoletnie dzie
                              > ci nie czekaja jak królowie aż słuzaca matka im poda wszystlko. Robią zakupy, a
                              > nawet potrafią o dziwo obrac ziemniaki., "wstawic" zupę. Tu się okazukje, ze n
                              > ie.
                              juz ci to usilowalam wytlumaczyc, ale widze, ze jakos nie trafia. Znaj moj dobry humor, masz jeszcze raz: to, ze maz obierze ziemniaki, syn pokroi warzywa, a mnie zajmie pol minuty wrzucenie miesa na patelnie, to nie znaczy, ze zrobienie obiadu zajmuje pol minuty. jasne?
                • six_a Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 23:04
                  > A wiec samo się gotruje nie? Przekrecenie pokretła od płyty to jest m oze sekun
                  > da?

                  ale w tym czasie coś robisz, chyba, przecież nie sumowałam do cholery czasu gotowania się wody z czasem przygotowywania w tym SAMYM czasie czegokolwiek, arytmetyka też kuleje?

                  > Ależ ty napisałaś "doprowadzasz do wrzenia", jakby to oznaczało jakąs czynnośc,
                  jaja sobie robisz? czy serio myślisz, że doprowadzić do wrzenia to jest wziąć garnek za ucho i chuchać aż zacznie wrzeć?

                  > Owszem,ale np. rozumiem, ze się nie kupuje codzienie po 5 ziemniaków na ogół, t
                  > ylko powiedzmy 3 kg. na raz.
                  a pisałam coś o tym? oczywiście, że jak kupisz to więcej, więc przy kolejnym razie niektóre czynności + czas ci odpadają. jest to uwzględnione w przykładzie, choćby przez odjęcie czasu zakupów.

                  > Siadam do stołu też róznie i róznie bywa z tym kto przygotowuje posiłek i kto p
                  > o nim sprzata.
                  tak, no widzę, że masz problem z określeniem ile czasu mija od wejścia do domu do klapnięcia na krześle w celu zjedzenia posiłku, bo jak wiadomo zależy to od konkretnej godziny powrotu, oraz tego kto robił obiad (jap. - no jak kto inny robił, albo robiliście we dwoje, to dlaczego się dziwisz, że kobietom, które to robią same zajmuje to więcej czasu niż tobie) rozumiesz chyba że jest trochę więcej konfiguracji gospodarstwa domowego niż ty+twój partner i solo czy też nie rozumiesz?


                  >ale widze, ze ty masz jakiś problem z moim:)
                  nie mam problemu, mam problem z tym, że przekabaciłaś czas smażenia 20 min. na półtorej godziny. jakoś się nie ustosunkowałaś, co mnie, o dziwo, nie dziwi.


                  opis robienia leczo w pół godziny jest co najmniej niewiarygodny. a te 15 minut, to może był czas łażenia po markecie, zakładając że był to mały market i żadnych dylematów przy wyborze nie miałaś, tylko leciałaś i zgarniałaś. ale na pewno nie czas stania w kasie w kolejce i dotarcia z powrotem do domu, bo drogi do sklepu już nawet nie policzyłam łaskawie.
                  przypuszczam, że zaniżasz tak samo jak zawyżyłaś smażenie, więc nie mamy o czym w ogóle rozmawiać.
                  • kora3 Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 23:35
                    six_a napisała:

                    >
                    > ale w tym czasie coś robisz, chyba, przecież nie sumowałam do cholery czasu got
                    > owania się wody z czasem przygotowywania w tym SAMYM czasie czegokolwiek, arytm
                    > etyka też kuleje



                    Chyba u Ciebie:) Jak doprowadzanie do wrzenia nie ma czasowo znaczenia, to po kija o tym wspominac?:)
                    ?

                    > jaja sobie robisz? czy serio myślisz, że doprowadzić do wrzenia to jest wziąć g
                    > arnek za ucho i chuchać aż zacznie wrzeć?



                    Nie, no włąsnie ja tak nie mysle, to z twej relacji wynikało, ze to jakas znaczaca czynnosc w obliczeniu czasowym :)

                    >

                    > tak, no widzę, że masz problem z określeniem ile czasu mija od wejścia do domu
                    > do klapnięcia na krześle w celu zjedzenia posiłku, bo jak wiadomo zależy to od
                    > konkretnej godziny powrotu, oraz tego kto robił obiad (jap. - no jak kto inny
                    > robił, albo robiliście we dwoje, to dlaczego się dziwisz, że kobietom, które to
                    > robią same zajmuje to więcej czasu niż tobie)


                    Nie mam problemu :) tylko zalezy to np. od tego czy posiłek jest już gotrowy, bo zrobił go mój facet - wtedy 10 minut, mycie i przebranie sie w domowe rzeczy i jem :) Czy jesli robię coś sama ro9bie tylko dla siebie, czy i dla mojego faceta, który np. jest jeszcze w pracy (nie mamy pracy od do oboje) i czy bedzie to to samo, czy jemy zrobie coś innego (bo ja nie jem miesa,m a on jada, nie codziennie, ale jednak). Srednio zajmuje mi to załozmy przy tym samym do zjedzenia i całkiem samodzielnym robieniu max 35 minut. No chyba, ze robię coś wymyslnego, np. rolady slaskie., te zajmuja czas ...


                    rozumiesz chyba że jest trochę w
                    > ięcej konfiguracji gospodarstwa domowego niż ty+twój partner i solo czy też nie
                    > rozumiesz?




                    jasne, ale nie zauwazam, by zrobienie np. dwóch schaboszczaków eicej ( dla nastoletnich dzieci np.) zajmowało godzine dłuzej. Napisałam wyraznie, ze nie mowie o sytuacji, gdy ktoś jest z jakiegos powodu na diecie odmiennej niż reszta, ani o wielodzietnej rodzinie:)


                    > nie mam problemu, mam problem z tym, że przekabaciłaś czas smażenia 20 min. na
                    > półtorej godziny. jakoś się nie ustosunkowałaś, co mnie, o dziwo, nie dziwi.



                    ale do czego ? Sixo czas smazenia moze i wynosi 20 minut, ale w tym czaie osławiona doprowadzona do wrzenia woda gotuje SAMA wziemniaki, a smazenie też nie wymaga wpatrywania sie w kotlet non stop, w tym czasie mozna umyc i obrac wazrzuywa na sałątke np. Kotlet wymaga przełozenia co jakiś zcas, a nie stania nad nim, nie?


                    >
                    > opis robienia leczo w pół godziny jest co najmniej niewiarygodny. a te 15 minu
                    > t, to może był czas łażenia po markecie, zakładając że był to mały market i żad
                    > nych dylematów przy wyborze nie miałaś, tylko leciałaś i zgarniałaś.


                    Nie kupuje warzyw, ani kiełbas oraz mies w sm. Napisałam zreszta:) Sklep mam dwa kroki, oprzede mną był jakiś gosc, już płacił. Noiczego nie zgarniałam, pani mi ważyła. Dylematów (???) nie miałam bo i jakie:)
                    Wiadomo,ze jesli ktoś sam nie wie co tu kupic, to mu zakupy zajmuja wiecej czasu, ale nie mozna tego liczyc Sixo. W ten sposób musiałabyś jeszcze doliczac do wszystkiegoi czas na zastanowie się co by tu upichcic, szukania przepisu w necie np. albo telefonicznbie u kogosc itd:)


                    ale na pew
                    > no nie czas stania w kasie w kolejce i dotarcia z powrotem do domu, bo drogi do
                    > sklepu już nawet nie policzyłam łaskawie.





                    A doliucz te 5 moze 7 minut, co to zmieni :)

                    > przypuszczam, że zaniżasz tak samo jak zawyżyłaś smażenie, więc nie mamy o czym
                    > w ogóle rozmawiać.
                    >
                    >


                    No nie mamy skorio Ty zawsze bierzesz pod uwage jakies ekstremalne przypadki, ze ktoś coedziennie stoi godzine w skl;epie do kasy (gdzie tak bywa?), ma do sklepu 20 kilometrów tramwajem i jeszcze mu uciekł:)
                    • six_a Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 23:55
                      >to po kija o tym wspominac?:)
                      "w tym czasie obierasz ziemniaki i doprowadzasz wodę do wrzenia" = w czasie przegryzania się mięsa obierasz ziemniaki i gotujesz wodę - to jest ten sam czas i był liczony JEDEN RAZ nie moja wina, że nie rozumiesz najprostszych zdań i jeszcze starasz się wcisnąć kit, że policzyłam czas włączenia palnika, dlatego tak strasznie długo mi wyszło.

                      > Nie, no włąsnie ja tak nie mysle, to z twej relacji wynikało, ze to jakas znacz
                      > aca czynnosc w obliczeniu czasowym :)
                      patrz wyżej i tym razem włóż jakiś wysiłek w zrozumienie.

                      > Nie mam problemu :) tylko zalezy to np. od tego czy posiłek jest już gotrowy, b
                      > o zrobił go mój facet - wtedy 10 minut, mycie i przebranie sie w domowe rzeczy
                      > i jem :) Czy jesli robię coś sama ro9bie tylko dla siebie, czy i dla mojego fac
                      > eta, który np. jest jeszcze w pracy (nie mamy pracy od do oboje) i czy bedzie t
                      > o to samo, czy jemy zrobie coś innego (bo ja nie jem miesa,m a on jada, nie cod
                      > ziennie, ale jednak). Srednio zajmuje mi to załozmy przy tym samym do zjedzenia
                      > i całkiem samodzielnym robieniu max 35 minut. No chyba, ze robię coś wymyslne
                      > go, np. rolady slaskie., te zajmuja czas ...
                      podsumowując ten elaborat: jeśli coś zależy od tak wielu czynników jak wyżej, to nie należy się dziwić, że jednej osobie gotującej dla siebie zajmuje tyle, a innym nietyle.
                      bo jest to oczywiste.
                      cały twój wątek jest w związku z powyższym psu na budę, a czemu służy to chyba tylko ty jedyna wiesz. jedyne co się da z niego wywnioskować, to to że umiesz przyrządzić i ugotować leczo w pół godziny, co na mój gust oznacza, że jest niedogotowane i niezjadliwe. chyba że zaraz wyjedziesz, że to było w szybkowarze i dlatego, i że większość ludzi może przecież kupić sobie szybkowar późnym popołudniem albo w nocy, kiedy w sklepach nie ma żadnych kolejek.

                      tadam.
                  • kora3 Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 06.08.11, 23:46
                    six_a napisała:

                    > i przy okazji dowiedz, jak się robi leczo, bo moim zdaniem to ty go nie gotujes

                    > na samo gotowanie jest przewidziane 30 minut, mimo że to kiełbasa. dziękuję za
                    > uwagę.



                    ??/ nie ma za co dziekowac, a ty uwagi czytaniu za grosz nie poswiecasz. Moje leczo dusi się około 45 minut, przeciem pisałammze trza CO 15 minut przemieszac:)
                    Oj masz ty jakiś problem, masz, roztrzepanie :)
                    >
                    • six_a Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 07.08.11, 00:08
                      "Przygotowanie całego popisłkju zajeło mi nie wiem czy pół goidziny."
                      pół godziny + 45 minut duszenia, to jest do cholery godzina piętnaście, dlaczego twierdzisz że poświęcasz na przygotowanie jedzenia maks pół godziny. skoro niewiele się to różni od podanego przeze mnie czasu obiadu składającego się z kotletów mielonych, ziemniakóqw i sałatki. przecież po tym swoim przygotowywaniu będziesz sprzątać po krojeniu, nakładać na talerze, nakrywać do stołu, a potem jeszcze sprzątać po jedzeniu i zajmie ci to w sumie tyle ile się gotowało.

                      a nie że napiszesz, kroiłam 30 minut, gotowało się samo, a sprzątało się też samo bo sprzatał facet, więc przygotowanie posiłku zajmuje MI 30 minut, dlaczego wam to tyle zajmuje?

                      żegnam, dyskusje z tobą osłabiają mi postronki.
                      • policjawkrainieczarow Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 07.08.11, 00:37
                        > pół godziny + 45 minut duszenia, to jest do cholery godzina piętnaście, dlacze
                        > go twierdzisz że poświęcasz na przygotowanie jedzenia maks pół godziny.

                        bo ona najwyrazniej ocenia ten czas na takeij zasadzie, jak niektorzy mszczowie czas pracy na kompie: to jest, panie, pięć minut to przesunąć i zamienić. Tylko, ze do tych pięciu minut dochodzi czas na uruchomienie kompa, czas na odpalenie programu(ów), czas dla kompa na prze;iczenie tego, czas na zapisanie tego, czas na wyslanie tego i ne wiedzieć kiedy minęło pół godziny z psem pankracym.
                        Nie dziwota, byly takie badania, które jasno udowadniły, że wszyscy lub prawie wszyscy niedoszacowują, keidy mówią, ile czasu/pieniędzy cos zabierze.
                      • kora3 Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 07.08.11, 00:50
                        six_a napisała:

                        > "Przygotowanie całego popisłkju zajeło mi nie wiem czy pół goidziny."
                        > pół godziny + 45 minut duszenia, to jest do cholery godzina piętnaście,


                        Bo robi się kiełbasa przeciez ileś imut, potem zcebuką, a ja liucze czas PRZYGOTOWANIA a nie siedzenia tego w garnku. Od poczatku to mowie:)

                        dlacze
                        > go twierdzisz że poświęcasz na przygotowanie jedzenia maks pół godziny. skoro n
                        > iewiele się to różni od podanego przeze mnie czasu obiadu składającego się z ko
                        > tletów mielonych, ziemniakóqw i sałatki. przecież po tym swoim przygotowywaniu
                        > będziesz sprzątać po krojeniu, nakładać na talerze, nakrywać do stołu, a potem
                        > jeszcze sprzątać po jedzeniu i zajmie ci to w sumie tyle ile się gotowało.


                        Sixo, alboi udajesz, albo co. Ja miesa nie jeem, wiec przygotowanie mojego posiłku jest na ogół krótsze. Nie ma czegoś takiego, jak np. trzymanie miesa w piekarniku przez godzine, a czasem tego wymaga. Niektóre jarskie potrawy też są czasochłonne, ale mniej na ogół. Sprzatanie po kroijeniu? no prosze cie, a cóz to rozwalam to po całej kiuchni ?
                        :)

                        >
                        > a nie że napiszesz, kroiłam 30 minut, gotowało się samo, a sprzątało się też sa
                        > mo bo sprzatał facet, więc przygotowanie posiłku zajmuje MI 30 minut, dlaczego
                        > wam to tyle zajmuje?



                        Bo czas w którym się coś samo robi(dusi, zapieka, smazy itp) to dzura, to sie robi samio.

                        >
                        > żegnam, dyskusje z tobą osłabiają mi postronki.
                        >
                        A mnie nie, dosc czesto mam okazje zawodowo spotykac osoby tego rodzaju, jak Ty, uoodpotrniłam się :)
                        • six_a Re: Sixo, a Ty przeczytałaś pierwszy post? 07.08.11, 01:07
                          >Ja miesa nie jeem,
                          a kogo obchodzi, czy twoja kiełbasa jest z papieru czy z mięsa. albo czy twoje pomidory same wychodzą ze skóry czy trzeba im jakoś pomóc. i czy brudzisz nóż i deskę w trakcie krojenia czy też może kroisz siłą woli w powietrzu.
                          możesz się nurzać w swoich cebulowo-kiełbasiano-krajalniczych szczególikach, twój obiad twój czas, a czyjś obiad czyjś czas. warunki nie są porównywalne to i czasy też. doskonale rozumiem osoby, które jęczą z powodu konieczności gotowania i takie, które gotują obiad z bezmięsnej kiełbasy, przez co im się WYDAJE, że trwa to krócej. jak widać na przykładzie leczo i kotletów, nie trwa krócej, a przynajmniej nie o tyle, by trzeba było się dziwić przez 200 wpisów i udowadniać, że ktoś ma garba a ty nie.

                          czas gotowania się nie jest żadną dziurą, to jest czas który później przeznaczysz na sprzątanie po jedzeniu i jak najbardziej należy do czasu przygotowania posiłku. co za różnica czy leżysz w czasie gotowania, a potem sprzątasz, czy policzysz czas gotowania jako czas sprzątania. jeden ch.

                          przenosisz swoje warunki na czyjeś obiady, a następnie się dziwisz, że innym więcej zajmuje bo nie mają twojego faceta, który po twoim gotowaniu posprząta. bełkot ci wychodzi niestety i możesz się dziwić jeszcze długo, a i tak tego nie zrozumiesz.


                          > A mnie nie, dosc czesto mam okazje zawodowo spotykac osoby tego rodzaju, jak Ty
                          > , uoodpotrniłam się :)
                          och, tego rodzaju aż, homo sapiens znaczy? dzięki za komplement, nie spodziewałam się.
    • 83kimi Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 22:59
      A ja lubię gotować. Na co dzień, gdy nie mam czasu, robię szybkie rzeczy - dobry obiad można zrobić w 15 minut. Przykładowo - wieczorem kroimy mięso i warzywa, marynujemy (max. 10 minut). Następnego dnia po przyjściu z pracy nastawiamy ryż (nie ma potrzeby, aby ryż mieszać), w tym czasie ogarniamy się. Po 15 minutach wrzucamy mięso i warzywa do woka, smażymy 5 minut, ryż z garnka przekładamy na talerze, na to usmażone mięso i warzywa :-) Ja podobnie jak autorka wątku raczej nie jadam mięsa, więc mięso i warzywa smażę osobno, ale nie zajmuje to więcej niż 5 minut.
      Owszem, trzeba zrobić zakupy, ale można raz w tygodniu zrobić większe, a na bieżąco w sklepiku osiedlowym czy gdzieś koło pracy kupować to, co nie może długo leżeć np. pieczywo, warzywa...
      Wiadomo, że można spędzić przy garach kilka godzin, ale nie trzeba przeciez codziennie lepić pierogów, robić gołąbków, piec ciast.
      • lonely.stoner Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 23:27
        w ogole jak mysle o naszych wydatkach w zwiazku to ja i moj facet duzop kasy 'przejadamy'. albo gotujac w domu, albo szwendajac sie po restauracjach, mamy pare ulubionycj (tajska, indyjska i meksykanska :), ale tez probujemy ciagle nowe smaki- czesto z promocji korzystamy roznych, ale i tak-w restauracjach zostawiamy sporo kasy. A on dodatkowo lubi wydac sporo kasy na dobre wino :) i chyba nigdy sie niczego nie dorobimy bo wszystko przejemy hahaha.
      • ame_belge34 Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 23:36
        Zgadzam się z Tobą w 100 %. Poza tym jest wiele sposobów na ułatwienie sobie życia. Pierogi można zrobić raz na jakiś czas - ja robię hurtowo ok 150-200 szt z różnymi farszami, gotuję, opisuję i zamrażam, to samo z bigosem, gulaszem, czy sosem do spagetti. Dla mnie to ogromna oszczędność czasu. Restauracje u nas raczej odpadają, wiele lat pracowałam w gastronomii i wiem jak wygląda przygotowanie posiłków dla gości, chyba nie chciałabym aby moje dziecko (przynajmniej na razie) jadło na "mieście", wolę przygotować sama. Mam przynajmniej tą pewność, że jedzenie jest świeże i wiem co do niego wrzuciłam.
        • lonely.stoner Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 04.08.11, 23:55
          ame_belge34 napisała:

          Restauracje u nas ra
          > czej odpadają, wiele lat pracowałam w gastronomii i wiem jak wygląda przygotowa
          > nie posiłków dla gości, chyba nie chciałabym aby moje dziecko (przynajmniej na
          > razie) jadło na "mieście", wolę przygotować sama. Mam przynajmniej tą pewność,
          > że jedzenie jest świeże i wiem co do niego wrzuciłam.

          zalezy jakie restauracje, my raczej chodzimy do brasserie (czyli takich gdzie wszystko przygotowywane jest z produktow podstawowych, jedyne gotowce jakie maja to pieczywo i maslo :) i takich gdzie pracuja albo znani chefs (Albo chociaz sa wlascicielami) albo gdy gotuja ludzie z krajow z ktorego tematycznie kuchnia pochodzi. Ja najlepiej lubie tajska i chodzimy do takiej gdzie cala obsluga jest z tajlandi, jedzenie robia takie ze jest to prostu raj w ustach!!! Takiego tajskiego curry nie potrafi zrobic nikt oprocz kogos kto sie tam urodzil i wychowal!
          Tu gdzie mieszkam jest pare knajp z gwiazdkami Michelin i to tez oddaje standard i to co sie dostaje na talerzu. No ale domyslam sie ze mowimy o zupelnie innych rodzajach restauracji. Ja mialam ostatnio niemile doswiadczenie w restauracji ktora polecal chef Gordon Ramsay, ale ze wzgledu na to ze mieli maly wybor potraw vege niz zeby narzekac na jakosc czy serwis.
          • simply_z Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 05.08.11, 11:11
            wiele osob wspomnialo ,ze gotowanie zajmuje im malo czasu ,max godzine. Jasne ,jesli robi sie potrawy malo skomplikowane ,ale przy tradycyjnych potrawach kuchni polskiej to juz nie jest takie proste. np. pierogi ,golabki ,jakies miesa ,zupy-15 min to to na pewno nie jest.
            Inna kwestia ,zastanawiam sie czy Jan potrafi gotowac ,bo jesli nie to jego teorie mozna sobie o kant dupy rozbic. Facet musi umiec przygotowac choc najprostsza potrawe ,w innym wypadku to kalectwo ,jak z takim kims zakladac rodzine ,jesli nie bedzie w stanie przyrzadzic dziecko prostego obiadu czy sniadania ,kiedy matka jest np. w pracy czy jest chora ?
            • 83kimi Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 05.08.11, 11:50
              simply_z napisała:

              > wiele osob wspomnialo ,ze gotowanie zajmuje im malo czasu ,max godzine. Jasne ,
              > jesli robi sie potrawy malo skomplikowane ,ale przy tradycyjnych potrawach kuch
              > ni polskiej to juz nie jest takie proste. np. pierogi ,golabki ,jakies miesa ,z
              > upy-15 min to to na pewno nie jest.

              Nie trzeba robić codziennie takich skomplikowanych obiadów. Wg mnie proste, wcale nie znaczy złe, niesmaczne czy niezdrowe. Posypanie ryby ziołami, zawinięcie jej w folię i wsadzenie do piekarnika + do tego zrobienie sałatki z sałaty, pomidorów, avocado i kukurydzy nie zajmie więcej niż kwadrans (no chyba, że ryb mamy 100), a obiad będzie smaczny i zdrowy. Więc nie przesadzajmy, nikt nam nie każe lepić codziennie pierogów.
              • simply_z Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 05.08.11, 12:20
                ale ja sie z tym zgadzam ,tyle ,ze np. w moim rodzinnym domu gotuje sie raczej tradycyjnie i dwu daniowo ,wiec ryba czy spaghetti zwykle nie wystarczaja domownikom ,a wiec przygotowanie bardziej skomplikowanego posilku zabiera wiecej czasu.
                pzoa tym nie przepadam za rybami w Polsce ,nie mieszkam nad morzem i ryby nawet tereotycznie swieze ,sa zwykle juz nadpsute .Ty masz o tyle lepiej ,ze mozesz sobie kupic codziennie swiezo zlowione;)
                • 83kimi Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 05.08.11, 13:15
                  Ta ryba to był tylko taki przykład (chociaż to prawda, że jem teraz dużo więcej ryb niż w Polsce), można ją wymienić np. na udko kurczaka ;-) Masz rację, w domach przywiązanych do tradycyjnych polskich posiłków, przygotowanie obiadu nie trwa 15 minut. W moim domu rodziców było podobnie, zawsze musiała być zupa i drugie danie, ziemniaki obrane (nigdy nie jedliśmy w łupinkach), często jedliśmy gołąbki, sosy gotowane dłużej niż godzinę... Moja mama raczej by nie zjadła na obiad samej sałatki.
                  Ale tak być nie musi. Jak ktoś chce, to może gotować szybko i smacznie. Podobnie jest z innymi czynnościami, można prasować wszystko łącznie z ręcznikami, pościelą i majtkami, a można nie mieć w domu żelazka i oddawać do prasowania tylko garnitury. I niech sobie każdy żyje według swoich zasad. :-)
              • kalllka Re: Dziewczyny, o co chodzi z tym gotowaniem? 05.08.11, 12:26
                ryba z rusztu plus pieczone ziemniaki w lupinach ( szybko) a surowka z kiszonej( marchewka jablko i cebulka zielona) badz bukiet z jarzyn i buraka na kwasno( zdrowiej i polityczniej)
                za to salatka z avocado ltd / snack naprzekaske? badz garden party.
                no ale nie krytykiem gastronomicznym czas byc ( choc i sa na tacy co "dwa grzyby w barszcz" to nie jeden) ale podac cos w menu.
                moje obiady sa typu zab zupa zebowa wiec wczesniej zakupuje ze stalej listy ( oszczednie) zawsze jednak pamietam o znienacka (ku nauce wlasnej kulinarnej)ze marcheweczka moze wyjsc,,, ciach ciach ciach i gosc w dom -nie ma co do garnka wlozyc- wiec tofu i panierke ( na czarna godzine) trzymam w puszce , a chleb ( po prostu) w zamrazarce.