ingeborg
05.08.11, 18:06
Dwa tygodnie temu mój szef polecił mnie ludziom z pewnego projektu, o którym już tu kiedyś pisałam. Poszłam na rozmowę kwalifikacyjną, pogadałam chwilę z miłą panią, zaproponowałam przesłanie CV, ona odpowiedziała że jak chcę to mogę ale generalnie nie trzeba. Dwa dni później dostałam maila o tym, że w związku z tym, że nikt nie pobił mojej kandydatury - witamy w projekcie. Przez tydzień chodziłam dziesięć centymetrów nad ziemią i puchłam z dumy, bo to bardzo duży projekt, bardzo przyzwoite pieniądze, piękny wpis w CV. Nie do końca moja branża (sport) ale szybko się uczę, więc na bank bym sobie poradziła. Zaproszono mnie na warsztat, który tak na oko był dość drogi, biorąc pod uwagę miejsca w których pracowaliśmy, jedliśmy i spaliśmy. Wczoraj z niego wróciłam, dziś z rana dostałam telefon z informacją że jednak nie, rozmyślili się, po warsztatach zdali sobie sprawę z tego, że potrzebują kogoś z branży (=kogoś kto wcześniej pracował w środowisku sportowym)
Serio, mam ochotę usiąść i ryczeć. To strasznie niepoważne, zmarnowali mój czas i swoje pieniądze. Dużo sobie po tym obiecywałam, ten projekt otworzyłby mi wiele możliwości, psychicznie już się w to zaangażowałam, rozplanowałam sobie pracę... Wiem, że w sumie to nie podpisaliśmy jeszcze umowy a póki nie ma się papieru to wszystko się może zdarzyć, ale kuźwa, te kwestie które teraz wyszły ogarnia się na etapie rekrutacji, na etapie czytania CV i listu motywacyjnego (których swoją drogą nikt nie wymagał), żeby potem nie wycinać nikomu takich numerów, to po prostu zwykła ludzka przyzwoitość.