i.szarak
25.08.11, 19:11
jestem 'singielką' z dwojką dzieci. na co dzień to już mam dośc facetów, ale jak wiemy czasem facet się przydaje. randek szukam zawsze w necie. w pracy odpada, a pracuję dużo. po osiedlu też się nie kręcę z plakietką na plecach: 'szukam fajnego faceta do pogadania, czasem kina i łóżka'. i jestem coraz bardziej przerażona! multum facetów albo od razu przyznaje, że są żonaci, albo szczerze odpowiadają na moje pytanie o żonę: tak, mam ale jakie to ma w ogóle znaczenie? podkreslają, że zależy im na 'dyskretnej znajomości'. i oczywiście 'zdrowiu', bo 'nie chcę niczym zarazić żony'. na moje ironiczne 'miło, że się tak o żonę troszczysz', usłyszałam 'nie o nią, tylko o siebie, żeby się nie wydało'
czy faceci zeszli już kompletnie na psy? a może to normalka i zamężne babki też tak robią i nie widzą w tym nic złego?
oświećcie mnie, bo ja czterdziestka jestem. może już zacofana i kompletnie średniowieczna?