paco_lopez
29.08.11, 11:13
ślubne i weselne ze wsi. jestem miedzy jedną a druga imprezą. konfiguracja młodych podobna. on warszawiak niereligijny ona w sumie też mieszka z nim od jakiegos czasu, ale pochodząca ze wsi, a tam presja na rodziców, bo jak to córka z warszawiakiem mieszka bez ślubu. starzy cisną i fundują szopkę, no więc młodzi ( to sprawa wzgledna ;) ulegają dla swietego spokoju. pominawszy juz błogosławieństwa i wyprowadzenia z domu panny młodej, a także śpiewanie "pod twa obronę" przed rozpoczeciem wyżery i popijochy , nie mówiąc juz o rozstawionych obrazach matki boskiej przy stole nowożeńców ;) w pewnym momencie dochodzi dochodzi do rytuału pocałunków gorzko gorzko miedzy drużbami (świadkami) . wszystko fajnie jak nie mają jeszcze żon męzów czy dzieci na sali, a jak mają ?? sami nie chcą bo on dla niej niecałuśny kompletnie, a panna młoda mówi, ze sory, ale to tak jest i musi. kiedy wreszcie ta nasza wiocha odpuści cały weselny farmazon, który utrwala hipokryzję i zabobon. skoro "pod twą obrone" trzeba śpiewać, to dlaczego "snu o warszawie" nie mozna zaśpiewać ? wszystko wsiowe musi byc i prosie zarżniete wczoraj i biały miś i jakies inne takie kompletnie xujowe numery słowno muzyczne, że to sie tylko po wódce da ustać przy tym.