muszka.6
01.09.11, 16:27
Od zawsze mam przerąbane w domu, mieszkałam z matką, ojcem , babką i dziadkiem. Zawsze były kłótnie, babka się czepiała o byle co, denerwowała mnie i ojca a matka była po stronie babki. Jak miałam 15 lat to ojciec się powiesił. Od tamtej pory miałam jeszcze bardziej pzej.... nie miałam juz nikogo po swojej stronie. Chodziłam do szkoły i miałam rente po ojcu 1000 zł ale matka tą kase brała, ja chciałam na kosmetyki, karte do tel, gazety a matka nie chciała mi dawać kasy, zaczęłam kraść ze sklepów z kumpelą, piłam, ćpałam, wagarowałam, Miałam sprawe w sądzie, groził mi poprawczak. W domu ciągłe pretensje o wszystko o źle postawiony kubek, o każdą pierdołe, wykańczły mnie psychicznie. No i zaczęłam chodzić do takiego żurka w moim bloku, tam przesiadywałam jak w domu sie mnie czepiali to uciekałam tam, piłam, jarałam. Mieszkałam tam, matka zgłosiła na policje moje zaginięcie, znaleźli mnie. Poznałam faceta i zerwałam z tamtym towarzystwem ale i tak w domu była masakra. Ten związek nie wypalił. Póżniej poznałam kolejnego faceta i uciekłam do niego, związałam się z nim, myślałam ze mnie wyrwie z tego psychicznego domu ale nam nie wyszło, nie mogliśmy się dogadać. Rok temu zmarła babka no a ja teraz mieszkam z matką i dziadkiem i matka mnie psychicznie wykańcza. wszystko się czepia ( zachowuje się identycznie jak babka ) wróci tylko z pracy to odrazu już słyszę jak gadfa pod nosem, już jej coś nie pasuje. Powiesze pranie na balkon już pretensje, gotuję obiad pretenje że wzięłam nie ten garnek, ciągle coś. Zauważyłam że ona nie potrafi już normalnie funkcjonować, musi mieć pretensje, musi coś wynaleźć.... Ja już nie wytrzymuję tego psychicznie. Mam 25 lat a czuję się jak stara baba. Wszystko mnie denerwuje, jestem tak bardzo rozdrażniona codziennie że sama się tym już martwię, czuję się sama źle ze sobą. Mam przyjacela z którym się codziennie kłóce, poprostu wylewam na niego całe frustracje. Nienawidzę siebie za to jaka jestem. Denerwuje mnie wszystko. Czekanie na autobus, w kolejce, drażnią mnie inni ludzie, hałas, nawet rzeczy martwe tzn. np. jak mi cś upadnie itp. coraz częściej wpadam w szał z błachych powdów. Ja wiem o tym, rozmawiałam z przyjacielem, on mi tłumaczy żebym się uspokoiła, że nerwy mi nic nie dadzą. Ja o tym wiem ale to jest silniejsze odemnie, nie wiem jak mam nad tym zapanować. Dlatego na początku nawiązałam do mojej rodziny, czy to w jakich warunkach się wychowałam i w jakich żyję może mieć wpływ na moje nerwowe zachowanie? Szukam pracy ale nawet to mi nie wychodzi, zresztą nawet jak bym znalazła to nie dam rady się samej utrzymać. Tak bardzo bym chciała sie stad wyrwać, poznać jakiegoś normalnego, fajnego faceta. Stworzyć swoją rodzinę ale wiem ze to nie jest mi dane, wiem że wkońcu ze sobą skończe bo nie dam rady dłużej tak żyć :(