moje zapiski - co robić?

12.09.11, 11:34
nie daję rady, nie potrafię juź zrozumieć, wybaczyć ciągle usoprawiedliweiać, wiecznej złośći wiecznego naburmuszenia, wiecznie wykrzywionej buzi..bez uśmiechu, bez dobrego słowa bez źadnego współodczuwania.
Zanikam, nie mam chęci na walkę bo to bez sensu, on nie chce pomyśleć, zrozumieć wziąść pod uwagę, nie jest ZAINTERESOWANY.
Wszystko musi sie toczyć wokół JEGO pomysłu, źadne zdanie sprzeciwu nie wchodzi w grę, nie ma to sensu, kaźda konrta traktowana jest jako złość źycia i kolejny dowód na to że jestem najgorszą rzeczą która mogła go spotkać.
Zaczyna mi brakować siły nadzieji.Gubię swoje wieczne okulary optymistki, bo do tanga trzeba dwojga.
Wieczna potrzeba kontroli, wieczna złość, ile jeszcze wytrzymAM I CZY WYTRZYMAM, W IMIĘ CZEGO? MIŁOŚCI, to takie puste słowo, bo przecież miłość nie jest tak wykrzywiona i tak upodlona schowana w szafie z napisem debilka, głupia cipo itp..
Gdzie pójść? komu zaufać? serce milczy ściśnięte ze strachu przed następną złościa i obrazą.
Brak argumentów, bo kaźdy jest oceniony jako głupi, wieczna samotność i pustka. Czemu jestem czuję się tak samotnie? bo jestem głupia? czy żle trafiłam? czy co?
A przecież chciałam, NAPRAWDĘ wierzyłam,że złe się zapomni, że nie zniszczy nasz czas, chciałam, najbardziej na świecie,
Gdzie podziała się tamta dziewczyna ufna, śniąca o nim? śnię o nim niekiedy ale jego już nie ma zamienił to na głupia cipo i kretynko, nie mogę znaleźć w sobie kobiety, nie potrafię, zabił to nieakceptacją, prostactwem i niechęcią do naprawy czegokolwiek. i nie wiem czy można to odnaleźć.
Patrzysz się z wieczną niechęcią, odrzuceniem, szukałam w twoich oczach odrobiny sympatii, pewności, miłości czy też choćby patrzenia jak na człowieka- nie znalazłam.
Swoje wymagania, swoje chęci wszytko zdusiłam, zagrzebałam, leczę się z wraźliwości i mokrych oczu bo to jest oznaka mojej słabości i moich uczuć a wiem, że ciebie to mierzi.
mój dzień to zaprzeczenie wszytkiego co chciałam i o czym marzyłam, niekiedy mam nadzieję, że obudzę się z tego jak ze złego snu, ale ten koszmar trwa i bedzie trwał dopoki w jakis sposób go nie przerwię i to chyba mój optymizm na dziś.
Jedyne co mni etrzyma to szymek i nie to że mnie kocha i źe na ten moment jestem dla niego waźna. Trzyma mnie tylko nadzieja, że kiedyś będzie umiał wykorzystać to co niekiedy mu daję, że nie będzie miał poczucia że go nie kochałam to jedyny kapitał który mogę mu dać, cierpliwość, miłość i zrozumienie, pobłażając mu buduję mu optymizm a to mimo wszytko w życiu mu się przyda...
Brakuję mi bliskości, czułości, brakuje mi tego tak bardzo, że nie umiem znalezć słów które by umiały to opisać to jakiś skowyt serca, ale niesłyszalny bo nikt tego nie potrzebuje.
Akceptacja- to najgłupsze słowo jakie znam, nie wiem co ono oznacza w stosunku do mnie. nie jestem akceptowana, nie mogę szczerze jasno mówić co chcę, bo nie mogę...bo nie mam prawa.
Błędy z dzieciństwa tu teź wychodzą, ale to inny temat.
Czy moźna wrócić do punktu wyjścia? Nie wiem, chciałabym ale.. no właśnie, nadzieja miesza się ze strachem, widać.
Po co ja to piszę? bo prubuje zrozumieć, może popatrzenie z dystansem za miesiąc na moje słowo pomoże mi podjąć decyzję? jakąś? trudną?
Wiem na pewno, że nie zniosę d łuźej upokorzeń, upodlenia zaprzeczenia źe mam swoje źycie. Moje źycie.co to za pusty frazes!
Zamieniłam je na dreptanie kilometrów w kuchni, prasowania, zastanawiania się czy są rzodkiewki, nie mówienia swojego zdania, bania się kolejnego poranku, bólu brzucha bo ON się budzi, obojętnie jak bardzo zatraciłam siebie zawsze nie jest dobrze. bo garnek, bo sms, bo światło, bo powód się zawsze znajdzie.
Zapomniałam co lubię co mnie śmieszy, brak odwagi źeby powiedzieć choćby na jaki film mam ochotę bo to zawsze jest głupi wybór.
Brak pewności aź paraliźujący myśli, strach przed kolejną aferą, wyśmianiem, odrzuceniem rośnie..choć to dziwne, źe jeszcze mnie coś rusza. Znaczy co dobrze jest ze mną? że coś mnie rusza. bzdura to znaczy tylko, że jestem słaba.
czy wierzę? cholera nawet przed sobą nie umiem być szczera, bo tak ale to wszytko co piszę jest jawnym zaprzeczeniem tego źe powinnam mieć.
Ja go naprawdę pokochałam, ja naprawdę chciałam z nim i tylko z nim i pomimo tego, źe opadły rózowe okulary widziałam podstawy na których moźna budować, jego opiekuńczość, jego dojrzałość w wielu rzeczach, jego odpowiedzialność. to były piękne podstawy.ale rozmyły się w i dziś jego opiekunczość kojarzy się tylko, z tym , że da na chleb, jego dojrzałość i odpowiedzialność jest ale w jego rzeczach, dojrzałość w układach ze mną ? nie ma, kaźda afera kończy się stwierdzeniem o rozwodzie, o wypie...niu z jego domu,.
Jestem tak słaba źe nawet nie protestuje a on nie ponosi źadnej odpowiedzialnośći za swoje słowa, bo ..się boję i kółko się zamyka. gdyby kiedyś ktoś mi powiedział, źe mój facet będzie mnie lźył, poniźał nie uwierzyłabym..a dziś znoszę bycie pojebaną cipą i jeszcze potem robię herbatę. Jestem źałosna!!!
Ale wiem, źe kiedyś jakoś się wyrwę z tego kółka!z nim lub bez niego!

Uporczywy ból głowy, ból w klatce piesiowej? czy się kończę:)
Czy to tylko wina orgasnizmu, że ni e wytrzymuję, pewnie to stres ale ile można być w stresie? Wieczna pogarda, odrzucenie. Nawet się już nie bawi w miłe słówka, odpie...się, spadaj, nie męcz standart.A ja nic z tym nie robię...bo się boję.
Tak wygląda moje love i moje życie. PUSTKA.
Nie wytrzymuję ty jakiś tam gdzieś tam wysoko...nie potrafię się przebić przez ten mur i nie potrafię być ciągle odepchnięta. Pewnie latwo to wytłumaczyć, błędy w komunikacji. W dupie to mam! Chcę być szczęśliwa!

Tomku!
Za mną, za toba kolejny parszywy weekend.Nie wierzysz mi w nic, a ja chciałam nawet się starałam tylko zanim pomyslałam coś co bym mogła ty już to zabiłeś, odrzucasz mnie bo tak ci łatwiej, nie dopuszczasz do skrzywdzenia ciebie i do kochania ciebie bo wtedy mniej boli - prawda?
wolisz gryżć i kopać bo boisz się że ciebie pokopią więc lepiej na wszelki wypadek...zniszczyć, potem będziesz miał rację, że to była zła kobieta.
Jeśli to było prawdziwe to kiedyś mnie docenisz, a jeśli nie..to mój świat zyska nowy kolor, a to teź nauka.
Nawet jęsli w to nie wierzysz to ja kocham świat i nawet jeśli umrę jako ostatnia naiwna to wolę chyba tak, zawsze będę miała choć nadzieję,.
Odbuduję się, człowiek im sięga głebiej w siebie tym ma większą siłę.
Gdybyś wiedział jak ja się rozwijam wewnętrznie!jakie ideały mam i jakie piorytyety w źyciu! jak ciężko wstać, jak życie boli do szpiku. Ale to nie rozwój rozwojem jest kasa! i wszystko co można z nią i dzięki niej, reszta to dla ciebie pie...nie. Bo przecież ty zdobywasz świat! mam nadzieję, że kiedyś ....zrozumiesz że szczęście to nie tylko to...
    • leonardo49 Re: moje zapiski - co robić? 13.09.11, 15:52
    • basia-aa Re: moje zapiski - co robić? 17.09.11, 23:40
      hmmm to dopiero początek..... początek tresury Pana i Władcy.
      Trochę będę okrutna w Twoim odczuciu to co teraz napiszę.
      Początki zawsze są piękne. Spotykamy faceta, jest wspaniały, cudowny. Spędzamy z nim świetnie czas. Nasz świat staje się nim. On jest naszym światem. Czujemy się kochane, bezpieczne, na to czekałyśmy całe życie... Nagle rysa... Bajka się kończy... Dlaczego?
      Patrzysz na swoją miłość, na tego jedynego i przestajesz cokolwiek rozumieć. Ciągle pojawia się pytanie: dlaczego tak się zmienił? dlaczego zrobił się dla mnie zły? co złego zrobiłam? Mieszają się myśli, uczucia... Nie ma już się poczucia, że jest się kochaną, że jest się bezpieczną. Jest tylko nadzieja, że wróci to co było wcześniej. NIE WRÓCI!!! Mały kubeł zimnej wody!!!
      Tresura: facet powoli pierze mózg... uzależnia swoje humory, swój stosunek do Ciebie Twoim zachowaniem się... Masz akceptować wszystko u niego... Masz być szczęśliwa jak któregoś dnia uśmiechnie się do Ciebie, masz się....BAĆ!
      Tak można się zastanowić czy ofiary przemocy reagują jak pies Pawłowa?? Takie mnie teraz naszło skojarzenie.
      Pewne jest to, że jemu zależy na Tobie, ale nie w ten sposób jak myślisz. Chce Ciebie przedmiotowo a nie podmiotowo. Będzie powoli na zimno wywoływał u Ciebie lęki, lęki przed odrzuceniem, przed coraz silniejszą agresją. Możesz próbować z nim racjonalnie rozmawiać i co to da? Nic. Niestety nic. Jeszcze się buntujesz, jeszcze szukasz wspólnego języka, ale to tylko chwilę potrwa, za chwilę dowiesz się, że to wszystko jest WYŁĄCZNIE TWOJĄ WINĄ!!! Z czasem w to uwierzysz. Bo przecież jakbyś inaczej się zachowywała, to PAN I WŁADCA nie miałby fochów. Tresury ciąg dalszej.
      Myślisz, że z Tobą będzie inaczej?? Nadzieja matka głupich.
      Im bardziej będziesz się buntować tym bardziej będzie agresywny. Tresowana kobietka ma swoje zdanie?? Feeee, nieładnie.
      Skoro argumentacja nie starczy, to trzeba głupią postraszyć. Powoli się zaczyna.. Wpierw wyzwiska, poniżanie - ot taka przemoc psychiczna, potem nadchodzi okres dla bardziej zaawansowanych przemocowców, czujących się bezkarnie...
      Przemoc psychiczna - jeżeli nie dasz rady i on się poczuje bezkarnie, będzie gorzej. Po niej następuje przemoc fizyczna. Zaczyna się, ot tak szarpnie, ot tak zatamuje Ci przejście, ot tak uderzy. Jeżeli to zignorujesz to PAN I WŁADCA chętnie z tego skorzysta. Ofiara jest już w pewnym sensie uzależniona, bo łatwo wybacza, więc można być bezkarnym, skoro słodka idiotka?
      Powoli do przemocy psychicznej dołącza przemoc fizyczna, do niej powoli skrada się przemoc seksualna, a w tle niezauważalnie zaczyna dominować przemoc ekonomiczna.
      Pół biedy jest jak jesteście sami, a jak jest jak są dzieci?
      Nieee nie myśl, że je oszczędzi. Tu się mylisz, nie oszczędzi. Z prostego powodu. Jesteś kobietą i za własne dziecko oddałabyś życie, więc co najbardziej Ciebie zaboli? Atak na dziecko. Skorzysta z tego. Z czasem będzie miał w d... dobro dziecka, ważniejsze będzie jak Ciebie zrani. Dziecko nie ma znaczenia.
      Powoli wchodzisz w 3 fazy: 1 faza narastającego napięcia (Tomaszek się wszystkiego czepia, bo źle robisz), 2 faza atak (Tomaszek zirytowany Ciebie tylko słownie atakuje, potem dojdą inne efekty, grożenie uderzeniem, uderzenie), 3 faza miodowy miesiąc (Tomaszek żałuje za swoje błędy i wypaczenia, niemal nosi Ciebie na rękach, prosi o wybaczenie, a Ty jak rasowa blondynka cieszysz się z jego nawrócenia i masz znowu nadzieję, że będzie lepiej). Początkowo między fazami jest długi czasookres, który z czasem się coraz bardziej skraca. Im bardziej się bronisz, im bardziej chcesz zachować swoją tożsamość tym bardziej skraca się okres Twojego bezpieczeństwa i tym szybciej następuje atak.
      W końcowej fazie, jeżeli masz jeszcze siły, zaczynasz czuć nienawiść, do siebie, że dałaś się tak stłamsić, do niego, że Ciebie gnoisz.
      W końcowej fazie jesteśmy już tylko wrakami, które walczą o ostatnie poczucie własnego człowieczeństwa...
      Z Tobą będzie inaczej, tak wiele uważa. Wróć do tego postu za jakieś 2-3 lata i wtedy powiedz mi na ile się myliłam.
      Kobiety przechodzące terapię dla ofiar przemocy automatycznie przerzucane są na terapię współuzależnienia. Dlaczego? Na terapii ofiar dużo dowiadują się o sobie, agresorach, ale potem jest potrzebna terapia by emocjonalnie uwolniła się od agresora.
      Czytając Twój post odniosłam wrażenie, że piłaś jak go pisałaś, bo zdradzają to literówki. Jednak dobre jest to, że szukasz pomocy, a prędzej informacji jak sobie radzić z tym wszystkim. Dobry jest zawsze ten pierwszy krok.
      Jeszcze jedno... Jeżeli myślisz, że z Tobą będzie inaczej.
      Postaw na szali jego stosunek do Ciebie i Twój stosunek do niego? Czy raniłabyś go jak on to robi? Czy używałabyś takie słowa do osoby, którą kochasz? Dlaczego chcesz wszystkiego co najlepsze dla osoby, którą kochasz i unikasz ranienia go, natomiast on tego nie robi?
      Myślałaś pod tym kątem?

    • gosia1023 Re: moje zapiski - co robić? 13.05.14, 15:56
      Zapoznaj sie z dwoma blogami- moga uratowac ci spory kawalek zycia, zdrowie i czlowieczenstwo: ,,Moje dwie glowy,, oraz ,,Uciekamy do przodu,, .Kazda zaczynala podobnie, nie kazdama sposobnosc posiasc wiedze...;-)
Pełna wersja