aksamitttka
15.09.11, 22:58
Od dwóch tygodni chodzę jak struta, nie wiem co mam robić. Zauroczyłam, bo zakochałam to za duze słowo sie w Tunezyjczyki. Zaczelo sie od tego, ze pojechalam z dwoma przyjaciolkami na wakacje do Tunezji, gdzie wlasnie poznalam GO poznałam. Nigdy, przenigdy w swoim zyciu nie przezylam czegos takiego, nigdy nie widzialam takiego mezczyny. Spojrzelismy na siebie i myslalam ze strace przytomnosc, jego oczy mna zawładnęły, strzelił we mnie piorun sycylijski. Spodobal sie nam wszystkim, to chyba najprzystojniejszy facet jakiego widzialam w zyciu. Był menagerem dyskoteki niedaleko naszego hotelu. Od razu napisze, ze nie jestem naiwna i wiem jacy sa faceci z tych krajow, przez pobyt tam wielokrotnie bylysmy tanio podrywane przez tubylcow. Jednak ON byl inny,podszedl do mnie najpierw w klubie, zatanczylismy, potem pogadalismy bez zadnej spiny. Nastepnego dnia zaczepil mnie na plazy i tak sie zaczelo. Spedzilismy boskie chwile, ale on nigdy nie posunal sie za daleko, nie byl nachalny jak jego rodacy, nie mowil i nie pisal ciagle jakies przeslodzonych tekstow o milosci. Nawet moje przyjaciolki powiedzialy ze on nie jest taki jak reszta. Jak wyjezdzalam, to powiedzial ze jestem wyjatkowa dziewczyna i ze ma nadzieje, ze nasz bedziemy utrzymywac konakt. Potem wyslal mi smsa jak bylam w samolocie z pytaniem o podroz. Teraz jak jestem w polsce rozmawiamy przez skype'a i w mailach. Dostaję goraczki kiedy widze, ze mam nowa wiadomosc od niego...
Nie wiem co mam robic, bo czuje ze coraz bardziej sie w to pograzam, ale mam obawy,bo jednak to jest inna kultura, religia, ciagle mowi sie o tragicznych skutkach takich romansow.
Jest jeszcze jedna kwestia, ktora wszystko komplikuje. Przed wyjazdem zaczelam zblizac sie do pewnego kolegi, wiem ze mu na mnie zalezy, ja tez myslalam ze cos zaczynam czuc, ale jak poznalam F. to kompletnie o tamtym zaponialam. Teraz ten kolega ciagle do mnie pisze, chce sie spotkac, a ja sama nie wiem czy isc za sercem czy za rozumem ;///.