roskalinda
25.09.11, 01:02
Mamy dziecko w wieku 2 lat, siostra mojego męża ma dziecko w wieku 3 lat. Jak jest ciepło jeździmy często nad jezioro. Raz my, raz oni no i po drodze zabiera się dzieci, raz oni wezmą nasze, raz my ich. My nigdy nie zostawiamy dzieci samych, nawet jeśli się bawią przy brzegu to ja albo mąż siadamy i pilnujemy. W sierpniu siostra męza wzięła dzieci i pojechała nad jezioro - nie pierwszy raz, zawsze wydawała się byc odpowiedzialną osobą, nigdy nie zawiodła naszego zaufania. Wzieła ze sobą materac, zaczepiła go o patyk który wbiła w piasek. Materac był w wodzie przy brzegu, posadziła dzieci na materac i sama podobno obok siedziała. Powiedziała, ze jej się jakoś 'przysnęło'. Gdy się obudziła nie było ani dzieci ani materaca. Było jeszcze wcześnie wiec ludzi nie było. Tylko chyba prawdziwym cudem dzieci się nie potopiły. Popłynęły na drugi koniec jeziora - chyba ze 2 km od brzegu na którym była siostra męża. Dzieci zauważył jakiś rybak, podpłynął, wsadził dzieci do łódki i popłynął w kierunku z którego wieje wiatr. Córka po tym przeżyciu długo nie mogła się uspokoić, całą noc nie spała, zasnęła dopiero nad ranem.. Pwiedzcie mi jak można być tak skrajnie głupim aby posadzić małe dzieci na wodzie na materacu i pójść spać?