Perełki z rozmów kwalifikacyjnych

01.10.11, 02:33
Inspiracja jednym z wątków.

Jakieś kilkanaście miesięcy temu szukałem sobie praktyki studenckiej. Ot, czegoś na jakiś miesiąc, dwa, około 20 godzin tygodniowo, żeby pogodzić to z normalnymi zajęciami na uczelni.

Znalazłem jedno bardzo obiecujące ogłoszenie - obowiązki praktykanta wydawały się dość rozwijające i ciekawe, dotyczyły one pewnej bardzo interesującej mnie tematyki. Praktyka oczywiście bezpłatna, ale to przecież oczywista oczywistość. Wysłałem więc CV i czekałem na odzew.

Parę dni później siedziałem sobie przy biurku, a tu zaczyna dzwonić moja komórka. Ledwo sięgnąłem po nią łapą, zamilkła. Oddzwoniłem, odezwał się pan z firmy X i przeprowadził ze mną rozmowę rekrutacyjną (przypominam, że na mój koszt). Rozmowa trwała 10 minut i była w trzech językach (po polsku, angielsku, niemiecku). Pan zaprosił mnie na rozmowę do biura.

No to parę dni później przybywam do biura. Pan mnie wita i daje mi do wypełnienia test matematyczny. Matematykę lubiłem zawsze, więc zdałem bez problemu. Pan zaprosił mnie więc na dalszą część rozmowy. Zaczął opowiadać o firmie, o tym co robiłbym w niej, gdybym został przyjęty.

No i tutaj pojawił się problem, bo choć ogłoszenie przewidywało praktykę w wymiarze 20 godzin tygodniowo, pan był wielce zdziwiony, że nie mogę przychodzić codziennie. Mając w pamięci ogłoszenie, spytałem, jaki w końcu jest wymiar godzinowy tej praktyki. Pan nie udzielił mi konkretnej odpowiedzi, stwierdził, że: "no, są zadania i trzeba je zrobić" (czytaj - zawalimy cię robotą i wyjdziesz po jedenastu godzinach).

W końcu spytałem o zakres obowiązków i, w tym oto momencie, opadły mi ręce do samej Australii. Okazało się bowiem, że praktyka nie ma nic wspólnego z ogłoszeniem. Nie jestem naiwny, czytając to ogłoszenie, nie spodziewałem się jakichś cudów, wiedziałem, że jest ono ładnie sformułowane, a w rzeczywistości może być trochę inaczej, ale... nie spodziewałem się aż takiej rozbieżności. Ta "praktyka" miała tyle wspólnego z opisem ogłoszenia, co mój fotel z gniewoszem plamistym. W skrócie - moje obowiązki miały polegać na wydzwanianiu do kontrahentów firmy i przypominaniu im o terminach płatności (w ogłoszeniu nie było nawet wzmianki mogącej świadczyć o czymś podobnym, żadnego: "kontakt z kontrahentami" czy czegoś w tym stylu).

Roześmiałem się i podziękowałem za współpracę. A Wy macie jakieś ciekawe wspomnienia w tym stylu?
    • 3.14-roman Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 02:54
      Parę dni później znalazłem sobie jakąś normalną praktykę. W tym samym dniu zadzwoniła do mnie inna firma, do której wysłałem CV. Miła pani (Pani nr 1) pyta mnie, czy to ja wysyłałem zgłoszenie na praktykę do działu Y.

      --
    • raohszana Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 03:18
      Macie.

      Ogłoszenie - szukamy pracownika do działu administracyjnego. Fajnie - oczywiście adresu nie ma, ale co tam. Skrobię, wysyłam CV, oddzwaniają - przyjdź człowieku tu i tu, na 9, miej CV. Sprawdzam - wygwizdów za Okęciem, jeździ tam jeden autobus miejski na godzinę, ale na szczęście mogę w jakiś tam pracowniczy wsadzić rzyć. Fajno. Dojeżdżam, wchodzę, dzień dobry i... sru! do jakiejś salki, gdzie siedzi już z 10 dziewczyn. Za chwilę włażą następne. Co się okazało? Wszystkich ściągnęli na tę samą godzinę i wcale nie w celu przeprowadzenia testu czy czegoś - ni, po jednej osobie ma iść do jakiejś tam pani kurownik. Nic to - kolejka społeczna jak za papierem toaletowym i czekamy, czekamy, czekamy...
      Pani, która miała z nami gadać spóźniła się oczywiście. CV wydrukowane trza było jej dać i dopiero się w nie zagłębiała, cmokając przy tym. Olała kompletnie moje wypociny i tylko ją interesowało "A jak dojeżdża? A ile czasu? A czym? A na pewno da radę? A którędy? Ale ile czasu? A jakim? A numer?" i tak w koło Macieju przez dobre 40 minut. Kiedy w końcu skończyła ośliniać ten papiur to dawaj mnie na górę - teraz pani dyrechtór miała prowadzić przesłuchanie.
      Pani dyrechtór zadawała najbardziej kretyńskie pytania z podręczników rekruterskich sprzed 10 lat - a gdzie się widzi za 10 lat? A za 5? A dlaczego nie zagramanicą? W końcu mówi, że ona to by mnie może do ichniej agencji celnej, bo tam się może nadam i czy mogę podjechać zaraz-już na terminal cargo. Koniecznie dzisiaj muszę tam jechać. Zgadzam się, bo i przyszło mi do głowy, że jakaś ciekawsza fucha.
      Szczęśliwie recepcjonistka w tym bajzlu była niezwykle uczynna i sprawdziła czym i jak tamój dojechać. Bidny idiota myślał, że dojedzie raz-dwa - a to z przesiadkami z godzinę się okazało!
      Nic to - jadę! Oczywiście przez lotnisko nie da się przejść, trza objechać polem, lasem cały teren lotnikskowy i jeszcze dojść kawał. W dodatku straszliwie chciało mi się do tojleta. Dobra, idę, jakiś obskurny budyneczek i co? Tojlet nie działa. Po całej "bagażowej" stronie lotniska nie działała hydraulika! Trza było wziąć to za omen i spierniczać, ale nie! twardo idę.
      Przyjmuje mnie, w kanciapie 2x2 miła pani - nie, nie, nie idziemy nigdzie, tutaj rozmowa. 4 biurka, 3 osoby, nie ma czym oddychać. Mjodzio. I cóż się okazuje?
      Ano tyle, że a) z agencją celną to coś wspólnego ma, ale w sumie niewiele b) zakres obowiązków to przynieś-wynieś-pozamiataj c) oczywiście że umowa zlecenie i niewielkie pieniądze i... tadam! bo każdy pracownik, prócz normalnie wyznaczonych obowiązków, ma jeszcze wydzwaniać do klientów i SPRZEDAWAĆ inne, oferowane przez firmę, usługi. O czym słowa nie było - bo jakby mi ktoś rzekł, to w ogóle by mnie tam nie było.
      Co zabawniejsze - pojeb... głupia polityka firmy zakładała godzinną przerwę na obiad. W miejscu, w którym w szczerym polu stoją dwa budynki i nie ma bufetu. Podejrzewam, że w czasie rzeczonej przerwy trza było potrójnie wysilać się jako telemarketer.
    • berta-death Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 03:25
      Bo to trzeba zaraz jak tylko zadzwonią dopytać się o jaką konkretnie pracę chodzi i jaki jest zakres obowiązków. I to mocno upierdliwie, bo skubańce nie zawsze chcą gadać o takich rzeczach przez telefon. Zdaje się mają płacone za ilość osób, które ściągną na przesłuchanie a nie za znalezienie odpowiedniej osoby.
      • 3.14-roman Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 18:51
        Niestety, w ogłoszeniu był podany w miarę dokładny zakres obowiązków, więc do głowy mi nie przyszło, że może być taka różnica.
    • triismegistos Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 09:43
      Daaawno dawno temu, kiedy znudziła i zmęczyła mnie wykonywana robota postanowiłam w ramach odpoczynku pozapieprzać jako biurwa. Fakt, że biurwy bez wąskiej specjalizacji zarabiają grosze mnie nie przeraził, stać mnie wtedy na to było, a miałam ochotę na osiem dupogodzin dziennie, coby nerwy skołatane ukoić.
      Trafiłam na coś interesującego mnie, wysłałam cv.
      Zadzwonili do mnie, przez telefon wypytali o znajomość różnych tam Exeli czy obsługi faksu i zaprosili na rozmowę. Tknęło mnie, jak zobaczyłam kłębiący się w poczekalni tłumek młodzieży, ale nic to, czekam.
      Okazało się, ze miła praca biurowa polega na chodzeniu po domach i wciskaniu kablówki. Zrobiłam oczy jak pęciozłotówki i pytam, co to ma wspólnego z ogłoszeniem.
      Rekrutujący zaczął coś kręcić, więc się na niego wydarłam, ze jakże to, że co on sobie myśli, że ich podam do sądu o marnowanie mojego czasu i zwrot kosztów dojazdu (adres zameldowania miałam w innym mieście) i w ogóle.
      Facet zaczął się motać jeszcze bardziej i przepraszać, w czasie mojego awanturowania się połowa czekających na rozmowę zwiała.
      A ja się zastanawiam na co liczą takie firmy?
      • lonely.stoner Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 10:33
        takie firmy pewnie licza na to ze znajda jakiegos desperata, ktory sie nawinie przy okazji takiej rekrutacji. Oszukiwanie w ogloszeniu o prace to tak jak oszustwo w cv.
      • ursz-ulka Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 17:06
        Miałam takie samiutkie doświadczenie. Całe szczęście, że to blisko mojego domu było i nie fatygowałam się z jakimś dojazdem. Najśmieszniejsze, że zapewniali jaką to niebywałą karierę można u nich zrobić...
      • 3.14-roman Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 19:03
        To chyba dość częsta praktyka, jeżeli chodzi o poszukiwanie pracowników do akwizycji. Moja koleżanka też kiedyś wylądowała w oddalonym o jakieś 30 kilometrów mieście (niby niedużo, ale dojeżdżała za pomocą komunikacji miejskiej) na rozmowę w sprawie pracy biurowej... okazało się, że mają chodzić po okolicznych blokach i wciskać ludziom ofertę sieci telewizyjnej. Nawet chcieli ją zawieźć na próbne kilka godzin łażenia. Zrezygnowała.

        Może to ta sama firma była?
    • chersona Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 10:59
      Było to w okolicach '89. z ogłoszenia zgłosiłam się z koleżanką do pracy przy sprzedaży lodów. rekrutacja odbywała się w którymś z długich, wysokich bloków przy Grzybowskiej. wjechałyśmy na odpowiednie piętro, tłum kłębił się przy windach, na korytarzu, na schodach. facet przyjmoał w otwartych drzwiach mieszkania. usmiechnięty burak, który również wypytywał mnie o znajomość języków.

      W odwrotną stronę. Jako studentka zgłosiłam się do agencji pośrednictwa pracy. po paru dniach zatelefonowano do mnie, że firma X potrzebuje na wakacje, a może i na stałe pracownika ze znajomością języka francuskiego. Telefon był powiedzmy przed 17.00 jednego dnia, rozmowa miała być rano dnia następnego. nazwa firmy coś mi mówiła, wiedziałam, że ma jakiś związek z elektroniką. dostępu do internetu nie miałam i nie miałam możliwości sprawdzić, czym się firma zajmuje. na drugi dzień na rozmowie dałam koncertową plamę. dziś nie pamiętam nazwy firmy, ale była to firma znana, tej miary co HP albo Apple. rozmowa była miła, babka rekrutująca na poziomie, ale ja ewidentnie do pracy się nie nadawałam. dostałam pytanie, co zrobić gdy jestem na obiedzie z kimś tam, o co w pierwszym rzędzie pytam. strzelałam ślepo, a babce chodziło o to, że mam się zapytać czy płatność będzie przelewem czy gotówką.


      • klawiatura_zablokowana Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 20:04
        Ja kiedyś poszłam na rozmowę rekrutacyjną do Orange na jakieś tam biurwowe stanowisko. Podczas rozmowy pani rekruter zadaje pytanie:
        -A jakie są pani plany zdrowotne?
        Przyznam, że zdębiałam i nie zrozumiałam pytania. Ponieważ mam trochę różnych kłopotów ze zdrowiem, zaczęłam szeroko i wyczerpująco tłumaczyć pani rekruter, że lekarstwa biorę regularnie, chodzę na wizyty kontrolne, leczę się u prywatnych specjalistów i generalnie w żaden sposób mój stan zdrowia nie będzie wpływał na moją pracę, ponadto uprawiam sport w miarę skromnych możliwości, odżywiam się zdrowo, dbam o higienę psychiczną.... teraz z kolei pani słuchała mnie z narastającym zdębieniem i w końcu przeszła do innych pytań.
        Dopiero potem zorientowałam się, że to było zakamuflowane pytanie o zajście w ciążę.

        Inna historyjka: wysyłam CV, oddzwaniają, pani długo i zawile tłumaczy mi, jak mam dojechać, bo biuro umiejscowione w jakimś wielkim kompleksie, jest tam 100 tysięcy innych firm etc. Zapisuję, pytam, czy gdybym nie mogła trafić, mogę oddzwonić na jej numer po bliższe instrukcje, tak, tak, jasne. Dojeżdżam w końcu wyznaczonego dnia, odpowiednio wcześniej, aby znaleźć piekielne biuro, znajduję adres, pod tym samym adresem faktycznie zylion innych firm, krążę sobie jak wolny elektron, w końcu poddaję się: trzeba dzwonić. Wybieram numer sympatycznej pani rekruter. Odbiera inny głos, przedstawia się, firma ta i ta, OK, może mają dyżurną komórkę służbową. Tłumaczę pani całą sytuację: że jestem umówiona na rozmowę kwalifikacyjną na godz. taką i taką, ale nie mogę znaleźć siedziby firmy i czy mogłaby pani... w tym momencie osoba po drugiej stronie odzywa się opryskliwie "to chyba jakaś pomyłka!".
        Jak matkę kocham, 3 razy sprawdziłam, numer był dobry... do tej pory nie wiem, o co chodziło. Może rekrutacja była nadmuchana, bo pracę miała dostać córka prezesa, ale żeby tak kogoś potraktować z buta...
    • maitresse.d.un.francais Eeee,Romek, to nie jest śmieszne 01.10.11, 20:57
      Myślałam, że chodzi ci o "perełki" kandydatów. A to jest opowieść z cyklu "Szukamy Darmowego Woła Roboczego". Raz szukanie woła wychodzi kiedy się pracę dostanie, raz - zanim się ją dostanie ("tłumaczenie próbne" okazuje się jednak tym właściwym i "przyszły zleceniodawca" znika jak sen złoty) a innym razem właśnie na rozmowie.
      • miau_weglowy Re: Eeee,Romek, to nie jest śmieszne 01.10.11, 21:03
        dokladnie. ostatnio bardzo niechetnie i z opoznieniem odpowiadalam takiej jednej agencji i sie odczepili ;)
      • 3.14-roman Re: Eeee,Romek, to nie jest śmieszne 02.10.11, 22:29
        O tych: "tłumaczeniach próbnych" też się nasłuchałem od znajomych po filologiach.

        Przypomniało mi się też (artykuł z GW), jak w którymś sklepie odzieżowym przyjmowano seriami kandydatów do pracy na "próbę". Próba polegała na tym, że przez kilka dni taki kandydat obsługiwał za darmo klientów... a potem na jego miejsce przychodził następny. I tak w koło Jesiona.
        • maitresse.d.un.francais Re: Eeee,Romek, to nie jest śmieszne 02.10.11, 22:49
          3.14-roman napisał:

          > O tych: "tłumaczeniach próbnych" też się nasłuchałem od znajomych po filologiac
          > h.

          A tak, bo gupie klienty myślą, że do korekty to koniecznie po filologii polskiej, a do tłumaczenia to do obcej.

          Dziwne, że na zmywak nie chcą po technologii żywienia.
    • paco_lopez Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 21:07
      gość był sztywny i strasznie zmotywowany. odpowiedziałem na pytania jak umiałem. wszystkie były kompletnie z dupy wzięte. miałem gdzieś jeździć i pracować w grupach. ludzi tam było jak na castingu do voice of poland. przeszedłem do nast ępnego etapu, ale potem przegrałem finał z taka jedną w lokach, która jak sie dowiedziała , że dostała angaż zrobiła zadowoloną minę. ciekawe co u niej. było 20 % bezrobocia. przełom poprzednich dekad.
    • maitresse.d.un.francais Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 01.10.11, 21:09
      Pewna znana i już w Polsce dość zasiedziała fundacja ekologiczna (odłam międzynarodowej) rekrutowała na ulicznych fundraiserów.

      Na rozmowę stawiłam się elegancko, co wywołało ze strony pani rekruterki źle maskowany wytrzeszcz. Współkandydat i rekruterka byli ubrani sportowo (nie, nie w dresy. Dżinsy i tiszert).

      Kazano nam - osobno każdemu z kandydatów - zaczepiać ludzi na ulicy i pytać ich, co o nas sądzą oraz prosić o podpisy. Następnie zapytano o wrażenia z owej działalności. Dla mnie było to cokolwiek dziwne i z lekka upokarzające, ale współkandydat oznajmił, że to "świetna zabawa". Zdaje się, że szczerze tak sądził.

      Potem, już podczas rozmowy w biurze fundacji, pani rekruterka zapytała mnie o najbardziej odlotowe przeżycie - znowu źle maskowane rozczarowanie, bo podałam spływ kajakowy. Zapewne powinnam byłam opisać skok na bungee z Empire State Building albo coś równie ekscytującego.

      Nie tłumaczyłam pani rekruterce, że intensywność przeżyć naprawdę nie musi zależeć od wysokości budynku, z którego skaczemy. Ba! nie musi nawet od wychodzenia z domu. Nie zrozumiałaby.

      Nie dziwię się też, że nie zostałam przyjęta.

      O ile mi wiadomo, fundacja ta do dziś poszukuje wciąż "ulicznych fundraiserów". Ciekawe, czy nadal stosując tak absurdalne metody rekrutacji.
      • aqua48 Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 03.10.11, 08:40
        Ja kiedyś zostałam poproszona o zrobienie paru tłumaczeń dla kolegi moich znajomych. Umówiłam się, pan zaprosił mnie osobiście do budynku firmy, i okazało się, że... wylądowałam na rozmowach kwalifikacyjnych. Firma na wysypisku, sprzedająca, powiedzmy stare szmaty (nigdy do głowy by mi nie przyszło, że ktoś zaproponuje mi sprzedawanie czegoś takiego), no, ale dobrze, czekam. Przyszedł ktoś i oświadczył, że nikogo z zarządu firmy nie ma i co my tu w ogóle robimy, potem po jakimś czasie przyszedł następny gość i po krótkiej rozmowie typu: dlaczego marzysz o sprzedawaniu starych szmat w tej wiodącej na rynku firmie, oznajmił, że musi z nami porozmawiać w obcym języku jego wspólnik, na którego czekamy. Umówiłam się na powiedzmy 9.00, rozmowy zaczęły się o 11.00, przede mną ok. 6 osób. Czekam, czekam, czy ktoś mnie wreszcie przyjmie, i wyjaśni o co chodzi i co z tymi tłumaczeniami, w końcu po przeszło trzech godzinach od umówionego terminu wyszliśmy stamtąd wraz z innym panem, który też nie marzył o takiej pracy i nie starał się o nią, wściekli oboje, z powodu straconego czasu i braku szacunku do człowieka.
    • 83kimi Re: Perełki z rozmów kwalifikacyjnych 03.10.11, 09:49
      Ja kiedyś znalazłam ofertę pracy w marketingu. Brzmiało dość ciekawie, wysłałam CV, zaprosili mnie na rozmowę. W trakcie zorientowałam się, że chyba chodzi o akwizycję. Zapytałam więc, czy to prawda, a odpowiedź była "nie, to marketing bezpośredni, działamy bezpośrednio z klientem". Praca miała polegać na łażeniu po domach i wciskaniu ludziom kablówki. Oczywiście podziękowałam od razu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja