3.14-roman
01.10.11, 02:33
Inspiracja jednym z wątków.
Jakieś kilkanaście miesięcy temu szukałem sobie praktyki studenckiej. Ot, czegoś na jakiś miesiąc, dwa, około 20 godzin tygodniowo, żeby pogodzić to z normalnymi zajęciami na uczelni.
Znalazłem jedno bardzo obiecujące ogłoszenie - obowiązki praktykanta wydawały się dość rozwijające i ciekawe, dotyczyły one pewnej bardzo interesującej mnie tematyki. Praktyka oczywiście bezpłatna, ale to przecież oczywista oczywistość. Wysłałem więc CV i czekałem na odzew.
Parę dni później siedziałem sobie przy biurku, a tu zaczyna dzwonić moja komórka. Ledwo sięgnąłem po nią łapą, zamilkła. Oddzwoniłem, odezwał się pan z firmy X i przeprowadził ze mną rozmowę rekrutacyjną (przypominam, że na mój koszt). Rozmowa trwała 10 minut i była w trzech językach (po polsku, angielsku, niemiecku). Pan zaprosił mnie na rozmowę do biura.
No to parę dni później przybywam do biura. Pan mnie wita i daje mi do wypełnienia test matematyczny. Matematykę lubiłem zawsze, więc zdałem bez problemu. Pan zaprosił mnie więc na dalszą część rozmowy. Zaczął opowiadać o firmie, o tym co robiłbym w niej, gdybym został przyjęty.
No i tutaj pojawił się problem, bo choć ogłoszenie przewidywało praktykę w wymiarze 20 godzin tygodniowo, pan był wielce zdziwiony, że nie mogę przychodzić codziennie. Mając w pamięci ogłoszenie, spytałem, jaki w końcu jest wymiar godzinowy tej praktyki. Pan nie udzielił mi konkretnej odpowiedzi, stwierdził, że: "no, są zadania i trzeba je zrobić" (czytaj - zawalimy cię robotą i wyjdziesz po jedenastu godzinach).
W końcu spytałem o zakres obowiązków i, w tym oto momencie, opadły mi ręce do samej Australii. Okazało się bowiem, że praktyka nie ma nic wspólnego z ogłoszeniem. Nie jestem naiwny, czytając to ogłoszenie, nie spodziewałem się jakichś cudów, wiedziałem, że jest ono ładnie sformułowane, a w rzeczywistości może być trochę inaczej, ale... nie spodziewałem się aż takiej rozbieżności. Ta "praktyka" miała tyle wspólnego z opisem ogłoszenia, co mój fotel z gniewoszem plamistym. W skrócie - moje obowiązki miały polegać na wydzwanianiu do kontrahentów firmy i przypominaniu im o terminach płatności (w ogłoszeniu nie było nawet wzmianki mogącej świadczyć o czymś podobnym, żadnego: "kontakt z kontrahentami" czy czegoś w tym stylu).
Roześmiałem się i podziękowałem za współpracę. A Wy macie jakieś ciekawe wspomnienia w tym stylu?