anaisanais96
03.10.11, 18:59
Mam koleżankę, 30 lat, dziecko, brak faceta na stałe. Odkąd pojawiła się nasza klasa obserwuję jej życie(osobiście sie nie spotykamy). Ona całe życie mieszkała w domu dziecka. I tak od 2008 roku na NK zaprezentował chyba z 12 mężczyzn , których za każdym razem opisywała jako najwspanialszego faceta na świecie, że ona i jej synek go kochają a on ich, dodawała mnóstwo zdjęć z nim i jego rodziną, żeby pokazać jaka jest szczęśliwa.
Z moich obserwacji wynika ze jej związki trwały bardzo krótko, a zaraz po zerwaniu pojawaił się kolejny chłopak , który niemal od razu stawał się największą miłością życia, który uwielbiał jej syna , a syn traktował "nowego" jak Tatę. Po czym i ten związek mijał, a po chwili historia się powtarzała, z planowaniem ślubu łącznie. I tak jest do teraz.
Zastanawiam się czy takie kurczowe trzymanie sie każdego nowo spotkanego męczyzny, idealizowanie nowo powstałego związku to wynik tego że koleżanka mieszkała w domu dziecka, nie zaznała miłości w rodzinie i teraz za wszelka cenę chce chce stworzyć sobie i synkowi kochającą rodzinę? Żall mi jej bardzo bo to naprawdę fajna dziewczyna, a nie może zaznać szczęścia.