arista80
12.10.11, 00:06
Witajcie. Mozecie mi pomoc i sprobowac odpowiedziec na pytanie co sie dzieje z moim mezem? Nakresle wam sytuacje.
Jestesmy malzenstwem od 6 lat a od poltora roku jestesmy tez rodzicami. Zawsze bylismy kochajaca i wspierajaca sie para. Pomimo roznych problemow potrafilismy zawsze trzymac sie razem i wzajemnie podtrzymywac na duchu. Kto nas widzial to mowil, ze w zyciu nie widzial tak kochajacej sie i zgranej pary. Przez dlugi czas staralismy tez o to by zostac rodzicami. Prawie 5 lat. W koncu udalo sie i pojawila sie na swiecie nasza coreczka. Ciaza dzieki Bogu przebiegala bez zadnych komplikacji. Przez ten caly czas maz byl zawsze dla mnie wsparciem, zawsze przy mnie na wizytach u ginekologa, byl tez obecny przy porodzie. Jak coreczka sie urodzila to on pierwszy wzial ja na rece. Byl taki szczesliwy....do drugiej nocy po porodzie kiedy to mala zaczela wrzeszczec bo byla glodna a ja mialam malo pokarmu. Bylismy jeszcze w szpitalu a on prawie zaczal krzyczec co za niewychowane dziecko, ze tak sie drze!!!! Musialam go uspokajac grozac, ze narobi nam tylko klopotow (za sciana pokoj poloznych i pielegniarek) skoro krzyczy na dwudniowe dziecko. W domu potem bylo nie lepiej. Czemu to dziecko placze, a czemu ja musze isc koniecznie do lazienki skoro mala placze, ja powinnam byc przy niej i nawet siku nie mam prawa zrobic. I tak jest do teraz. Wszystko jest wina moja i dziecka. On owszem pracuje do pozna (do 18), ale przyjezdza do domu, odpala komputer lub tv i liczy sie tylko mecz. Jak prosze go by choc troche posiedzial z mala to zaraz zaczyna sie, ze on jest zmeczony, musi odpoczac. Od biedy wezmie ja przed tv ale jak mala zaczyna sie wiercic lub zabierac pilota to zaraz zaczynaja sie na mnie krzyki, ze nawet meczu nie daja mu obejrzec w spokoju. Ja siedze z coreczka caly dzien. Tez jestem zmeczona. Mala jest bardzo zywotna. Teraz (poltora roku) ma taki okres, ze chce wszystko dotykac. Czasem wiec pozwalam pobaic sie lyzkami lub garnkami, wtedy ona sie uspakaja a ja moge zrobic inne rzeczy w domu. Jak maz wraca i widzi te garnki to zaraz zaczynaja sie pretensje, ze ja rozpuszczam, jak jej nie pozwalam sie pobawic garnkami to musze jej poswiecic caly czas i na sprzatanie nie mam czasu. Jak maz widzi balagan w domu to tez zaraz zaczynaja sie pretensje. I teraz non stop wysluchuje jaka to ze mnie okropna matka, jaka jestem beznadziejna, cokolwiek w domu jest nie na miejscu to zaraz afera. Kiedys na to reagowalam i byla klotnia, teraz puszczam mimo uszu by niczego nie prowokowac. Zastanawiam sie czasem za kogo ja wyszlam, gdzie ja mialam oczy. Tylko, ze on taki kiedys nie byl. Ani w czasach "chodzenia", ani w czasach malzenstwa zanim pojawila sie coreczka. Gdyby dziecko bylo wpadka to moze daloby sie to jeszcze wytlumaczyc, ale wpadka to nie byla. Staralismy sie prawie 5 lat. Wiec dlaczego on sie teraz tak zachowuje w stosku do mnie i do dziecka? Zero wspolnych spacerow, wyjsc, nawet na zakupy trzeba go prosic. Sprobojcie mi to jakos wyjasnic...