lusseiana
20.10.11, 13:19
Właśnie tak się zastanawiam - dlaczego tak jest, że jak posucha, to posucha, a jak już się ruszy, to od razu lawinowo? Od miesiąca szukam pracy, rozsyłam papiery gdzie się da, ile się da, jeżdżę osobiście po firmach, roznoszę i nic. No dobra, nie takie całkiem nic, jedną rozmowę zaliczyłam, niech będzie (beznadziejną nota bene, ale mniejsza). Cisza. Zainteresowanie moją osobą oscyluje wokół zera. A tu dziś rano telefon, zapraszamy z dokumentami po umowę, super, dziękuję bardzo. I w przeciągu 4 godzin od tego telefonu trzy kolejne firmy zapraszają mnie na rozmowę :] Nie można było wcześniej? Ironia to, czy złośliwość losu? Czemu to tak jest, że jak już pracę dostałam, to nagle się kilku na raz zainteresowało, a jak łażę i szukam, to nikt nawet łaskawie w cv nie spojrzał?
Ktoś potrafi mi ten fenomen wytłumaczyć? Nie żeby mi się świat w związku z tym zawalił, ale tak trochę mi się dzisiaj ulało i wyżalić się chciałam, zwłaszcza, że to nie pierwsza taka sytuacja, w której ów dziwny zbieg okoliczności nastąpił...
Pozdrawiam.