kilka.0
26.10.11, 00:17
3 lata temu wyszłam za maz. Moj maz ma brata. Brata meza nie za bardoz lubie. On sie stara: pamieta o imieninach, jak go o cos poprosimy to zawsze nam da, zadzowni gdzies, przyniesie cos. Fajny i mily. Odwzajemniamy sie. Ja staram sie zawsze cos mu przynieśc, gdy wiem ze jest mu potrzebne. Mamy poprawne kontaty. Bardzo kurtuazyjne. On ma zreszta 2 dzieci, rodzinę. Razem świętujemy itd.. ale ..
Nie lubie jego:
poczucia humoru
opinii na temat naszego zawodu-mamy taki sam
zachowania (jest krzykliwy)
takiej wyłażącej pewności siebie.. (ja jestem raczej spokojna, nie nadymam sie..)
dociekliwości, wścibskości-wyczuwam rywalizacje, której w "rodzinie" nie akceptuje
zbytniej ciekawości-co u nas, ile czego mamy itd..
Wiem, że on próbuje być miły, kulturalny, grzeczny. Chce się do nas zbliżyć, ale ja nie mogę się przekonać. Nie przepadam za takimi charakterami.. I tyle.
Mam problem, bo oni "domagają się" większego zżycia z nami, chcą miec ciągły kontakt, a nie tylko od swieta. Jesteśmy ludzi z dwóch światów. Połączył nas rodzaj tej samej pracy i wyklsztlacenia.. Nie za bardzo chce sie zbliżać, przlemywac. Chciałabym zachować poprawne stosunki i jednak byc tu gdzie jestem. Oni odbierają moj dystans jako niegrzeczność i coraz bardziej napierają... Chciałbym, ale po prostu za nim nie przepadam. Zal mi tego wszystkiego trcohe, ale on w tym wszystkim nie za bardzo jest szczery w stosunku do mnie, to jest takie udawanie, podszywanie ise. Ja to wyczuwam...