alabasterka
31.10.11, 20:56
Trochę przesadzam, ale coś w tym jest. Od niedawna spotykam się z pewnym chłopakiem.Znam go znacznie dłużej i trochę się w nim podkochiwałam, ale ona miał dziewczynę i ja tez sie z kims spotykałam. To fantastyczny chłopak, inteligentny, twórczy, oczytany. Zwiedził pół świata, ma swoją pasję, którą realizuje. Do tego przystojny, kulturalny, otwarty. Cód miód, palce lizać.
Dręczy mnie jednak pewna sprawa. Mianowicie on ma 'słabość' do bardzo chudych dziewczyn. Nie szczupłych, nie drobnych, ale do właśnie bardzo chudych. Kręcą go wystające kosteczki, żebra, obojczyk. Lubi bardzo małe biusty, praktycznie płaściuteńkie. Biust w zasadzie od małego 'c' to dla niego juz wymiona. Nie krytykuję tego, każdy ma swój gust, typ, jedni lubią rude, inni tylko wysokie, jeszcze inni krągłe. On lubi wychudzone panny.
Ja jestem osobą bardzo szczupłą, taką mam budowę, ale i dbam o sylwetkę. No, ale nie jestem chudzinką. Nie wyglądam jak Anja Rubik czy inna top modelka. Mam lekko zaokrąglone biodra, trochę biustu choć nie jest duży, tyłek. Dla większości facetów pewnie jestem super atrakcyjna, no ale ten mój jedyny woli co innego. Tzn. nigdy nie powiedział mi, ze mam schudnac czy cos takiego, mowi ze jestem piekna, cudowna, kocha mnie. Ale denerwuje mnie jak nazywa jakąś czołową piękność mianem grubaski, albo ze mogla by zrzucic troche sadła.
Pilnuje, żebym nie jadła za dużo. Ja sama z siebie nie jem słodyczy, smażonych potraw, białego chleba, makaronów, ziemniaków. Jednak kiedy w lato jadłam owoce ciągle strofował mnie, ze one też tuczą i czy muszę tyle jeść. Często mówi, ze jedzenie jest chyba moją ulubioną czynnością w życiu.W piątek poszlismy do vege baru, gdzie zamówiłam sałatkę, nie było w niej nic bardzo kalorycznego, to był mój obiad, a on ciągl gadał 'aale ty masz apetyty', 'jestes w stanie zjesc ja całą?podziwiam'. Doszło do tego, ze krępuje się przy nim zjeść cokolwiek.
Kocham go, strasznie mi na nim zależy, ale przeszkadza mi ten stres.