slim-pim
01.11.11, 00:36
jestesmy po slubie juz 5 lat.
Mamy dwojke dzieci, 2 i 4 lata.
Wychodzac za maz nie bylam szalenczo zakochana, ta faza przeszla mi tak jakos po pol roku zwiazku, potem bylo ok, jak sie oswiadczyl, to sie ucieszylam, zakochanie na chwile wrocilo, cieszylam sie tym ze bede zoną, jako ze moja popieprzona matka wtracala sie w kazdą moją sprawę, mialam nadzieje ze po slubie da mi spokoj.
Coz, matka rzeczywiscie sie juz nie wtraca az tak bardzo, choc pierwsze miesiace po urodzeniu corki byly horrorem - zamieszkala u nas, z zalozenia na pare tygodni, zostala 4 miesiace, mialam baby bluesa jak stad do....przeszlo jak wyjechala.
Maz jest nudny. Nie ma ciekawych zainteresowan, ja humanistka, on w zyciu moze 10 ksiazek przeczytal, niewiele wie, nie interesuje się historią, polityką czy czymkolwiek ambitniejszym, poza bardzo wąską dzialką dotyczącą pracy - tu wie duzo, ale to nie temat do rozmow czy to z zona czy kims zpoza branzy.
Niczym mnie nie zaskakuje. Nigdy nie bylo niespodzianek, prezentow bez okazji, czegos wymyslonego zwlaszcza dla mnie. Wie ze bardzo bym chciala zeby sie nauczyl ciut gotowac chociaz - po 5 latach zwiazku na palcach jednej reki moge policzyc ile razy zrobil obiad mimo ze wie ze podobaloby mi sie to.
Nzeby bylo jasne - nie chodzi o prezenty. Chodzi o to ze nigdy nie wpadnie znienacka po pracy po mnie, nie zawiezie znienacka do kafejki, nic nie zaaranzuje ciekawego, nie potrafi kompletnie nic wymyslec, jak juz gdzie pojdziemy to poki ja nie wymysle tematu rozmowy on nie powie nic ciekawego a nawet jak ja zaczne to i tak nie umie powiedziec nic ciekawego, oryginalnego, interesujacego, tylko wszystko to jakies kalki tego co uslyszy, banaly, nudy..
Jest niezlym ojcem, co prawda brakuje mu cierpliwosci, pomyslowosci, ale dzieci go kochaja, umie je ubrac, nakarmic, zabrac na spacer, zajac sie nimi w domu, chco bez rewelacji.
Ja pracuje, on tez.
Gdyby nie to ze nie chce zostac ze wszystkim sama, bo nie mamy domu, wynajmujemy, nie mamy nic poza samochodem i roznymi sprzetami - gdyby nie to, to chyba bym go zostawila.
Ale sama nie damsobie rady z dziecmi. Gdyby je zabieral tylko na co drugi weekend to umarlabym ze zmeczenia, dzieci sa baaardzo zajmujace, z roznych wzgledow.
Poza tym nie mam gdzie pojsc.
Poza tym boje sie ze matka chcialaby wtedy ze mna zamieszkac i suszylaby mi tym glowe codziennie po kilka razy dziennie. Juz i tak dzwoni codziennie po 2 razy i za kazdym razem pyta: no i co slychac? jakby w ciagu 3 godzin mialo sie wiele zmienic.
Poza tym chlopcy byliby nieszczesliwi bez taty.
Na codzien jestesmy dla siebie ok, nie klocimy sie raczej, tylko jest nudno, szaro, nijako i patrzac na meza nie sadze zeby to sie zmienilo.
Aha, seks tez do bani - jestem jego druga partnerka, wszystko co robi w lozku jest nijakie i nudne, nie porywa mnie to w zaden sposob, nie mam ochoty go dotykac, robic mu przyjemnosci - kiedys sie staralam, ale on przez dluugi czas masturbowal sie i dojsc tradycyjnie do orgazmu zajmuje mu mase czasu, mi sie juz po prostu odechcialo starac, chco kiedys bylam jego "kochneczką" - bylam dobra w seksie, wielokrotnie o tym mowil ale sam nigdy jakos sie nie nauczyl niczego co byloby dla mnie fajniejsze niz standard.
No i robi mi sie slabo na mysl ze mam tak juz do konca zycia...
Przysiegalam ze szczerym zamiarem zrobienia dobrego malzenstwa, myslalam ze wszystko sie ulozy, a tymczasem juz w polowie podrozy poslubnej mialam dola, nie chcialo mi sie z nim byc.
Tak sie chcialam wyzalic.
Nie mam wyjscia, bede z mezem siedziec do usranej pewnie smierci, bo nie mam odwagi na zadne gesty, a on , taka ciota z niego, ze tez nie umie o niczym zdecydowac, teraz jak szukalismy mieszkania to sam nic z siebie nie zrobi, nie zaintersuje sie kredytem, znalazl pare ofert i nic wiecej, sama musze robic cokolwiek zeby on sie ruszyl, nie ma tak zeby zrobil cokolwiek z wlasnej inicjatywy.
Zwariuje z nim.
Mimo ze nie jest zly, nie bije, nie pije, nie wloczy sie z kumplami i pewnie wielu by mi go zazdroscilo...
Jak sobie przetlumaczyc ze skoro przysiegalam w kosciele to musze sie bardziej starac? nie umie, czasem mi sie na chwile udaje ale jak na dluzsza mete udawac ze sie nie wzielo nudnego troche prostackiego malo inteligentnego typa?