piotrek_meteorolog Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 00:08 Szukasz wrażeń? Ten post jest dowodem na to, że dla kobiet nie warto się starać, bo i tak im nie dogodzi. Najepiej w ogóle się nie żenić. Chyba pozostane kawalerem. Odpowiedz Link Zgłoś
jake210 Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 00:40 Ludzie są jednak żałośni, w co drugim czasopismie i ksiązce piszą, ze motyle w brzuchu to ma sie max. 4 lata, plus minus 2 jesli pojawia sie dzieci. Piszac jaśniej: to samo mialabys z drugim, trzecim i czwartym kolejnym facetem jesli by Cie wczesniej nie zostawil. Poza tym faceci stabilnosc w zwiazku znoszą o wiele gorzej niz kobiety, juz sam fakt uprawiana seksu z żoną powoduje spadek libido. Natomiast im bardziej facet pociaga kobiety, tym teoretycznie wieksze szanse na zdradę. Np. badania pokazuja ze najrzadziej zdradzają biedni, a nabardziej bogaci. Takze z b. duzym prawdopodobienstwem Twoj Mr. Perfect, romantyczny, oczytany,przystojny i bogaty, kopnął by Cię w zadek wczesniej niz myslisz. Odpowiedz Link Zgłoś
ulanzalasem Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 00:52 slim-pim Jesteś głupia czy to temat mający nabić ilość odwiedzin ? Kolejny babsztyl, któremu brakuje czegoś w głowie ? Czy kobiety są upośledzone ? Sorry, ale jak po pół roku się nudzisz to jest problem. Ile się znacie do cholery ?! Wcześniej nie zauważyłaś, że jest nudny, że nie czyta, nie gotuje ? Przecież chodziliście ze sobą, przecież od byliście zaręczeni itd. Co za idiotyzmy...Jesteś sama sobie winna, to jak kupić niewygodne, brzydkie, dziurawe buty i w domu narzekać to wybór...5 lat po ślubie, po co wam drugie dziecko, dla ciebie raczej drugi bachor, skoro było i jest źle ty dalej się pakujesz w bagno ? Odpowiedz Link Zgłoś
kiszczynska Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 02:03 Ja to wszysto rozumiem, tylko dlaczego dalas sobie zorbic dowjke dizeic. Bo chcials dzieci, bo kochasz, bo stusiowalas pedagogike?? Jak mozna wdepnac w az 2 dzieci z tak mala roznica iweku i z mezczyzna, ktory jest nudny. Zrobilas sobie-wam te dzieci i czekasz teraz co sie fanjego stanie. A tu szara mononia. Nie iwdzils o tym, decydujac sie na dzieci??? Teraz, nie dosc, ze musicie pracowac, to jeszcze nie mozecie przestac i chcesz was wpakwoac w kredyt jestes glupia!!!!!!!! Moglas to przewidziec~! Odpowiedz Link Zgłoś
slim-pim Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 21:56 nie nazywaj moich dzieci bachorami. Najlepiej ugryź sie w...tylek. Odpowiedz Link Zgłoś
kamelkowa Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 07:38 Przeczytałam Twój list i...mogłabym napisać dokładnie tak samo...i myśli podobne i pewnie też z nim zostanę i się razem zestarzejemy i do końca życia będzie mdło, monotonnie, bez żadnych perspektyw na lepsze=ciekawsze jutro...a znowu bez niego-tez nie byłoby różowo... Odpowiedz Link Zgłoś
lookcook Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 08:28 Nie chyba tylko na pewno go nie kochasz bo nigdy go nie kochałaś. Był tylko ratunkiem od matki spieprzyłaś gościowi życie swoim egoizmem. Dobrze wiedziałaś jaki jest a teraz pretensje do świata. Babie to sie nigdy nie dogodzi jak potrzeba to słodziutkie a potem z czasem po trochu wszystko wyłazi. Dziś już bym się na ślub nie zdecydował jak patrzę co się dookoła dzieje myślę co będzie u mnie...Zrobi człowiek jedną rzecz chwilę sie baba pocieszy chce kolejną zrobisz/kupisz kolejną to będzie chciała jeszcze i jeszcze i tak bez końca. Potem kretynki się dziwią że zdrady są a one się nie biorą z samego sexu tylko to ucieczka od takich bab i poprawienie sobie na "chwilę" nastroju,szukanie bliskości której już nie ma w domu,zrozumienia itd.. Prawda jest taka że w większości przypadków facet po ślubie się nie zmienia a babie odwala i tyle. Wiem jak potrafią zamaskować doskonale swoje "JA" przed ślubem.Naprawdę dziś jak na to wszystko człowiek patrzy czyta co się dzieje u innych, u znajomych to małżeństwo nie ma sensu a przynajmniej małżeństwo ludzi poniżej 35 roku życia .Tyle że zegar biologiczny goni i potem jest jak jest....NUDA Odpowiedz Link Zgłoś
slim-pim Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 21:59 tiaaaa. Dlaczego to do mnie nie dotarlo? Faktycznie, tak jak piszesz, durne te baby skoro facet zrobi JEDNĄ rzecz a te chcą kolejnej! W glowach im sie poprzewracalo, no nie? W koncu powinno wystarczyc raz na caly zwiazek i mozna spoczac na laurach! Pffffffffffffffffff. Tyle w temacie bo do polemiki sie Twoj tekst nie nadaje. Odpowiedz Link Zgłoś
jacek226315 Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 08:56 jako humanistak winnas wiedziec,ze malzenstwa w ktorych zona ma lepsze wyksztalcenie od meza rzadko bywaja udane. Kobieta mata zdolnosc i podciagnie sie do poziomyu meza,natomiast facet raczej nie. Przeciez wiedzialas przed slubem ,ze "onmoze przeczytal cztery ksiazki" wiec czego sie spodziewalas,iz nagle stanie sie molem ksiazkowym Odpowiedz Link Zgłoś
marcy27 Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 09:16 Czytam wpisy Pań i troszkę się dziwię. Kobieta szuka wsparcia, potrzebuje pomocy, a Wy ją krytykujecie. Dlaczego nie potraficie napisać dobre słowo? Ja mam podobny problem z moim mężem. Też jest dupą wołową. mam wrażenie, że się uwstecznia w rozwoju do orangutana. Wszelkie tłumaczenia i prośby kwituje "znowu zrzędzisz" albo "naoglądałaś się filmów i bredzisz". Kiedy proponuje wspólne wyjście lub wieczór tylko we dwoje, woli poleżeć przed TV. Straciłam wiarę, że znów może być fajnie i czasem romantycznie. Mam 27 lat, moje życie erotyczne umarło. czasem myślę, że może ma kochankę i dlatego się nie stara. Ale po spojrzeniu na niego wątpię, czy chciałoby mu się starać gdzie indziej. Mało zarabia, nie szuka lepszej pracy. Wszelkie kwestie finansowe i ważne decyzje spoczywają na mnie. Jak sobie zarobię to będę miała, jak nie to nie. W zeszłym miesiącu nie dostałam od niego ani grosza, więc żeby dziecku kupić pieluchy, sprzedałam pierścionek zaręczynowy. Nawet go to nie ruszyło. Po prostu mu się nie chce. Do niedawna strasznie mnie to denerwowało. Dziś zaczęłam patrzeć z innej perspektywy. Mam małego Szkraba, który jest dla mnie całym światem. Najważniejsze jest, żeby on był szczęśliwy. Jak podrośnie pomyślę o sobie. póki co czerpię ogromną radość z wychowywania malucha i z pracy. Na szczęście mam fajną, a to w chwilach załamania bardzo pomaga. Kiedyś byłam bardzo z nim szczęśliwa. Dziś wiem, że to było i nie wróci. Może kiedyś znów się zakocham. Pozdrawiam Panią bardzo gorąco. Dziękuję, że Pani ten post napisała. Dziękuję, bo świadomość, że nie jestem jedną kobietą w takiej sytuacji jest bardzo pomocna. Odpowiedz Link Zgłoś
lookcook Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 09:24 Bo Polakowi zawsze lepiej jak drugiemu też źle... Odpowiedz Link Zgłoś
reesrs Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 09:32 moze warto pomyslec o tym co sie samej zrobilo. oczywiscie widzialem ze sie staralas itp. nie mniej moze warto spojrzec na to czy to bylo cos co chcial on czy cos co chcialas dac Ty od samej siebie. moze jest tez tak ze on mysli ze tez daje Cie cos fajnego i Ty tego nie doceniasz. ogonie mysle ze patrzac na kazda osobe na kuli ziemskiej i poza nia kazdej mozna nawrzucac do ogrodka. tylko czuje tez ze sama nie jestes idealna. nie bronie meza. tylko czy np Ty realizowalas jego marzenia nie wiem np sexualne itp druga rzecz piszesz sex jest do bani co on mysli o sexie z Toba? moze tez to samo bo jestes zajeta praca dziecmi i na koniec dnia zmeczona. i typowe dla kobiet (ja jestem facetem wiec moze zabrzmi szowinistycznie) dzieci zajmuja tyle czasu..... sama nie dalabym rady. hmmmm cos gdzie chyba nie gra. bo decydujac sie na dzieci czlowiek wie ze niestety znajdzie czas dla siebie pozno wieczorem i to moze z godzinke. brak dojrzalosci troche moim zdaniem wiesz ja tez wstaje po 6 wracam po 17 i oddaje czas popoludnia mojemu synowi czasem bardziej czasme mniej efektywnie ale zawsze jetsem dla niego do momentu gdy pojdzie spac po 20. jezdze autami ganiam go jako indianin, buduje z nim klocki lego. mimo to oczywiscie slyusze te same zarzuty nie gotujesz, nie zajmujesz sie dzieckiem, itp itd pewnie prawda lezy po srodku ale warto o tym poagdac i ja znalezc zastanow sie przede wszystkim nad sama soba Odpowiedz Link Zgłoś
slim-pim Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 22:06 Ale moj maz niwiele potrzebuje. Wystarcza ze jest dobre jedzenie, dzieci sa grzeczne i zdrowe (z tym najtrudniej), dom nie musi byc ogarniety, ja nie zrzedze - i to wystarcza. Jak sam mowi nigdy nie spodziewal sie ze zycie bedzie rozowe i slodkie, raczej wlasnie monotonne. No i pieknie ale mimo ze myslalam ze tak mozna to JA tak juz nie umiem, moze to ja sie zmienilam, a moze on, ale MI jest tak kiepsko. Mimo ze ciesze sie ogromnie jak z dziecmi jest ok, to oprocz bycia matką mam inne potrzeby, z ktorymi sama sobie nie poradze a na meza nie mam co liczyc i to mnie frustruje. Pewnie to moja wina, pewnie nie powinnam miec takich wg Was wygorowanych wymagan - ale mam. I nawet jak sobie powiem - no przeciez masz co chcialas, co zdecydowalas te pare lat temu - to niczego nie zmieni mimo ze baardzo bym chciala zeby bylo inaczej. Co do seksu - kiedys bylo lepiej, bo bylo mniej okazji wiec wieksza ochota, mniej pracy wiec wiecej sil i jakos sie krecilo. Teraz jest kiepsko, rzadko i przewidywalnie. I dla mnie i dla niego, wiec zadne z nas jakos nie dazy do czestszych kontaktow. Odpowiedz Link Zgłoś
warschawiak Dlatego lepiej inwestować w prostytutki niż w zwią 03.11.11, 09:50 ...w związki. Wiadomo, nad związkiem muszą pracować obie strony,a jak się coś nie układa to cierpią tylko dzieci - owoc tej "pięknej miłości". Panowie nie dajcie się złapać na dzieciaka - to chwyt żeby z was wyssać resztki godności i kasy. Kto ma dzieci - przegrał życie. Odpowiedz Link Zgłoś
wersja_robocza Re: Dlatego lepiej inwestować w prostytutki niż w 03.11.11, 09:53 warschawiak napisał: > Kto ma dzieci - przegrał życie. Sądzę, że ta złotą myślą powinieneś podzielić się z rodzicami. Odpowiedz Link Zgłoś
lewania OMG! 03.11.11, 09:51 po pierwsze ciska sie na usta stwierdzenie po co wychodzilas za niego za maz. Po drugie, w malzenstwie nie chhodzi o wielkie zakochanie. Ja z moim mezem jestesmy para od ponad 12 lat, malzenstwem od 8. I nie bylo to wielkie zakochanie, ale wielka przyjan ktora przerodzila sie w dojrzala milosc. Kolejna sprawa to twoje wymagania odnosnie niespodzianek itd. a moze byc mu to powiedziala??? pomyslalas o tym??? pewnie NIE. bo przeciez maz powinien sie domyslic. i tak mysli wiekszosc kobiet co pozniej prowadzi do frustracji i rozczarowania. ja mojemu mowie co i jak, czego od niego oczekuje i dlaczego tak a nie inacze i do niego nalezy pozniej inicjatywa, aby sprawic zebym byla szczesliwa. I tak tez robi. I wraca z pracy i nabija sie ze swoich kolezanek marudzacych ciagle na swoich mezow. A w wiekszosci przypadkow marudzenie wynika z braku komunikacji. Czesto powtarza jaki jest zadowolony, ze ze mna nie ma zadnych gierek i jak jestem zla to mu powiem, jak cos mnie meczy tez. nie kaze mu sie domyslac. Wiec moze czas zaczac rozmawiac z mezem i powiedziec mu wiekszosc tego co nam tutaj nasmarowalas... Odpowiedz Link Zgłoś
to.ja.kas Re: OMG! 03.11.11, 10:03 Wiesz co myślę, myślę, że to małżeństwo nie ma szans. Predzej czy pozniej się rozpadnie. Byc moze kiedys on Ci oswiadczy, że sie zakochała a Ty wtedy zaczniesz walczyc o tego nudnego, okropnego, rozlazłego, ciotowatego męża. Nie dostrzegasz nic dobrego. Oczekujesz cudu. Masz. masz odpowiedzialnego i spokojnego faceta. Takiego na jakim mozna polegać. W swoim czterdziestoletnim zyciu byłam juz w zwiazkach z facetami którzy dostarczali adrenaliny. Nigdy więcej. Teraz jestem w zwiazku z kimś kto komuś wydawał sie nudny, rozlazły, szary i nieciekawy. I porzucił. Mój już prawie mąż nagle odzyskał blask kiedy okazało się, że świat dookoła nie jest taki błyszczący a na dodatek się kimś zainteresował. Zastanów sie czego chcesz od zycia i jak to osiągnąc a potem to zrób. Bo się posypie. A szkoda. Prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
kamelkowa Re: OMG! 03.11.11, 14:17 OMG...mój mąż jest podobny-przynajmniej z opisu, i niestety nie oczekuje ,że sie domysli-żeby przygotowac jakąs kolacje, spacer, kino, kwiaty itp-on nawet po naszych rozmowach jak mu mówie czego mi brakuje, co mnie boli itp nie potrafi wykrzesac z siebie checi a moze brak u niego "mozliwosci" by cokolwiek zrobic w tym temacie...postara sie dwa trzy dni by powiedziec mi kilka miłych słow albo przytuli ...ale to jest wrecz wykrzyczane przeze mnie ze najnormalniej w swiecie mi tego brakuje! faceta , na którym moge sie oprzec, na którego mogę liczyć, z którym będe dzielić zycie a nie tylko z nim zyć, który bedzie słuchał a nie tylko słyszał...doskonale rozumiem autorke...z ta różnica ,że ja swojego powolnego, ślamazarnego, flejowatego;) męża kocham...co nie znaczy, że jestem szczęśliwa-tak jak napisałam brakuje mi podobnie jak autorce listu tej radości, szaleństwa i OKAZYWANIA miłości, to ze jestesmy razem kilka czy kilkanascie lat nie musi oznaczac-jak niektórzy tu piszą-"dojrzałej miłośći"...przez bardzo długi okres naszego związku okazywałam mężowi "co chwilę" ze mi na nim zalezy , zaczepne sms-y, e-maile, karteczki, ze kocham itp wkładane "po cichu" do kieszeni, portfela...kolacje...ale po kilku latach jak ta druga strona nie docenia tego-zaczyna traktowac jak codziennosc ,sama od siebie nic nie dając to i mi zaczęło to podcinac skrzydła...i teraz jestesmy zgodną parą tzw z dojrzałą miłością...po prostu uwazam, że niektórzy nie potrafia okazywać uczuć, nie jest im potrzebne ciągłe zabieganie o drugą osobę-tak juz mają, niestety! Odpowiedz Link Zgłoś
herb46 Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 09:59 Rozumiem ze nuda i obojetnosc wkroczyly w wasz codzienne zycie. Zostaw dzieci z mama ,wyjedzcie razem z mezem na kilka dni ,tydzien ,razem by sie odnalezc ,by sie przyblizyc,poznac na nowo. Jesli ma jakies zainteresowania np.rower,lubi lowic ryby,kolekcjonowac 'byle co'kup dla niego ksiazke na ten temat,przeczytaj,badzie temat do gadki,i 'wkrecaj' go w nastepne rozmowy na tematy ktore zna i lubi.Ciezko jest zyc obok ,, kogos ,trzeba zyc razem.Zycze by Szczescie zawitalo w progi waszego domy. Odpowiedz Link Zgłoś
martusia_25 Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 10:14 Cóż, jestem w poniekąd podobnej sytuacji - mój mąż też nie jest wulkanem energii i fantazyjnych pomysłów. Przez jakiś miałam wobec niego takie oczekiwania jak Ty - ale w końcu dotarło do mnie, ze on po prostu taki jest i kropka. I że ja nie przecież nie chciałabym by ktoś stawiał mi wymagania bycia kimś kim nie jestem. I odpuściłam. Zajęłam się swoimi sprawami, znalazłam sobie zajęcia przynoszące mi radość i przyjemność. A mąż nie musi być księciem na białym koniu - jest po prostu mężem, człowiekim, z którym wspieramy się w trudnych sytuacjach, współpracujemy na gruncie "domowym" (to niesymetryczna współpraca, każdy robi to, z czym sobie dobrze radzi i co lubi i tak się składa, że w większości tego typu sprawja jestem lepsza :) wychowujemy dzieci, gromadzimy majątek. Seks też jak najbardziej jest, choć ja nieco "ostygłam", bo zmęczenie, bo przyzwyczajenie, bo rutyna - ale uważam, że mimo wszystko trzeba ten rodzaj więzi podtrzymywać, bo to zbliża, nawet jeśli nie ma fajerwerków. Zyskaliśmy na tym wszyscy - ja jestem spokojna i spełniona, nie czuję złości i frustracji z powodu niespełnionych oczekiwań, mąż zamiast inwazyjnej i pełnej pretensji megiery ma miłą, ciepłą i zadowoloną z życia żonę, dzieci mają poczucie bezpieczeństwa i miłą atmosferę w domu. A że nie ma ognia, fantazyjnych wypadów, romantycznych kolacji? W końcu jesteśmy stateczną, dojrzałą parą a nie zwariowanymi nastolatkami ;) I jeszcze jedno - z Twego postu bije rozgorycznie i złość na męża, że nie jest taki, jak Ty chcesz. Pomyśl, czy nieświadomie nie kopiujesz relacji z najbliższą osobą z Twego dzieciństwa - matką, która nie szanowała tego kim jesteś ani jaka jesteś i stawiała Ci wymagania byś robiła, mówiła, myślała to co ona chce. Czy na pewno chcesz być taka jak ona? Jeśli się nie pogniewasz, poradziłabym Ci (choć nie prosisz o radę, więc z góry przepraszam) wzbogacić swoje życie, tak by nie było zbyt nudne. Spotykaj się z koleżankami, znajdź jakieś fajne hobby, rozwijaj zainteresowania, dostarcz sobie zadowolenia i przyjemności z życia. Co najważniejsze - bez oglądania się na męża i czekania, aż to on sprawi, że będzie fajnie. Tylko uważaj na facetów, bo w takim stanie ducha możesz być podatna na romanse, które jeszcze bardziej skomplikowałyby Ci sytuację. Nie mówiąc o tym, że byle łajza może Ci się wydać atraktcyjna, bo akurat zrobi coś czego nie robi Twój mąż. A z tego co piszesz, to całkiem fajny gość z niego, nawet jeśli troszkę nudny ;) Odpowiedz Link Zgłoś
simply_z Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 10:28 przepraszam) wzbogacić swoje życie, tak by nie było zbyt nudne. Spotykaj się z > koleżankami, znajdź jakieś fajne hobby, rozwijaj zainteresowania, dostarcz sob > ie zadowolenia i przyjemności z życia. Co najważniejsze - bez oglądania się na > męża i czekania, aż to on sprawi, że będzie fajnie. Tylko uważaj na to po cholere w ogole wychodzic za maz? jesli lekiem na nieudany zwiazek ma byc znalezienie sobie nowego hobby i spotkania z kolezankami? Odpowiedz Link Zgłoś
martusia_25 Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 10:40 Po co? Żeby mieć potomstwo i wspólnie je wychowywać. Wiekszość stworzeń na tym świecie właśnie w tym celu łączy się w pary. A swoją drogą człowiek na poziomie potrzebuje się przez całe życie rozwijać, więc hobby przyda się każdemu. Spotkania i hobby nie są lekiem na nieudany związek lecz na nudę. Niestety wiele kobiet myśli, że jak już wyszło za mąż to mąż jest od tego by dbać o ich rozwój, szczęście i przyjemności. Zapominają, że to czy mają ciekawe życie czy nie, zależy przede wszystkim od nich samych. A zastanawianie się po co się wyszło za mąż teraz, gdy na świecie jest dwójka szkrabów jest zdecydowanie poniewczasie i nic nie wnosi do rozwiązania problemu. Oczywiście Slim może się zawsze rozwieść albo przynajmniej powiedzieć mężowi, że taki jaki jest jest do niczego i albo się zmieni, albo ona nie będzie go kochać, ale takie postępowani nie przyniesie zbyt wiele pożytku a już na pewno nie naprawi związku. I jak zawsze ucierpią głównie dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
beauty_green_tea Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 10:45 Myślę, że to, co Pani opisała odnośnie swojej matki, to przemoc fizyczna i psychiczna. I jeśli do tej pory czuje Pani jej wpływ, mimo tego, że od dawna nie mieszka Pani z nią, jeśli ona ciągle dręczy Panią telefonami, to myślę, że warto, żeby zastanowiła się Pani nad pomocą psychologiczną (można ja otrzymać bezpłatnie przez internet, proszę znaleźć jakąś e-poradnię psychologiczną). Myślę, że tam znajdzie Pani więcej zrozumienia niż tu na forum. Jeśli chodzi o miłość, to ja uważam, że każdy jest jej wart, każdy na nią zasługuje. Wydaje mi się, że rozumiem też Pani sytuację. Pewnie nie chodzi o jakieś fajerwerki w związku, ale o to, żeby nie był on w 100% przewidywalny. Ma prawo mieć Pani takie oczekiwania, jakie Pani ma. Proszę się jednak zastanowić, czy warto trwać w związku, gdzie jest Pani znudzona, zniechęcona. Proszę zwrócić uwagę czego Pani uczy w ten sposób swoje dzieci, bo one to wszystko widzą, czuje i z każdym rokiem będą coraz lepiej rozumieć. Decyzja co do Pani przyszłości jest w Pani rękach, bo "samo" się z pewnością nie ułoży, a mąż z dnia na dzień się nie zmieni. Odpowiedz Link Zgłoś
olalala29 Dorośnij ... 03.11.11, 10:45 Piszesz: "Już 5 lat" - śmiesznie mała perspektywa czasu; ja jestem po ślubie 10 (17 lat się znamy) i uważam, że to wcale nie jest takie "już". Małżeństwo to nie jest sielanka - kto tak zakłada jest naiwny aż do bólu; kto nie umie dobrze wybrać - ponosi tego konsekwencje. Mój mąż - nie ideał (tak jak i ja ) ale wybrany został starannie więc jest: - interesujący - bywa zaskakujący (generalnie bardzo pozytywnie; negatywnie też się czasem zdarzy) - godny szacunku - pociągający. Mi trudne chwile pomaga przetrwać świadomość, że: - życie to sinusoida (raz jest dobrze raz jest gorzej) - żaden inny facet nigdy nie był i nie jest tak interesujący i godny szacunku jak on - każdy kolejny facet/związek prędzej czy później spowszednieje - sama mogę sobie dostarczyć rozrywki i jestem dla siebie ciekawym kompanem (na większość spotkań ze znajomymi chodzę sama bo mój mąż jest samotnicznym introwertykiem) - ja sobie sama do szczęścia wystarczam i bycie z kimś to miły bonus - nie warto mieć zbyt wygórowanych oczekiwań co do drugiej osoby. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
kasiaberg Re: Dorośnij ... 04.11.11, 14:47 krotko, konkretnie, na temat i bardzo realnie. Az milo bylo poczytac :) Odpowiedz Link Zgłoś
idisagree Re: Dorośnij ... 04.11.11, 18:10 olalala29 napisała: > Piszesz: "Już 5 lat" - śmiesznie mała perspektywa czasu; ja jestem po ślubie 10 > (17 lat się znamy) i uważam, że to wcale nie jest takie "już". > > Małżeństwo to nie jest sielanka - kto tak zakłada jest naiwny aż do bólu; kto n > ie umie dobrze wybrać - ponosi tego konsekwencje. Ciezko nie odpowiedziec sarkastycznie na ten post. Slim dala troche perspektywy co do tego dlaczego jest ze swoim obecnym partnerem - i chyba moge smialo powiedziec, ze to nie jest takie proste bez wsparcia ze strony rodziny i z niska samoocena. Powiedziala tez, ze dzieci z wielu powodow sa bardziej wymagajace niz zazwyczaj. Nie panosz sie wiec wielkimi madrosciami, ktore niestety tylko w teorii sie w 100% sprawdzaja... Odpowiedz Link Zgłoś
astrofan Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 12:06 kobieto, czy Ty uważasz że jesteś ciekawą osobą, skoro nudzisz się w swoim towarzystwie? nudziarze mają to do siebie, że nudzą siebie i innych małżeństwo nie jest po to by było ciekawie (choć może być), kobiety dla mężczyzn poza seksem, rozrywką i rodziną nie są ciekawymi towarzyszami czy rozmówcami, mają inne zainteresowania i inną mentalność, potencjał flirtu zawsze się wyczerpuje ponieważ jednym z jego założeń jest gra zaskoczeń, niepewność reakcji i subtelność niedomówień - a to nie może trwać wiecznie i o czym mężczyzna wg Ciebie interesujący miałby z Tobą rozmawiać, no o czym? na interesujące i wartościowe życie należy z reguły ciężko zapracować, chcesz przygody to coś zrób, zacznij od siebie np. zacznij biegać, załóż sobie że zrobisz za dwa lata maraton, zrób dziś pierwszy krok, świat od razu będzie wyglądał inaczej Odpowiedz Link Zgłoś
lookcook Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 12:38 Niektórzy powinni przeczytać książkę "Warto naprawić małżeństwo" autor: Jacek Pulikowski Wątek religijny można odpuścić W każdym związku po jakimś czasie wkrada się monotonia i za każdym razem do usranej śmierci z tego powodu mamy szukać szczęścia "gdzie indziej"? Znam też przypadki rzucania partnerki bo ta śmiała zachorować na kręgosłup..... Odpowiedz Link Zgłoś
simply_z Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 12:44 albo narob sobie wiecej dzieci jak super interesujacy i nie monotematyczny Astrofan. Odpowiedz Link Zgłoś
astrofan Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 13:15 skup się lepiej na sobie głąbie, ona, choć ma z tym problem (jak ze wszystkim) już odrobiła swoją "pańszczyznę", pewnie to się okaże najsensowniejsze co w swoim nudnym życiu zrobiła co do monotematyczności to całe to forum jest monotematyczne i raczej nudne, ale widzisz jednostki niebanalne jak ja <oczko>, zawsze potrafią zainteresować i zwrócić uwagę na swoje wypowiedzi, nawet pisząc tak sobie ad hoc czego i Tobie matole życzę :) Odpowiedz Link Zgłoś
slim-pim Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 22:14 Rozmowa? o czymkolwiek. Naprawde, nawet o pracy pierwszego oficera marynarki wojennej w lataach dwudziestych. Wiesz jak to jest jak poza " co zjemy, zrobisz zakupy itp, itd nie slyszysz praktycznie nic wiecej? Mam wrazenie ze "kiedys" rozmawialismy po prostu, teraz wymieniamy informacje i tyle. Nie uwazam zebym byla super interesujaca. Pewnie dla niektorych nudna, dla niektorych ciekawa. Jak wiekszosc. I tu nie chodzi o to zebym robila cos dla siebie. Ja to moge zrobic ale nie o to chodzi. Chcialabym zeby wiecej laczylo mnie wspolnych spraw z mezem, a nie mam tu za wielkiego odzewu bo jemu niewiele wogole jest potrzebne, sam tak zreszta twierdzi. I to mi nie pasuje, tu mnie boli i nie wiem juz jak to zmienic. Odpowiedz Link Zgłoś
astrofan Re: nie kocham meza chyba 04.11.11, 10:50 słuchaj wg mnie czujesz się samotna i nie masz z kim pogadać, poza tym po prostu się nudzisz co to nudy to jest to wyłącznie problem z Twoją głową, sama jesteś sobie winna, co do potrzeby rozmowy to mam wrażanie, że nie tyle potrzebujesz rozmowy co tzw. kobiecej wymiany emocji (przez rozmowę) a tu żaden facet w dłuższym terminie nie spełni Twoich oczekiwań, nie jesteśmy do tego stworzeni wobec powyższego obwiniając męża błędnie adresujesz swoje pretensje, Tobie potrzebne są normalne kobiety do pogadania, problem że tego nie rozumiesz z kolei Twój mąż zapewne zmęczony jest Tobą, wiecznym niezadowoleniem, męczy się dla dobra rodziny i zastanawia o co Ci chodzi, nie tylko nie ma chęci wysilać się dla Ciebie ale ma Cię zapewnie serdecznie dość co do marynarzy z dwudziestolecia, też czytałem Borchardta (wiele razy) i co? nie bardzo wiem jak miałaby wyglądać rozmowa o tym, masz chyba jakieś dziwne wyobraźnie o "interesujących rozmowach", z tego punktu widzenia większość facetów to nudziarze mężczyźni mają umysły analityczne (konkret, wąsko, specjalizacja, wejście w głąb) kobiety syntetyczne (szeroko ale stosunkowo płytko, łączyć a nie rozkładać), emocjonalnie różne światy ja osobiście nie widzę sensu i możliwości rozmawiać z żoną o sprawach które mnie naprawdę interesują, jest zbyt duża bariera wiedzy, pomijając że czasem powiem jakąś ciekawostkę (dla mnie ciekawostkę) to nawet nie chcę tego robić, czytamy różne książki i nie do końca mamy podobne gusta filmowe i muzyczne i co z tego? żyjemy dniem codziennym, tysiącem spraw, częściowo własnych, częściowo wspólnych, dziećmi, czasami organizujemy sobie jakąś atrakcję, a życie toczy się aż za szybko oczywiście nie każdy każdemu pasuje, może popełniłaś fundamentalny błąd wyboru, ale to nie jest wina Twego męża Odpowiedz Link Zgłoś
sic-transit Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 12:35 Myślę, że odpowiedź na twój post należałoby podzielić na dwie części. Zacznijmy od pierwszej sprawy, czyli Ciebie i twojego męża. > Wychodzac za maz nie bylam szalenczo zakochana. (...) Maz jest nudny. Oznacza to, że wybierając tego właśnie faceta dobrze wiedziałaś na co się decydujesz. Wiedziałaś, że jest nudny i kiepski w łóżku. Więc nie ma co na ten temat marudzić - po prostu zrobiłaś kiedyś taki a nie inny wybór i teraz możesz albo dalej to ciągnąć, albo odejść. Narzekanie w tej sytuacji jest najgorsza opcją, bo stawiasz się niejako w rozkroku - ani nie odchodzisz, ani nie zostajesz. Jesteś zawieszona pośrodku dwóch opcji. Każda z tych opcji, choć trudna, byłaby lepsza, bo przynajmniej wiedziałabyś co masz dalej robić. Albo układać sobie życie na nowo, albo pracować nad związkiem. Zadanie podstawowe dla Ciebie, to zdecydować się na jedną z tych opcji. Bez tego nic więcej nie zdziałasz, bo nie będziesz po prostu miała motywacji. > Poza tym boje sie ze matka chcialaby wtedy ze mna zamieszkac i suszylaby mi tym To drugie podstawowe zadanie dla Ciebie - zmienić relację z matką. Obecnie jesteś od niej bardzo uzależniona - a ona od Ciebie. Niestety ta sytuacja sama się nie rozwiąże. Da się to zmienić - i pamiętaj, matki nie zmienisz, ale możesz zmienić relację, jaka jest między wami. Do tego polecam Ci np. trening asertywności, lub terapię behawioralną. Pamiętaj, że oba powyższe zadania - decyzja co do związku oraz praca nad relacją z matką, zajmą Ci trochę czasu. Nie podejmiesz takich decyzji z dnia na dzień, bo teraz nie jesteś jeszcze na to gotowa. Musisz jednak zrobić coś, aby sprawy posuwały się do przodu. Zdecydowanie doradzałbym Ci terapię. Na początek dla Ciebie samej. Przestań pisać na forach, bo to Ci nic nie da, zacznij robić coś na prawdę. > Nie mam wyjscia, bede z mezem siedziec do usranej pewnie smierci, No właśnie - teraz nie masz odwagi nic zrobić ze swoim życiem i związkiem i tej odwagi nie nabierzesz z niczego. Potrzebna Ci terapia - ona może zmienić twoje życie bardziej niż zmiana męża, czy czegokolwiek innego. Bo i tak wplątasz się w coś głupiego i toksycznego. No i teraz druga sprawa, czyli twój związek. Zadajesz pytanie co masz z nim zrobić. Tzn. właściwie nie zadajesz, bo wiesz, że mąż do dupy i nic się nie zmieni, itd. Jednak muszę Ci powiedzieć, że sporo da się z nim jednak zrobić. Niestety - łatwo nie będzie. Przede wszystkim mąż musi się dowiedzieć co myślisz. Zamiast pisać to wszystko tutaj - musisz się odważyć i mu to powiedzieć. Ale nie w ramach awantury, ale swoich odczuć. Ponieważ jednak ani Ty, ani twój mąż nie wyglądacie mi na posiadających taką umiejętność, żeby pracować nad związkiem - ponownie napiszę o terapii. Kiedy uporasz się ze sobą (zadanie nr 1), powinniście iść na terapię małżeńską. Po pierwsze - terapeuta wyciągnie z was to, czego sobie nie mówicie a co jest najważniejsze w tej sytuacji. Po drugie - pomoże wam ten związek ulepszyć. Nie sądzę, abyście dali radę sami cokolwiek zdziałać. Jest też trzecia opcja i coś mi mówi, że tą właśnie wybierzesz - nie robić nic i dalej tkwić w tym gó...e, które nasrałaś sama na siebie. Jeśli tak zrobisz, to niestety okażesz się być właśnie taką idiotką, za jaką ma Cię pewnie tutaj co najmniej połowa zaglądających. Jeśli chcesz zadać pytanie, albo nabluzgać za powyższe wynurzenia - podam Ci kontakt: in.sane @ interia.pl Odpowiedz Link Zgłoś
amj6 bo nic lepszego mi si nie trafi - rewelacja... 03.11.11, 13:45 slim-pim napisała: "zreszta nie mialam watpliwosci ze trudno byloby znalezc kogos innego" tu tkwi problem - czyli nie miałaś tez wątpliwości że mogłabyś trafić lepiej, że gdzieś tam jest ktoś kto byłby wg Ciebie lepszym partnerem... i skoro nie miałaś wątpliwości że tak jest trzeba było zacisnąć ząbki, temu facetowi dać spokój i spokojnie szukać tego "ideału" - tak by wychodząc za mąż móc szczerze powiedzieć "to mój wymarzony facet" a tak są sobie takie babki które z wyżej wymienionego powodu decydują się na "ślub" - bo uważają (pewnie 90% ma rację skoro się na to decyduje), że lepiej brać co jest, bo nic lepszego w tym wieku może się już nic nie trafić - co z tego że taka decyzja prawdopodobnie zepsuje dwojgu ludziom życie, lepiej być w złym związku niz w żadnym... super podejście :/ ludzie bardzo się nie zmieniają - i wiadomo że z czasem (wiekiem) jeśli już to bardziej w stronę spokoju niż rozrywki - skoro Twój luby już wcześniej nie był wyjątkowo rozrywkowy to co sprawiło że pomyślałaś że z czasem zacznie Cię zaskakiwać pod tym względem? czy może myślałaś że wyjdziesz za mąż i go zmienisz tak żeby był jak najbardziej podobny do Twojego "ideału"? bo można kogoś próbować jakoś "rozwinąć", lub coś małego zmienić - ale jeśli ktoś jest mało rozrywkowy, nie umie sam wyjść z żadną inicjatywą, nie uważa by uczenie się czegoś dla ukochanej osoby było ok, jest mało rozmowny itp to uważam że chamstwem jest wychodzić później do takiej osoby po ślubie z pretensjami że może by zorganizował wam jakieś wyjście, może byście aktywniej spędzali razem czasem, może by coś się nauczył dla Ciebie gotować, może by inicjował rozmowy i nagle zaczął się wszystkim interesować i stał się bardziej wygadany czy coś... jak się bierze ślub to powinno się być na tyle dojrzałym do tej decyzji by wiedzieć że bierzesz drugą osobę taka jaka jest - a nie w celu jej zmieniania, inną rzeczą jest wymaganie jakiejś organizacji w obowiązkach czy coś a inną wymaganie zmiany charakteru - a Twój facet wcześniej nie mógł być zupełnie inny niż jest teraz. trzeba było niestety nie zadowalać się czymkolwiek - ale to już zapewne wiesz... pytanie czy on tez tak myślał? (znaczy prawdy to Ci na pewno nie powie ;p ale ogólnie - ciekawe czy pomyślał - "mam, więc mogę zatrzymać na 'zawsze' obrączką - będzie związek, będą pewnie dzieci - rodzinka nie będzie się czepiać... co z tego że wolałbym taką i taką?") dzieci już niedługo pójdą do przedszkola - dasz radę sama - bo z takim podejściem to po co niszczyć sobie i jemu (chyba) dalsze życie? może już będziesz sama do końca, a może jeszcze kogoś znajdziesz - tylko nie rzucaj się znowu na pierwszego lepszego... Odpowiedz Link Zgłoś
kasiaberg Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 20:06 Przeczytalam i rece mi opadly do samej ziemi. Nie chce Cie krytykowac, ani obrazac, ale szczerze mowiac i jedno i drugie Ci sie nalezy. Wydaje Ci sie, ze jestes taka elokwentna i niebanalna, ale tak w rzeczywistosci, to wspolczuc nalezy tylko Twojemu mezowi. Sama jestem zona, matka 2-latka, a drugie dziecko w drodze. Domyslam sie tez, ze musimy byc w mniej wiecej podobnym wieku. Niemniej jednak czytajac Twoje puste wywody zbiera mnie na mdlosci. Wydaje mi sie, ze zyjesz w wyimaginowanym swiecie, gdzie wszystko musi byc idealne i zgodne z Twoim scenariuszem. Ty chyba nigdy w zyciu nie mialas prawdziwych problemow. Ja Ci radze, jak kobieta kobiecie: dorosnij, zastanow sie nad soba i nie prowokuj losu. Odpowiedz Link Zgłoś
slim-pim Re: nie kocham meza chyba 03.11.11, 22:27 K...mac, wybacz ale gdzie ja o sobie pisze ze jestem taka siaka i owaka? Napisalam jakie mam zainteresowania i czego chce - nie nazwalam sie nigdzie superinteligentną, fantastyczną, blyskotliwa laską ktorej nikt nie dorowna. Nie mam tez marzen o wyimaginowanym idealnym swiecie. O moich problemach poza mezem wielkie NIC wiesz bo poza domem rodzinnym - ktory notabene byl jednym przeogromnym problemem ktorego nikomu nie zycze - o ktorym tu troche napisalam i o rozczarowaniu mezem nie napisalam nic wiecej bo to nie tego dotyczy. Latwo teoretyzowac, a nuz sie trafi... Tylko ze to co napisalas to jedno wielkie pudlo. Nie jestem szczesliwa z mezem. Kropka. Mimo ze kazdego dnia dziekuje Bogu za to ze mam dwojke fajnych dzieciakow, ktore mimo ze sa chore to moga wyzdrowiec kiedys, ze mam prace, ze mam co jesc to czesto zdarza sie ze jestem nieszczesliwa. Rownie dobrze mozna powiedziec ze wszyscy ktorych facet nie bije, nie pije juz mają dobrze i nie powinny wogole narzekac, bo przeciez te babki ktorych mezowie wlasnie tluka i po pijaku gwalcą maja o tyle gorzej. Tylko to nie tak dziala, wielkie nieszczescia swiata, dopoki nie mam w nich swojego udzialu nie zmniejszaja moich "drobnych" dla innych a nie takich drobnych dla mnie problemow. Odpowiedz Link Zgłoś
next.migocia [...] 03.11.11, 23:56 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
a.lex nie potępiajcie 04.11.11, 12:57 Slim - jesteś jak najbardziej normalna, a Twój problem niestety typowy. Niestety - bo tak to już bywa - po jakimś czasie w związku zaczynamy dostrzegać brak ważnych rzeczy. I najczęściej tkwimy jak zakładnicy, bo przecież coś nas w tym związku trzyma - dzieci, przyzwyczajenie, uzależnienie ekonomiczne. I marazm trwa... Odpowiedz Link Zgłoś
idisagree Re: nie potępiajcie 04.11.11, 18:02 Dokladnie. Wszyscy wydaja sie jechac po slim, ze ma niewiadomo jakie mniemanie o sobie i nieosiagalne oczekiwania, a ja odnosze wrazenie, ze to czego brakuje to troche roznorodnosci i zwyczajnych malych niespodzianek ze strony meza. Nie usprawiedliwia to wychodzenia za maz za nijakiego faceta, ale niestety widzialam juz scenariusz panoszacej sie matki, i ciezko sie z tego wyrwac... Ja nie wyobrazam sobie bycia ze swoim partnerem bez tej roznorodnosci, tych malych niespodzianek ktore mi sprawia - wszyscy Ci ktorzy sie tutaj wypowiedzieli wytykajac slim ze wybredna jest, sa niesamowicie ograniczeni (bo ich glowy chyba nie pojmuja, ze brak inteligentnej rozmowy i malych przyjemnosci to idealny sposob zabicia zwiazku). Odpowiedz Link Zgłoś
real-kapucynka Re: nie potępiajcie 11.11.11, 13:10 wszyscy Ci ktorzy sie tutaj wypowiedzieli > wytykajac slim ze wybredna jest, sa niesamowicie ograniczeni (bo ich glowy chyb > a nie pojmuja, ze brak inteligentnej rozmowy i malych przyjemnosci to idealny s > posob zabicia zwiazku). Otóż to, to prawda.,Mam podobny problem w swoim małżeństwie i tez wydaje mi sie że cos sie wypaliło i wypalało się od dawna.Rozumiem cię slim doskonale.Ty nie kochasz męża, ale macie dwoje małych dzieci, kwestie finansowe was trzymają przy sobie, no i przede wszystkim dzieci.Ja dzieci z mężem nie mam , ale to juz inny temat.W kazdym bądź razie to jest różnica temperamentów, brak rozmów na tematy wzniosłe nie ograniczając się do tematów przyziemnych typu co na obiad zrobic, gdzie co i za ile kupiłem, trzeba rachunki opłacic i naprawic auto...to stanowczo za mało, to zabija zwiazek wczesniej czy później. Odpowiedz Link Zgłoś
fajnajozia Re: nie kocham meza chyba 04.11.11, 19:13 "jak sobie przetlumaczyc ze skoro przysiegalam w kosciele to musze sie bardziej starac? nie umie, czasem mi sie na chwile udaje ale jak na dluzsza mete udawac ze sie nie wzielo nudnego troche prostackiego malo inteligentnego typa?" No i w czym problem ? Jak dla mnie - idealnie pasujecie, przynajmniej intelektualnie, a swoją drogą powinnaś mu być wdzięczna, że się z Tobą ożenił, bo teraz wisiałabyś na portalu randkowym a drugi taki głupi i odpowiedzialny mógłby się już więcej nie trafić. A jak w dodatku urodą nie grzeszysz, to i z bzykankiem bez zobowiązań mogłoby być krucho. Odpowiedz Link Zgłoś
mrfx Re: co rozumiesz przez słowo "kochać"? 05.11.11, 14:27 > Wychodzac za maz nie bylam szalenczo zakochana, ta faza przeszla mi tak jakos p > o pol roku zwiazku Moim zdaniem nie wiesz co to znaczy kochać. Nie byłaś szaleńczo zauroczona co najwyżej. Kochać chyba nie kochałaś w ogóle, bo prawdziwa miłość jest bezwarunkowa. Jeśli się kogoś kocha to nie stawia się mu warunków, że powinien być taki a nie inny. Kochanej osobie pragnie się dawać szczęście i dopóki ta druga osoba nie odrzuca miłości to nic innego się nie powinno liczyć. Nie wiem natomiast, czy jesteś świadoma tego czy mąż również Cię kocha czy nie. Jeśli Cię kocha, to powinien również chcieć Twojego szczęścia, tylko nie wiadomo czy zdaje sobie sprawę czego i jak bardzo pragniesz. Jeśli rozmawiałaś o tym z nim wielokrotnie i mu nie zależy na Tobie to może on też Ciebie nie kocha to wtedy odchodząc nawet za bardzo go nie skrzywdzisz. Po co się męczyć ze sobą. Opiekę nad dziećmi możecie podzielić po równo między sobą. W nieszczęśliwej rodzinie nie będą szczęśliwsze niż z rodzicami którzy się ze sobą rozstali ale są szczęśliwi. Pytanie tylko czy umiesz być szczęśliwą i czy umiesz kochać. Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: nie kocham meza chyba 05.11.11, 14:32 > ale jak na dluzsza mete udawac > ze sie nie wzielo nudnego troche prostackiego malo inteligentnego typa? To trzeba było go nie brać. A teraz pij to piwo, skoroś nawarzyła. I miej pretensje do siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
stokrotka_a Re: nie kocham meza chyba 24.11.11, 10:49 Jak to dobrze, że ja nie mam męża! ;-) Dzięki naturze nie jestem heteroseksulana. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
anaisanais Re: nie kocham meza chyba 24.11.11, 12:34 Mysle ze u ciebie problemem jest matka i to wychowanie jakie ci zafundowala. Wiele razy z twojego postu mozna wyczytac jak bardzo na ciebie wplynela: po prostu nie mialas do niczego prawa, prawa do wyrazania siebie i robienia jak chcesz. W sumie nawet piszesz ze malzenstwo bylo po to aby sie uwolnic od matki, ale to ci sie nie udalo bo dalej toba manipuluje: miala sie wprowadzic na 4 tygodnie a zostala 4 miesiace, dalej wywoluje u ciebie emocje i boisz sie jej. Od matki nie uwolnisz sie wychodzac za maz czy wyjezdzajac z kraju: musisz stawic jej czola po doroslemu i komunikowac jej czego chcesz i czego sobie zyczysz. np. jak nie chcesz zeby mieszkala z wami to jej to mowisz po prostu. Jak narazie jestes dalej w stosunkach z matka jak male dzeiecko - czyli robisz to co ona chce. A co do meza to powielasz tu ten sam schemat - krytykujesz go tak jak matka krytykuje ciebie. w koncu ty sie do niczego nie nadajesz, maz tez. idz na forum psychologia z tym postem, albo lepiej na terapie pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś