niepewna.co.jest.grane
02.11.11, 18:54
Cześć forumowicze.
To mój pierwszy w życiu post, jaki zamieszczam na forum. Czytam co jakich czas różne wątki i postanowiłam opisać trapiący mnie od dłuższego czasu problem. Liczę na wasze zdanie w tej sprawie, jestem totalnie załamana.
Od dwóch lat spotykam się z fajnym mężczyzną.
Na początku naszej znajomości informował mnie, że ma wiele koleżanek z którymi czasem się spotyka, jednak zapewniał, że nic go z nimi nigdy nie łączyło. W miarę upływu czasu koleżanki odeszły na dalszy plan, jeśli się z nimi spotyka, to od święta, jak wraca do domu na Boże Narodzenie, czy inne tego typu wydarzenia.
W tej chwili jednak, niezmienienie od samego początku spotyka się z jedną, która ma dla niego jak widać ogromne znaczenie. Mówi, że jest jego przyjaciółką, pomogła mu, gdy rozstał się ze swoją wieloletnią partnerką (właściwie związek trał 4 lata), i od tamtej pory (jak sam twierdzi, jest dla niego bardzo ważna) utrzymuje z nią stały kontakt.
Nie jestem typem zazdrośnicy, jednak są pewne kwestie, sytuacje które taką mnie właśnie czynią.
Mój chłopak pracuje jako przedstawiciel, często wyjeżdża. Jego przyjaciółka mieszka w mieście położonym od naszego niecałe 150 km. Mój chłopak nie pracuje w nim, jeśli chce tam jechać musi dojechać do niego jakieś 80 km. Czasami ją odwiedza jeśli jest niedaleko, w godzinach "późno wieczornych". Raz oświadczył że wraca do domu (była 20), natomiast po 4 godzinach bez znaku życia beztrosko oświadczył, że była u niej mała imprezka i nie słyszał jak dzwoniłam - odchodząc od zmysłów).
Jeśli w jej mieście odbywają się targi promocyjne z jego firmy, kłócimy się, ponieważ on za każdym razem ma zamiar zabrać ją na bankiet. Nie podoba mi się to, ponieważ widziałam kiedyś film z takiego bankietu (nie byliśmy jeszcze razem), na którym przytulali się, trzymali za ręce, więc odniosłam wrażenie, jakby coś ich łączyło. On nie widzi w tym nic złego, powiedział jedynie że jak był sam, "czuł się bardziej frywolnie". Cokolwiek miałoby to znaczyć. Pomimo tego że żaden z jego kolegów z pracy nie miał osoby towarzyszącej, on nie widzi problemu w tym, aby przyszedł z przyjaciółką. Razem nigdy nie byliśmy na tego typu wydarzeniu, nie poznałam jego szefa ani znajomych z pracy, tak jak ona.
Innym razem, przyjechała " do nas" w odwiedziny, niby spontanicznie, wybrała się na wycieczkę niedaleko naszego miasta, jednak źle się poczuła, więc mój chłopak po nią pojechał. W tym samym czasie odwiedził go ich wspólny znajomy, poszliśmy na spacer na starówkę, owszem - było miło. Do mnie odnosi się normalnie, nie zachowuje się "podejrzanie".
Drugiego dnia wybrali się we trójkę nad morze. Przez cały dzień byłam (nazwę to tak jak to odczułam) - zbywana, aż wreszcie o 23 otrzymałam telefon że już wracają, kolegę odwozi na pociąg, a przyjaciółka zostaje - przyjeżdżaj. Prosiłam wcześniej, aby dał mi znać wcześniej, ponieważ drugiego dnia musiałam być na 7 w pracy, to się przygotuję. Ze względu na godzinę, zdenerwowałam się i nie pojechałam. Nocował z przyjaciółką w jednym pokoju (mój chłopak mieszka ze współlokatorami), wierzę że na osobnych łóżkach.
Nazajutrz, po wyjeździe przyjaciółki oglądałam zdjęcia z tego wypadu. Jedno zdjęcie - we trójkę, drugie też, trzecie z kolegą na plaży w jakiejś śmiesznej pozie, czwarte.......mój chłopak trzyma ją na rękach. Oczywiście, skwitował to że jest ona bardzo spontaniczna, wygłupiali się, i tak jakoś wyszło, jeśli mam mieć pretensje to tylko do niego.
Nie wiem co o tym myśleć, dzisiaj też do niej jedzie, pomimo tego że widzieli się w weekend, ponieważ i tak będzie obok przejeżdżać. Twierdzi, że nie widział jej mieszkania, jednak był już w nim wtedy gdy zniknął na 4 godziny.
Trochę to dziwne, rozmawiają ze sobą codziennie przez telefon, widują średnio co 2 tygodnie, nie rozumiem tego. Może w tym jest problem. Ale przez takie zachowanie, zasiał ziarno niepewności, boje się, że mnie z nią zdradzi/ł. Tym bardziej, że mój poprzedni chłopak to właśnie zrobił.
Nie chce mu zabierać przestrzeni, ale nie chce też, aby takie sytuacje miały miejsce. Każda próba rozmowy na temat przyjaciółki kończy się kłótnią i stwierdzeniem, że coś sobie ubzdurałam. Co byście zrobili na moim miejscu? Czy po takich sytuacjach, powinnam czuć się bezpiecznie?