tuber_magnatum
04.11.11, 13:43
Witam.
Czasem spotykają nas różne rzeczy, takie, których nigdy byśmy się nie spodziewali.
Dziesięć lat temu przeżyliśmy wielkie zauroczenie, młodzieńczą miłość, burzę namiętności i pożądania. Zakończyło się strasznie, z nienawiścią, żalem, niesmakiem.
Później spotykaliśmy się przypadkiem na ulicy, w knajpie.A jeszcze później on wyjechał do innego miasta.
Po dziesięciu latach okazało się, że wrócił. I, co najgorsze, że będziemy się widywać. Mamy dzieci w jednej szkole, w równoległych klasach. Szkoła mała, kameralna. Nie sposób się nie spotkać.
Za każdym razem, kiedy się widzimy, jest tak jakoś dziwnie. Oczywiście udajemy, że się nie znamy. On gorączkowo szuka czegoś w telefonie, ja jestem "zajęta" czytaniem po raz setny regulaminu szkoły.
Każde z nas ułożyło sobie życie, każde jest w związku. Jesteśmy dorosłymi ludźmi.
Czasem mam ochotę podejść i po prostu się przywitać. Zwyczajnie, normalnie.
Podać rękę. Nie żywię urazy.
Kiedyś czekaliśmy na dzieci ( każde na swoje ) na zajęciach sportowych. Puste trybuny, a my staliśmy naprzeciwko siebie. Komicznie to wyglądało, kiedy mi się ukradkiem przyglądał.
Mam pytanie. Przywitać się z nim, czy nie? Warto?
Przecież nie ma sensu udawać, ze się nie znamy.
Napiszcie, jak przyjdzie Wam coś do głowy.