cherry-cherry
10.11.11, 00:09
Pomozcie mi podjac decyzje, bo za pare dni konczy sie okres probny. Praca na stanowisku asystentki prezesa spolki, totalnego pracoholika. Prezes ow jest rowniez dyrektorem handlowym, a ja jako podlegajaca pod niego musze mu co miesiac wysmazac bardzo detaliczne raporty z obrotow spolki i jej wszytskich galezi. Oprocz tego mam przyjmowac telefony oraz maile od handlowcow z calego kraju, ktorych jest ok. 300. Obie moje gorace linie (sluzbowa komorka i stacjonarny) dzwonia doslownie bez przerwy, bo handlowcy ciagle maja cos do przekazania, a to pytanie a to problem. Wszystko to nalezy potem popchnac dalej, zajac sie tym, a sa tych spraw i problemow dziesiatki dziennie. I to wszystko robie ja. Oprocz tego asystowanie panu szefowi we wszelkich objawach jego zawodowej aktywnosci, organizowanie mu co chwila wielkich seminariow na 200 osob od A do Z, wszystko ma byc zapiete na ostatni guzik i z wielka pompa, hotele, catering, prezenty dla gosci, bo pan jest nuworyszem i perfekcjonista, nie lubi jak cos minimalnie chociaz zgrzyta. I to ja odwalam ta cala robote, ja sama, bo przeciez "jestem asystentka i moim obowiazkiem jest asystowanie". Czyli rowniez zostawanie w pracy codziennie po godzinach do 20 (normalnie prace powinnam konczyc o 17) Tyle, ze tej roboty jest tyle, ze nie da sie tego przerobic w normalnych godzinach pracy, b. intensywnie pracujac caly dzien. A nadgodzin mi oczywiscie nikt nie placi, szef mi ostatnio powiedzial, ze cytuje "ma w dupie ile ja siedze w biurze, jego interesuje, zeby robota byla zrobiona". I ten ciagly nawal stresu, presji, i terminow na wczoraj. Pensja b. dobra, chociaz bez zadnych szalenstw z jakims nadmiarem zer. Na podwyzke na razie liczyc nie moge. Powiedzcie mi, czy to jest wyzysk czy normalna praca w korporacji, bo moze to tylko ja jestem taka delikatna i we mnie tkwi problem?
I nie wnikajmy tu w wyksztalcenie, doswiadczenie, tylko w sam zakres obowiazkow.
Kurde, co robic, co robic?