aniazavonlea
12.11.11, 09:37
Witam,
Byłam ostatnio na herbacie z dzieckiem(sama je wychowuje) u znajomej dzieciatej koleżanki która ma nowego partnera, do którego się wprowadziła. Partner właśnie
wyszedł realizować swoje hobby, a ja w tą powstała dziurę czasową zostałam zaproszona "coby nasze dzieci się pobawiły"
Koleżanka pokazała świeży wspólny nabytek kanapę i powiedziała "kupiliśmy kanapę ale nie mieszczą się na niej 4 pary, jak do nas przychodzą". Nadmienię że ja oczywiście nie byłam zapraszana na spotkania tych 4 par, a jednocześnie jakoś tak się złożyło że gościłam ją u siebie wcześniej kilka razy ją samą z dzieckiem i 2 razy z partenerem.
Byłam u niej w sumie 2 raz a zawsze bo jakoś była jakaś dziura niezagospodarowana..
Stało się tak że zaprosiłam ich już przed tą wizytą na urodziny córy do siebie...
Koleżanka wybadała czy będą jacyś faceci i stwierdziła że swego faceta nie bierze jak same laski z dziećmi będą, bo AAA będzie się nudził. Ja na to że zaprosiłam chrzestnego itd nie wiem kto przyjdzie na pewno
a w końcu powiedziałam jej że będzie ojciec mojego dziecka również jako osoba zgodna żyję z nim w powiedzmy w miarę zgodnych relacjach.
Na to ona że "acha to ona weźmie swojego AAA".
Było mi bardzo nieprzyjemnie, pomijając fakt że to urodziny córy i chciałam żeby jej córka była bo się lubią ale czułam się fatalnie. W sumie powiedziałam że chcę żeby przyszli wszyscy a do niej należy decyzja co zrobi. W duszy pomyślałam "ty kanapo z 4 parami". Podsumowałam znajomość właśnie że jestem traktowana jak niepełnowartościowa. Postanowiłam rozluźnić znajomości i po prostu laski nie zapraszać więcej.
Niemniej jednak to zdarzenie we mnie wywołało lawinę przemyśleń. Po prostu nie jestem zapraszana do par i nie ma dużo par w moim otoczeniu, czuję się izolowana.
Nie wiem czy stworzę z kimś związek bo mimo że szukam to wiadomo jak jest...
Czy ta społeczna izolacja to moja przypadłość czy ktoś ma takie odczucia?
Mam 2 nogi, 2 ręce, mam zdrowe dziecko, mam prace, mieszkanie 3 pokoje, na które sama zarobiłam a jednocześnie czuję się jakbym była na marginesie życia społecznego bo bez pary.
Jak niewiele trzeba by wypaść z obiegu tzw "normalnego społeczeństwa"?
Jednocześnie nie chciałabym wychowywać dziecka w otoczeniu tylko samotnych mam z dziećmi, bo wolny czas spędzam z koleżankami z dzieckiem bez partnera jak ja...
Nie mam w zwyczaju wykładania kawy na ławę koleżance co mnie zraniło bo uważam że obrazi się ale może powinnam jej powiedzieć? Niech się obraża, ta znajomość nie jest dużo warta, tym bardziej że dzieci i tak są już w innych szkołach a znały się z przedszkola
i nie ma sensu tego podtrzymywać.
Proszę piszcie czy takie zachowania jak ta koleżanka to polska norma?