tora83
17.11.11, 10:19
Mam koleżankę, lat 33. Samodzielna, wykształcona, inteligentna. Nie jest może jakaś wyjątkowo atrakcyjna, raczej przeciętna, ale zadbana, zawsze dobrze ubrana, umalowana etc. Od dłuzszego czasu nie może znaleźć sobie nikogo na stałe. Plączą się obok jedynie Panowie szukający przygód, a randki kończyły sie ostatnio bardziej deklaracją przyjaźni niż czegoś więcej ze strony faceta.
Jakiś czas temu odwiedziłam ją ze swoim znajomym, spędziliśmy razem dzień, obiad, spacer, wieczorem jakieś %. Ów znajomy stwierdził później, że dziewczyna jest "trudna" (cokolwiek miał na mysli) i że nie wyobrażałby sobie być z nią w związku. Trochę się zdziwiłam, bo ja kompletnie tej "trudności" nie widziałam i nie widzę do tej pory. Tydzień temu odziedziłam ją ponownie ze swoim chłopakiem. I co? Heh, dziewczyna fajna, miła, mogłaby być fajną koleżanką, przyjaciółką, ale nigdy nie byłbym w stanie się z nią związać (bo jest trudna, bo ma zbyt mocno postawione granice - wtf!!??).
I tak zaczęłam się zastanawiać, czy mężczyźni może rzeczywiście widzą coś więcej (jakkolwiek to zdefiniować) ... może po prostu te samotne kobiety w swojej nieświadomej niekompetencji nie mają zielonego pojęcia, że zamiast przyciągać, odstraszają ... Bo 2 opinie tak bardzo do siebie podobne mówią same za siebie. A może w męskich oczach ważniejsze są inne cechy, niż w oczach kobiety? I naprawdę mniejsze znaczenie ma fakt, że kobieta jest wykształcona, ma poukładane w głowie, jest samodzielna niż ... no właśnie niż co?