1kitka230
21.11.11, 20:48
A wyżalę się :). Mieszkałam z chłopakiem już kilka lat i z ciągle słyszeliśmy naciski ze strony rodziny że czas wziąć ślub, bo jak tak można mieszkać na kocią łapę. No to wzieliśmy ku nie zadowoleniu rodzinki tylko ślub cywilny. Po pierwsze mieszkamy od kilku lat za granicą i mieliśmy utrudnioną całą procedurę bo trzeba było jeżdzić po konsulatach itp. żeby załatwić formalnośći. O kościelnym to nawet nie było mowy bo księdza nie interesowało że mieszkamy za granicą że msza w moim mieście jest tylko raz w miesiącu, że pracuję w każdy weekend i nie mogę jeżdzić co niedzielę do innego miasta żeby posłuchać herezji o życiu w małżeństwie od osoby która nigdy nie miała żony. Poza tym po tym co przeżyłam co zobaczyłam nie interesuje mnie już KK. I byłoby hipokryzją brać ślub kościelny. Jak poinformowałam rodzinę że cywilny to jak tak można!!!!!!!!!! Że tylko 30 osób- ty chyba oszalałaś że trzeba zaprosić wszystkich kuzyni kuzynów, ciotki które nie widziało się 20 lat, sąsiadki bo jak nie to się obrażą itp to może jeszcze kloszardów spod śmietnika!!!!!. A najlepsze jest to że za wszystko płaciliśmy sami i nie chcieliśmy spendu na którym nie znam połowy ludzi. Nikt z rodziny nawet się nie zapytał czy mamy za co zapłacić a szczytem bezczelności było: to my chyba nie musimy przynosić prezentu bo skoro pracujecie za granicą to macie dużo kasy, przecież nie wymagam nie wiadomo ile, nikogo nie rozliczam i każdy ofiaruje tyle na ile go stać . I najlepiej żebym za każdym razem jak przyjeżdżam na urlop przywoziła furę prezentów. Bo oczywiście przecież jestem tu dla przyjemności to nic że budujemy dom i każdy grosz się dla nas liczy, że codziennie muszę zagryzać zęby i znosić rasistowskie uwagi że tęsknię za Polską i chcę wrócić jak najszybciej.
Ps. Ślub był mały udział w nim wzięły osoby z którymi chciałam uczcić ten dzień, miałam tradycyjną białą suknię i jestem bardzo zadowolona że nie dałam się przekonać do zaproszenia 150 osób i robienia cyrków.