Dodaj do ulubionych

Niepewna pryszłość (duża różnica wieku,żonaty)

04.12.11, 17:55
Od 5 lat jestem w związku ze starszym ode mnie mężczyzną. Ja mam 24 lata, on 41.
Poznaliśmy się, gdy pisałam maturę, on jest wykładowcą akademickim, poznaliśmy się na forum dotyczącym dziedziny, którą on się pasjonuję, a ja chciałam studiować. Najpierw pisaliśmy, on ma ogromną wiedzę w tym temacie, pomagał mi rozwijać swoją pasję. Potem powoli nasze maile przerodziły się w smsy, rozmowy na gg, telefony. Zeszliśmy z rozmów wyłącznie związanych z tą tematyką, a powoli zaczeliśmy się zbliżać, rozmawiać o sobie, swoim życiu prywatnym itd. W końcu spotkaliśmy się, chodź dzieli nas spora odległość, zaczęliśmy się spotykać, doszło do konaktu fizycznego, nawiązał się romans i w końcu związek.
On ma żonę, z którą jednak pozostaje w nieformalnej separacji. Żyją osobno, mają oddzielne pokoje, ona ma swojego partnera. Są razem ze względu na dziecko- mają syna, który jest chory. On bardzo kocha dziecko, nie chce wyprowadzać się z domu, bo wie, że wtedy nie widziałby go codziennie, nie opiekowałby się nim, tak jak on tego potrzebuje. Oni chcą już oficjalnie się rozejść, kiedy syn będzie starszy i będzie w stanie zrozumieć sytuację, by zminimalizować jego stres. Poznałam go, to wspaniałe dziecko, bardzo go lubię i rozumiem, że tak ciężko doświadczony przez los może potraktować rozejście rodziców jako kolejny kopniak od życia. Przez te lata pozostawaliśmy więc w związku na odległość, trzymanym w tajemnicy. Ja studiuję w swoim mieście, on pracuje w swoim. Widywaliśmy się raz w miesiącu przynajmniej, plus ciągły kontakt tel,gg. Pasowało mi to, bo mogłam prowadzić życie studenckie, znajomi, imprezy. Razem wyjeżdżaliśmy na wakacje, wycieczki. Nie wszystko jednak układało się dobrze, on zdradził mnie ze swoją byłą studentką, bardzo to przeżyłam, ja też spotykałam się z kolegą ze studiów. Ostatecznie wybaczyliśmy sobie wszystko, umocniło to naszą miłość. Zaczeliśmy planować wspólną przyszłość, zamieszkanie razem, dzieci...
W tym roku kończę studia i chciałam przeprowadzić się do jego miasta, bo tam mam większe szanse na pracę w zawodzie. Rozmawialiśmy o tym, by poszukać wspólnego lokum, on strasznie się cieszył. Jednak teraz zaczyna mówić, że jego syn nie powinien jescze tego wiedzieć, jego syn nie jest w najlepszej kondycji i ze powinniśmy poczekać do jego pełnoletności (ma 16 lat). Jestem w rozsypce, nie wiem co robić. Czuję , że moje potrzeby są spychane na dalszy plan, nie wiem czy w ogóle przeprowadzać się (on tego chce, ale żeby nie mieszkać razem), zostawiać rodzinę, przyjaciół... Przestaję być pewna tego związku, a z drugiej strony nie wyobrażam sobie innego mężczyzny...
Obserwuj wątek
    • kobieta306 Re: Niepewna pryszłość (duża różnica wieku,żonaty 04.12.11, 18:13
      sory, że Ci to napiszę aleś głupia jak but. Zostaw tego gościa, bo źle skończysz.
      Matko, modlę się ,żeby własnego dziecka na takiego głupola nie wychować jak Ty!!!!!
      A ten 41 letni profesorek to dno ostatnie. Wiej dziewczyno, ile sił w nogach wiej, bo jeszcze będziesz płakać przez niego. Nie gniewaj się, że Ci tak ostro napisałam ale osłabłam jak to wszystko przeczytałam :(
    • krytyk.systemu.edukacji Re: Niepewna pryszłość (duża różnica wieku,żonaty 04.12.11, 19:17
      > Od 5 lat jestem w związku ze starszym ode mnie mężczyzną. Ja mam 24 lata, on 41.
      > Poznaliśmy się, gdy pisałam maturę, on jest wykładowcą akademickim
      > On ma żonę, z którą jednak pozostaje w nieformalnej separacji.
      > on zdradził mnie ze swoją byłą studentką
      > Jednak teraz zaczyna mówić, że jego syn nie powinien jescze tego wiedzieć

      W czym jesteś? Buhahaha! :D

      A tak przy okazji: jako krytyk systemu edukacji, nie mogę nie napisać, że mówi nam post naszej zagubionej dziewczynki nieco o tzw. nauczycielach akademickich. Oto właśnie typowy przedstawiciel obecnej "elity" intelektualnej: upadły moralnie niewyżyty lubieżny stary kozioł, zdradzający swoją żonę ze studentkami, a nawet z maturzystkami. Czekać tylko kiedy wybitny ten człowiek weźmie się za gimnazjalistki! Tak, trzeba przyznać, że obecne kadry szkół "wyższych" składają się z ludzi bardzo szczególnego autoramentu.
      • kobieta306 Re: Niepewna pryszłość (duża różnica wieku,żonaty 04.12.11, 20:33
        krytyk.systemu.edukacji napisał:
        > Oto właśnie typowy przedstawiciel obecnej "elity" intelektualnej: upadły moral
        > nie niewyżyty lubieżny stary kozioł, zdradzający swoją żonę ze studentkami, a n
        > awet z maturzystkami. Czekać tylko kiedy wybitny ten człowiek weźmie się za gim
        > nazjalistki! Tak, trzeba przyznać, że obecne kadry szkół "wyższych" składają si
        > ę z ludzi bardzo szczególnego autoramentu.


        otóż to. Podpisuję się pod Twoim stwierdzeniem.

        Autorko wątku - im więcej piszesz, tym więcej nabieram pewności, żeś głupia.
        Tłumaczy Cię tylko młodość i brak doświadczenia.
        Kiedyś zrozumiesz jak wielką, nie do naprawienia krzywdę wyrządził Tobie ten stary profesorek zbereźnik. Teraz jeszcze tego nie rozumiesz i nieważne co tutaj napiszą. Ty musisz sama to przerobić. Takie jest prawo młodości. Stracisz kawał życia, zrozumiesz i za jakis czas będziesz innym radzić, a one i tak słuchać nie będą, bo przeciez serce nie sługa.
        Nie jest mi ciebie nawet szkoda, bo przecież są w zyciu większe tragedie jak bycie materacem starego zboka.
      • feel_good_inc Re: Niepewna pryszłość (duża różnica wieku,żonaty 05.12.11, 08:58
        krytyk.systemu.edukacji napisał:
        > Oto właśnie typowy przedstawiciel obecnej "elity" intelektualnej: upadły moral
        > nie niewyżyty lubieżny stary kozioł, zdradzający swoją żonę ze studentkami, a n
        > awet z maturzystkami. Czekać tylko kiedy wybitny ten człowiek weźmie się za gim
        > nazjalistki! Tak, trzeba przyznać, że obecne kadry szkół "wyższych" składają si
        > ę z ludzi bardzo szczególnego autoramentu.

        No nie mów, to kiedyś były takie czasy, że profesorowie nie dymali gremialnie naiwnych studentek? Bo ja takich nie kojarzę.
    • full_of_patience Sprostowanie 04.12.11, 20:00
      Muszę przyznać, że wasze komentarze dały mi trochę do myślenia. Czuję się głupio, jednak serce nie sługa. Nie znacie całej tej sytuacji, więc wasze osądy nie są w pełni miarodajne.

      Chciałam tylko napisać, że [b]nie jestem kochanką.[/[b] On i jego żona nie żyją razem, nie są razem, nie sypiają razem, mają nawet oddzielność finansową. Jak napisałam
      jestem tego pewna, nie dlatego że "miś tak powiedział", ale nie chcę zdradzać tu skąd mam pewność. Jego żona nie stanowi tu żadnego problemu, ona nie liczy się tutaj. Chodzi o syna, ich formalne małżeństwo, a przede wszystkim o niego, jego niepewność, ech...

      ludzkie związki są różne, to co dla ciebie jest nie do prejścia, ktoś inny będzie tolerował i na odwrót. kwestia priorytetów, charakterów. tak, zdradził mnie, a ja jego, bolało, ale nie było to dla mnie takim ciosem, by zrezygnować z uczucia. wiem, że mnie kocha, boję się tylko co z tego wyniknie.
      • samentu Re: Sprostowanie 04.12.11, 20:05
        wbrew jazgotowi kobiecemu powiem, że jest dokładnie tak jak piszesz
        ludzie związki są różne
        nie koniecznie są to relacje małżeńskie
        i niekoniecznie te nie małzeńskie relacje są czymś złym i toksycznym
        wręcz przeciwnie
        jzeli się w tej relacji (skoro forumkom słowo związek nie moze przejść przez usta) się czujesz dobrze,
        jeżeli coś ona Tobie daje
        nie wiem
        bliskośc, pewnośc siebie, samorozwój własnej osobowaości itd...
        to tak długo jak jesteście wobec siebie szczerzy nie widzę problemu
        • kapselodtymbarka Re: Sprostowanie 06.12.11, 13:08
          samentu napisał:

          > wbrew jazgotowi kobiecemu powiem, że jest dokładnie tak jak piszesz
          > ludzie związki są różne
          > nie koniecznie są to relacje małżeńskie
          > i niekoniecznie te nie małzeńskie relacje są czymś złym i toksycznym
          > wręcz przeciwnie
          > jzeli się w tej relacji (skoro forumkom słowo związek nie moze przejść przez us
          > ta) się czujesz dobrze,
          > jeżeli coś ona Tobie daje
          > nie wiem
          > bliskośc, pewnośc siebie, samorozwój własnej osobowaości itd...
          > to tak długo jak jesteście wobec siebie szczerzy nie widzę problemu

          wreszcie jakaś wypowiedź na poziomie zamiast "to straszne on ma żone"!, "jestes kochanką", "jesteś głupia"!


          Ale cóż, chyba w tym wypadku prawda wyjdzie na jaw, gdy faktycznie syn osiągnie pełnoletność. Jeżeli także wtedy nagle okaże się, że trzeba na coś czekać kolejnych parę lat, to znaczy, że na 99 procent profesorek normalnie robi cię w bambuko
      • raohszana Re: Sprostowanie 04.12.11, 20:06
        Ma żonę? Ma. Jesteś kochanką.
        No tak, uczucia najważniejsze - co z tego, że się na boki rozłazi, że on mieszka gdzie indziej i wiecznie ma wymówki. Ty "gokochasz". :]
      • krytyk.systemu.edukacji Re: Sprostowanie 04.12.11, 20:07
        > wasze osądy nie są w pełni miarodajne.

        Twoje za to są wybitnie. Nie jesteś kochanką, pan doktor Cię kocha, a związki przecież "są różne". Dziewczyno! weźże ochłoń trochę, bo przecież naprawdę nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać, jak się czyta Twoje wypowiedzi.
      • marzeka1 Re: Sprostowanie 04.12.11, 20:08
        "Muszę przyznać, że wasze komentarze dały mi trochę do myślenia. Czuję się głupio, jednak serce nie sługa. Nie znacie całej tej sytuacji, więc wasze osądy nie są w pełni miarodajne. "-

        test, stały tekst niemądrych panienek, które na własne życzenie pieprzą sobie życie.
        A co do "nie znacie sytuacji"- wiesz, co jest w tym , co piszesz najśmieszniejsze??? BANALNOŚĆ, to klasyka gatunku, kiedy żonaty facet bzyka młodą pannę, a jej sadzi tekst: "żona nie rozumie/ nie śpimy razem/ łączy nas tylko dziecko"- KLASYKA BANAŁU.
        Na razie pan ciągle żonaty, dlatego, dziecko, nie pisz, że "żona nie liczy się", nawet gdy dzielisz z nią penisa jej męża.
        • krytyk.systemu.edukacji Re: Sprostowanie 04.12.11, 20:17
          > A co do "nie znacie sytuacji"- wiesz, co jest w tym , co piszesz najśmieszniejsze???
          > BANALNOŚĆ, to klasyka gatunku, kiedy żonaty facet bzyka młodą pannę, a jej
          > sadzi tekst: "żona nie rozumie/ nie śpimy razem/ łączy nas tylko dziecko"- KLASYKA
          > BANAŁU.

          Prawda, że klasyka? :) Ja znam takiego, co to od żony, z którą nic a nic go nie łączy, odchodzi już 10 lat (słownie: dziesięć lat), a przez cały ten czas ma kochankę. Kochanka oczywiście uważa się za partnerkę, bo przecież małżeństwo pana jest czysto fikcyjne (mieszka on co prawda z żoną, ale to przecież o niczym jeszcze nie świadczy). Pan tłumaczył swojej kocha… przepraszam… partnerce, że formalny rozwód nastąpi, gdy tylko dzieci dorosną. Ponieważ jednak obecnie najmłodsze ma lat bodajże 21, sądzę, że wynikły jakieś nowe okoliczności… cóż, bywa i tak.
        • baba67 Re: Sprostowanie 05.12.11, 10:08
          Ja tak troche nie na temat-czy naprawde uwazacie ze jesli ludzie mieszkaja razem to musza koniecznie sie bzykac?
          Milosc do chorego dziecka jest niezwykle silnym uczuciem, sama mysl o tym ze mozna codziennie nie widziec moze byc nie d zniesienia.komus kto tego nie doswiadczyl nie miesci sie moze w glowie.
          a moze normalne poczucie przyzwoitosci wobec matki dziecka aby nie zwalac jej na glowe wszystkich obowiazkow zwiazanych z nim.
          Mnie sie nie podoba fakt zdradzania kochanki ze studentka, ale facet zdaje sie przyznal sie sam, z powodu odleglosci.
          Ten uklad jest skomplikowany i bedzie dla Ciebie bardzo trudny.Dwa lata niewiele zmienia ale moze warto poczekac.Mysle ze predzej partner zony sie zdenerwuje niz Twoj facet.No i zawsze bedzie ojcem, zawsze bedzie miala obowiazki nie tylko finansowe, ale naprawde czasochlonne.jesli jestes w stanie to zaakceptowac to moze warto Ale daj sobie czas, przeprowadz sie blizej niego, z bliska lepiej widac, zwiazki na duza odleglosc nie pokazuja wszystkiego.
          • ka-mi-la789 Re: Sprostowanie 05.12.11, 10:37
            baba67 napisała:


            > Ten uklad jest skomplikowany i bedzie dla Ciebie bardzo trudny.Dwa lata niewiel
            > e zmienia ale moze warto poczekac.Mysle ze predzej partner zony sie zdenerwuje
            > niz Twoj facet.No i zawsze bedzie ojcem, zawsze bedzie miala obowiazki nie tylk
            > o finansowe, ale naprawde czasochlonne.jesli jestes w stanie to zaakceptowac to
            > moze warto Ale daj sobie czas, przeprowadz sie blizej niego, z bliska lepiej w
            > idac, zwiazki na duza odleglosc nie pokazuja wszystkiego.

            Powiedz, że nie pisałaś tego poważnie...
              • malamelania Re: Sprostowanie 05.12.11, 11:59
                Wątek chorego dziecka w całej tej historii jest wiarygodny, co nie przeszkadza stwierdzić, że pan tatuś ściemnia okrutnie. Bo skoro nie może powiedzieć prawdy 16letniemu chłopcu, to co zmieni czekanie do pełnoletności? Za dwa lata dzieciak będzie mniej chory i dotknięty przez los? Teraz by się załamał, a kiedy otrzyma złe wieści jako prezent na 18tkę, to będzie wszystko ok? Przecież to się kupy nie trzyma.
                • kwieto Re: Sprostowanie 05.12.11, 12:28
                  Cała historia się kupy nie trzyma.

                  Są w separacji, żona ma partnera, którego nie ukrywa, ale mąż swojej partnerki nie przedstawi tamtym dwojgu.

                  To samo odnosi się do kwestii rozwodu - skoro już teraz żona ma innego partnera, oboje to akceptują, to co niby ma zmienić rozwód? Ona nagle przemieni się w żądną zemsty heterę?

                  "Dziecko" jest "chore" i nie można go pozbawiać złudzeń, przy czym jest w wieku, gdzie jeśli miało jakiekolwiek złudzenia, to już się z nich dawno powinno wyleczyć.
                  I w obliczu jego choroby (jak rozumiem cieżkiej i przewlekłej), powstrzymanie się o dwa lata z pozbawianiem go tychże złudzeń ma rzekomo cokolwiek zmienić.

                  Naprawdę, autorka wątku powinna popracować nad wiarygodnością swojej historii. Ale trzymam kciuki, przy odrobinie wprawy może wyjdzie z tego godna następczyni Jerzego L. Wiśniewskiego :")
              • ka-mi-la789 Re: Sprostowanie 05.12.11, 12:01
                I przez to, że masz dziesięcioletnie chore dziecko, kit pod hasłem "żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią" (zagrywka numer jeden dziwkarzy wszelkiej maści) staje się prawdą? Choroba dziecka - nawet jeśli dziecko rzeczywiście jest chore - usprawiedliwia puszczanie się tatunia na prawo i lewo? Zwróć też uwagę, że kochający tatuś co rusz przesuwa termin wyprowadzki z domu - najpierw dziecko miało na tyle podrosnąć, żeby "zrozumieć", obecny termin to jego pełnoletniość (co to za choroba, która mija w osiemnaste urodziny?). O to właśnie chodzi w tym wątku, że dziecko najpewniej nie wie o własnej "chorobie", a żona - o "separacji", a durna smarkata łyka ckliwe opowiastki cwanego lowelasa jak gęś kluski.
          • kwieto Re: Sprostowanie 05.12.11, 10:58
            > Milosc do chorego dziecka jest niezwykle silnym uczuciem, sama mysl o tym ze mo
            > zna codziennie nie widziec moze byc nie d zniesienia.komus kto tego nie doswia
            > dczyl nie miesci sie moze w glowie.

            Na litość Boską, to "dziecko" ma 16 lat!

              • ka-mi-la789 Re: Sprostowanie 05.12.11, 12:05
                baba67 napisała:

                > i myslisz ze to cos zmienia? Chore dziecko w wieku lat 3 sie kocha a 16 juz mni
                > ej?

                I z miłości do dziecka tatuś wskakuje do łóżka coraz to innej naiwnej? Z miłości do dziecka obiecuje, że je zostawi, ale jeszcze nie teraz, trzeba poczekać na właściwy moment, a jak właściwy moment nadejdzie, to też nie jest właściwy moment? Twoim zdaniem, takie zachowania dowodzą miłości do dziecka? Bo moim - czegoś wręcz przeciwnego.

                > Masz przewlekle chore dziecko?

                To akurat nie ma nic do rzeczy.
              • kwieto Re: Sprostowanie 05.12.11, 12:15
                Miłość do dziecka polega też na tym, żeby dawać mu na samodzielność.

                Rozumiem, że jak ten 16-to letni chłopak dorośnie i będzie chciał założyć rodzinę, to tatuś wprowadzi się na trzeciego do jego domu?

                OK, są ludzie wymagający opieki do końca życia. Nawet wtedy nie traktowałbym ich na siłę jak "dzieci" - jest to dla nich zwyczajnie krzywdzące i ubezwłasnowalniające.
                Ergo: ktoś postępujący tak jak przedstawiony w tym wątku facet po prostu krzywdzi swoje dziecko.

                Przy czym ja nie wierzę, że historia przedstawiona w wątku jest prawdziwa.
                Po prostu nie wierzę, że można być aż tak zaślepionym.
                • ka-mi-la789 Re: Sprostowanie 05.12.11, 12:25
                  kwieto napisał:

                  > Przy czym ja nie wierzę, że historia przedstawiona w wątku jest prawdziwa.
                  > Po prostu nie wierzę, że można być aż tak zaślepionym.

                  Można. Nie ma głupoty tak potwornej, żeby nie można było się jej spodziewać po ludziach.
                  • kwieto Re: Sprostowanie 05.12.11, 12:32
                    > Można. Nie ma głupoty tak potwornej, żeby nie można było się jej spodziewać po
                    > ludziach

                    W tym przypadku nie ma sensu jej czegokolwiek tłumaczyć - i tak nie rozumie.
                    Ergo: niezależnie od tego, czy ktoś mówi serio czy tylko trenuje swój talent pisarski, komentowanie tego na poważnie nie ma sensu :")
                • baba67 Re: Sprostowanie 06.12.11, 12:39
                  Ja bym sie z Toba zgodzila, tez uwazam, ze nawet niepelosprawy wymagajacy cale zycie opieki powinien miec kontakt ze swiatem zewnetrznym, szkola, osrodek dziennej opieki itp. Rodzice maja prawo do szczescia i realizacji tez.Jednak taki dzieciak dojrzewa inaczej, wolniej.Nawet dla zdrowego 16 latka rozpad rodziny jest bardzo trammatyczny, a 20 latek inaczej juz na to patrzy.Dlatego probuje zrozumiec tego faceta-zwiazek z zona sie rozpadl, moze z powodu choroby dziecka, moze z innych powodow, czlowiek probuje szukac szczescia w innym zwiazku , tak jak i formalna zona, ale oboje bardzo kochaja dziecko i czekaja az dojrzeje a tyle zeby zaakceptowac nowe warunki.Imputowanie tu z automatu Osieckiej(dziewczyna przeciez pisze ze poznala syna, jest chory, poznala pewnie i zone, bo byla u nich w domu) to dowod na myslenie stereotypami i niesprawiedliwe.
                  • kwieto Re: Sprostowanie 06.12.11, 13:24
                    Żona rzekomo ma oficjalnego (innego) partnera.
                    I ten szesnastolatek o niczym nie wie?
                    I mąż nie może mieć swojej partnerki na takich samych zasadach?

                    No proszę Cię...

                    > Nawet dla zdrowego 16 latka rozpad rodziny jest bardzo trammatyczny,

                    Pytanie tylko czy bardziej niż dorastanie w rodzinie, w której rodzice są ze sobą z "obowiązku", a między nimi wieje chłodem jak z zamrażarki.
          • lacido Re: Sprostowanie 06.12.11, 21:54
            > Mnie sie nie podoba fakt zdradzania kochanki ze studentka, ale facet zdaje sie
            > przyznal sie sam, z powodu odleglosci.

            zdrada zony - ok, zdrada kochanki nie ok?? co to ma być??
      • to.niemozliwe Re: Sprostowanie 04.12.11, 20:15
        Wyczuwam jakis falsz w tym wszystkim, albo jestes silnie przez niego zbajerowana....
        Akurat dla dziecka najlepsza jest uczciwa sytuacja, kiedy rodzice zakoncza zwiazek pozostajac przy resztkach szacunku, ze wzgledu na wspolne lata, jaki im pozostal.
        Dlaczego normalni, wyksztalceni ludzie uwazaja swoje dzieci za debilkow, ktorzy nie widza, ze mame z tata nic nie laczy, a tatus puka swoja studentke? Wiecej uznania dla inteligencji dzieci! :-D
      • szpilkaaaaa Re: Sprostowanie sprostowania 04.12.11, 20:16
        Gdyby Cię kochał nie pozwoliłby Ci "błyszczeć" od 5 lat statusem kochanki. Tak właśnie - kochanki. W sumie nie dziwię mu się, że się Ciebie trzyma. Łykasz wszystkie wymówki. Podsumowując: masz to na co się godzisz.
      • ardzuna Re: Sprostowanie 04.12.11, 21:05
        full_of_patience napisała:

        > Chciałam tylko napisać, że nie jestem kochanką. On i jego żona nie żyją
        > razem, nie są razem, nie sypiają razem, mają nawet oddzielność finansową. Jak
        > napisałam
        > jestem tego pewna, nie dlatego że "miś tak powiedział", ale nie chcę zd
        > radzać tu skąd mam pewność.

        Poznałaś ją i zostałaś jej przedstawiona jako oficjalna narzeczona? Nie? To nic nie mów o pewności.
      • ka-mi-la789 Re: Niepewna pryszłość (duża różnica wieku,żonaty 04.12.11, 21:00
        kadfael napisała:

        > Ciekawe czy żona wie, że jest z mężem w separacji,

        Wziąwszy pod uwagę, że separacja "nieformalna" (zwana też niekiedy "faktyczną"), można zakładać się o każde pieniądze, że żona nie ma pojęcia, że jest odseparowana. Oczywiście, kochaś musi być delikatny i nie może jej uświadomić, bo jak się baba zorientuje, że ją odseparował, to go jednym celnym kopem wypieprzy z domu. Czego ukochany nie przeżyje ze względu na syna, bo jest, nieprawdaż, wielce kochającym tatusiem.

        > a syn, że jest chory.

        No co ty, chcesz dziecku takie straszne rzeczy mówić, okrutniku jeden? Dziecko z całą pewnością żyje w błogiej nieświadomości swojego tragicznego stanu zdrowia. Dla swojego dobra, ofkors.
    • malamelania Re: Niepewna pryszłość (duża różnica wieku,żonaty 04.12.11, 22:44
      >On bardzo kocha dziecko, nie chce wyprowadzać się z domu, bo wie, że wtedy nie widziałby go codziennie, nie opiekowałby się nim, tak jak on tego potrzebuje
      >Rozmawialiśmy o tym, by poszukać wspólnego lokum, on strasznie się cieszył.

      Nie widzę przeszkód, przeciez możecie zamieszkac wszyscy razem, Ty, on, jego zona (ktora podobno nie ma nic przeciwko) i dziecko.

      > Jednak teraz zaczyna mówić, że jego syn nie powinien jescze tego wiedzieć, jego syn nie jest w najlepszej kondycji i ze powinniśmy poczekać do jego pełnoletności (ma 16 lat).

      Co to za ciężka choroba, którą leczy osiągniecie pełnoletności?

      nie wiem czy w
      > ogóle przeprowadzać się (on tego chce, ale żeby nie mieszkać razem),

      Im starszy, tym mniej mu się chce podróżować po bzykanie. Zrozum faceta.
    • odmieniona44 Re: Niepewna pryszłość (duża różnica wieku,żonaty 05.12.11, 00:53
      full_of_patience napisała:

      "Od 5 lat jestem w związku ze starszym ode mnie mężczyzną. Ja mam 24 lata, on 41.
      Poznaliśmy się, gdy pisałam maturę, on jest wykładowcą akademickim, poznaliśmy się na forum dotyczącym dziedziny, którą on się pasjonuję, a ja chciałam studiować. Najpierw pisaliśmy, on ma ogromną wiedzę w tym temacie, pomagał mi rozwijać swoją pasję. Potem powoli ..........."
      Dziewczyno rzadko dokopuje leżącym, ale w Twoim przypadku nie mogłam się oprzeć. Biegusiem odtrąb odwrót. Biegusiem powtarzam.
      Ten Twój wymarzony urządził się koncertowo.
      W chałupie żona, nawet jeśli rzeczywiście osobno, ale jest. Cuś ugotuje, wypierze, posprząta. Z nudów, rzecz jasna:)
      Ty, zakochana, ufna, młodociana.
      A pomiędzy chętna studentka, do bzyknięcia.

      Ony jest moim idolem, jak dorosnę chciałabym umieć tak jak On, na frontów trzy:)
    • bcde Nie przejmuj się głupimi komentarzami 05.12.11, 03:54
      Stadko chamów wyzywa cię od głupich, a to oni właśnie wystawiają sobie takie świadectwo. Część nie doczytała, że osobiście znasz chorego syna i wątpią w jego chorobę. Inni nazywają 41-letniego mężczyznę starym zbereźnym kozłem tylko dlatego, że im samym trochę do tego wieku brakuje. Myślenie zastępują im schematy.
      Jeśli ci na facecie zależy, to idź w jego kierunku, ale miej oczy otwarte. Jeśli ty robisz krok, to niech i on to zrobi. Obserwuj czy mu zależy i czy będzie cię wspierał. Daj się trochę pozdobywać. I nie przejmuj się za bardzo, tylko ciesz się dobrymi chwilami. Co ma być, to będzie, a ty jesteś jeszcze młoda i wiele przed tobą. Jak nie z nim, to z innym.
      • krytyk.systemu.edukacji Re: Nie przejmuj się głupimi komentarzami 05.12.11, 08:47
        > Inni nazywają 41-letniego mężczyznę starym zbereźnym kozłem tylko dlatego,
        > że im samym trochę do tego wieku brakuje.

        Nie, nie dlatego go owi "inni" mianują kozłem (lubieżnym, a nie "zbereźnym" zresztą), że im brakuje do zacnego wieku 41 lat, tylko dlatego, że kozioł ten ma żonę, jest "w związku" z jedną studentką, którą zna odkąd była nastolatką, a jeszcze jakąś kolejną studenteczkę obraca na boku, bo mu żona i kochanka nie wystarczają.

        Czy wiesz już dlaczego tytułuję faceta niewyżytym kozłem?
      • misty39 Re: Nie przejmuj się głupimi komentarzami 05.12.11, 08:51
        Aż musiałam się zalogować bo nie mogę czytać tych bzdur!!!ona ma się dać pozdobywać? przecież facet używa sobie kiedy chce i wciska jej bzdury i brednie i kwestią czasu jest jak ją wymieni na nową studentkę(mniej marudzącą).I następna będzie szła za głosem serca i nie zostawi swojego misia ble
    • szanim ale wkurzyłas miescowe babencje 05.12.11, 09:33
      nie dziw sie wszak wiekszosc z nich ma 30-40 lat i jestes dla nich konkurencja odbierasz im łup ktore one by chciały miec dlatego beda cie nazywały kretynka i przekrecały rzeczywistosc taka roznica w zwiazku jest czesta u naukowców mam kumpli ktorzy maja nastoletnie dziewczyny i oni i one dobrze na tym wychodza
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka