Dodaj do ulubionych

o co chodzi z tym odchudzaniem?

18.12.11, 19:17
gdzie nie spojrze : w necie, w gazetach, w tv reklamy,albo artykuly o odchudzaniu! moze wiecie, o co chodzi,bo dla mnie to jest chore. tak samo ,jak kult ciala. a gdzie miejsce na rozum i dusze? dlaczego o tym sie nie pisze? tzn. pisze,ale w kontekscie psychologii, bo faktycznie,czasy takie nastaly,ze mozna zwariowac i sie pogubic,wiec ludzie coraz czesciej potrzebuja rad specjalistow. glupieja matki, glupieja ich corki.
Obserwuj wątek
    • anna_sla Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 18.12.11, 19:51
      chodzi o to, że przemysł z tym związany jest jednym z najbardziej kasowych. Jak się wbije społeczeństwu do łba, że nie jest wystarczająco chude i nauczy nas z obrzydzeniem patrzeć na osoby z nadwagą to człowiek w pewnym momencie zaczyna popadać w obsesję i wciąż jest za gruby! Albo jeszcze nie daj Boże partner/partnerka lub ktokolwiek inny w najbliższym otoczeniu będzie Ci dostatecznie często powtarzać "ale przytyłaś/łeś/jesteś gruba/by", popadamy w paranoję. Boimy się czekoladek, a pączek? O niebiosa!! A jak tracimy kontrolę nad ciałem (i duchem) z powodu złego samopoczucia, zmiany stylu bycia, depresji, choroby popadamy w desperację i jeszcze głębszą depresję i zaczynamy sięgać po płatne diety, płacimy za dietetyków, siłownie, aerobiki, baseny i wszelkiej maści wspomagacze na odchudzanie itp..

      Odchudzające się społeczeństwo to jest przede wszystkim biznes!!
    • po-trafie Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 13:00
      Cialo jest swiatynia duszy.

      Dane raz na cale zycie, jesli zaniedbane - wplywa destruktywnie i na psyche i na intelekt. Jesli zapomniane, niesprawne, niedopatrzone to moze cie oglupic, spowolnic, zabrac pewne mozliwosci, stawiac ograniczenia.

      Dbam o siebie, biegam, cwicze conajmniej 5h w tygodniu, gleboko oddycham i rozciagam sie, dotleniam, obserwuje swoj organizm i probuje jesc tak, zeby czuc ze niczego mi nie brakuje i z niczym nie przesadzam bo wiem, ze pewnych zaniedban juz sie nie da odrobic.
      Choroby serca, otylosc, zasiedzialosc, zwapnienia stawow, nerwobole plecow i splotu slonecznego, niemoznosc uprawiania pewnych sportow, rak, brak kondycji czy wytrzymalosci, cukrzyca, slaby uklad odpornosciowy.
      Nic z tego nie jest dobre dla rozumu i duszy.

      Czemu trabia o tym w prasie?
      Bo jako spoleczenstwo sie wykanczamy. Bo jemy wiecej cukrow i tluszczy niz kiedykolwiek w ewolucji, bo zapominamy o ruchu, bo zapominamy o elementarnej dbalosci zdrowotnej, wierzac, ze lezenie na kanapie i czytanie ksiazek saczac wino i pogryzajac koreczki jest TAKIE nowoczesne i rozwojowe.
      Nawet glupie babskie gazety maja niejednokrotnie sporo racji. Nie jedz cukrow. Idz pobiegac. Zrelaksuj sie. Nie miej nadwagi.
      A glebokie intelektualistki o pieknej duszy mysla 'to nie dla mnie, ja nie musze'.
      I choruja. I umieraja.
        • po-trafie Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 13:30
          Nie daje rady inaczej - bardzo duzo pracuje przy kompie i jesli nie rownowaze tego cwiczeniami i bieganiem, to zaczynaja sie takie bole glowy i plecow i ramion, ze jestem nie do zycia.
          I dla siebie i dla otoczenia ;-)

          A wystarszy sie solidnie zmeczyc, zeby wszystko przeszlo jak reka odjal.

          Podobnie jest z jedzeniem - jasne ze fajnie jest zjesc, milo, przyjemnie miec pelno w brzuszku.
          Ale juz godzine pozniej wcale nie jest tak fajnie, czlowiek jest ociezaly.. zupelnie inaczej czuje sie biegajac po salatce, czy posilku z warzyw i miesa, a zupelnie inaczej po makaronie czy ziemniakach.

          Czasem oczywiscie sie daje skusic, bo tak ladnie pachnie i wyglada... po czym nie cwicze, po czym bola mnie plecy i glowa i jestem na siebie wsciekla ;-)
      • ka-mi-la789 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 13:24
        po-trafie napisała:


        > Dbam o siebie, biegam, cwicze conajmniej 5h w tygodniu, gleboko oddycham i rozc
        > iagam sie, dotleniam, obserwuje swoj organizm i probuje jesc tak, zeby czuc ze
        > niczego mi nie brakuje i z niczym nie przesadzam bo wiem, ze pewnych zaniedban
        > juz sie nie da odrobic.

        Wolno wiedzieć, czy pracujesz, obrabiasz chłopa i dzieci, sprzątasz, robisz zakupy i tak dalej?

        > Choroby serca, otylosc, zasiedzialosc, zwapnienia stawow, nerwobole plecow i sp
        > lotu slonecznego, niemoznosc uprawiania pewnych sportow, rak, brak kondycji czy
        > wytrzymalosci, cukrzyca, slaby uklad odpornosciowy.
        > Nic z tego nie jest dobre dla rozumu i duszy.

        Zwłaszcza raka można zwalczyć głębokim oddechem i bieganiem.

        > Czemu trabia o tym w prasie?
        > Bo jako spoleczenstwo sie wykanczamy. Bo jemy wiecej cukrow i tluszczy niz kied
        > ykolwiek w ewolucji,

        To spróbuj znaleźć w sklepie żarcie nie naszprycowane tłuszczem i cukrem.

        > Nawet glupie babskie gazety maja niejednokrotnie sporo racji. Nie jedz cukrow.
        > Idz pobiegac. Zrelaksuj sie. Nie miej nadwagi.

        A na kolejnej stronie walą przepisy na tort, gołąbki i pieczoną kaczkę.

        > A glebokie intelektualistki o pieknej duszy mysla 'to nie dla mnie, ja nie musz
        > e'.
        > I choruja. I umieraja.

        Od biegania staną się nieśmiertelne?
        • po-trafie Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 13:37
          > Wolno wiedzieć, czy pracujesz, obrabiasz chłopa i dzieci, sprzątasz, robisz zak
          > upy i tak dalej?

          Pracuje, bardzo duzo. Nie 'obrabiam chlopa' - razem z chlopem sprzatamy, robimy zakupy i gotujemy. Czesto ja ide na silownie, a on robi w tym czasie jedzenie. Zdarza mi sie biec po zakupy, czy na poczte. Przyjemne z pozytecznym.
          Dotarcie do pracy komunikacja publiczna od drzwi do drzwi zajmuje mi 40 minut. Jesli biegne - 45. Wole biec (o ile nie leje).
          Wczesniej pracowalam dalej, wiec jezdzilam rowerem i rowniez mialam czas niewiele gorszy.
          Jesli nagromadza sie wiecej zajec, wole wstac godzine wczesniej i pojsc pobiegac, niz sie wyspac.
          reasumujac: znajduje czas, wszedzie gdzie moge.

          > Zwłaszcza raka można zwalczyć głębokim oddechem i bieganiem.

          Zwalczyc - nie. Przeciwdzialac i zapobiegac dajac sobie nieco wieksze szanse - owszem.
          Nie twuierdze ludzie biegajacy czy cwiczacy czy oddychajacy czy dbajacy o rozladowywanie stresu NIE choruja. Choruja, na raka tez.
          Ale jednak ludzie nie biegajacy, trzymajacy stres w sobie, niedotleniajacy sie regularnie maja wspolczynnik zachorowalnosci na raka duzo wyzszy.
          Odmawiam przyjecia podejscia: i tak wszyscy umrzemy, po co sie starac.

          > To spróbuj znaleźć w sklepie żarcie nie naszprycowane tłuszczem i cukrem.

          probuje, na poczatku zajmuje to sporo czasu, ale kiedy juz wybierzesz konkretne produkty to latwo jest sie ich trzymac, i w sumie zakupy zajmuja mniej czasu bo dokladnie wiesz co chcesz kupic.
          Znalezienie platkow bez cukru lub syropu glukozowego jest trudne. Znalezienie niedosladzanego nabialu jest trudne etc.
          Ale da sie. I jak juz sie da, to sie tego produktu trzymam, czasem robie zapasy.

          > Od biegania staną się nieśmiertelne?

          Nie. Ale masz bardzo duze szanse pozyc dluzej i w lepszym zdrowiu sie zestarzec i cieszyc zyciem bez dramatycznych zdrowotnych ograniczen w wieku 60 czy 70ciu lat.
          • po-trafie Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 13:41
            Ah i jeszcze - jesli kupisz po prostu warzywa, i zrobisz z nich salatke/sos/zapiekanke to sama zdecydujesz, ile potrawa ma cukru i tluszczu.
            Wypiekacze chleba sa niedrogie, wtedy tez sama decydujesz o skladzie.

            Jesli chce sie slodycza, mozna piec - obcinajac cukier z przepisow, zmieniajac nieco skladniki. taki np murzynek z maki pelnoziarnistej smakuje bardzo ciekawie, troche jak piernik ;-)
            • ka-mi-la789 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 14:07
              po-trafie napisała:

              > Ah i jeszcze - jesli kupisz po prostu warzywa, i zrobisz z nich salatke/sos/zap
              > iekanke to sama zdecydujesz, ile potrawa ma cukru i tluszczu.

              A jakie zdrowe są pestycydy i sztuczne nawozy, którymi te warzywa są naćpane...

              > Wypiekacze chleba sa niedrogie, wtedy tez sama decydujesz o skladzie.

              Nie jem chleba.

              > Jesli chce sie slodycza, mozna piec - obcinajac cukier z przepisow,
              zmieniajac
              > nieco skladniki. taki np murzynek z maki pelnoziarnistej smakuje bardzo ciekawi
              > e, troche jak piernik ;-)

              Pewien żebrak wraca po całodniowym obchodzie do domu i mówi żonie:
              - Wiesz, w pewnym bogatym domu kucharka poczęstowała mnie pyszną babką. Poprosiłem ją o przepis, żebyś mogła też taką upiec. No więc, potrzeba kilograma białej mąki...
              - Oszalałeś? - pyta żona. - Na całodniowe utrzymanie mamy tyle, ile kosztuje kilogram białej mąki. Wezmę ciemną, na inną nas nie stać.
              - Do tego kostka masła.
              - Dobry żart. Masła na oczy nie widziałam, od kiedy za ciebie wyszłam. Będzie margaryna.
              - Pięć jajek...
              - Dwa muszą wystarczyć, a i to kosztem jutrzejszego śniadania.
              - Szklanka cukru...
              - Hehehe. Przy tym, co przynosisz, pół szklanki to wystarczający luksus.
              - I garść rodzynek.
              - E, tam, bez rodzynek ciasta nie będzie, czy co?
              - Trzeba to wszystko wyrobić, wlać do formy i wsadzić na godzinę do piekarnika.
              Co też żona żebraka zrobiła. Po godzinie wyjmuje ciasto, próbuje, krzywi się, pluje i mówi: "No wiecie co, że też bogaci jedzą takie świństwo". Tak à propos "zastępowania składników". Nie wspomnę o tym, że "pełnoziarniste" powoduje wzdęcia i zaparcia. Sorry, nie zamierzam się katować gliniastymi ciasteczkami z razowej mąki ani rozpirzać kręgosłupa siłownią po to, żeby o dziesięć lat dłużej robić pod siebie.
          • ka-mi-la789 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 13:56
            > Jesli nagromadza sie wiecej zajec, wole wstac godzine wczesniej i pojsc pobiega
            > c, niz sie wyspac.

            Niedostatek snu też jest bardzo szkodliwy.

            > Zwalczyc - nie. Przeciwdzialac i zapobiegac dajac sobie nieco wieksze szanse -
            > owszem.

            W jaki sposób bieg zapobiega nowotworom?

            > Ale jednak ludzie nie biegajacy, trzymajacy stres w sobie, niedotleniajacy sie
            > regularnie maja wspolczynnik zachorowalnosci na raka duzo wyzszy.

            Jakieś dane? Takie konkretne, podpisane przez naukowców, którzy przeprowadzili na ten temat poprawne metodologicznie badania.

            > Ale da sie. I jak juz sie da, to sie tego produktu trzymam, czasem robie zapasy

            A ile toto kosztuje? Bo z moich doświadczeń wynika, że do kilku razy więcej niż cukrzony syf (zwłaszcza, że zwykle stoi na półkach z napisem "zdrowa żywność" albo podobnym).

            > Nie. Ale masz bardzo duze szanse pozyc dluzej i w lepszym zdrowiu sie zestarzec
            > i cieszyc zyciem bez dramatycznych zdrowotnych ograniczen w wieku 60 czy 70ciu
            > lat.

            Ale ja wcale nie mam ochoty dożywać takiego wieku.
            • po-trafie Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 14:27
              > Niedostatek snu też jest bardzo szkodliwy.

              Prawda, ale ja nie mowie o 3h tylko o np o spaniu czasem 6.30 zamiast 8h.

              > Jakieś dane? Takie konkretne, podpisane przez naukowców, którzy przeprowadzili
              > na ten temat poprawne metodologicznie badania.

              prosze bardzo:
              www.kodekswalkizrakiem.pl/download/pdf/ACS.pdf
              To jest link do dokumentu
              " Wytyczne American Cancer Society dotyczące żywienia i aktywności fizycznej w zapobieganiu nowotworom złośliwym: zmniejszania ryzyka nowotworów przez wybór prawidłowych nawyków żywieniowych i wysiłek fizyczny" opublikowanego w 2006 roku, udostepnionego przez prof. Witolda Zatońskiego z Instytutu Onkologii.
              Calosc dokumentu jest jedynie streszczeniem wytycznych wynikajacych z badan, w przypisach na dole masz pelna liste badan naukowych i autorytetow podposujacych sie pod nimi.
              Mam nadzieje, ze to wystarczy, chyba ze chcesz zebym znajdowala w necie konkretne publikacje badan z przypisow, ich metodologii i wynikow - byloby to jednak po angielsku i zapewne platne.

              > A ile toto kosztuje?

              Czasdem koestzuje wiecej niz syf. Czasem mniej. Nie zwyklam oszczedzac na jakosci pewnych rzeczy, moge przeznaczyc na zywienie pieniadze, ktore normalnie wydalabym na transport do pracy ;-)

              > Ale ja wcale nie mam ochoty dożywać takiego wieku.

              Jak dla mnie, mozesz nie miec ochoty dozywac jutra. Ja mam ochote zyc dlugo i na tyle zdrowo na ile moge.
              Pytasz - odpowiadam. Nie mowie Ci ze masz robic tak samo.
              • ka-mi-la789 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 18:07
                po-trafie napisała:

                > > Niedostatek snu też jest bardzo szkodliwy.
                >
                > Prawda, ale ja nie mowie o 3h tylko o np o spaniu czasem 6.30 zamiast 8h.

                6.30 to też za mało.
                > badan z przypisow, ich metodologii i wynikow - byloby to jednak p
                > o angielsku

                Którego to języka nie mam prawa znać, ofkors.

                > Czasdem koestzuje wiecej niz syf. Czasem mniej. Nie zwyklam oszczedzac na jakos
                > ci pewnych rzeczy, moge przeznaczyc na zywienie pieniadze, ktore normalnie wyda
                > labym na transport do pracy ;-)

                Tyle, że większość ludzi musi wydawać na transport do pracy, a ponadto na przykład na podręczniki dla dzieci.

                > Jak dla mnie, mozesz nie miec ochoty dozywac jutra. Ja mam ochote zyc dlugo i n
                > a tyle zdrowo na ile moge.

                Obyś się nie przeliczyła. Miałam bliską ciotkę podchodzącą do żywienia dokładnie tak samo jak ty. Przez całe dorosłe życie była niemal łysa, zmarła na raka jelita (przed którym nie uchroniły jej tony błonnika i paniczny strach przed wszelkimi tłuszczami), nie dożywszy siedemdziesiątych urodzin.
                • hermina5 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 18:42
                  Sugeruję wyluzować, bo to donikąd nie prowadzi. Ideałem jest złoty środek.

                  Nie oszukujmy się - są rzeczy, o których wiemy, ze są niezdrowe, ale czasami człowiek nie moze sobie odmówić: chipsy, cola (zwłaszcza na kacu!), alkohol własnie, słodycze. I uważam, że naprawdę nie ma nic złego, jesli sie to czasem je/pije. Wsciekłabym się na diecie pozbawionej zupełnie wymienionych, choć doskonale funkcjonuję np. bez mięsa i nie brak mi go. Za to nikt nigdy nie przekona mnie do mąki pełnoziarnistej do wypieków czy makaronu - no way! Razowiec - tak, makaron wyłacznie jasny - ciemny jest ciężki, glutowaty, kompletnie nie komponuje sie z sosami, to samo ciasta - mąka nie może być w nich gliniasta. Wolałabym w ogóle nie jeść, niz jeść warianty pełnoziarniste w tym wypadku.

                  Z drugiej strony - większośc z nas czuje się dużo lepiej, jeśli się rusza. Tylko trzeba to sobie znależć - rower, marszobiegi, bieganie, pływanie. Niekoniecznie codziennie, ale ze 3 razy w tygodniu i nie gnuśniejemy.
                • po-trafie Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 21:08
                  > Którego to języka nie mam prawa znać, ofkors.

                  Ktorego to jezyka masz prawo nie znac, a ja nie mam prawa zakladac, ze go znasz.

                  > Tyle, że większość ludzi musi wydawać na transport do pracy, a ponadto n
                  > a przykład na podręczniki dla dzieci.

                  Owszem, sa ludzie, ktorzy musza wybierac czy oszczedzaja na podrecznikach dla dzieci czy na jakosci jedzenia dla nich. Sa tez ludzie, ktorych nie stac ani na jedzenie ani na podreczniki, oraz tacy, ktorzy nie maja zadnej pracy, do ktorej mogliby dojezdzac.
                  I co?
                  Reszta powinna przeprosic za to, ze ma prace?

                  > Obyś się nie przeliczyła.

                  Obym jutro nie wpadla pod pociag ;-)

                  Co tak wlasciwie chcesz powiedziec? Zaprezentowalam swoja, zwiazana z tematem, opinie. Uwazam ze dbalosc o cialo jest wazna dlatego i dlatego, bo to i tamto. W zadnym punkcie nie powiedzialam ze ruch czy zdrowe jedzenie uczyni mnie niesmiertelna albo 100% uratuje od kazdej choroby.
                  A w zamian dostaje jakies smutne historie, ktore nijak sie maja do tego co pisze.
                  Masz do powiedzenia cokolwiek w temacie?

                  Czy nie zgadzasz sie z tym, ze codzienna poracja ruchu, czy uwazanie na to co sie je zazwyczaj czyni czlowieka zdrowszym?


                  • maitresse.d.un.francais Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 21:27
                    Owszem, sa ludzie, ktorzy musza wybierac czy oszczedzaja na podrecznikach dla dzieci czy na jakosci jedzenia dla nich. Sa tez ludzie, ktorych nie stac ani na jedzenie ani na podreczniki, oraz tacy, ktorzy nie maja zadnej pracy, do ktorej mogliby dojezdzac.
                    I co?
                    Reszta powinna przeprosic za to, ze ma prace?

                    Ale jaka reszta? Bo co do tych, którzy wybierają między podręcznikami a jakością jedzenia, oraz tych, których nie stać ani na jedzenie, ani na podręczniki - oni bardzo często MAJĄ pracę.
                    • po-trafie Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 20.12.11, 00:09
                      Ty tak powaznie?

                      Wersja uzupelniona dla czepliwych:
                      (..) przeprosic za to, ze ma prace tych, ktorzy pracy nie maja?

                      Podobnie byloby:
                      Reszta powinna przeprosic tych, ktorzy musza oszczedzac na jedzeniu, by kupic podreczniki?

                      Wiem, jak to jest byc w bardzo ciezkiej sytuacji finansowej. W zaden sposob nie chce bagatelizowac problemow materialnych i tego, jak ciezko potrafi byc wielu wielu ludziom, ktorzy pracuja i bardzo sie staraja utrzymac swoje rodziny.
                      Jednoczesnie nie oznacza to, ze powinnam zalozyc worek pokutny i przepraszac za to, ze nie jestem w takiej sytuacji.
                  • ka-mi-la789 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 21:51
                    > Owszem, sa ludzie, ktorzy musza wybierac czy oszczedzaja na podrecznikach dla d
                    > zieci czy na jakosci jedzenia dla nich.

                    Ci ludzie nie wybierają, bo nie mają wyboru. Podręczniki są albowiem obowiązkowe.

                    > Co tak wlasciwie chcesz powiedziec?

                    Kontestuję twoje niezachwiane przekonania co do błogosławionego wpływu pełnoziarnistych wypieków, biegów i jazdy na rowerze. I tyle.

                    > A w zamian dostaje jakies smutne historie, ktore nijak sie maja do tego co pisz
                    > e.

                    Mają się intensywnie. A że tego nie rozumiesz, to naprawdę nie moja wina.

                    > Masz do powiedzenia cokolwiek w temacie?

                    Ależ ja cały czas "mówię w temacie" (że użyję twojej zabawnej polszczyzny). A że tego nie rozumiesz itd. jw.

                    > Czy nie zgadzasz sie z tym, ze codzienna poracja ruchu, czy uwazanie na to co s
                    > ie je zazwyczaj czyni czlowieka zdrowszym?

                    Nie zgadzam się. I?
                    • po-trafie Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 23:56
                      > Nie zgadzam się. I?

                      Jesli nie umieja przekonac Cie ani publikacje naukowe, ani swiadectwa osob doznajacych tego zbawiennego i blogoslawionego wplywu zdrowego trybu zycia na zdrowie i samopoczucie, to jakakolwiek dyskusja nie ma sensu.
                      Informacja o tym, ze czesc ludzi czasowo czy finansowo nie moze sobie na cos pozwolic nijak ma sie do mozliwego pozytywnego wplywu tej rzeczy.

                      Ah, chyba ze masz jakies, jak to opisalas, poprawne metodologiczne badania naukowe ktore potwierdzilyby Twoje przekonanie i udowodnily, ze ludzie regularnie ruszajacy sie (w umiarkowany, niewyczynowy sposob) sa mniej zdrowi od tych nieruchawych.
                      • ka-mi-la789 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 20.12.11, 12:11
                        > Jesli nie umieja przekonac Cie ani publikacje naukowe, ani swiadectwa osob dozn
                        > ajacych tego zbawiennego i blogoslawionego wplywu zdrowego trybu zycia na zdrow
                        > ie i samopoczucie, to jakakolwiek dyskusja nie ma sensu.

                        Nie umieją, ponieważ mój przykład dowodzi czegoś wręcz przeciwnego. A osobiste doświadczenie zawsze będzie dla mnie bardziej miarodajne niż publikacje naukowe i świadectwa.
                        • po-trafie Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 20.12.11, 14:22
                          1. Nigdzie nie twierdzilam, ze zdrowy tryb zycia pomaga absolutnie kazdemu czlowiekowi bez wyjatku. To, ze dla Ciebie to nie dziala, nie znaczy ze nie dziala dla nikogo.
                          2. Jesli nie jestes u kresu swoch dni i nie stoisz nad grobowa deska, to nie do konca jestes miarodajnym przykladem. Jesli zylas zdrowiej przez miesiac lub dwa i nie poczulas sie olsniewajaco lepiej, to niewiele znaczy. Inna sprawa, ze samopoczucie to nie jedyny miernik.
                          Ruch i zywienie wplywa rowniez na wydolnosc serca i pluc, ilosci pewnych skladnikow we krwi, wytrzymalosc, stan miesni, rowniez stan stawow (tu czasem negatywnie) itp.

                          Moze byc, ze dla ciebie nie podzialalo odczuwalnie, moze byc tak, ze nie podzialalo wcale. Ale czy znaczy to, ze nie zadziala dla nikogo lub ze nie zadziala dla wiekszosci?
                          • ka-mi-la789 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 20.12.11, 15:21
                            > 1. Nigdzie nie twierdzilam, ze zdrowy tryb zycia pomaga absolutnie kazdemu czlo
                            > wiekowi bez wyjatku.

                            Ależ właśnie coś takiego wynikało z twoich kategorycznych, nie dopuszczających sprzeciwu twierdzeń.

                            > 2. Jesli nie jestes u kresu swoch dni i nie stoisz nad grobowa deska,

                            Tego nikt nigdy nie wie.

                            to nie do
                            > konca jestes miarodajnym przykladem. Jesli zylas zdrowiej przez miesiac lub dw
                            > a i nie poczulas sie olsniewajaco lepiej, to niewiele znaczy.

                            A jeżeli po kilku latach "zdrowego trybu życia" czuję się i wyglądam coraz gorzej?

                            Inna sprawa, ze s
                            > amopoczucie to nie jedyny miernik.

                            Oczywiście, nie wiem co dla mnie dobre :/. Masa ciała i gęstość kości też pewnie nie jest miernikiem. W ogóle nic nie jest miernikiem, otręby i chude twarożki zdrowe są i basta, a kto nie wierzy w tę prawdę objawioną, ten guupi jest.
      • simply_z Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 13:40
        po prostu ruch ,zdrowe -w miare-odzywianie zaprocentuja w przyszlosci.
        pzoa tym ja widze coraz wiecej otylych ludzi i to momnstrualnie otylych. Dawniej owszem spotykalo sie grubsza kobiete czy grubszego mezczyzne ale nie czlowieka wazacego na oko 130 kg. a takie przypadki niestety widzialam.
        • po-trafie Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 13:45
          Ano, albo nastolatki/studentki wazace pod 90-100kg :-/

          Moja prababcia i babcia byly kobietami rodzacymi sporo dzieci, gotujacymi wielodaniowe obiady, niechodzacymi na 'fitness'. I byly slusznych rozmiarow -> bylo sie do czego przytulic. Ale to bylo max 80-90kg i to w wieku po 50tce.

          Teraz sie widzi takie dziewczeta w wieku lat dwudziestuparu, twierdzacych ze to nic zlego, ze czuaj sie zdrowo i ze jest super.
          • hermina5 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 14:29
            Ano, albo nastolatki/studentki wazace pod 90-100kg :-/
            >
            > Moja prababcia i babcia byly kobietami rodzacymi sporo dzieci, gotujacymi wielo
            > daniowe obiady, niechodzacymi na 'fitness'. I byly slusznych rozmiarow -> b
            > ylo sie do czego przytulic. Ale to bylo max 80-90kg i to w wieku po 50tce.

            Za czasów Twojej babci i matki po pierwsze:

            nie było hipermarketów z tanim, beznadziejnym zarciem - w PRL jedzenie było swietne w porównaniu z tym, co mamy teraz. I nie mówcie mi o półkach z octem, bo PRL , to nie jest wtylko 81 rok!
            Nikt w Polsce nie znal chipsów (były wyłacznie prazynki ziemniaczane - jeden rodzaj), chrupków, z gazowanych napojow to był tonic i Grodziska - smakowa lub nie. Nikt nie wiedział, ż e moze istnieć coś takiego jak MacDonalds, żarcie na wynos od Chińczyka i setki półproduktów. Chleb miał smak chleba, a nie dmuchanych watowanych buł. Były niezłe sery, ale nie było prawie w ogóle dosładzanych gestych, zylatynowych jogurtów - był płynny jogurt o zajebistym, jak na dzisiejsze standardy składzie. I tak dalej. Dzieciaki jadły w szkole obiad i dostawały śniadanie do szkoły - nie było żadnych szkolnych sklepików. Geenralnie , gotowało się od podstaw, były stołówki szkolne, pracownicze, ewentualnie barty mleczne, ale zadnego smieciowego żarcia typu kebaby z pitą, frytki itp. - w ogóle się na miescie nie jadło. Nie piliśmy takich ilosci piwa jak dzisiaj - to w ogóle bez porównania.

            Jedzenei sprzed 40 lat i jedzenie dzisiejsze to są dwie zupełnie inne bajki - wpsólczesny nastolatek w zasadzie ma tycie w genach, biorac pod uwagę, co serwuje mu rynek. A tzw. jedzenie zdrowe np. owoce suszone, które nie są sztucznie wybielane i chlorowane, kosztują setki - np. morele zwykłe- 6 zł, morele eko, ciemne - 19,99 zł./

            • pmk_pmk Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 20.12.11, 00:20
              Brednie o "swietnym jedzeniu w PRLu" moze wypisywac tylko ktos kto PRLu na oczy nie widzial. Nie wiadomo czy sie smiac czy plakac.

              Albo taki kwiatek "wpsólczesny nastolatek w zasadzie ma tycie w genach" - odkrywczosc tej mysli po prostu zwala z nog. LUDZKOSC ma tycie w genach, bo tycie bylo sposobem na przetwanie glodow, ktore powtarzaly sie regularnie.

              Aha: wbrew temu co pisze "idealistka PRLu" sklepiki w socjalistycznych szkolach byly, a w nich drozdzowki, slodycze, cieple lody, itd. Jedzenie smieciowe tez bylo w postaci zapiekanek; wyrobow czekoladopodobnych oraz pasztetu z papierem toaletowym.

              Jedzenia bylo po prostu malo, trzeba bylo o nie walczyc (stac w kolejkach, zalatwiac, gromadzic), trudno sie napychac bez opamietania czyms czego brakuje. Dodatkowo przez wiele lat byly kartki i przydzialy miesa, cukru, slodyczy, itd.! Teraz po prostu zarcia jest w brod i od nas samych zalezy co jemy i ile, a ze jedzenie jest przyjemnoscia dla wiekszosci ludzi, to po prostu widac, ze az za bardzo lubia te przyjemnosc. Nie ma co bredzic o wspanialym jedzeniu w PRL, bo to absurd.
              • ka-mi-la789 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 20.12.11, 12:27
                pmk_pmk napisała:

                > Brednie o "swietnym jedzeniu w PRLu" moze wypisywac tylko ktos kto PRLu na oczy
                > nie widzial. Nie wiadomo czy sie smiac czy plakac.

                Ja akurat PRL na oczy widziałam, na uszy słyszałam. Zdążyłam dorosnąć w tamtym ustroju i potwierdzam tezę o dużo wyższej jakości ówczesnego żarcia.

                > Aha: wbrew temu co pisze "idealistka PRLu" sklepiki w socjalistycznych szkolac
                > h byly, a w nich drozdzowki, slodycze, cieple lody, itd. Jedzenie smieciowe te
                > z bylo w postaci zapiekanek; wyrobow czekoladopodobnych oraz pasztetu z papiere
                > m toaletowym.

                Jakie zapiekanki? Jakie pasztety? Głupot ci ktoś naopowiadał. Podstawowym towarem w szkolnych sklepikach były materiały piśmienne. Jedzenie tylko uzupełniało asortyment. I na pewno nie było w nim żadnych "zapiekanek" (gdzie niby miały być zapiekane? O kuchenkach mikrofalowych nikomu się wtedy nie śniło). Aha, wyroby czekoladopodobne to też produkt kryzysu wczesnych lat 80. Wcześniej w sklepach była czekolada. Czekolada, powtarzam, a nie gó... sprzedawane obecnie pod tą nazwą.

                > Jedzenia bylo po prostu malo, trzeba bylo o nie walczyc (stac w kolejkach, zala
                > twiac, gromadzic),

                W stanie wojennym owszem. A i wtedy istniało obfite źródło zaopatrzenia pod tytułem "rodzina na wsi". Mięso można też było kupić na bazarach (pod moim oknem wystawały od bladego świtu baby wrzeszczące: "cieeelęciny, cieeelęciny").

                > trudno sie napychac bez opamietania czyms czego brakuje.

                Aż dziw, że Polacy nie wymarli z głodu. Ba, za normę uważano wtedy dużo większą masę ciała niż obecnie.

                Dod
                > atkowo przez wiele lat byly kartki i przydzialy miesa, cukru, slodyczy, itd.!

                Ciekawe, że nikt jakoś nie przerzucił się wtedy na wegetarianizm, a niesłodzący kawy czy herbaty byli traktowani w najlepszym razie jak dziwadła, a przecież takie zachowania w obliczu tak straszliwego niedostatku byłyby normą.

                T
                > eraz po prostu zarcia jest w brod i od nas samych zalezy co jemy i ile, a ze je
                > dzenie jest przyjemnoscia dla wiekszosci ludzi, to po prostu widac, ze az za ba
                > rdzo lubia te przyjemnosc. Nie ma co bredzic o wspanialym jedzeniu w PRL, bo to
                > absurd.

                Absurdem jest to, co wypisujesz. Nie słuchaj więcej ipeenowskiej propagandy.
                • pmk_pmk Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 21.12.11, 00:58
                  >potwierdzam tezę o dużo wyższej jakości ówczesnego żarcia
                  Wyzsza jakosc jedzenia istnieje i dzisiaj, rzecz w tym ze Polacy sa jedym z najbiedniejszych narodow Europy i nas po prostu na dobre jedzenie nie stac. W Warszawie spokojnie mozna kupic prawdziwa szynke, dobrej jakosci owoce, prawdziwe kurczaki czy doskonala czekolade. Jest tak jak wszedzie na swiecie. Jedyna bariera dla wiekszosci - kasa. Zas dlugi jedynego dziesieciolecia kiedy w Polsce bylo troche dostatniej, czyli gierkowskiego, splacamy do dzis i jeszcze splacac bedziemy, choc juz raz "Polska z tego powodu zbankrutowala i stalismy sie zebrakami Europy", jak to swietnie ujal min. Sikorski pare dni temu.

                  >I na pewno nie było w nim żadnych "zapiekanek" (w sklepikach)
                  Oczywiscie ze nie bylo. Po prostu nieuwaznie przeczytalas moj post. Zapiekanki byly na miescie! A w (moim) sklepiku byly slodkie bulki, cieple lody, slodycze, itp.

                  >Czekolada, powtarzam, a nie gó... sprzedawane obecnie pod tą nazwą.
                  Dlaczego nie kupisz czekolady, tylko kupujesz gó...??? To twoj wybor. Ja kupuje doskonala czekolade, bo tylko taka lubie.

                  >istniało obfite źródło zaopatrzenia pod tytułem "rodzina na wsi".
                  Jak ktos pochodzil ze wsi, to mial rodzine na wsi. Ja nie.

                  >nikt jakoś nie przerzucił się wtedy na wegetarianizm, a niesłodzący kawy czy herbaty...
                  Wiesz doskonale, ze celowo sprowadzasz sprawe do absurdu.

                  > nie sluchaj ipeenowskiej propagandy
                  Jaka to propaganda? Nie slyszalam, ale ty jak widzie jestes w temacie.
                  • iluminacja256 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 21.12.11, 11:37
                    >jakosc jedzenia istnieje i dzisiaj, rzecz w tym ze Polacy sa jedym z najbiedniejszych narodow >Europy i nas po prostu na dobre jedzenie nie stac

                    Szczerze? BZDURA. Polska jest zawalona syfem - kiedyś Wedel był polska firmą i jakoś tej czekolady była świetna, obecnie, po przejęciu Wedel zamienił sie w firmę produkującą jakies czekolady galarety - co chwila nowa seria galarety z proszkiem , a czekolady w niej prawie nie ma. To samo z chlebem - piekarnie piekące chleb na zakwasie, bez polepszaczy to są wyjątki - całe rynek zawalony jest spulchnianymi chlebami i bułami, które plesnieją w trzy dni. A co do cen - to kiedyś to, co mogłeś spokojnie kupić na targu - np. jajka od kur, które łaziły - dziś kupujesz jako eco-sreko-deko i rzeczywiście, nikogo na to nie stać - skoro jajko kosztuje nagle 2 zl.
                  • ka-mi-la789 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 21.12.11, 20:30
                    pmk_pmk napisała:

                    > Zas dlugi jedynego dziesieciolecia kiedy w Polsce by
                    > lo troche dostatniej, czyli gierkowskiego, splacamy do dzis i jeszcze splacac b
                    > edziemy, choc juz raz "Polska z tego powodu zbankrutowala i stalismy sie zebrak
                    > ami Europy", jak to swietnie ujal min. Sikorski pare dni temu.

                    Słuchaj dalej Sikorskiego and company, to w styczniu w klapkach będziesz chodzić. Co do reszty, mogę jedynie powtórzyć po iluminacji256: bzdury.
              • hermina5 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 20.12.11, 13:06
                Brednie o "swietnym jedzeniu w PRLu" moze wypisywac tylko ktos kto PRLu na oczy
                > nie widzial.

                Nie, takie brednie jak powyższa moze wypisywać tylko osoba, która ma sklerozę i antykomunizm jej sie na głowę rzucił.


                > Aha: wbrew temu co pisze "idealistka PRLu" sklepiki w socjalistycznych szkolac
                > h byly, a w nich drozdzowki, slodycze, cieple lody, it

                Sorry, ale to gó... prawda. Sklepów w PRL-owskich szkołach nie było - bo na to trzeba było mieć pozwolenie od Rady Narodowej, a ta go nie udzielała dla ajentów w placówkach publicznych. A dlaczego? A dlatego, ze w szkołach były PUBLICZNE PANSTWOWE STOŁÓWKI, w ktorych wykopowało się obiady i i na tym polegała gigantyczna róznica. Ciepłych lodów w ogóle w Polsce nie było w PRL- bo szmuglowano je z Niemiec i to dopiero pod koniec lat 80. Tak wiec bredzisz i to nieludzko.


                > Jedzenia bylo po prostu malo, trzeba bylo o nie walczyc (stac w kolejkach, zala
                > twiac, gromadzic), trudno sie napychac bez opamietania czyms czego brakuje.

                Prosze cię - kolejna, której się PRL zaczyna i kończy w latach 80. Może sobie przypomnij lata 70-te? A moze sobie przypomnij co to były rynki z jedzeneim od chlopa? Swieżym miesem, jajkami, mlekiem? Ręce mi opadają jak słyuysze o tym glodowanu w PRL i jednocześnie sklepikach szkolnych , w ktrych były, cytuje drożdzówki i ciepłe lody. Ile ty masz lat dziewczyno? Bo ja mogłabym być twoją matką
                \
                Dod
                > atkowo przez wiele lat byly kartki i przydzialy miesa, cukru, slodyczy, itd.!

                Wiesz przez ile lat? Przez 5. Dokładnie 5 lat i tak sie składa, ze na mieso, na cukier - to dokładnie 2 lata. Miesa to było 4,5 kg na miesiac dla fizycznego , 2,5 dla umysłowego + na dzieci - mieso kupowało się od chłopów na targach - szynka miała smak szynki, nie konserwantów. I moglabym Ci jeszcze długo opowiadac o realiach, bo jak widze uczą was teraz o tym czasie bzdur nieludzkich: przez 50 lat czogi na ulicach i jedzenie wyszarpywane w normie obozowej...Co za brednie,...
                • ka-mi-la789 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 20.12.11, 13:17
                  hermina5 napisała:


                  > Sorry, ale to gó... prawda. Sklepów w PRL-owskich szkołach nie było -

                  Były, ale - jak pisałam wcześniej - ich głównym towarem były długopisy, ołówki, zeszyty i tym podobne. Prowadziły je spółdzielnie uczniowskie, którymi opiekowali się nauczyciele.

                  Ciepłych lodów w ogóle w Polsce nie było w PRL- bo szmuglo
                  > wano je z Niemiec i to dopiero pod koniec lat 80.

                  Oj, nie. Ciepłe lody były moim ulubionym przysmakiem już w pierwszej połowie lat 70. I na pewno nie były szmuglowane - kupowało się je w sklepach "Społem".



                  > Wiesz przez ile lat? Przez 5. Dokładnie 5 lat i tak sie składa, ze na mieso, na
                  > cukier - to dokładnie 2 lata.

                  Yyy... Chyba ze słodyczami ci się pomyliło. Bo na cukier kartki obowiązywały od 1976 do 1989. Były to pierwsze wprowadzone i ostatnie zniesione talony żywnościowe. Nawet co odważniejsi publicyści dziwili się, że w kraju będącym podobno imperium buraka cukrowego akurat ten produkt trzeba reglamentować.

                  Miesa to było 4,5 kg na miesiac dla fizycznego
                  > , 2,5 dla umysłowego + na dzieci - mieso kupowało się od chłopów na targach -
                  > szynka miała smak szynki, nie konserwantów. I moglabym Ci jeszcze długo opowia
                  > dac o realiach, bo jak widze uczą was teraz o tym czasie bzdur nieludzkich: prz
                  > ez 50 lat czogi na ulicach i jedzenie wyszarpywane w normie obozowej...Co za br
                  > ednie,...

                  Z powyższym zgadzam się co do przecinka. Dodałabym jeszcze, że w PRL w wersji ipeenowskiej za każdym rogiem krył się zomowiec tylko czekający, żeby zatłuc jakiegoś księdza.
                  • hermina5 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 20.12.11, 13:35
                    > Były, ale - jak pisałam wcześniej - ich głównym towarem były długopisy, ołówki,
                    > zeszyty i tym podobne. Prowadziły je spółdzielnie uczniowskie, którymi opiekow
                    > ali się nauczyciele.

                    A takie cuda to i owszem się zdarzały, ale to nie były absolutnie takie sklepiki szkolne jak dzisiejsze - prędzej można tam było kupić zeszyt, długopis czy opaskę dyżurnego jeśli się zapomniało. Ale jedzenia to ja tam nie pamietam, moze jakieś jabłka , w ramach " jedz owoce i warzywa" , albo kanapki - ale to sporadycznie.

                    j, nie. Ciepłe lody były moim ulubionym przysmakiem już w pierwszej połowie la
                    > t 70. I na pewno nie były szmuglowane - kupowało się je w sklepach "Społem".

                    Zabij mnie, ja kompletnie tego nie pamietam (moze dlatego, że nie lubiłam) , pamietam za to wysyp tych lodów w końcówce lat 80. Naszym hitem w "Społem " były takie wielkie krówki- miały około 10 cm długości i ok. 5 cm szerokości - to była prawdziwa uczta zakleić sie taką krówką.


                    >Chyba ze słodyczami ci się pomyliło. Bo na cukier kartki obowiązywały od
                    > 1976 do 1989.

                    Masz rację, chyba pomyliłam ze słodyczami... Ale wiesz, z tym cukrem na kartki to wszyscy wiemy o co chodizło naprawdę - o to, że wtedy co trzeci Polak miał własną wytwórnię samogonu, a cukier do tego potrzebny jak diabli! Choć przyznam, ze tego to nie pamietam tez dlatego, że znajomy pracował w cukrowni i co pewien czas lądował u nas 50 kg worek. To swoja drogą dziwne - wtedy cukier na kartki, a wszyscy slodzili herbatę, dziś za nic bym się słodkiej nie napiła.

                    • ka-mi-la789 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 20.12.11, 15:30
                      hermina5 napisała:

                      > A takie cuda to i owszem się zdarzały, ale to nie były absolutnie takie sklepik
                      > i szkolne jak dzisiejsze - prędzej można tam było kupić zeszyt, długopis czy o
                      > paskę dyżurnego jeśli się zapomniało. Ale jedzenia to ja tam nie pamietam, moze
                      > jakieś jabłka , w ramach " jedz owoce i warzywa" , albo kanapki - ale to spora
                      > dycznie.

                      Zgadza się - wtedy dzieci dostawały kanapki do szkoły od rodziców. Kultura "masz 10 złotych, kup sobie coś" nikomu się wtedy w głowie nie mieściła.

                      > Zabij mnie, ja kompletnie tego nie pamietam (moze dlatego, że nie lubiłam) , pa
                      > mietam za to wysyp tych lodów w końcówce lat 80. Naszym hitem w "Społem " były
                      > takie wielkie krówki- miały około 10 cm długości i ok. 5 cm szerokości - to był
                      > a prawdziwa uczta zakleić sie taką krówką.

                      O, i to był kolejny przysmak ówczesnej dzieciarni (którego z kolei ja nie znosiłam).

                      > Masz rację, chyba pomyliłam ze słodyczami... Ale wiesz, z tym cukrem na kartki
                      > to wszyscy wiemy o co chodizło naprawdę - o to, że wtedy co trzeci Polak miał
                      > własną wytwórnię samogonu, a cukier do tego potrzebny jak diabli! Choć przyzna
                      > m, ze tego to nie pamietam tez dlatego, że znajomy pracował w cukrowni i co pew
                      > ien czas lądował u nas 50 kg worek. To swoja drogą dziwne - wtedy cukier na kar
                      > tki, a wszyscy slodzili herbatę, dziś za nic bym się słodkiej nie napiła.

                      Dwie łyżeczki w ćwierćlitrowej szklance były normą. Dziś wydaje mi się, że powodem była marna jakość herbaty, której bez cukru zwyczajnie nie dawało się przełknąć (podobnie jak dzisiejszych pseudoherbat podłej jakości w stylu Liptona czy Sagi). Obowiązywał też przesąd wyrażany słowami: "wszystko jest organizmowi potrzebne". Pod tym hasłem rzuciły się na mnie rodzinne spróchniałe cioty, kiedy w wieku lat 11 przestałam słodzić i zaczęłam odmawiać domowego ciasta podczas wizyt u tychże, wieszcząc mi bliżej nieokreślone, ale okropne nieszczęścia, które miały mnie spotkać z powodu braku sacharozy w organizmie. Cioty już dawno diabli wzięli, ja jakoś dycham (i sam jestem spróchniałą ciotą).
                    • rannie.kirsted Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 21.12.11, 01:59
                      ja pamietam cieple lody w cukierniach, gdzies od polowy lat 80tych. wlasnie jako alternatywe lodow ktora mozna kupic dzieciakowi dracemu sie ze chce loda bez obawy ze przezebi sobie gardlo i rozlozy sie na angine. paskudztwo bylo to niesamowite. ladnie i obiecujaco wygladaly wiec zawsze wymuszalam zeby mi je kupic a potem nie jadlam.
                      slodycze jakie pamietam z lat 85-90 to przerozne landrynki, doskonale cukierki toffi i irysy, swietne krowki (gdzie dzisiejszym do tamtych...), rozne draze i groszki - dzis juz chyba tego nie ma. poza tym zawsze byly jakies wafelki, kruche ciastka, herbatniki "aretki", czekoladopodobny wyrob "twardowska" - smaczniejszy od wielu dzisiejszych czekolad. jedyne co faktycznie było bardzo trudne do zdobycia, to prawdziwa czekolada
                • pmk_pmk Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 21.12.11, 01:05
                  >moze wypisywać tylko osoba, która ma sklerozę i antykomunizm jej sie na głowę rzucił. Podejmowanie dyskusji z kims kto uzywa najnizszych chwytow i probuje obrazic adwersarz personalnym atakami przypomina tarzanie sie w rynsztoku. Male to i niskie. Coz, nie mam ochoty na kontant z rynsztokiem (ludzkim). Zas twoja dalsza wypowiedz jest pelna bledow i przeinaczen, co juz ci ktos inny napisal. Pa, pa.
    • hermina5 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 15:45
      Generalnie to problemem, wg mnie, nie jest to,że mamy sie ZDROWO odzywiać, ale to, że mamy byc chude. My, czyli kobiety. To widać doskonale w przypadku " nagle" odchudzających sie gwiazd show biznesu, które robią to nie wiadomo po co i w efekcie, z całkiem ładnej, interesującej kobiety, która miała na czym usiąść i czym odetchnąć zamieniaja sie w wychudzony wariant samej siebie o 15 kg mniej i 10 lat starzej. Po co , pytam? Bo taki jest trend? Nic na to nie poradzę, ze mnie się te odchudzone na chudsze nie podobaja- sztandarowy przykład to Sonia Bohosiewicz:

      przed odchudzeniem nie wiadomo z czego:
      i.iplsc.com/sonia-bohosiewicz-alicja/00000UVDWNHHXAOI-C303.jpg
      Po odchudzeniu:
      portal.laszafa.pl/pic/543/sonia-bohosiewicz-na-plejada-top-ten.jpg

      • siostra.bronte Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 19.12.11, 17:25
        Zauważam pewną sprzeczność. Z jednej strony nie ma dnia, żeby w onecie nie pisano na głównej stronie o jakiejś metodzie odchudzania. Tak jakby wszyscy na świecie się odchudzali!
        A z drugiej co i rusz galerie zdjęć celebrytek, potępianych za to, że strasznie schudły i w ogóle mają anoreksję. A często wyglądają naprawdę ok. Media poświęcają temu zbyt wiele uwagi, to już niemal obsesja na punkcie wagi i wyglądu.
        I żeby było jasne, ja akurat bardzo chciałabym przytyć.
        • kiniusia300 Re: o co chodzi z tym odchudzaniem? 20.12.11, 13:10
          W ostatnim czasie "fala odchudzania" dotkneła również mnie.Nie jem po godzinie 18.!5 posiłków dziennie w tym codziennie jakis owoc.Ale nie robie tego by schudnąc tylko po to by wiecej nie przytyć i utrzymać wage.Po drugie od momentu kiedy przestałam sie opychać śmieciami lepiej sie czuje,lepiej spie i widze same pozytywy.Ogólnie dbam o siebie ale wydaje mi sie, że w taki umiarkowany sposób.Farbuje włosy,maluje paznokcie, codziennie starannie sie maluje do pracy.Ale wkurza mnie to, że stało sie to moim obowiązkiem.W sobote byłam u fryzjera pozbyć sie moich dleiktanie zwichrowanych końcówek.W momencie płacenia zaproponowano mi z racji tego iż miałam kreske na powiece makijaż na okres 5 lat.W pierwszym momencie zaciekawiło mnie to...zaraz przyleciała jakaś pani kosmetyczka i zaczeła mi mówić co ona to by mi tu nie zrobiła.Zasugerowała brwi w kolorze ciemno brązowym kreske górną na powiece i cieniowane usta z konturówką.Oczywiście nie musze sie decydować na opcje w pakiecie.Zabiła mnie jednak propozycją wypełnienia górnej wargi kwasem hialuronowym.Mówiła to z takim przekonaniem, że po powrocie do domu przez pół godziny oglądałam w lusterku moje usta z zwątpieniem czy aby na pewno wyglądają tak jak powinny.Na szczęscie mam swój rozum i wiem gdzie jest granica
    • senseiek Gruby generuje koszty dla calego spoleczenstwa 20.12.11, 21:58
      > o co chodzi z tym odchudzaniem?

      Gruby-otyly generuje koszty dla calego spoleczenstwa. Jest czesciej chory i szybciej umiera, a przez to przestaje kupowac towary (mniejszy VAT) i placic podatki (CIT i PIT sie zmniejszy), nie bedzie wplacal skladek ubezpieczeniowych, a przed zejsciem jeszcze obciaza niepotrzebnie system zdrowia zwiekszajac wydatki na jego leczenie.

      Promocja zdrowego trybu zycia jest w interesie wszystkich procz producentow zywnosci (choc nie do konca, bo jak klient umrze, to juz nic nie kupi).
      • ka-mi-la789 Re: Gruby generuje koszty dla calego spoleczenstw 20.12.11, 23:59
        > Gruby-otyly generuje koszty dla calego spoleczenstwa. Jest czesciej chory i szy
        > bciej umiera, a przez to przestaje kupowac towary (mniejszy VAT) i placic podat
        > ki (CIT i PIT sie zmniejszy), nie bedzie wplacal skladek ubezpieczeniowych, a p
        > rzed zejsciem jeszcze obciaza niepotrzebnie system zdrowia zwiekszajac wydatki
        > na jego leczenie.

        Z drugiej strony, martwemu grubasowi nie trzeba wypłacać zasiłków i emerytury tudzież fundować leczenia. Czyli zyski i straty zerują się.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka