mi_nutka3
26.12.11, 23:18
Jestem na III roku. Studiuję niezbyt przyszłościowy kierunek, po którym mało prawdopodobne, że znajdę pracę. Jest zgodny z moimi zainteresowaniami, ale z drugiej strony mam problemy finansowe. Dorabiam w weekendy, ale ceny wszystkiego rosną. A ja już ledwo wiążę kobiec z końcem. Nie płacę za mieszkanie/rachunki, ale to cała "ulga". Kupuję jedzenie, kosmetyki/chemię, czasami ciuchy no i bardzo drogie bilety, które pochłaniają połowę mojego miesięcznego budżetu. Konkretnie jest to ok 600zł/ mies. Nie ma więc mowy o imprezach, wyjściach do kina/teatru, wakacjach, nawet wyjście na pizzę czy kebab to ogromne nadszarpnięcie mojego budżetu. Przez to czuję się zdołowana i zestresowana. Dlatego rozważam czy nie zrezygnować ze studiów po zaliczeniu tego roku i nie rozpocząć normalnej pracy. Z drugiej strony szkoda mi rezygnować, chciałabym jeszcze się kształcić. Ogólnie wypisałam minusy i plusy zrezygnowania i plusów wychodzi ilościowo zdecydowanie więcej. Tylko, że minusy są jakościowo ważniejsze... Może warto się przemęczyć jeszcze 2 lata? A może szkoda nerwów? Nie mam wygórowanych wymagań dotyczących pracy. A wykształcenie nie jest jest jakoś szczególnie cenione w dzisiejszych czasach. Pocieszam się, że mogę się kształcić we własnym zakresie (kolejny plus - będę miała pieniądze np. na książki). Co myślicie? Chciałabym poznać zarówno opinie osób, które skońćzyły studia jak i tych, które rzuciły. Opieprzcie mnie jeśli się mylę i zbłaźniam się tymi hipotezami. Po prostu nie mam się kogo poradzić. Większość moich znajomych ma pieniądze od rodziców więc mnie nie rozumieją, a moi rodzice niezbyt są mną zainteresowani.