Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek roku.

31.12.11, 22:47
Zastanawiam się czy pisać od końca czy od początku. Może od początku.

Po rozwodzie. Sama z dwójką dzieci. Obolała. Idącą krok po kroku do przodu budując swoje życie od nowa. Mieszkała na południu kraju. Obecna od dwóch lat na forum dla zdradzonych. Pewnego dni pisze tam pewien mężczyzna. Zaczynają korespondować. Efekt: romans między górami a morzem(bo on znad morza), po roku męska decyzja i przeprowadzka nad morze. Plan był taki, ze mieszkają osobno, bo jej zależało na wolności, wyciszeniu się po rozstaniu z mężem. Ale jak to z planami bywa, życie wymusiło na nich wspólne mieszkanie. Było ok. On bardzo dobry, opiekuńczy, kochał ją, dbał o nią, ale...no bo musi być w tej historii. Pomijam, ze samotnik i ciężki w okazywaniu uczuć, ale wieczory wolał spędzać sam, z laptopem i szklaneczką whisky. Nie, nie chodził pijany, żadnych awantur, po prostu ona chodziła sama spać, seks raz na trzy miesiące. Z roku na rok było coraz gorzej, potem to już i wieczory były samotne, bo on gnał do laptopa, a seks? Szkoda gadać. Gdy mówiła:”Kocham cię”, czuła się jak idiotka, inicjując seks – jak nimfomanka. On twierdził, ze nie wierzy w ten cały teatr z kochaniem, a seks jest nudny. Ale poza tym był wspaniałym mężczyzną- przyjacielem. Więc ona nie chciała odchodzić, zwłaszcza, ze po swoich przejściach doceniała dobrego mężczyznę. Więc postanowiła się zmienić, skoro jego nie mogła. Zaczęła „dusić” w sobie namiętność, pożądanie, potrzebę bliskości i kochania. Udało się nawet. Przestała czuć. Cokolwiek, do kogokolwiek, nawet do dzieci. Po paru miesiącach zaczęła tracić przytomność itd. szpital, okazało się, że jest chora. Jednym z jego klientów był lekarzem, zagadnął go czemu taki struty chodzi, więc On opowiedział o Jej chorobie, lekarz poprosił do siebie. Poszli, zdiagnozował ją, przekonał do leczenia, przepisał leki i faktycznie pomogło. Odzyskała formę. (Lekarz był psychiatrą). Lekarz podpytywał ją o różne sprawy, żeby dowiedzieć się jaka była przyczyna tych ataków. W końcu pękła. Nigdy o tym nikomu nie mówiła, bo komu(jest sama w obcym mieście) a do tego jak? To było zbyt trudne i intymne. A teraz mogła wygadać to co ją bolało: samotność, odrzucenie, poczucie, ze jest brzydka i nieatrakcyjna (a nie jest, i to bardzo nie jest). Bardzo jej ulżyło. Suma sumarum zaczęła do niego przychodzić jak było jej źle, porozmawiać. Potem pojawił się pewien problem, który próbowali rozwiązać przez smsy, ale to było trudne, więc przeszli na maile. Problem się rozwiązało, ale kontakt pozostał. Pisali do siebie, codziennie, co kilka dni. Ona o tym, co przezywa, o swoich problemach, lękach itd. On jej pomagał, wspierał. Z czasem pojawiła się taka mieszana forma oficjalna i lekko podszyta flirtem. Ale każde znało swoje miejsce. W tym czasie w związku działo się dalej niedobrze, a do tego nagle wybuchły dwie sprawy: on okazał się alkoholikiem, a do tego wpadł w jej komputer, przeczytał maile i wpadł w furię oskarżając ja o romans. Zaczęły się przesłuchania, oskarżenia, kłótnie. Była totalnie wyczerpana. Do tego jego terapia i szok z tym związany. Lekarz postanowił, ze przestanie pisać, żeby nie podsycać jego urojeń, ale to wcale nie pomogło, wręcz przeciwnie teraz to już została sama, bez wsparcia ( i tu pojawił się żal do lekarza). Znajomość się rwała, ale żadne jej nie chciało skończyć.
On wciąż dawał sprzeczne sygnały. Był oficjalny jak lekarz, żeby zaraz potem flirtować, prawić komplementy, nie potrafił ukryć jak bardzo ona mu się podoba, jak jest nią zafascynowany, a potem znów uciekał w formalizm. Ona nie wiedziała o co chodzi. Ona również była pod jego urokiem. Zaczęła lśnić, jak to określiła jej koleżanka z pracy. Choroba odeszła, zaczęła się uśmiechać, lepiej pracować, zaczęła się lepiej czuć jako kobieta. Między nimi nigdy do niczego nie doszło. Nawet nie podawali sobie rąk na powitanie/pożegnanie. Mówili do siebie per Pan/Pani. Wszystko odbywało się w określonych granicach. Lekarz jest w tzw. związku (tzw. bo jest po rozwodzie i utrzymuje studentkę, nie mieszkają razem itd.), ale szanowali, że są w związkach jakiekolwiek by one nie były. Poza tym chyba się „obwąchiwali” na razie.
Dziś po roku. Maili nie ma, smsów też, są spotkania raz, dwa razy na miesiąc. Lekarz deklaruje nadal pomoc, ale stwierdził, że maile nie są potrzebne, ze to był zły pomysł. Zadziwia jego postępowanie. Jego nierówność. W lipcu prawie wyrzucił ja z gabinetu gdzie się spotykali, i zakończył właściwie znajomość, bo był bardzo urażony stwierdzeniem że „jest do dupy lekarzem skoro ją zostawił w trudnej sytuacji”(nie było to jej stwierdzenie zresztą). W sierpniu stwierdził, ze zastanowiał się czy nie zakończyć definitywnie tej znajomości, ale podczas rozmowy wyraźnie miękł i zauroczony prosił o utrzymywanie kontaktu. Wręcz kazał jej obiecać, ze jak tylko się coś będzie działo ma dzwonić, pisać i zawsze może przyjść. Kolejna wizyta, taka jakaś nijaka ,wyglądał jakby się do niej zmuszał, kolejną odwołał. Ona w tym czasie zmagała się ze swoim związkiem, który rozlatywał się. I ona i on czuli do siebie niechęć i żal, nie potrafili ze sobą rozmawiać. Nie spędzali właściwie w ogóle czasu już ze sobą. Minęły już dwa lata bez seksu. Znów przestała się uśmiechać, powróciły objawy choroby. W końcu postanowiła wygarnąć lekarzowi jak właściwie ona się czuje w tym wszystkim, bo do tej pory to ona przepraszała, za to jak został potraktowany. Spotkanie w październiku. Powiedziała mu co myśli o jego zachowaniu, czym był dla niej, czym były te maile, jak pomagały jej przetrwać itd. Popłakała się nawet(o co była zła, ale tak wyszło). Na początku bronił się, ale w końcu zrejterował i zaczęło do niego coś docierać. Na koniec przepraszał ja, wyglądał jak zbity pies. Poprosił żeby zadzwoniła do niego jeszcze kiedyś albo przyszła i jak tam sprawa o podział majątku(ciągle go ta sprawa interesowała, kiedyś mu powiedziała, ze jak dostanie pieniądze, kupi mieszkanie i wtedy podejmie decyzje co zrobi ze swoim życiem i związkiem). Po dwóch tygodniach, jakoś to wszystko sobie „poukładał” i wyszło, ze ona mu nawrzucała i już nie czuł się za bardzo winny. Zaczęli się „szarpać” przez smsy. Jakaś taka niechęć rosła między nimi. A w domu związek się rozpadał. Efekt? Jest koniec roku. Lekarz prawie nie odpowiada na smsy, albo zdawkowo, nadal oferuje pomoc, ale trudno określić czy medyczna czy przyjacielską. Natomiast ona podjęła decyzje o rozstaniu, bo tak dłużej nie można żyć. Zamęcza się oboje ze sobą, a tak może ich przyjaźń uda się uratować zanim się znienawidzą. To bardzo trudna decyzja. Ciężki koniec roku. Jej koleżanka mówi, ze powinna być teraz sama. Przemyśleć, co chce zrobić ze swoim życie, odpowiedzieć sobie na kilka pytań. On również to powinien zrobić. I pan doktor też....bo on chyba nie bardzo wie co zrobić. Chciałby i boi się.....Powiedziała, powiedz mu, ze jesteś sama i zobacz co zrobi. Jak wykorzysta ten fakt, spróbuj z nim, bo może to właśnie ten, a jak nie, to będziesz wiedziała na czym stoisz. Znajdziesz innego albo odnajdziecie drogę do siebie z byłym.
Nie wiem nawet dlaczego pisze. Czy chce usłyszeć radę? Opinię? Czy po prostu wygadać się? Skomplikowane to mi się zrobiło. Mam tylko nadzieję, ze decyzja o rozstaniu jest dobra. Bez względu na pana doktora. I na niego. Na mnie.
To tak w wielkim skrócie....I tak długie wyszło...
    • jan_hus_na_stosie2 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 31.12.11, 23:04
      wygląda na to, że przed wspólnym zamieszkaniem warto uzgodnić częstotliwość stosunków seksualnych aby żadna ze stron nie była rozczarowana



    • triss_merigold6 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 31.12.11, 23:14
      Przestań się wieszać na facetach, bierze dobre antydepresanty i zajmij się dziećmi.
      • ursyda Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 13:16
        dokladnie
    • marina_nie_vlady1 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 31.12.11, 23:16
      Koleżanka dobrze radzi. Samotność nie zawsze jest zła. Tym bardziej, że są dzieci, które zapewne czują się w tym wszystkim nienajlepiej:(
      • miau_weglowy Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 31.12.11, 23:21
        tez zawsze twierdze, ze trzeba umiec byc samemu, zeby moc byc z kims, a nie z galezi na galaz
        • baba67 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 08:14
          to sie nazywa osobowosc kodependentna,nawet jak trafi na fajnego to albo nie potrafi docenic, albo robi sie histeryczna, w obu wypadkach facet o zdrowej psychice ma dosc.
          Za tym typem stoja rozne rzeczy,najczesciej stany depresyjne albo subdepresyjne.Walka z ty trwa latami.Rada-leczyc sie skutecznie.
          • ellvenpath Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 14:09
            Skąd twierdzenie, ze histeryczna? Nie robię awantur, nie rzucam się, nie plączę itp. Analizuję to na spokojnie, bo już przeszłam piekło i zbyt długo walczyłam o m. in. o odzyskanie wolności(nie mylić ze swobodą), żeby znów ja tracić. A właśnie w tym układzie ja straciłam.
            Nigdzie nie napisałam, ze nie potrafię docenić tego, ze jest dobrym człowiekiem, przyjacielem.Wręcz przeciwnie. I tylko dlatego jestem z Nim tak długo, ze to doceniam. I nie dla siebie tylko dla Niego, żeby Go nie zranić odejściem.
            Skąd wniosek to mężczyzna o zdrowej psychice? Znasz Go? Jest alkoholikiem, a to już samo zakłada nie do końca zdrową psychikę, działanie i ocenę rzeczywistości, do tego jest również po rozwodzie, czyli ma swoje traumy, do tego problemy z dzieciństwa.
            Jest dobry, to fakt, jak przyjaciel, jak brat, bo tak żyjemy od dwóch lat, ale to nie znaczy, ze jest wspaniały i bez wad. Ale akurat tych sie nie czepiam,bo swoje tez mam, ale nie twierdze, że jest jakimś ideałem.
            Poza tym, to jest właśnie jedno z wielu pytań, które sobie zadaję: czy to, ze ktoś jest dobrym przyjacielem wystarczy do bycia z nim w związku? Możemy sie przyjaźnić, ale nie musimy być rzem, w związku. Gdybym była starsza, pewnie doceniłabym to, bo w pewnym wieku w związku przyjaźń jest najważniejsza, bo inne rzeczy schodzą na plan dalszy, niestety jesteśmy oboje w takim wieku, iż te inne sprawy są dosyć istotne i ważne. Jakkolwiek nie wykluczam, ze odpowiedź na moje pytanie będzie taka, ze jednak istotniejsza jest ta przyjaźń. I nie ma co sie szarpać.
            • baba67 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 18:05
              Oczywiscie ze go nie znam i nie uwazam ze ma zdrowa psychike.Moja teza byla taka, ze by moze w trakcie tego bycia samej spotkalas na swej drodze jednego lub dwoch zainteresowanych facetow o zdrowej psychice, ale wydawali sie zbyt nudni, nie dosc dobrzy, niedostatecznie zabiegajacy. Pisze MOZE, ale to prawdopodobne.
              Osobowosc kodependentna nie oznacza ze sie nie jest w stanie funkcjonowac samodzielnie, tylko ze nie mozna byc w tym stanie naprawde szczesliwym.
              Bo gdybys byla naprawde szczesliwa,to moze i przeprowadzilabys sie na drugi koniec Polski dla faceta, ale na innych zasadach i po bardzo ale to bardzo doibrym poznaniu go.
              Wiekszosc alkoholikow to bajeranci, wydaja sie tacy kolorowi, pelni zycia, rozumiejacy. No i moga byc niezlymi przyjaciolmi.Tyle ze jest druga strona medalu niestety.
              Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

              Henryk Sienkiewicz
              • ellvenpath Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 19:27
                Tylko jak już pisałam nie przeprowadziłam sie dla Niego. Nie miałam zamiaru z Nim być, mieszkać itd. Wynajęłam mieszkanie, znalazłam pracę, tylko, ze z mieszkaniem nie wypaliło i zostałam na lodzie. Pisałam zresztą o tym. Podjęłam taka decyzje, dla siebie i dzieci, bo byłam w ten sposób z dala od mojego eks, przeszłości , tutaj mam lepsze perspektywy a przede wszystkim dzieci. Starsze ma Uniwersytet pod bokiem, lepsze perspektywy pracy, młodsze również. Zresztą rzeczywiście zupełnie tu odżyły.
                Ze dwóch może i spotkałam, ale byli zainteresowani tylko seksem, bo żaden nie chciałby być z kobieta po przejściach z dwójką dzieci, a poza tym nie miałam do tego głowy. To czy byli nudni czy interesujący nie miało wtedy żadnego znaczenia. Liczyło sie tylko moje zdrowie, dzieci, praca.
                Na pewno znaczenie miał fakt, ze po pierwsze uspokoiłam się już cztery lata to dość długo a po drugie to był facet, któremu nie przeszkadzały moje przejścia dzieci itd. z tym, ze jak gdyby motywy jakie nim kierowały po bliższym poznaniu są , no właśnie nie wiem jakie są. Tzn. są jakby nie do końca"czyste"
          • to.niemozliwe Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 19:52
            Osobowosc kodependentna - google wykazuja tylko dwa takie wyniki, oba to Twoje posty na FK. Czy mozesz podac gdzie spotkalas sie z takim okresleniem? Z gory dziekuje.
            • baba67 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 20:29
              poszukaj codependent personality-spotkalam sie z tym po angielsku i przetlumaczylam jak umialam, tu ekspertem nie jestem.
              • miau_weglowy Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 20:36
                wspoluzalezniony
                • baba67 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 20:44
                  dzieki, tyle tylko ze to sie kojarzy raczej z rodzina alkoholikow lub narkomanow, a tu bardziej chodzi o osobe ktora nie potrafi byc psychicznie niezalezna-albo lize rany (czasem dlugo) albo sobie szuka nowego partnera do zwiazku, nie do seksu tylko.
    • to.niemozliwe Masakra :-( 01.01.12, 09:46
      Ten Twoj psychiatra, to sam sie nadaje na terapie...
      Kontynuuj terapie, ale idz teraz do kobiety, bo sie z tego nie wykaraskasz.
    • ellvenpath Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 13:55
      Nie rozumiem skąd twierdzenie, że "się wieszam na facetach"? Po pierwsze po rozwodzie byłam sama przez cztery lata, samotnie wychowując dzieci. Bez jakiegokolwiek faceta. Po drugie nie planowałam ani spotkania mojego faceta ani bycie z nim. po trzecie mój przyjazd tutaj nie był dla niego, do niego itp. Wyjechałam, bo dawno to planowałam, żeby uciec od przeszłości i byłego, który nas nękał(ma wyrok za znęcanie się nad rodziną)i żeby zapewnić lepszy start dzieciom w wielkim mieście. Miałam mieszkać osobno, bez łaski kogokolwiek, ale pojawił sie problem z mieszkaniem i okazało się, że nie mam gdzie mieszkać, a przecież już przyjechałam z dziećmi i rzeczami, a za parę dni miałam rozpocząć tu prace. Skorzystałam z Jego propozycji i zamieszkaliśmy u Niego. Traktowałam to tymczasowo i szukałam dalej mieszkania do wynajęcia i gdy znalazłam i miałam sie wyprowadzać, moje starsze dziecko powiedziało, ze to bez sensu. Chciało żebyśmy zostali u Niego. To była trudna decyzja. Podjęłam ją ze względu na nie, ale wiem że to nie było słuszne. Nie chciałam być od nikogo zależna. A poza tym wcale nie wiedziałam czy chce być z Nim, czy w ogóle z kimkolwiek. I tak jakoś utknęłam w związku, do tego od razu wskoczyliśmy w kapcie małżeństwa z 20-letnim stażem. To dość frustrujące po roku znajomości. Między innymi dlatego nie planowałam z Nim jeszcze być, bo przecież to był tylko rok znajomości, maile, telefony i wizyty raz na miesiąc. To co tu mówić o wspólnym życiu.
      I po czwarte skoro podjęłam decyzje o rozstaniu, i życiu samej z dwójką dzieci, w obcym mieście, to chyba nie świadczy o tym, ze się wieszam, jestem histeryczna(jak ktoś niżej napisał). A o dzieciach myślę. Cały czas, i tylko ja, bo wszyscy o nich zapomnieli włącznie z tatusiem i teściami. Ale już raz podporządkowałam moje życie im. Starsze dziecko skończy teraz 19 lat, młodsze 12, niedługo pójdą swoją drogą a ja mam nadal robić wszystko, żeby im było dobrze i wygodnie a ja? Gdzie w tym miejsce dl mnie? Gdyby były malutkie to inna bajka, ale one już zaczynają własne życie. Nie mogę być z kimś, tylko dlatego, że dla nich tak będzie wygodniej, lepiej. Juz raz tak zrobiłam, tkwiłam w małżeństwie 15 lat, pomimo bicia, maltretowania psychicznego i zdrad, bo dla dzieci będzie lepiej, bo rodzina, bo tatuś, bo lepsze życie. I to moje dzieci mi uświadomiły, ze to nieprawda. Bo chcą, żeby mam była szczęśliwa i to jest najważniejsze. Moje rozstanie z Nim nie musi oznaczać zerwania ich kontaktów z Nim. Zresztą nie powiedziałam, ze chcę sie z Nim rozstać na stałe. Potrzebuję czasu, żeby w końcu usiąść spokojnie, i przemyśleć parę spraw. I odpowiedzieć sobie na różne pytania, m.in czy chcę z nim być bo chce czy muszę. To także z szacunku dla Niego wybrałam takie rozwiązanie. Lepiej dla Niego jeśli będzie z kobietą, która wie, ze chce być z Nim, a nie jest z Nim , bo tak sie jakoś życie ułożyło.
      I jeszcze co do dzieci, córka również uważa, ze powinniśmy sie rozstać,bo w tej chwili oboje jesteśmy nieszczęśliwi i one nie czują sie z tym dobrze.
      • alienka20 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 16:35
        Ciekawe właśnie, że z jednego trudnego związku z przemocowcem wskoczyłaś w kolejny z alkoholikiem (i maniakiem komputerowym). Jednak masz dobrą cechę - potrafisz przyznać się do błędu i zakończyć trudną, niesatysfakcjonującą relację. Moim zdaniem, to już dużo. Wiele kobiet nie umie się na to zdobyć. A samotne wejście w Nowy Rok również może okazać się dobrym krokiem do poukładania sobie (i w sobie) wszystkiego na nowo. Dasz radę! :).
      • miau_weglowy Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 19:54
        ja bym na poczatek zrezygnowala z duzej litery N
    • wicehrabia.julian Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 18:25
      ellvenpath napisała:

      > To tak w wielkim skrócie...

      strach pomyśleć co by było, gdybyś skrótów nie stosowała - masz tendencje do ładowania się w problemy
      • ellvenpath Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 19:31
        Problem w tym, ze często te skróty stosuje w życiu i mi jakoś potem źle wychodzi. A że mam tendencje do ładowania się w problemy- może i tak być. Pytanie jak sie tej tendencji pozbyć:)
        Ale fakt sama ostatnio stwierdziłam, ze moje życie to jak scenariusz filmu, Podobno jestem wyjątkowa to mi sie i "wyjątkowo" wszystko trafia, nawet chorowanie:) I czasem myślę sobie czemu nie może być normalnie, ale wtedy przychodzi pytanie:"A co to jest normalnie?" I znów problem gotowy:)
        • wicehrabia.julian Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 19:32
          ellvenpath napisała:

          > A że mam tendencje do ładowania się w problemy- może i tak być. Pytanie jak
          > sie tej tendencji pozbyć:)

          wystarczy zacząć myśleć, nic więcej
          • ellvenpath Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 20:04
            No więc myślę, mam na to cały rok.
        • baba67 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 20:38
          Przy stanach depresyjnych i subdepresyjnych chorobska napadaja i trzymaja dlugo.Poszukaj sobie naprawde dobrego psychologa, ale nie faceta, tacy faceci postrzegani jako atrakcyjni (sa zamozni, dbaja o siebie i jeszcze empatyczni-po prostu marzenie, tyle tylko ze takie sztuki sa zaklepywane najpozniej na studiach), a Ty masz zadbac o siebie a nie szukac ksiecia(na razie).
          Co do Twojego mieszkania z facetem-zalozenie bylo ok, to co Ci sie przydarzylo z mieszkaniem tez sie zdarza, pytanie tylko dlaczego nie potraktowalas mieszkania z facetem stricte awaryjnie?T.J-przeprowadzam sie do Ciebie,na miesiac bo w ciagu miesiaca cos powinnam znalezc?
          • wicehrabia.julian Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 20:42
            baba67 napisała:

            > tacy faceci postrz
            > egani jako atrakcyjni (sa zamozni, dbaja o siebie i jeszcze empatyczni-po prost
            > u marzenie, tyle tylko ze takie sztuki sa zaklepywane najpozniej na studiach)

            dobry tekst, powinno się to wydrukować i rozdawać tutejszym niedojdom
          • baba67 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 20:51
            Aha, ten lekarz tez jest popierniczony (korzysta uslug stalej i wylacznej prostytutki), nie wiem jak moglas go brac pod uwage jako obiekt zachwytow. Przylepiaja sie do Ciebie jacys dziwni ludzie, to nie jest przypadek, z jednym zamieszkalas hoc to powinno byc wyjscie na chwile, zauraczasz sie sie amatorem mlodej platnej doopencji, masakra.
            • miau_weglowy Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 21:37
              bo ona jest wyjontkowa
              i ma wyjontkowe zycie
              p.s. mam kolege psychiatre, jakby kto reflektowal
              • baba67 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 21:49
                Wolny?
                • miau_weglowy Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 21:56
                  przeciez o to chodzi,z eby NIE byl wolny
                  zeby nie bylo nudno
                  • baba67 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 02.01.12, 07:39
                    E tam.Ja tak nie uwazam.Chociaz lepiej dla niej jak facet jest profesjonalny, zonaty i nie do wyjecia niz taki popaprany.A ona tak naprawde chciala go poderwac tyle ze robila to starannie sie maskujac.Facet to wyczul i dal w dluga-cala historia.
                    Ale najlepsza bylaby kobita.Taka jak pani prokurator z "Kosci". Moja ulubiona serialowa postac kobieca.
            • niutka Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 04.01.12, 20:02
              Przeciez napisala, ze miedzy nimi nic nie bylo... nawet zwyklego uscisku dloni. Fizycznie nie bylo a psychicznie raczej tak... Zastanow sie kogo nazywasz prostytutka!
              • zuzi.1 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 04.01.12, 23:22
                Prostytutką nazwała studentkę, czytaj ze zrozumieniem (nawet kilka razy jak trzeba..:)
    • lolcia-olcia Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 01.01.12, 20:34
      to nie jest streszczenie to jakieś gó... pokroju harlekina
    • edik70 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 02.01.12, 10:09
      Do niedawna byłam w takim samym układzie,z takim samym facetem.Przeczytaj dokładnie co Ci napiszę.Również cztery lata po ciężkim rozwodzie.Najpierw był facet młodszy ode mnie,nie wyszło chyba z różnicy wieku.Rozstanie obopólne bez urazu.Potem niespodziewanie zainteresował się mną kolega z pracy,którego bardzo lubiłam i dowiedziałam się,że jest po świeżym rozwodzie.Myślałam,że złapałam Pana Boga za nogi.Starszy o 11 lat,wykształcony,dowcipny.Na początku był zakompleksiony,bo ja taka młoda i ładna ,On nie wierzy,że Go chciałam,poraniony po rozwodzie.W pracy ukrywaliśmy nasz związek,bo nie wiadomo co dalej.traktował mnie jak księżniczkę,wspaniały seks.plany budowy domu itd.Zrywałam z Nim kilka razy,powód:ukrywanie mnie przed Jego dziećmi,ale przed braćmi już nie,ciągłe rozmowy o Jego byłej,zdjęcie Jego byłej w portfelu-prezencie ode mnie i wiele jeszcze przykrych rzeczy.
      Za każdym razem Jego błagania o powrót,bo się jeszcze nie pozbierał po rozwodzie i robi głupie rzeczy.To co napisałaś o poniżającym seksie również przeszłam.Czułam się identycznie jak Ty.Każde moje niewinne dotknięcie kwitował tekstem:bzykać Ci się chce?Wyobraź sobie,że nie miałam siły tego zakończyć,no i On zrobił to za mnie;bo nie jest pewien....On uwolnił mnie od siebie,a ja idiotka Cierpiałam.Po kilku dniach od rozstania też wylądowałam w szpitalu,diagnoza:depresja i silny stres.Nawet z sentymentu nie napisał smsa:jak się czujesz?Wiedział,co mi się przydarzyło,bo co najważniejsze razem pracujemy!!!
      Widuję Go codziennie w pracy,gdy się mijamy,wszystko we mnie drży.On próbował zachować koleżeńskie stosunki,ja nie potrafię,tak strasznie mnie to boli do tej pory,choć minęło już 4 m-ce.Dlatego z całego serca radzę Ci,nie wracaj do Niego,bo to podobny (taki sam?)typ,do tego,którego Ci opisałam.Ani Ty ani ja nie zasługujemy ,aby żebrać o seks,uczucie.Strasznie podobna ta Twoja historia do mojej.Teraz jestem sama i jest mi źle,ale czy to co było wcześniej było dobre?Poświęcałam Mu każdą chwilę,zostawiałam dzieci,aby się z Nim spotkać,a On potraktował mnie jak ścierkę,bo tak dałam się traktować i mam pretensje tylko do siebie.Niech moja historia da Ci do myślenia.Jeżeli będziesz kontynuować ten związek,to zakończy się tak jak u mnie,będziesz bardzo cierpieć.Tematu Twojego terapeuty nawet nie poruszam,bo Jego też musisz sobie odpuścić.W razie potrzeby wsparcia służę pomocą.
    • latoya25 Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 03.01.12, 20:33
      uff... dotarłam do końca.
      • madz_ik_k Re: Rozstanie to dobre wyjście?-samotny początek 03.01.12, 21:10
        Ale teraz mieszkasz z nim czy sobie coś wynajęłaś?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja