0lek
01.01.12, 14:53
Chyba nasze sylwestrowe wyjscie przelalo czare goryczy ;(
Nie chodzi mi o higiene osobista tylko o totalny tumiwisizm jesli chodzi o sprawy materialne - ciuchy, kosmetyki, gadzety, etc. Jestesmy b. dobrze sytuowani i mozemy sobie pozwolic na wiele. Tymczasem moja partnerka ma wyglad totalne w czterech literach. Wykonuje taka prace, ze zaden dress code nie obowiazuje i niestety nie obowiazuje jej takze w zyciu prywatnym. Jest bardzo atrakcyjna kobieta, wspaniale cialo, ktore az prosi sie by je czasem podkreslic, wyeksponowac. Tymczasem widze tylko luzne swetry, dzinsy i buty typu trapery. Zero makijazu. Prosze, nalegam, blagam - chodz do sklepu, zrobimy cos z tym ale niezmiennie slysze, ze ja to nie interesuje.
Wczoraj bylismy na sylwestrze - laski w fajnych kreacjach, dekolty, szpilki, przylegajace kiecki - palce lizac. Faceci (w tym ja) w garniturach. A ona jak hipiska - wytarte na tylku dzinsy, bluza i martensy... rece mi opadly. Poza ta kwestia dogadujemy sie swietnie, kochamy sie.
Ratunku!!!