"faceta trzeba sobie wychować"

08.01.12, 14:15
albo ustawić. Słyszałam tak wielokrotnie. I szczerze mówiąc strasznie mnie to określenie irytuje. Po co brać sobie na głowę kogoś, kto na początku nie spełnia oczekiwań i trzeba go na siłę zmieniać? Wiadomo, że są pewne rzeczy, które trzeba dogadać - ale jeśli obojgu ludzi na sobie zależy, to po prostu je uzgadniają i nikt nikomu na złość nie robi. To nie jest żaden długotrwały proces "ustawiania", zresztą jest obustronny, a facet to nie jest małe dziecko...

    • samuela_vimes Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:19
      nie wiem, też mnie to określenie wkurza. Czas i wysiłek włożony w owo 'wychowanie' uważam za bezsensowny, bo co tracić czas na kogoś kogo trzeba ustawić na swoją modłę? Jestem zdania, że albo mi ktoś pasuje i to można iść w dwie strony na kompromis w dalszym etapie związku, albo mi ktoś zupełnie nie pasuje, więc po jakmiś czasie kończę znajomość. Takie gadanie zakompleksionych panienek z tym wychowaniem
    • marzeka1 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:19
      Nigdy nie spotkałaś kobiety " z misją"? Z tych, które "poświęcają się", bawią się w matki dla dorosłych facetów i "wychowują", a potem zakładają wątki, że "wychować się nie da"?
    • sumire Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:21
      też nie lubię. trąci mi przekonaniem, że facet to istota głupsza, którą da się, a wręcz należy manipulować.
      zresztą nie lubię facetów, którzy dają się wychowywać ;)
      • easz Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 20:18
        sumire napisała:

        > też nie lubię. trąci mi przekonaniem, że facet to istota głupsza, którą da się,
        > a wręcz należy manipulować.

        A ja uważam, że to też obraza dla kobiety, dla 'wychowującego' w ogóle, że tak powiem. Najgorsze jest jednak to, jak łatwo takie rzeczy są przyswajalne przez niektórych biednych misiów, w sensie, że powie tak jedna, albo wyznaje ten 'mit', a już wszystkie misie wokól krzyczą 'wy! kobiety, mamuchy, dyktatorki! wojujące fe-mi-nistkiiii'!
    • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:22
      E tam Szarozielona, różne ludzie mają zboczenia. Jedni/e se wychowują kobiety, inni/e facetów, a inni/e szukają partnerstwa;>
      Tylko, że taka nasza polska przypadłość - zawsze siebie uznajemy za kryterium, i tak jak my mamy inni też POWINNI. A jak robią inaczej, to są NIENORMALNI (najbardziej nadużywane chyba słowo obok "normalni")
      • 2szarozielone Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:30
        ale to szkodliwe hobby ;) potem mi faceci narzekają na kobiece jazdy, kobiety narzekają na nie dających się urobić facetów, razem trzaskają sobie dzieci, biorą śluby, jak dziecko trochę podrasta to już ze sobą nie wyrabiają, rozstają się w gniewie, a dziecko cierpi ;) ew. trwają razem dla dobra dziecka kłócąc się bez przerwy o wszystko. Właściwie prawie wszystkie pary w wieku powiedzmy moich rodziców, to pary kłócące się o absolutnie wszystko, łącznie z kątem ustawienia kubków na półce i liczbą otwartych kartonów z sokiem w lodówce.
        • samuela_vimes Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:36
          Właściwie prawie wszystkie pary w wieku powiedzmy moich
          > rodziców, to pary kłócące się o absolutnie wszystko, łącznie z kątem ustawienia
          > kubków na półce i liczbą otwartych kartonów z sokiem w lodówce

          Weź pod uwagę, że kiedyś nie było tzw możliwości wyboru, mieszkania przed ślubem. Małżeństwa były zawierane po krótkim czasie bez uprzedniego sprawdzenia towaru.
        • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:38
          Ło jezu, co za wizja;) Udam, że mnie nie dotyczy;)
          Ale wiesz, myślę, że tak naprawdę, to trzeba sobie ustawić partnera. I nie tylko partnera, ale też rodziców, znajomych, przyjaciół, znajomych z pracy. W ogóle trzeba sobie ustawić relacje z innymi, żeby nie być tą dziewczynką do bicia.

          Praktyka pokazuje, że już chyba lepiej sobie tego faceta ustawić, niż zostać męczennicą i niewolnicą pana;)
          • samuela_vimes Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:43
            no, ale ja nie rozumiem, bo co ustawiać kogoś? nie lepiej znaleźć egzemplarz nie wymagający drastycznych poprawek?
            • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:47
              Generalnie to się zgadzam;> Trochę się przekomarzam. Ale te poprawki (niedrastyczne) to też ustawienie, czy nie? Kwestia definicji może, czym jest wychowanie;)

              Choć moja znajoma to kiedyś niezły hardkor odwaliła, dając swojemu chłopakowi w prezencie... podręcznik do savoir vivre;) Normalnie proszę pana pewna kwoka;)

              Z drugiej strony, co jest lepsze? Dać komuś niekulturalnie do zrozumienia, co nas w nim razi, czy może kulturalnie nie dawać do zrozumienia i go w ogóle skreślić?
              • samuela_vimes Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:52
                szczerze, ja nie mam cierpliwości i jeśli mi coś by mi nie pasowało mocno, to skreśliłabym. Reszta to sztuka kompromisu jednej i drugiej strony. Nobody's perfect.
          • jan_hus_na_stosie2 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:47
            poza metroseksualnymi ciotami i pantoflarzami żaden facet nie da się ustawić
            • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:48
              Co Ty wiesz o związkach;>
              • samuela_vimes Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:50
                Jan wie, tyle, że każda laska go po paru miesiącach zostawia, bo nie jest w stanie z nim wytrzymać. :-)
                • jan_hus_na_stosie2 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:59
                  ty lepiej uważaj, żeby od ciebie facet nie zwiał :D



              • jan_hus_na_stosie2 [...] 08.01.12, 14:51
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:56
                  Jakaś trauma tu prześwituje;> Jakby normalnie ta materialistka, co to nie wytropiłeś od razu, że materialistka, Cię wykastrowała.
                  • jan_hus_na_stosie2 [...] 08.01.12, 15:01
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:10
                      Mi tam do szczęścia "prawdziwy" facet wg Twojej definicji - czyli nieruchawy, z brzuchem, z kompleksami, który jedyne jak okazuje swoją "męskość"- przez mizoginię nie jest do szczęścia potrzebny. Wolę mojego przystojnego, wysokiego, wysportowanego i intelektualnego feministę;)

                      • jan_hus_na_stosie2 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:15
                        grzeczna_dziewczynka15 napisała:

                        Wolę mojego przystojnego, wysokiego, wysp
                        > ortowanego i intelektualnego feministę;)

                        wklej jego fotę i dyplom uczelni wyższej z wynikami na studiach, zobaczymy jaki z niego wysportowany przystojniak i intelektualista, pisz więcej bzdur na forum, wszak i tak nikt teego nie zweryfikuje, hahaha :DDD

                        • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:17
                          No a ty wklej certyfikat prawdziwego faceta;>
                • triismegistos Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:00
                  A co ty wiesz o facetach?
                  • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:01
                    No coś tam na onecie ostatnio czytał;>
                  • jan_hus_na_stosie2 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:03
                    więcej od ciebie, wiem, że pale ci się to nie mieści ale tak jest :)

            • raohszana Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:52
              Pytanie - co rozumiesz pod "ustawić"?
            • princessjobaggy Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:06
              jan_hus_na_stosie2 napisał:

              > poza metroseksualnymi ciotami i pantoflarzami żaden facet nie da się ustawić
              >

              To nie do konca tak. Jak ktos tam wczesniej napisal, ludzie zawsze beda sie w pewnym stopniu na wzajem "ustawiac", w sensie - wypracowywac kompromisy, probowac modyfikowac swoje najbardziej irytujace nawyki itd.

              Jezeli partner nie moze zdzierzyc mojego zwisajacego z zyrandola stanika i jasno mi to zakomunikuje, to nie widze problemu, zeby przestac go tam rzucac. ;)

              Gorzej, gdy nagle jednej ze stron zupelnie nic nie odpowiada i probuje nas zmienic na wlasna modle. Nikt nie lubi uczucia, ze wszystko, co robi robi nie tak jak "trzeba".

              Napatrzylam sie na to latami w domu rodzicow. Doszlo do tego, ze podczas odwiedzin moj ojciec instruowal mnie jak mam ulozyc poduszki, bo jedynym wlasciwym stylem jest styl mojej mamy. Kosmos.
            • lena.nocna Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:29
              Nie zgadzam się. Są też mężczyźni tak zafascynowani np. posiadaniem normalnej i szczęśliwej rodziny, że gotowi są na wiele ustępstw, pod warunkiem, że kobieta taką rodzinę im da.

              Mam szczęście takich znać. ;-)
              • jan_hus_na_stosie2 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:43
                lena.nocna napisała:

                > pod warunkiem, że kobieta
                > taką rodzinę im da.

                to chyba nie na tym forum, kobiety na tym forum jedyne co potrafią to robić listę jaki facet powinien być i co im powinien dać, przy czym same nie spełniają nawet połowy wymagań z tej listy :)

                • lena.nocna Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:50
                  A co ma piernik do wiatraka? ;-)
                  Znam takich mężczyzn, ale faktycznie ani oni ani ich żony na tym forum nie siedzą. Tak myślę.
                • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:11
                  A gdzieś Ty wyczytał, że jak się od kogoś wymaga, to się samemu nic w zamian nie daje?
                  Choć oczywiście są też związki asymetryczne, nie zaprzeczam. Ale nie umiem, na podstawie postów wykryć, gdzie partnerstwo, a gdzie asymetria.
              • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 00:36
                To jeszcze zdefiniuj co rozumiesz przez "ustępstwa"?
            • cowgirl_ride Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 18:14
              Ha, ha, ha...Jasiu! Każdego faceta mozna "ustawić", trzeba tylko wiedzieć jak:) "Facet to maszyna prosta, z jedną dźwignią i bez hamulców" - jak mawia jedna moja, dziwna przyjaciółka.
              • jan_hus_na_stosie2 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 00:41
                cowgirl_ride napisała:

                > Ha, ha, ha...Jasiu! Każdego faceta mozna "ustawić", trzeba tylko wiedzieć jak:)

                i ty pewnie wiesz jak, haha :)

          • 2szarozielone Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:52
            Ale po co w ogóle wiązać się z kimś, kto ma tendencje do czynienia ze swojej kobiety niewolnika i męczennicy?
            • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:59
              Też nie wiem, ale jak sama pewnie zauważasz, tak się dzieje;) (zresztą w obie strony, mężczyźni też padają ofiarą) Ja też wolę demokrację w związku, ale różnie to bywa. A że z kobietami trzymam, to już im bardziej życzę niewolnika niż machomena, jak bez faceta sobie życia nie wyobrażają, albo partnera nie potrafią znaleźć.
              • jan_hus_na_stosie2 [...] 08.01.12, 15:04
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:08
                  Zaklinanie rzeczywistości jej nie zmieni;>
                  • jan_hus_na_stosie2 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:11
                    no właśnie, przestań ją zaklinać, wiążesz się z ciotami, pogódź się z tym w końcu


                    • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:16
                      Nigdy nie twierdziłam, że nie wiążę się z "ciotami";) Ale czemu Cię boli, że ja jestem szczęśliwa z moją "ciotą"?:)
            • to.niemozliwe Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:07
              Ludzie udaja, jak czegos chca, wiec pytanie jest retoryczne. :-)
    • triismegistos Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:32
      Prawie bessęsu. Ale nie do końca. Ja mojego byłego zawsze opieprzałam, za zostawianie wyrzutych gum gdzie popadnie. I uważam, że było to lepsze rozwiązanie niż rozstanie, albo cierpienie w milczeniu.
      • samuela_vimes Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:35
        ale to było zwrócenie, no dobra notoryczne zwracanie uwagi. A takie wychowanie to jakby przesadzanie wiekowego drzewa, z próbą zmiany nawyków, światopoglądu, ubioru i sposobu myślenia.
        • triismegistos Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:40
          No, gdzieś jest granica. Też uważam, że kompletnym nonsensem jest przerabianie człowieka od podstaw. Jeśli się kogoś kocha, to chyba za coś. Idiotyzmem jest związanie się z włoczykijem i hiseryzowanie, że nie chce przywdziać kapci.
          Ale czasem jest tak, że coś bardzo przeszkadza i uwiera, wide te cholerne gumy do żucia.
    • lena.nocna Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:39
      Zgadzam się. Szkoda tylko, że jest tak mało wychowanych/przystosowanych do związku facetów. ;-)

      W związek powinno się wchodzić z kimś, kogo nie będzie się męczyć ciągłym przystosowywaniem go do siebie. Inaczej to nie ma sensu i powoduje frustrację u niej i u niego.

      Osoby nieprzystosowane powinny męczyć się same ze sobą.
      • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:50
        No ale jak się uczycie siebie nawzajem?:) To też ustawianie/wychowywanie tylko, że wzajemne;) Ja myślę, że takie jest ok.
        • lena.nocna Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:01
          Chyba nie rozumiesz założenia: słowa przytoczone w tytule wypowiadają najczęściej matrony, które radzą mniej doświadczonym kobietom aby wzięły pierwszego lepszego niestraszącego za kudły i nakręciły go tak, żeby tańczył taj, jak one mu zagrają.

          I nie chodzi tu o wzajemne docieranie się, przejmowanie zwyczajów drugiej strony, ale o podporządkowanie kogoś sobie, trzepnięcie go pantoflem.

          Wyobraź sobie taką sytuację: mężczyzna jest mechanikiem samochodowym z zamiłowania. Kocha to co robi, ale mało zarabia. Kobieta zmuszą go, żeby został krawaciarzem, powiedzmy handlowcem. Mężczyzna się na to godzi, ale jest nieszczęśliwy, bo nie lubi tego, co robi, praca jest stresująca, itp. Ma za złe kobiecie to, że tak żyje. Przez ten stres zaczynają się kłótnie, w końcu się rozstają. Facet wraca do samochodów i rozkręca własny biznes, bo to lubi i się na tym zna.

          Chodzi o coś więcej niż guma do życia, chodzi o styl życia, pasje, sposoby spędzania wolnego czasu, wyrażania emocji itd.

          Podobnie: kobiety często biorą sobie facetów, którzy mają tendencję do picie, lubią po prostu mocniej imprezować. Liczą, że bo ślubie się to zmieni. Ale wiadomo jak to się kończy...
          • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:06
            Różnie można interpretować tekst czytany. Wiele zależy od odbiorcy. Ty, ze swoimi doświadczeniami interpretujesz coś w jakiś określony sposób, a ja w inny, bo mam inne doświadczenia itd;)
            • lena.nocna Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:14
              Słowa SOBIE i WYCHOWAĆ mówią same za siebie. ;-) I nie mówią o wzajemnym docieraniu.
              • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:19
                Słowa można różnie interpretować;) To, że ja kogoś sobie "wychowuję" nie oznacza, że on jednocześnie nie "wychowuje sobie" mnie;)
                • lena.nocna Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:23
                  SOBIE - dla swojego dobra, a niekoniecznie dla dobra tej osoby wychowywanej.
                  Poza tym do raczej obiegowe powiedzenie i wypowiadane jest w konkretnym celu, którym nie jest dotarcie się.
                  • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:26
                    Oj Lena, już nie czepiaj się no!:)
                    A ja właśnie lubię "obiegowe" pojęcia przeinaczać. Bo wiesz, można na rzeczy też z innej strony spojrzeć, tak pod włos.
                    No i to jest właśnie fajne, że ludzie różnie interpretują różne słowa, zachowania, rzeczy - o inaczej wszyscy bylibyśmy nudno-tacy sami.
                    • lena.nocna Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:28
                      Mówimy konkretnie o powiedzeniu z tematu, dlatego się do niego odnoszę. ;-)
    • kol.3 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:51
      A myślisz, że panowie tak nie rozumują? Że kobietę trzeba sobie wychować? Może mniej klapią dziobem na forach, ale wdrażają tę praktykę we życie twardo i konsekwentnie.
      1. Nie ruszą palcem w domu na zasadzie "baba do kuchni i nie dyskutować"
      2. Żona to instytucja, która się powinna pogodzić z tym, że pan raz na jakiś czas odskakuje w bok, ale wraca więc o co ten szum
      itd itd.
      • lena.nocna Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:02
        I tacy najczęściej kończą z ręka w nocniku.
        • kol.3 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 17:56
          Albo ich żony.
    • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 14:53
      Niektórzy lubią sobie robić pod górkę.
      Po prostu
    • funny_game Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:20
      Na facetach to ja się nie znam, jeszcze bym na jakiego potwora wychowała!
      Ale rodziców człowiek, mając lat np. 16, chce sobie koniecznie wychowywać. A jak ma o 10 więcej, to widzi, że to i tak na nic, ale jakoś, dziwnym trafem, wszystko jest z nimi ok.
      No to po co to wszystko? :)
      • 2szarozielone Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:23
        z rodzicami to inna kwestia, ja tam mam pełne ręce roboty z wychowaniem mojej mamy :-D ale wiesz, rodziców się nie wybiera, trzeba na ludzi wyprowadzić to, co jest ;)
        • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:27
          Prawda. A ile porażek wychowawczych przy takiej mamie, eh. Już mi się wydaje, że nastąpiła zmiana, że wszystko pięknie, na dobrej drodze, a tu mama buch,powrót do jakiś poglądów sprzed lat. Eh;)
          • funny_game Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:46
            Ale przychodzi taki czas, że nie to, że następuje rezygnacja, ale taka akceptacja maminych czy tacinych cech :)
            • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:08
              No kurcze, kiedy on przyjdzie:) Zawsze najtrudniej z najbliższymi, eh;)
              • funny_game Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:12
                Oni z nami też mają nielekko :)
                • 2szarozielone Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:14
                  ze mną mają cudownie, tylko to do nich nie dociera i usiłuję im to uświadamiać ;)
                  • funny_game Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:19
                    Już Ci wierzę :)
                    Masz ich blisko czy daleko?
                    • 2szarozielone Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:24
                      oni w toruniu, ja w poznaniu, więc odległość odpowiednia ;) ani za daleko, ani za blisko.

                      • funny_game Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:32
                        To mam trochę dalej i nie lubię tego.
                • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:14
                  No niby wiem to wszystko w teorii. I w ogóle, że poluzować trzeba, bo oni już starzy. Ale czasem to się nie da, no nie da i już;) Choć staram się praktykować Zen w kontaktach z rodzicami;)
                  • funny_game Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:20
                    A u mnie był wczoraj mój tato z żoną i nie dość, że dał się ograć w karty, to jeszcze podumał, poczarował, poganiał M. po narzędzia i z leniwej muszli klozetowej uczynił muszlę pełną wodospadów! :DDD
        • funny_game Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:33
          No właśnie.
    • to.niemozliwe Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:30
      W tym powiedzonku jest tyle prawdy, ze faktycznie potrzebna jest adaptacja i wzajemne dostosowanie. Ale podobnie, jak z wlasnym dzieckiem, od pewnego jego wieku mozna sie tylko zaprzyjaznic. I wlasnie ludzie o ktorych sie tu pisze, ze sa w "wieku moich rodzicow" i o wszystko sie wyklocaja, ci ludzie nie rozumieja, ze juz sie nie wychowaja. Moga sie lubic, szanowac, doceniac lub nawet wciaz kochac, ale na wychowanie jest za pozno.
      Lepiej zreszta miec umiarkowany, ale efektywny wplyw cale zycie niz "wychowywac", a potem pelnic role cudzego chlopca/dziewczynki do bicia. Wywieranie wplywu jest tez dosc absorbujace, kontrola, weryfikacja postepow, feedback...czasem szkoda na to czasu. Poza tym niektorzy podlegaja ograniczonemu wplywowi. I nic tego nie zmieni.
      • simply_z Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:50
        oczywiście ,że trzeba sobie wychować;)
        np przyzwyczajac ,że lazienka ,kuchnia same sie nie posprzatają ,ze przy dziecku trzeba pomoc ,ze pasowaloby czasem ugotowac sobie samemu obiad czy nastawic pralkę.
        • princessjobaggy Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 15:59
          > np przyzwyczajac ,że lazienka ,kuchnia same sie nie posprzatają ,ze przy dzieck
          > u trzeba pomoc ,ze pasowaloby czasem ugotowac sobie samemu obiad czy nastawic p
          > ralkę.
          >

          Ludzie, kuhwa, z kim wy sie wiazecie?! ;)
          • sumire Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:02
            o tym samym pomyślałam... :) w życiu nie miałam do czynienia z dorosłym chłopem, który nie umiałby czegoś wsadzić do gara ani mieszkania ogarnąć w razie potrzeby.
            • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:13
              No ja miałam, ale to koledzy byli;> Jeden po próbie obrania ziemniaka stwierdził, że nie umie, i że ja mam to zrobić. Wyśmiałam go i zaczął obierać;> Nawet kolegów można wychować, ot co;)
              • sumire Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:18
                ja myślę, że spośród tych nieumiejących wielu jednak umie, tylko wygodniej twierdzić, że nie :) to jak ci w pracy, którzy zawsze zostawiają po sobie w biurowej kuchni syf i malarię, bo w domu mamusia zmywała.
                • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:36
                  No a jak nie umie, to raczej opanuje te umiejętności;> No dobra, prasowanie jest trudne. Ja nie umiem tak, żeby nie zostały żadne rysy i zagniecenia, ale umycie podłogi czy obieranie ziemniaków to inna kategoria.
                  • sumire Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:40
                    a swoją drogą, to ostatnio w męskim czasopiśmie widziałam instrukcję prania spodni tak, żeby nie trzeba było prasować i chyba sama skorzystam, bo choć umiem, to nie znoszę ;) pod tym względem sama niewychowana jestem...
          • 2szarozielone Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:04
            no właśnie... a kto te wszystkie rzeczy robił za faceta przedtem?
            • samuela_vimes Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:11
              hehe, to samo! jak można facetowi tłumaczyć/ narzucać tak oczywiste rzeczy jak sprzątanie, gotowanie czy pomoc przy dziecku???
              • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:16
                Dlatego kardynalny błąd, to pierwsze mieszkanie z partnerem/ką, zamiast samemu/z kumpelami.
                • samuela_vimes Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:20
                  a to nie kwestia wychowania? bo niektóre mamuśki to chowają swoich chłopców przynosząc im wszystko pod nosek, podtykając pod zadek i potem rośnie taka kaleka żerująca na innych
                  • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:40
                    w terminologii husa i jemu podobnych to chyba prawdziwy facet a nie ciota;)
                    • samuela_vimes Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:48
                      hehehe, bo Hus uważa, że miejsce baby jest przy garach, bo nie wie co z nią zrobić w sypialni. ;-)
                      • samuela_vimes Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:49
                        no i dwie lewe rączki i lenistwo w obowiązkach domowych, tłumaczy sobie bycie silnym samcem. :-)
          • simply_z Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:29
            hej ,przeciez nie mowie o sobie. Ale na fali roznych watkow w necie.:)
    • prawdziwy.crunch4 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:05
      to jest blad ktory ja popelnialam cale zycie, zamiast wchodzic w zwiazek z facetem ktory pasuje mi 100% wchodzilam z takimi ktorzy nie do konca, przymruzalam oko, a jakos tam bedzie. Teraz znalazlam takiego co mi 100% pasuje ale mnie nie chce:( jestem juz po 30 i nie wiem co myslec dalej
      • grzeczna_dziewczynka15 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:17
        e tam w 100%, nie wierzę;) Najwyżej w 90%;)
    • lady.godiva Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:18
      Ja wolę już wychowanego.
    • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:20
      Od wychowywania są rodzice. Mnie nikt nie płaci za naprawianie tego, co oni spieprzyli, poza tym zwyczajnie nie mam na to ochoty. Ponadto na wszelkie próby tresury i przycinania mnie do czyichkolwiek wyobrażeń reaguję agresją, więc zgodnie z zasadą "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe" sama nie tresuję i nie przycinam, nie tylko facetów, ale nikogo. Jak mi się coś nie podoba, to zwyczajnie znikam z horyzontu.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 16:40
      Ostatnio w empiku widziałem książkę.
      "Jak wychować dziecko, psa kota...i faceta".
      Na okładce 3 stare baby-"psycholożki" zapewne. W środku dyskutują o tym jak to właśnie ludzi wychowywać.
      • samentu Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 17:02
        same zaś jak wnoszę z tej trójki (dziecko, kot, facet) posiadają tylko to w środku:P
        • kitek_maly Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 00:44
          Lepiej się pochwal tym co Ty masz, cwaniaczku. :)
    • samentu Nie da się 08.01.12, 16:48
      i trzeba go na siłę zmieniać?

      a po co?
      dla podbudowania własnego czasu i wypełnienia nieznośnej pustki życia
      • kitek_maly Re: Nie da się 09.01.12, 00:46
        Ekhm ekhm, nie powiem kto ostatnio się pochwalił, że ma 4letni plan urabiania pewnej dziuni. :D
    • mirtillo25 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 17:20
      A ja wierzę w powiedzonko: "Mężczyzna rozwija się do 6 roku życia, potem już tylko rośnie" :D


    • ryszard_mis_ochodzki prawda. ja raz przeszedłem taką 'resocjalizację' 08.01.12, 17:23
      na swoje wytlumaczenie mam jedynie to ze:
      - mialem jedyne 23lata a ona 32 wiec byla 9lat starsza
      - byla rasową choleryczką, ostro sie darła i mnie opie...ła
      - przyznaje sie ze czulem przed nia respekt, podziwialem ja i szanowalem jednoczesnie, miala ogromną charyzmę
      - wiec generalnie dostalem ostra musztre i wycisk za co jej bardzo dziekuje i do dzis jestem wdzieczny i miło wspominam

      ale nie ma tego zleco co by na dobre niewyszlo a ze w przyrodzie nic nie ginie to:
      - byla to pierwsza i ostatnia ktora probowala takich 'numerów'
      - wszystkie kolejne ustawiam tak ze chodzą jak w zegarku
      - mowiac ze sie nie przemeczam w domu to i tak bym trochę przesadził
      - w chwili obecnej rządze w domu niepodzielnie ja, komunikujac swoją wole
      - wszelkie bunty tlumie w zarodku
      - odpuszczam w swieta i w chorobie
    • kobieta_z_polnocy Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 18:10
      Też bardzo nie lubię tego stwierdzenia. Celują w nich zwłaszcza kobiety z pokolenia mojej matki i wyżej. Od razu czuję niesmak, kiedy próbuje mnie się wciągnąć w ten światek przemądrzałych samic, które facetów traktują jak niedorozwinięte dzieci, a jednocześnie każą brać pierwszego, który się nawinie, bo inaczej czeka nas los gorszy niż śmierć i choroba. Nie bawię się w to i nigdy się nie bawiłam.
    • anna_sla Re: "faceta trzeba sobie wychować" 08.01.12, 20:19
      jak niemal w każdym powiedzeniu tak i w tym ziarnko prawdy jest.. Czy spotkałaś kiedykolwiek idealnie dopasowanego do siebie i swoich potrzeb faceta? Otóż nie, i nie spotkasz raczej. To całe dopracowywanie się i rzekome zmienianie na siłę jest właśnie tym "wychowaniem sobie faceta", ale równoznaczne też z procesem wychowania sobie kobiety przez faceta. Dobieramy się w pary w sposób kompatybilny w jakimś tam tylko procencie, czasem wyższym czasem niższym i aby dalej móc ze sobą prosperować pracujemy nad związkiem i JEST TO PROCES DŁUGOTRWAŁY. Mi i mojemu mężowi zajęło to 10 lat ;) przez które już wielokrotnie poddawaliśmy się i rozchodziliśmy.. ale za każdym razem okazywało się, że mimo wszystko nie potrafimy bez siebie żyć. Teraz już tylko pielęgnujemy to co stworzyliśmy.
      • kseniainc Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 00:47
        Można się "docierać" baaardzo długo. Potem już się poddajemy lekkawo, druga osoba dla świętego spokoju się poddaje i wychodzi z tego często kompromis , a nie poświęcenie. Dochodzimy do wniosku, że w sumie nie jest nam razem ze sobą źle, a z innym mogłoby być gorzej i jeszcze tyle kolejnej pracy nad związkiem. Dzieci dorastają wychodzą z domu i okazuje się,że albo się polubiliśmy na tyle, że do grobowej deski,albo dowiadujemy się ,że nie mamy o czym rozmawiać i że łączyły nas tylko dzieci i sprzeczki;-) Ja tak to widzę .
      • lucky.13 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 20:32
        To wręcz fascynujące, że niektórzy w tym wątku traktują "docierać się" i "wychować kogoś" jak synonimy.
    • lucky.13 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 08:23
      A mało jest desperatek? I kobiet wychowanych na gospodynie-mamuśki zajmujące się facetem? I facetów, którzy uważają, że taka jest rola kobiety? W tzw. starszym pokoleniu 90% takich. A niby XXI wiek.
    • zolla78 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 10:50
      Też mnie wkurza to sformułowanie, ale z tej przyczyny, że w zasadzie znowu składa odpowiedzialności i winę za "niewychowanego" faceta na jego partnerkę. Facet ma wszystkie obowiązki domowe w tyłku, i co usłyszy kobieta "nie wychowałaś go sobie" :( i takich przykładów można by mnożyć.

      Ale samo sformułowanie chyba w wielu przypadkach, chociaż oczywiście na szczęście nie we wszystkich trochę prawdy oddaje. Jeżeli te słowa "sobie wychować" odniesiemy do dzieci na przykład to jest ok. Bo dzieci sobie rzeczywiście wychowujemy, tj. uczymy je odpowiedzialności za siebie i najbliższych, jak się zachowywać by wstydu sobie i nam nie przynosić, sprzątać po sobie, nie lekceważyć rodziny itd.
      A teraz trafiamy na zwykłego całkiem i ok faceta, ale który często uważa, że godzina z PS3 mu się należy, bo zmęczony po pracy jest, a lekcje z dzieckiem - niech zrobi samo, talerza po sobie nie wyniesie, bo go mama nie nauczyła, który mimo że wie, że gdzieś musisz wyjść bo jesteś umówiona, spóźnia się godzinę - to co robisz - tłumaczysz takiemu i wkładasz do głowy, że takie spóźnianie się to lekceważenie ciebie, że po sobie trzeba sprzątać, bo ty jego sprzątaczką nie jesteś, że koszule sobie musi prasować bo jak wyjdzie w pogniecionej to wstyd będzie jemu i wam, że dziecko to odpowiedzialność, a zatem w te PS3 niech pogra wieczorem, a po południe poświęci dziecku itd. CZYLI SOBIE WYCHOWUJESZ - jakby na to nie patrzeć.
      • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 11:13
        > tłumaczysz takiemu i wkładasz do głowy, że takie spóźnianie się to
        > lekceważenie ciebie, że po sobie trzeba sprzątać, bo ty jego sprzątaczką nie j
        > esteś, że koszule sobie musi prasować bo jak wyjdzie w pogniecionej to wstyd bę
        > dzie jemu i wam, że dziecko to odpowiedzialność, a zatem w te PS3 niech pogra w
        > ieczorem, a po południe poświęci dziecku itd. CZYLI SOBIE WYCHOWUJESZ - jakby n
        > a to nie patrzeć.

        Nie.

        O ile mogę się zgodzić, że częścią związku jest uczenie się siebie nawzajem (np. tego że TY odbierasz spóźnianie się jako lekceważenie, tudzież nie masz ochoty po nim sprzątać), o tyle on się może zgodzić spełnić Twoje oczekiwania, ale nie musi.

        "Wychowywanie" rozumiem jako pewną formę perswazji ("ma być po mojemu"), podczas gdy dogadywanie się w związku z perswazją czy innymi formami "urabiania" niewiele ma wspólnego. Przynajmniej dla mnie.
        • zolla78 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 12:59
          kwieto napisał:
          > "Wychowywanie" rozumiem jako pewną formę perswazji ("ma być po mojemu"), podczas gdy dogadywanie się w związku z perswazją czy innymi formami "urabiania" niewiele ma wspólnego. Przynajmniej dla mnie.>

          Ok. Ale przecież jak "wychowujesz" dzieci to nie tylko na zasadzie perswazji "ma być po mojemu", ale też na zasadzie przekazywania informacji jak funkcjonuje się w życiu by nie być pasożytem, chamem itp. Zatem wychowanie to także przekazywanie informacji o konsekwencjach pewnych działań lub które działania są pożądane a które nie.
          I nie ma to nic wspólnego z "urabianiem". Jeżeli tłumaczę dziecku, że jak nie będzie sprzątać swojego pokoju to będzie ocenione jako bałaganiarz albo mama będzie zbyt zajęta sprzątanie po nim, by się z nim bawić, to jak go "urabiam" czy wychowuję". Zatem jeżeli kobieta tłumaczy facetowi, że jeżeli nie będzie wykonywała jakieś części obowiązków domowych, to będzie syf w domu albo ona będzie przemęczona i takie coś nie jest akceptowane ani społecznie ani nie będzie akceptowane przez nią, to ona go "urabia" czy "wychowuje"?
          • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 13:16
            > Ok. Ale przecież jak "wychowujesz" dzieci to nie tylko na zasadzie perswazji "m
            > a być po mojemu", ale też na zasadzie przekazywania informacji jak funkcjonuje
            > się w życiu by nie być pasożytem, chamem itp.

            Zdefiniuj pojęcie "cham" i "pasożyt".
            To akurat poza tematem, jednak wolałbym wychowywać dziecko na "szczęśliwego" niż "porządnego" człowieka.


            > Zatem wychowanie to także przekaz
            > ywanie informacji o konsekwencjach pewnych działań lub które działania są pożąd
            > ane a które nie.

            Różnica jest taka, że dziećmi muszę się opiekować i uczyć, partnerem już nie.
            Jeśli partner nie wykazuje zachowań pożądanych przeze mnie, to mogę:
            A) powiedzieć, że wolę aby zachowywał się inaczej
            B) jeśli punkt A) nie przyniesie efektów, poszukać sobie kogoś innego na jego miejsce

            Inne rozwiązania kończą się z reguły tym, że żadne nie ma tego, czego od związku oczekuje. Choć oboje starają się ze wszystkich sił.

            > I nie ma to nic wspólnego z "urabianiem". Jeżeli tłumaczę dziecku, że jak nie b
            > ędzie sprzątać swojego pokoju to będzie ocenione jako bałaganiarz albo mama będ
            > zie zbyt zajęta sprzątanie po nim, by się z nim bawić, to jak go "urabiam" czy
            > wychowuję".

            Jeśli robisz to w sposób taki, jak zaprezentowany powyżej, to moim zdaniem "urabiasz".

            > Zatem jeżeli kobieta tłumaczy facetowi, że jeżeli nie będzie wykony
            > wała jakieś części obowiązków domowych, to będzie syf w domu albo ona będzie pr
            > zemęczona i takie coś nie jest akceptowane ani społecznie

            A co mnie obchodzi co jest akceptowane społecznie?
            To nie jest argument.

            > ani nie będzie akceptowane przez nią, to ona go "urabia" czy "wychowuje"?

            Argument, że coś nie jest akceptowane przez nią, jestem w stanie zrozumieć. Co jednak wtedy, gdy zmiana pewnych zachowań nie jest akceptowana przez niego?
            Np. ona chce, by on chodził w kapciach, a on nie znosi kapci.
            Rozumiem, że powinni zacząć się teraz wzajemnie "wychowywać"?
      • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 12:10
        > A teraz trafiamy na zwykłego całkiem i ok faceta,

        Co znaczy "trafiamy"? Wylosowany w loterii bez możliwości zamiany? Przydzielony przez Wielkiego Brata? Podrzucony na wycieraczkę?

        to
        > co robisz - tłumaczysz takiemu i wkładasz do głowy,

        Nie - omijam szerokim łukiem. I to jest w takich przypadkach racjonalne postępowanie.
        • zolla78 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 13:09
          ka-mi-la789 napisała:


          ka-mi-la789 napisała:
          > A teraz trafiamy na zwykłego całkiem i ok faceta>
          > Co znaczy "trafiamy"? Wylosowany w loterii bez możliwości zamiany? Przydzielony przez Wielkiego Brata? Podrzucony na wycieraczkę?
          Nie - omijam szerokim łukiem. I to jest w takich przypadkach racjonalne postępowanie.>

          W sensie spotykamy. Ogólnie odpowiedzialny, miły, kulturalny itp. ale ma jak każdy kilka wad i np. nie jest nauczony przez mamę samoobsługi.
          I jak egzemplarz skory do nadrobienia zaległości, to tak naprawdę odrabia się w tym zakresie jakieś braki w jego wychowaniu.

          Dlatego powtórzę. Nie podoba mi się określenie "sobie wychować" zwłaszcza jeżeli jest wypowiadane w sensie: 1) nagnij faceta do swoich potrzeb lub swojej jego wizji 2) odwal robotę za jego rodziców i społeczeństwo, które od facetów mniej wymaga, bo inaczej zatyrasz się w domu i jeszcze sobie sama będziesz winna, że go nie wychowałaś 3) zmanipuluj go by by chociaż trochę nadawał się na partnera.
          Ale niestety wydaje mi się, że taki czy inny proces wychowywania facetów to sprawa częsta w związkach, a w niektórych konieczna.




          • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 13:32
            zolla78 napisała:

            > W sensie spotykamy. Ogólnie odpowiedzialny, miły, kulturalny itp. ale ma jak ka
            > żdy kilka wad i np. nie jest nauczony przez mamę samoobsługi.

            A jak spotykamy, to od razu musimy się chajtać?

            > I jak egzemplarz skory do nadrobienia zaległości, to tak naprawdę odrabia się w
            > tym zakresie jakieś braki w jego wychowaniu.

            Cóż, masochistki są wśród nas.

            > Ale niestety wydaje mi się, że taki czy inny proces wychowywania facetów to spr
            > awa częsta w związkach, a w niektórych konieczna.

            Nic nie jest konieczne, wszystko jest kwestią wyboru.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 11:05
      Czy "wychowywanie sobie" kogoś dorosłego nie podchodzi przypadkiem pod przemoc psychiczną?
      • triss_merigold6 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 11:09
        Ależ skąd. To się nazywa socjalizacja do życia w rodzinie.
        • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 11:15
          > Ależ skąd. To się nazywa socjalizacja do życia w rodzinie.

          Ależ on jest zsocjalizowany do życia w rodzinie - w tej w której się wychował zapewne jego zachowanie nikomu nie przeszkadzało :")
          • lacido Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 22:15
            oj nie wiesz, że niektórym mamuniom nie przeszkadza pasożytowanie synka?
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 11:16
          triss_merigold6 napisała:

          > Ależ skąd. To się nazywa socjalizacja do życia w rodzinie.

          Ale to zakłada że kobieta naturalnie WIE jak się to robi, a mężczyzna nie ma pojęcia. I trzeba go socjalizować. Skąd posiada tą wyższą wiedzę? Bo moim zdaniem to może co najwyżej faceta nagiąć do swojej wizji życia. Socjalizacja, eeech.
          • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 13:06
            > Bo moim zdaniem
            > to może co najwyżej faceta nagiąć do swojej wizji życia.

            Bingo :")
          • zolla78 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 13:23
            g.r.a.f.z.e.r.o napisał:
            > Ale to zakłada że kobieta naturalnie WIE jak się to robi, a mężczyzna nie ma po
            > jęcia. I trzeba go socjalizować. Skąd posiada tą wyższą wiedzę? Bo moim zdaniem
            > to może co najwyżej faceta nagiąć do swojej wizji życia. Socjalizacja, eeech. >

            I właśnie. Ponieważ często to kobiety są "wychowywane" w ten sposób, że uczy się je by nie były egoistkami, by myślały o innych, by były odpowiedzialne, by przedkładały częściej potrzeby innych nad swoje, by utrzymywały porządek, by szukały kompromisu - a to (oczywiście bez przegięć) jest podstawa związku moim zdaniem - to one w tym zakresie są zmuszone nadrabiać braki w wychowaniu facetów - których nie zawsze tego uczą rodzice i społeczeństwo w procesie ich wychowywania.
            Zatem często to nie jest "docieranie się", ale właśnie proces przekazywania zasad przypominający bardziej "wychowywanie".
            Stąd pewnie popularność sformułowania, które stało się zaczątkiem do dyskusji.
            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 13:31

              > I właśnie. Ponieważ często to kobiety są "wychowywane" w ten sposób, że uczy si
              > ę je by nie były egoistkami, by myślały o innych, by były odpowiedzialne, by pr
              > zedkładały częściej potrzeby innych nad swoje, by utrzymywały porządek, by szuk
              > ały kompromisu - a to (oczywiście bez przegięć) jest podstawa związku moim zdan
              > iem - to one w tym zakresie są zmuszone nadrabiać braki w wychowaniu facetów -
              > których nie zawsze tego uczą rodzice i społeczeństwo w procesie ich wychowywani
              > a.

              Ach, cóż byśmy biedne męski żuczki poczęli bez tych wspaniałych kobiet.
              Na szczęście one są i wychowają nas i pokażą nam JAK ŻYĆ. Bo rodzicie i społeczeństwo w procesie mężczyzn zawiedli sromotnie, dopiero partnerki są stanie temu zadaniu sprostać. Bo w końcu my zwierzątka niewychowane, nie potrafimy o siebie zadbać w tym dzikim i bezwzględnym świecie...
              • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 19:03
                O siebie tak, i na tym często się kończy.
            • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 13:38
              > I właśnie. Ponieważ często to kobiety są "wychowywane" w ten sposób, że uczy si
              > ę je by nie były egoistkami, by myślały o innych, by były odpowiedzialne, by pr
              > zedkładały częściej potrzeby innych nad swoje, by utrzymywały porządek, by szuk
              > ały kompromisu - a to (oczywiście bez przegięć) jest podstawa związku moim zdan
              > iem

              Nie zgadzam się.

              Po pierwsze "przedkładanie potrzeb innych nad swoje" oznacza, że bardziej dbam o szczęście innych niż własne. Czy człowiek, który nie jest szczęśliwy (a jak może być, skoro chowa realizację swych potrzeb do kieszeni?) może dać szczęście innym? Bardzo w to wątpię.

              Po drugie - Kompromis, rozumiany jako "sztuka wzajemnych ustępstw", jest jedną z gorszych form wypracowania porozumienia. Mój wykładowca od negocjacji o kompromisie opowiadał historyjkę, jak to negocjowali z żoną co zrobić na obiad. On chciał kaczkę, ona schabowe. Każde z nich trochę ustępowało i doszli do porozumienia, owszem. Tyle że:

              - on był zły, bo nie dostał tego, czego naprawdę chciał
              - ona była zła, bo nie dostała tego, czego chciała
              - żadne z nich tak naprawdę nie lubiło potrawy, którą ostatecznie przyrządzili.

              Nie rozumiem też o co chodzi z porządkiem?
              Jeśli ktoś w swoim domu chce mieć bajzel, to czemu go na siłę przymuszać do trzymania porządku?
              • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 19:05
                Kiepski przykład z tym mięsem. Nikt normalny nie będzie robił scen z powodu tego, że zjadł nie to, co chciał. Po prostu tam gdzie się da, trzeba znaleźć kompromis, a gdzie się nie da lub nie ma woli- rozejść się, a nie robić drugiemu piekło z życia.
                • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 19:13
                  > Kiepski przykład z tym mięsem.

                  Przykłady mają to do siebie, że opisują mechanizmy.
                  Podstaw pod mięso dyskusję na temat tego jak spędzić wieczór, gdzie pojechać na wakacje itp. itd.
                  I cały czas wyjdzie na to, że na "kompromisie" rozumianym jako "wzajemne ustępstwa" i rezygnacje z pewnych potrzeb daleko nie zajedziesz.
                  • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 19:23
                    Zależy od ważności. Co do wakacji można się umówić, że np. tydzień nad morzem, tydzień w górach. Ale jak jedno chce mieć dziecko, a drugie nie, to kompromisu nie wypracują nijak. Właśnie o wzajemne ustępstwa chodzi, to wielka sztuka imho. Jak każda strona się okopie ze swoimi potrzebami, które wszystkie muszą być zrealizowane, to najlepiej od razu zamieszkać samemu na pustyni.
                    • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 19:36
                      > Zależy od ważności. Co do wakacji można się umówić, że np. tydzień nad morzem,
                      > tydzień w górach.

                      I naprawdę uważasz, że jeśli każde z nich będzie miało tydzień frajdy i tydzień katuszy, to będzie OK?

                      > . Jak każda strona się okopie ze swoimi potrzebami, które wszystkie muszą być z
                      > realizowane, to najlepiej od razu zamieszkać samemu na pustyni.

                      Albo poszukać nie kompromisu, a konsensusu, czyli rozwiązania, gdzie ważne jest nie to, ile i jak jedna czy druga strona ustąpi, ale czy obie strony wypracują rozwiązanie, które je satysfakcjonuje. Tyle że do tego trzeba się kierować nie dobrem partnera a własnym.
                      I zastanowić się za każdym razem "czy to jest to, czego chcę"?
                      Owszem, dobro partnera też trzeba wziąć pod uwagę, ale jeśli mam zadbać o jego szczęście własnym kosztem (wyjmuję sytuacje wyjątkowe, typu choroba), to dla mnie oznacza, że w związku coś nie jest tak jak trzeba.
                      • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 20:05
                        Jakoś nie wierzę, że jak ktoś nie przepada za górami, to wyjazd tam będzie dla niego KATUSZĄ.

                        > Albo poszukać nie kompromisu, a konsensusu, czyli rozwiązania, gdzie ważne jest
                        > nie to, ile i jak jedna czy druga strona ustąpi, ale czy obie strony wypracują
                        > rozwiązanie, które je satysfakcjonuje. Tyle że do tego trzeba się kierować nie
                        > dobrem partnera a własnym.

                        Dla mnie to jest to samo, tylko ubrane w inne słowa. Jaki widzisz konsensus, gdy jedno lubi góry, a drugie morze?
                        • sumire Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 20:09
                          jadą osobno :) polecam, stosowane z powodzeniem od 4 lat.
                          • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 20:13
                            Dla mnie to żaden konsensus. Wakacje osobno, bo nie lubią tych samych miejsc, obiady osobno, bo każdy lubi co innego, wolny czas jak wyżej, łóżko osobno, bo jeden lubi ciepło drugi zimno, każdy sobie rzepkę skrobie, po cholerę komu taki związek?
                            • sumire Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 20:41
                              wiesz, związek nie polega na spędzaniu całego czasu razem. jeśli mój facet uwielbia skituring, a ja się boję gór w zimie, to mam mu zabronić jechać beze mnie? naciskać na zmianę planów? przekabacić, żeby poleżał ze mną na plaży, czego dla odmiany nie znosi? bez sensu. za dużo widziałam par, które męczyły się we wzajemnym poświęcaniu dla siebie, rozumując, że skoro są w związku, to muszą wszystko robić wspólnie.
                              • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 21:09
                                Uhm, takie "sklejanie się" nie wychodzi na dobre, ale to temat na osobny wątek.

                                Też nie rozumiem, po co mamy się wzajemnie męczyć robieniem wszystkiego razem. To co robimy razem jest fajne, ale to tylko część tego, czym się zajmuje każde z nas. I naprawdę, nie widzę powodu, by uczestniczyć w tej części życia partnera, która mnie zwyczajnie nudzi lub nie interesuje.

                                Na marginesie - dajże namiary na tego Twojego faceta od skituringu :")
                              • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 09:17
                                Ja nie mówię o spędzaniu całego czasu razem, tylko spędzanie go razem w miarę możliwości. Obstawiam, że promil społeczeństwa zajmuje się skituringiem, reszta ma "prostsze" pasje, o ile w ogóle ma:)
                                • sumire Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 09:32
                                  no, ale każdej z nas może się przytrafić taki promil. albo inny człowiek, który po prostu nie chce/nie może nagiąć się do naszej wizji spędzania wolnego czasu. i do końca świata będę uważać, że dużo sensowniej powiedzieć 'okej, to baw się dobrze, a ja w tym czasie będę bawić się dobrze po swojemu' niż chodzić na jakieś zgniłe kompromisy, które sprawiają, że oboje są zmęczeni i żadne nie bawi się dobrze. bo to właśnie prowadzi ludzi do wniosków, że partnera sobie wychować trzeba, przerobić, żeby do nas pasował.
                                  • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 09:50
                                    Tu się zgadzam, mój były facet jeździł na festiwale filmowe i muzyczne, które mnie zupełnie nie interesowały, raz pojechałam i zupełnie mi się nie podobało, byłam zmęczona, zła i straciłam pieniądze. Chodzi mi tylko o to, żeby każdy się nie okopał w swoich pasjach, tylko o znajdowanie wspólnych płaszczyzn.
                                    • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 10:17
                                      > Chodzi mi tylko o to, żeby każdy się
                                      > nie okopał w swoich pasjach, tylko o znajdowanie wspólnych płaszczyzn.

                                      OK, ale jeśli ma to być szukanie na zasadzie "tydzień w górach, tydzień nad morzem" to moim zdaniem nie tędy droga.
                                      Jeśli ja lubię jazz, a moja luba muzykę poważną, to owszem, na część koncertów możemy chodzić wspólnie.
                                      Ale będą takie, które jednemu z nas po prostu nie będą pasować.

                                      Nie widzę powodu by działać na zasadzie "to ja pójdę z Tobą do opery, a Ty ze mną na koncert Zorna", kiedy wiemy, że mnie wymęczy opera, a ją Zorn.
                                      • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 10:26
                                        Pełna zgoda. Byleby nie wyglądało to na zasadzie, że nic nie mogą robić razem, bo nie mają żadnego wspólnego zajęcia, które lubią.
                                        • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 10:32
                                          Wtedy ze sobą po prostu nie są.

                                          Jeszcze z linka, którego podałem wcześniej:

                                          To jest tak: jeśli ja jestem z kimś i zbliżają się dwa dni wolne, to biorę pod uwagę, że mój partner może chcieć jakąś część tego czasu spędzić ze mną. Ale może też mieć własne plany. I dojrzali partnerzy o tym rozmawiają. Pytają i ustalają. Co ważne - robią to z szacunku do siebie, a nie z lęku. Nie muszą całego wolnego czasu spędzać razem.

                                          oraz:

                                          dojrzały związek to już nie dwie sklejone landrynki tylko raczej dwa zachodzące na siebie kręgi. Jest część wspólna i są części osobne. I, paradoksalnie, im większa jest w nas zgoda na to, że partner ma swój kawałek świata, tym bardziej atrakcyjne staje się dla nas bycie razem. To, co partner przeżywa osobno, często czyni go dla nas bardziej atrakcyjnym. Związek potrzebuje takich doświadczeń. Tego, żeby czasem za sobą zatęsknić. Jednak powiedzieć otwarcie: 'Chcę mieć coś osobno', i dać do tego samego prawo partnerowi - to już wymaga dojrzałości. Podobnie jak to, by słysząc z jego ust: 'Chcę w sobotę ponurkować', nie uznać tego za komunikat: 'Już cię nie kocham', czy to, by spędzić czas inaczej, jeśli nie lubi się nurkowania, i nie wpędzać partnera w poczucie winy.
                        • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 20:57
                          > Jakoś nie wierzę, że jak ktoś nie przepada za górami, to wyjazd tam będzie dla
                          > niego KATUSZĄ.

                          To jeszcze zależy, co oznacza wyjazd w góry. Wystarczy, że różnią się między sobą kondycyjnie i już jest klops.

                          > Dla mnie to jest to samo, tylko ubrane w inne słowa. Jaki widzisz konsensus, gd
                          > y jedno lubi góry, a drugie morze?

                          Na przykład wakacje spędzone osobno.
                          Albo w takim miejscu, gdzie góry i morze są na tyle blisko, że jedno może spędzać czas plackiem na plaży, a drugie łażąc po górach.
                          Albo cokolwiek innego, co nie zmusza żadnego z nich do odliczania z zaciśniętymi zębami dni do końca wyjazdu.
                          • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 09:22
                            kwieto napisał:

                            > > Jakoś nie wierzę, że jak ktoś nie przepada za górami, to wyjazd tam będzi
                            > e dla
                            > > niego KATUSZĄ.
                            >
                            > To jeszcze zależy, co oznacza wyjazd w góry. Wystarczy, że różnią się między so
                            > bą kondycyjnie i już jest klops.

                            Wtedy jedno może popracować nad kondycją, a drugie na jakiś czas obniżyć loty;)
                            • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 10:26
                              > Wtedy jedno może popracować nad kondycją, a drugie na jakiś czas obniżyć loty;)

                              Ale po co !?
                              W imię czego mamy się wzajemnie zmuszać?

                              Jeśli ja obniżę loty, to wypad w góry nie sprawi mi przyjemności.
                              Dla niej praca nad kondycją oznaczałaby wizytę na siłowni parę razy w tygodniu - po co się ma katować?
                              Żeby spędzić ze mną 5 dni w górach na zajęciu, które i tak nie sprawia jej szczególnej radochy?

                              To ja wolę pojechać w te góry osobno, a razem pójść do teatru, na przykład.

                              Na marginesie, tu masz fajny tekst na ten temat:
                              www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,9314313,Jak_sie_odkleic.html?as=2&startsz=x
                              "Pracowałam z wieloma kobietami, które pytały, jak one po ślubie mają się obejść bez różnych swoich atrakcyjnych życiowych kawałków. Im w ogóle do głowy nie przyszło, że ta rezygnacja to nie jest fizjologia, tylko pewna wizja."
                              • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 10:29
                                Rozumiem, że twoje górskie wypady należą do hardkorowych, w takim razie zgoda, nie ma co się zmuszać. Ale gdybyś uprawiał lżejsze wędrówki, to spokojnie mogłaby ci towarzyszyć,a parę wypadów na siłownię tylko by jej wyszło na zdrowie.
                                • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 10:39
                                  > Rozumiem, że twoje górskie wypady należą do hardkorowych

                                  Dla mnie nie są, dla niej mogą takie być.

                                  > Ale gdybyś uprawiał lżejsze wędrówki, to spokojnie mogła
                                  > by ci towarzyszyć,a parę wypadów na siłownię tylko by jej wyszło na zdrowie.

                                  No ale znowu pytanie - po co?
                                  Jeżeli ma na to ochotę, proszę bardzo.

                                  Nie rozumiem skąd założenie, że wszystko należy robić razem.
                                  A przynajmniej się starać robić razem.

                                  Mnie sięp odoba metafora zachodzących kręgów, którą cytowałem chwilę temu - jest część wspólna, ale są też części osobne. I one są tak samo ważne, jak to co wspólne.
                                • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 10:55
                                  sundry napisała:

                                  > a parę wypadów na siłownię tylko by jej wyszło na zdrowie.

                                  Niekoniecznie. Mogłoby wyjść wręcz przeciwnie.
                        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 21:06

                          > Dla mnie to jest to samo, tylko ubrane w inne słowa. Jaki widzisz konsensus, gd
                          > y jedno lubi góry, a drugie morze?

                          Bardzo prosto - kompromis bedzie gdzieś pod Koninem :)

                          A tak na serio, nie widzę problemu. Raz jedno pokazuje drugiem co jest fajnego w górach, a potem odwrotnie. W końcu będąc razem chcemy poznać co interesuje drugą osobę.
                          Oczywiście po latach związku/małżeństwa ów przysłowiowy konflikt morze-góry jest jedynie oznaką tego że urlop niekoniecznie mamy ochotę spędzać wraz z partnerem. Od wszystkiego trzeba odpocząć.
                          • kwieto Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 21:11
                            > A tak na serio, nie widzę problemu. Raz jedno pokazuje drugiem co jest fajnego
                            > w górach, a potem odwrotnie.

                            Pytanie czy na pewno musimy to sobie pokazywać?

                            Jeśli ja uwielbiam rajdy rowerem po górach, na które moja dziewczyna nie ma zwyczajnie kondycji, to czy naprawdę muszę ją ze sobą ciągnąć?
                            Taki wyjazd skończy się i moją i jej frustracją.
                          • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 21:19
                            g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

                            > A tak na serio, nie widzę problemu. Raz jedno pokazuje drugiem co jest fajnego
                            > w górach, a potem odwrotnie.

                            Problem w tym, że to, co dla jednego jest fajne, dla drugiego może być nie do przyjęcia. Poza tym wątpliwe, żeby ktoś, kto w górach źle się czuje (psychicznie albo fizycznie), nagle poczuł się dobrze dlatego, że ktoś uważa to za właściwe.

                            W końcu będąc razem chcemy poznać co interesuje dr
                            > ugą osobę.

                            Zalecałabym odwrotną kolejność. Dzięki temu jedno nie będzie cierpieć w znienawidzonych górach, drugie - nad przyprawiającym je o mdłości morzem. I nie tylko.
                            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 21:47

                              > Problem w tym, że to, co dla jednego jest fajne, dla drugiego może być nie do p
                              > rzyjęcia. Poza tym wątpliwe, żeby ktoś, kto w górach źle się czuje (psychicznie
                              > albo fizycznie), nagle poczuł się dobrze dlatego, że ktoś uważa to za właściwe
                              > Zalecałabym odwrotną kolejność. Dzięki temu jedno nie będzie cierpieć w znienaw
                              > idzonych górach, drugie - nad przyprawiającym je o mdłości morzem. I nie tylko.

                              Jeśli aż tak się różnią to ciężko aby samo dupcenie im do związku wystarczyło.
                              • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 22:06
                                g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

                                > Jeśli aż tak się różnią to ciężko aby samo dupcenie im do związku wystarczyło.

                                Ależ oczywiście. Dlatego uważam, że wiązanie się z kimś o upodobaniach, które mi nie odpowiadają, nie ma najmniejszego sensu. I dlatego te upodobania należy poznać przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji, a nie po.
                          • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 09:24
                            Nic dodać, nic ująć.
                        • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 21:11
                          > Jakoś nie wierzę, że jak ktoś nie przepada za górami, to wyjazd tam będzie dla
                          > niego KATUSZĄ.

                          1. Wierzyć nie musisz, ale tak właśnie jest. Poza tym, niezależnie od katuszy, urlop w miejscu, którego się nie lubi, to zaprzeczenie wypoczynku oraz strata czasu i pieniędzy. W imię czego?

                          2. Nie wierzę, że jak kogoś nie interesuje historia sztuki, to dwa tygodnie włóczenia się po muzeach będą dla niego "katuszą". Czy w związku z moją niewiarą zdecydujesz się spędzić ze mną urlop na moich zasadach obejmujących właśnie wizyty w tego rodzaju instytucjach?
                          • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 09:21
                            Ale ja tak właśnie mam, nie lubię zbytnio gór, wolę wylegiwanie się na plaży. Ale jak już pojadę w góry, wejdę na jakąś, wytworzą mi się endorfiny, zjem oscypka z grilla to będę zadowolona. Wszystko można sobie upiększyć albo obrzydzić. Jak będziesz siedzieć w domu z miną skrzywioną na wszystko, co nie wpasowuje się w 100 proc. w twoje "lubię" to faktycznie nie będzie ciekawie. I niekoniecznie cały urlop musi obejmować włóczenie się po muzeach.
                            • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 09:43
                              > Ale ja tak właśnie mam, nie lubię zbytnio gór, wolę wylegiwanie się na plaży. A
                              > le jak już pojadę w góry, wejdę na jakąś, wytworzą mi się endorfiny, zjem oscyp
                              > ka z grilla to będę zadowolona.

                              Czyli jest ci po prostu ganz egal, co robisz i gdzie. Tyle, że nie wszyscy tak mają.

                              > Jak będziesz siedzieć w domu z miną skrzywioną na wszystko, co nie wpasowuje si
                              > ę w 100 proc. w twoje "lubię" to faktycznie nie będzie ciekawie.

                              Z góry zakładasz, że skoro nienawidzę gór (nienawidzę, nie "nie lubię", i bardzo źle się w nich czuję), to "siedzę skrzywiona itede". Otóż nie, odmowa zmuszania się do rzeczy, których się nie cierpi, bynajmniej nie oznacza siedzenia i skrzywienia. To po prostu racjonalne postępowanie. Skrzywienie prędzej wyjdzie z robienia dobrej miny do złej gry.

                              > Wszystko można sobie upiększyć albo obrzydzić.

                              Tylko po co mam "sobie upiększać" i wmawiać, że czarne jest białe?

                              > I niekoniecznie cały urlop musi obejmować włóczenie się po muzeach.

                              Wyobraź sobie, że zdaję sobie z tego sprawę. Tylko że ja akurat mam kaprys, żeby obejmował. W imię czego mam z niego rezygnować?
                              --
                              Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
                              • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 09:56
                                Nie jest mi ganz egal, tylko wierzę, że w prawie każdej sytuacji można znaleźć jasne strony. I jeśli mi zależy na drugiej osobie, to z chęcią ich poszukam. Jeśli natomiast mam kaprys, żeby wszystko od a do z było po mojemu ( zakładam, że sytuacje bez wyjścia typu ciężkie migreny w górach należą do rzadkości) i nie mam chęci ustąpić ani o milimetr to tak jak napisałam wyżej, żyję sobie sama i nie mam do nikogo pretensji. Każdy sam sobie ustala system wartości. Ja wolę żyć z kimś, niż sama, ale nie jestem w stanie zgodzić się na wszystko w imię bycia z kimś. Każdy sam musi ocenić.
                                • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 10:25
                                  > I jeśli mi zależy na drugiej osobie, to z chęcią ich poszukam.

                                  Mnie z kolei nie zależy na ludziach, oczekujących, że będę się dla nich do czegokolwiek zmuszać i z czegokolwiek rezygnować.

                                  ( zakładam, że
                                  > sytuacje bez wyjścia typu ciężkie migreny w górach należą do rzadkości)

                                  Zdarzają się nawet poważniejsze przypadłości, i wcale nie są niczym wyjątkowym. Wystarczy mieć nadciśnienie, które rzadkie bynajmniej nie jest.

                                  > mam chęci ustąpić ani o milimetr to tak jak napisałam wyżej, żyję sobie sama i
                                  > nie mam do nikogo pretensji.

                                  Widzisz, ja do tego wniosku doszłam jakieś dziesięć lat temu. I tego się trzymam.
                                  • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 10:28
                                    Rozumiem, że nie wychodzisz z założenia, że "jakże nieznośna jest samotność".
                                    • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 10:36
                                      Wychodzę z założenia, że jakże nieznośne jest towarzystwo próbujące mnie tresować i pouczać, co mam lubić (oczywiście, to co ono) i jak się czuć (oczywiście, tak jak ono).
                                      • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 11:26
                                        Jakie to szczęście, że towarzystwo wybiera się samemu:) Wygląda na to, że mnie z moim się udało:) Nigdy się nie spotkałam z sytuacją, żeby mnie ktoś tresował.
                                        • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 11:55
                                          sundry napisała:

                                          > Jakie to szczęście, że towarzystwo wybiera się samemu:)

                                          Toteż wybrałam najlepsze z możliwych - własne.

                                          Wygląda na to, że mnie
                                          > z moim się udało:) Nigdy się nie spotkałam z sytuacją, żeby mnie ktoś tresował.

                                          To zrób eksperyment i powiedz, że nie cierpisz gór / nurkowania / spływów kajakowych / koncertów Kapeli ze Wsi Warszawa / czegokolwiek, na co kumple będą usiłowali cię namówić, i że nie masz zamiaru "próbować" i przekonywać się, jakie to zajefajne. Koniecznie napisz, jak zareagowali.
                                          • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 12:32
                                            Ależ właśnie tak robię, nie znoszę teatru i większości koncertów i nie bywam tam. Moja ekipa lubi i bywa. Odmawiam konsekwentnie, mimo namawiania. Za to chętnie chodzę na wszelkie jedzenie i chętnie robię wszystko, co związane z wodą. Nikt mnie nie wyautował towarzysko, nie spotkałam się z żadną nieuprzejmością. Tak samo jak w związku, w gronie przyjaciół dopuszcza się własny świat:)
                                            • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 13:04
                                              sundry napisała:

                                              > Ależ właśnie tak robię, nie znoszę teatru i większości koncertów i nie bywam ta
                                              > m. Moja ekipa lubi i bywa. Odmawiam konsekwentnie, mimo namawiania.

                                              Aha, namawiają. I to mimo powtarzanych odmów. Czyli jednak usiłują cię ulepić na własny obraz i podobieństwo.

                                              > Tak samo jak w związku, w gronie przyjaciół dopuszcza się własny świat:)

                                              To dlaczego nakłaniają cię do czynności, na które nie masz ochoty? Dlaczego lekceważą twoje "nie"?
                                              • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 13:15
                                                Dlatego, że jestem pesymistką, nastawioną negatywnie do prawie wszystkiego, co nowe, mówią o mnie " nie lubi lubić". Są przecież różne sztuki i różne koncerty, zawsze jest szansa, że coś mnie zainteresuje, jak raz odmówię czegoś, to do tej samej rzeczy nikt mnie więcej nie namawia. Co nie stoi na przeszkodzie zaproponowania innej. I mnie się to podoba, odczuwam to raczej jako propozycję, nie czuję się naciskana.
                                                • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 14:14
                                                  sundry napisała:

                                                  > Dlatego, że jestem pesymistką, nastawioną negatywnie do prawie wszystkiego, co
                                                  > nowe, mówią o mnie " nie lubi lubić". Są przecież różne sztuki i różne koncerty
                                                  > , zawsze jest szansa, że coś mnie zainteresuje,

                                                  Napisałaś wcześniej, że nie znosisz teatru. Skoro tak, to - logicznie rzecz biorąc - nie ma szans, że cię zainteresuje którakolwiek z tych "różnych sztuk" - wszystkie przecież należą do tej samej dziedziny życia, której nie znosisz. Tak jak nie ma szans, że duszności męczące mnie w Tatrach nie objawią się w Alpach, Himalajach czy górach Atlas. Objawią się jak najbardziej, i to silniejsze.
                                                  • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 14:56
                                                    Dlatego też nie zgadzam się na teatr, ale nie mam pretensji o proponowanie mi go.
                                                  • ka-mi-la789 Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 15:04
                                                    A dla mnie właśnie takie uparcie ponawiane (mimo mojej jasnej deklaracji "nie lubię, nie chcę, nie zamierzam się przekonywać") propozycje są nieakceptowalne (bo dowodzą lekceważenia mnie i moich słów) i nieuchronnie prowadzą do zerwania kontaktu. Jak raz mówię "nie", to znaczy "nie" i ma wystarczyć. Zresztą, generalnie nie trawię osobników nie rozumiejących, co się do nich mówi, ale to temat na inny wątek.
                                                  • sundry Re: "faceta trzeba sobie wychować" 10.01.12, 15:28
                                                    Akurat u mnie propozycja teatru zdarza się raz na kilka lat, nie kojarzę podobnie nielubianej przeze mnie aktywności nie mam, więc może tego tak nie odczuwam. Zerwanie kontaktu to dość drastyczny krok, dla mnie jest ostatecznością, ale ja utrzymuję kontakty tylko ze sprawdzonymi od kilku-kilkunastu lat ludźmi, są więc szanse że nic głupiego nie wywiną.
              • sumire Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 19:32
                zgadzam się - kompromisy są niedobre i na dłuższą metę się nie sprawdzają. efektem jest zazwyczaj przewracanie oczami i skrywany foch.
      • easz Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 17:39
        g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

        > Czy "wychowywanie sobie" kogoś dorosłego nie podchodzi przypadkiem pod przemoc
        > psychiczną?

        Symboliczną na pewno.
        Ale wiesz, to zależy. Pamiętaj, że chcącemu nie dzieje się krzywda, cytuję żuczki płci męskiej z ff.
    • headvig Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 17:46
      mój jest niewychowywalny

      po 3,5 roku małżeństwa dalej nie chce opuszczać klapy w kiblu i dalej rzuca brudne ubrania na ziemię koło łóżka ;)
      • kseniainc Re: "faceta trzeba sobie wychować" 09.01.12, 17:51
        headvig napisała:

        > mój jest niewychowywalny
        >
        > po 3,5 roku małżeństwa dalej nie chce opuszczać klapy w kiblu i dalej rzuca bru
        > dne ubrania na ziemię koło łóżka ;)

        Dla jednej to drobnostki, a inna ma ochotę zabić delikwenta;-)
    • po-trafie A ja wierze we wzajemne 'wychowywanie' 09.01.12, 18:53
      choc przypuszczam, ze osobna kwestioa jest to, co jakas osoba za wychowanie uznaje.

      Nie chodzi o mowienie komus ze ma umyc rece lub naczynia po jedzeniu lub ze nie znosi sie czegos tam. Bardziej chodzi o wzajemna 'instrukcje obslugi', rzeczy ktorych musimy sie o sobie na wzajem dowiedziec, zachowania ktore wspolnie musimy wypracowac, zeby zylo sie nam przyjemnie.
      Taka umiejetnosc i tlumaczenia sobie siebie i pokazywania pewnych rzeczy i zwracania uwagi przydaje sie w przyszlosci, kiedy kolejne sytuacje czy zmiany zyciowe nas zaskakuja czy wymagaja zmian i adaptacji.

      W zyciu codziennym takie wychowywanie, to moga byc banaly nt preferowanych zakupow, tego, ze ktos jest drazliwy dopoki kawy nie wypije i to NIE jest dobry moment na rozmowy o czymkolwiek, tego ze ktos potrzebuje spokoju kiedy czyta ale lubi puszczony w tle film kiedy pracuje.
      W powazniejszej wersji, to moze byc wzajemne uczenie swoich sposobow rozwiazywania problemow czy rozmowy o nich, slow i czynow, ktore sa dla nas wazne, tego, co komus sprawia najwieksza przyjemnosc, sposobow na wspolny relaks, ktore zadowola obie osoby lub rozwiazywania dylematow finansowych.

      Nie ma ludzi, ktorzy pod kazdym z powyzszych wzgledow rozumieja sie i wyczuwaja bez slow od pierwszego spotkania. Trzeba sobie jakies rzeczy mowic lub pokazywac, po czym pokazywac po raz kolejny bo cos umyka lub o czyms sie zapomina. Pracuje sie nad soba na wzajem i nad zwiazkiem po to, zeby po jakims czasie druga osoba umiala bez ciebie urzadzic dom tak, ze pasuje wam obojgu albo spakowac cie w ciemno na miesieczny wyjazd tak, ze masz wszystko co spakowalabys sama.
      Tak, ze umiecie sie klocic z jakimis konstruktywnymi wnioskami i bez krwawego konca i przechodzic wspolnie zyciowe wstrzasy i zmiany kazdej z osob.
      • kwieto Re: A ja wierze we wzajemne 'wychowywanie' 09.01.12, 19:10
        Piękne...

        Choć ja nie nazwałbym tego "wychowaniem" w rozumieniu, na które powołuje się autorka wątku.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja