nieszczesliwadokwadratu
10.01.12, 23:08
Jakiś czas (dłuższy) temu poznałam bardzo fajnego mężczyznę. Niestety od początku nie układało nam się w łóżku...
On ma zupełnie inne potrzeby niż ja (a w zasadzie nie miał ich wcale, a ja przy nim zachowywałam się jak nimfomanka - tak rzadko mi dawał, że chciało mi się non-stop), a jeśli już zaczyna, to robi to tak niezgrabnie, że odechciewa mi się totalnie wszystkiego.
Po kilku przykrych rozmowach (aluzje nie pomagały) zmienił trochę nastawienie i CZASEM bywało fajnie. Niestety to czasem to o wiele za mało, niż bym tego chciała. Praktycznie nie miewam orgazmów, co kiedyś było dla mnie w ogóle nie do pomyślenia. Nigdy nie miałam z tym problemów, aż do poznania obecnego faceta.
Poza tą kwestią układa nam się bardzo dobrze, więc nie zawahałam się powiedzieć: "TAK!", kiedy kilka tygodni temu mi się oświadczył. Niestety odkąd jestem narzeczoną, seksu mam coraz mniej, a jeśli chodzi o orgazm podczas, to zapomniałam, jak to się robi? Ostatnio doszło do tego, że kiedy on wychodzi do łazienki "po", to ja szybko doprowadzam się sama, bo inaczej chyba pogrążyłabym się w depresji... :(
Nie chciałabym po raz n-ty mówić mu, że nie jestem zadowolona z naszego pożycia seksualnego (a raczej jego braku), bo wiem, że to trochę uwłaczające dla faceta i już pół biedy, że kochamy się tylko raz na tydzień, a ja chciałabym minimum co 2 dni, ale te przeklęte orgazmy nie dają mi spać. On doskonale wie, że nie dochodzę i leżę niezaspokojona, kiedy on już skończy i co? Totalnie nic z tym nie robi. Odwraca się tyłkiem i idzie spać :( Już mu tłumaczyłam, że chciałabym, żeby mnie przytulił, czy zajął się mną (chociażby palcami), ale jak grochem o ścianę. Nawet zaczęłam myśleć, że go nie pociągam (a może nawet brzydzę?), ale on stanowczo zaprzecza...
Ślub pod koniec tego roku, a ja zaczynam mieć coraz więcej wątpliwości... Nie chcę być do końca życia nieszczęśliwa z powodu braku seksu, ale z drugiej strony kocham go i nie chcę się z nim rozstać... Może ktoś ma jakieś złote rady?