kruche_ciacho
11.01.12, 16:56
Nawiazujac do faktu ze moje malzenstwo sie rozpada i rozwazam rozne warianty zaczelam sobie myslec nad swoja historia.
Oprocz szczeniacki milosci i "chodzenia" ze soba" mialam w zyciu 3 powazne zwiazki, w tym obecne malzenstwo.
Pierwszy ex mial kryminalna przeszlosc o ktorej dowiedzialam sie w stanie absolutnego zakochania. Po zamieszkaniu razem okazal sie chorym zazdrosnikiem i lubil sobie wypic. Od niego ucieklam.
Drugi byl przystojnym amatorem wielkich biustow i uzaleznionym od internetowych randek. Dla niego chcialam rodzic dzieci. Po dwoch latach hustawki emocjonalnej udalo mi sie zerwac ta znajomosc.
I poznalam swego meza: radosnego, szczerego czlowieka ktory ciezko pracuje i kocha jak szaleniec. I ma cukrzyce. Pobralismy, urodzil sie nam syn. Po dwoch latach wspolnego zycia Maz przestal dbac o cukrzyce, wahania cukru rzadza teraz jego zyciem i nastrojem, od apatii do agresjii. Dorzucmy do tego alkohol. Poza tym celem zyciowym stalo sie zarobienie jak najwiekszych pieniedzy wiec przewaznie nie ma go w domu. Rozmowy nic nie zmieniaja, od pewnego czasu wiec milcze i spie oddzielnie. Zastanawiam sie tez co dalej. Isc czy zostac.
Wiec powiedzcie: ile jeszcze mozna? Ile razy mozna zaczynac od nowa? Moze lezy to tylko i wylacznie we mnie?