mi-morena
17.01.12, 22:34
w trakcie zwyklej sprzeczki (poszlo o fakt, ze znowu sama podjelam decyzje dotyczaca dziecka, i chociaz mowilam mu o tym wczesniej, nie zalapal, a teraz sie strasznie zbulwersowal) wrzeszczac chlapie wam w twarz woda z trzymanej w reku szklanki (tzn wylewa wam cala jej zawartosc na facjate) i wyzywa was od manipulantek i dziwek? I to wszystko na oczach zszokowanego dziecka !
Teraz, po paru dniach nie odzywania sie do mnie i spania na kanapie (nadal nie przeprosil !!) cos tam zaczyna do mnie zagajac ze zdal egzamin do ktorego kul od dwoch tygodni i takie tam. I chyba liczy na to, ze sprawa rozejdzie sie po kosciach, bez wiekszych konsekwencji, zwlaszcza, ze w weekend przyjezdza do nas bardzo wazny dla niego gosc, ktorego mielismy goscic u nas w domu. No, ale tak bez przeprosin? Szczyt bezczelnosci. Poniewaz caly wieczor ignorowalam jego zagajanie (nadal czekam chocby na przeprosiny, o jakichs kwiatach juz nie wspomne !) znowu demonstracyjnie zamknal sie w salonie i bedzie spal na kanapie.
Juz dawno po roznych takich jego jazdach nosilam sie z kopnieciem go w 4 litery i wyprowadzeniem sie z dzieckiem do wynajetego mieszkania, ale poniewaz nie jest to takie proste, ciagle wybaczalam. Chyba go za bardzo rozpuscilam. Ale teraz przegial chyba maksymalnie, tak jeszcze nikt mnie w zyciu nie upokorzyl, zwlaszcza, ze to rzy dziecku, wiec nie zamierzam latwo mu wybaczyc.
A moze w ogole nie powinnam wybaczac?? Co myslicie? Na codzien jest w miare milym, normalnym facetem, tylko czasem, jak go cos ugryzie......