kora3 Prowadzacy powinien przypomnieć pani pytanie 22.01.12, 11:02 - to taka uwaga całkiem na serio. I na poczatek:) Od tego jest prowadzacy w studio, zeby panować nad rozmowa gosci i w sytuacji kiedy ktoś odpowiada nie na temat (a tak było w tym przypadku) zdyscyplinować: przerwac głoszacemu, przypomnieć pytanie itd. A co do sedna ...No moze ta pani ma takie doswiadczenia i priorytety. Kazdy moze mieć włąsne, ale robić z tego ideolo i przesłąnie dla wszystkich, to gruba przesada. To, ze pani jest psychologiem nie oznacza, ze ma monopol na wszystko, gdyby tak było, zaden psycholog nie miałby np. problemów osobistych, kompleksów - a przecież mają. Moim osobistym zdaniem akceptacja, taka na serio, sytuacji, kiedy partner/rka ma kogoś na boku a współpartner o tym wie, moze mieć miejsce tylko wówczas, gdy osoba zdradzana, nie czuje sie zdradzana tj. zwyczajnie nie darzy już zdradzajacego uczuciami. Są takie zwiazki - uczucie wygasa, ale pozostają zobowiazania w postaci np. dzieci, czy wspólnej firmy i ludzie są niby oficjalnie razem, ale tak naprawde poza sferą tych zobowiazań zyją obok siebie. W takiej sytuacji, choć nie chciałabym tworzyć takiego "zwiazku", wierze, ze komuś centralnie lata, czy ta druga osoba z kimś sypia i z kim, tym bardziej, ze z nią już nie sypia, wiec w czym problem? Jesli tylko w sferze wspomnianych zobowiazań sie wywiazuje, to nie ma sprawy, a pozornie "zdradzany/a" ma też swoje zycie osobiste i czesc. Jeśli natomiast ze strony zdradzanej jest uczucie, jest też zazdrosc o współpartnera (na ogół) i niech pani psycholog swe włąsne doswiadczenia przestanie ubierac w teorie naukowe:) No, ale są przecież osoby, czesciej babki, które wiedząc o zdradzie, chca dalej być ze zdradzajacym. Owszem, są. Ale to wcale nie oznacza akceptacji stanu, tylko po prostu rezygnację. Taka osoba ma wybór: albo rozstac się z partnerem, albo UDAWAC, że akceptuje sytuację i dalej z nim jakoś tam być. Zwykle dotyczy to ludzi uzależnionych od współpartnera emocjonalnie, co mylą zazwyczaj z miłoscią i nią tłumaczą swoje zachowanie. KAzdy psycholog, ba student psychologii wie, że sytuacja udawania i robienia dobrej miny do złej gry moze byc dobra, ale na naprawde krótką mete. Na dłuzszą wywiłuje tylko frustrację, a nawet gorsze stany. Wspomniana sytuacja to prosta droga do depresji, niskiej samooceny itd. Wiec niech nikt nie mówi, ze to fajny pomysł. W sytuacji zdrady najgorszymi dwiema drogami (jesli ktoś na powaznie mysli o ratowanoiu zwiazku) są takie udawanie oraz histeria, błagania i dawanie szansy, o którą nikt nie prosi. Obie są do luftu. Jednakze są kobiety, kltóre są w stanie tak udawać. JEsli jakas to robi załozmy dla kasy, albo ze strachu, ze nie poradzi sobie sama np. z dziećmi, to wbrew temu, co nam sie zdaje - jest to emocjonalnie sytuacja zdrowsza, niż kiedy robi to, bo nie wyobraza sobie zycia bez partnera (w sensie emocjonalnym, a nie materialnym), albo np. obawias ie reakcji otoczenia na rozstanie. Są kobiety, które taki stan udawania i ponizania się uwazają za swe "zwyciestwo" - no ma kochankę, ale nie odszedł, jest ze mną, no i czyje na wierzchu? Takie "zwycięstwo" jest jednak pyrrusowe, bo okupione bardzo niebezpiecznym stanem emocjonalnym, depresją, pogłębianiem się niskiej samooceny i utratą godnosci. Kazdy ma prawo kierowac swoim zyciem jak chce, popełniać błędy, a nawet je sobie marnowac i zmarnować. Jego wybór. Ale na litosc, nie nazywajmy patologii metodą na udany zwiazek i jeszcze ustami pozal się Boze eksperta :) Odpowiedz Link Zgłoś