wicehrabia.julian
28.01.12, 09:15
Historyjka dość rozciągnięta w czasie (jakieś 2 lata). Mam znajomą długoletnią, niezbyt atrakcyjna wizualnie i intelektualnie, ale tzw. dobra kobieta, która nie zasługuje na złe rzeczy. Niestety nie posiadła umiejętności korzystania z rozumu przy dokonywaniu wyborów życiowych.
Od dawna poszukiwała partnera w jedynie słusznym dla kobiety celu, doradziłem jej drzewiej żeby użyła do tego internetu. Nawet się powiodło, poznała ciekawego koleżkę, wykształconego, z kasą, poukładanego, nawet go polubiliśmy bo ogólnie był kól. Niestety pani coś nie pasowało, kręciła nosem, wybrzydzała i w końcu się z nim rozstała pod pozorem "intuicja mówi mi, że to nie on".
Później związała się z żonatym, który rzecz jasna po kilkunastu numerkach i porcji oszustw kopnął ją w zad. W zeszłym tygodniu spotkałem tego koleżkę, którego rzuciła - szedł z wózkiem wypełnionym świeżutkim dzieciakiem z rogalem na twarzy i laską przy boku, pogadaliśmy i ogólnie gość stwierdził, że bardzo się cieszy.
Jakieś było moje zdziwienie, kiedy zrelacjonowałem ten fakt pani "intuicyjnej" - popłakała się i stwierdziła, że jest głupia. Przez grzeczność nie zaprzeczyłem, bo to już kolejny raz, kiedy kobieta działa wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi na swoją szkodę używając wszystkotłumaczącej intuicji. Gdzie tu sens?