beka.smiechu-w.sali.obok
04.02.12, 00:49
Moze glupi temat, moze dziwny, ale.
Czy uwazacie, ze ludziom moze sprawiac satysfakcje fakt, ze ktos nie moze pic alkoholu?
Mialem kiedys taki problem z takimi znajomymi, ze jak kiedys sporo pilem to pewnego razu przestalem i nie pilem przez dlugi czas, ale ci znajomi czesto wywolywali ten temat np przy stole, kiedy oni pili piwo czy wino a ja wode, i pytali, czy latwo mi nie pic, albo 'wspoluczuli' mi ze tak mi ciezko, ze nie moglem pic (nie moglem w sensie umownym- bo organizm mialem zdrowy tylko po prostu kwestia postanowienia).
Mialem wrazenie, dosyc silne, ze oni mieli jakas dziwna radosc z tego, ze ja nie pije a oni pija. Ze czuli sie lepsi, 'wtajemniczeni', wartosciowsi itp. Czy myslicie, ze problem takiego stosunku moze byc realny i, co bardzie istotne, powszechny?
Jaki moglby inny klucz do zachowania tego malzenstwa wobec mnie na przyjeciach czy w barze, kiedy na zmiane 'wspolczuli' mi tego, ze nie pije, albo pouczali, ze nie moge, albo pytali, czy moge, czy bede, czy juz na zawsze itp (sytuacja powtorzyla sie kilka albo raczej kilkanascie razy).