aurelia007
06.02.12, 02:55
Kilka miesięcy temu poznałam mężczyznę, już na pierwszym spotkaniu coś między nami zaiskrzyło, czasami się to czuje. Kolejne tygodnie mijały na spotykaniu się w towarzystwie, bez naciskania, wiedziałam, że jest po długim związku, a kobieta z którą był bardzo go zraniła. Mimo wszystko między nami coś było, każde spotkanie spędzaliśmy praktycznie w swoim i tylko swoim towarzystwie, spędzaliśmy niejednokrotnie godziny na rozmowach przez internet. Jak już wceśniej mówiłam, bez presji.. rozumiałam, że potrzebuje czasu.. Jednak po pierwszym naszym pocałunku pękłam, na prawdę zależało mi na nim.. od momentu gdy go poznałam czułam, że jest to osoba warta zainteresowania. Podobne poglądy, podobne pasje, takie samo poczucie humoru i podejscie do wielu spraw. Tak jak mówię, do niczego między nami nie doszło, dopiero po tym pocałunku.. i jego zachowaniu na następnym spotkaniu coś we mnie pękło. Po trzech miesiącach stwierdziłam, że wyrzucam kredki i chowam pluszowego misia, oboje jesteśmy dorośli, a ja mam dość zabawy w kotka i myszkę.
Podczas rozmowy wyszło to czego się najbardziej bałam, czyli to, że nic z tego nie będzie, bo on dalej myśli o swojej byłej kobiecie i nie potrafi sie od tego uwolnić. Przełknęłam prawdę. Nie pierwszy i nie ostatni na mojej drodze. Kilka dni temu napisał do mnie, ruszyło go sumienie. W rozmowie wyszło mniej więcej tyle, że owszem, "olał mnie" bo dalej myśli o byłej i przez ten czas na tyle mnie polubił, że nie chciał spotykać się ze mną a kiedy ona napisze, mieć mnie kolokwialnie gdzieś i lecieć do niej, że niby tak będzie bardziej fair, ustaliliśmy, że przechodzimy na stopę koleżeńską, ale pod warunkiem, że będziemy w stosunku do siebie szczerzy. Chociaż moja duma ucierpiała kiedy okazało się, że nic z tego nie będzie układ koleżeński również mi pasuje, ponieważ lubię i szanuję go jako człowieka i nie chciałabym, żebyśmy o sobie źle myśleli i stracili kontakt. A przede wszystkim, jak to on sam ujął, nie chce mnie unikać , bo głupio się czuje, że zachowywał się tak a nie inaczej, a nic z tego nie wyszło.
Wczoraj spotkaliśmy się pierwszy raz po tej rozmowie, oczywiście przypadkowo, na imprezie. On był ze swoimi kolegami, ja wpadłam na jednego drinka z koleżankami. Zwykle -cześć-cześć, buzi w policzek,standardowa rozmowa, nawet nieco niezręczna.. Do momentu kiedy nie spotkaliśmy się na parkiecie, gdzie sam do mnie przyszedł, zaczął z nami tańczyć, skończyło się oczywiście tym, że tańczyliśmy przytuleni, jak wcześniej... wyrażając oboje (a w sumie bardziej on niż ja) chęć na to, żeby przetańczyć tak całą noc, po czym zacząć się namiętnie całować. Jako, że wpadłam tylko na chwilę, potańczyliśmy, daliśmy sobie kilka buziaków na "dobranoc", przytuliliśmy się.. i poszłam.
Dziś napisałam do niego i znów poczułam ten cholerny dystans, rozmowa ok.. ale czuć było znów to wycofanie.
Szlag by to trafił!!! Skoro przeszliśmy do sfery koleżeńskiej, to przecież ta noc "nie powinna nic znaczyć" (wiadomo, że dla mnie znaczy coś, ale skoro jego decyzja była taka, nie będę nawet pokazywać, że brakowało mi tego i że cokolwiek dla mnie znaczyła)
A to on wyznacza jakieś chore bariery i gdzie ta szczerość która została sobie obiecana?I gdzie ta cholerna konsekwencja?! "friends zone" znaczy "friends zone".
Historia o tym jak to dwoje dorosłych ludzi zachowuje się jak dzieci i ja i on. Zupełnie bez sensu.
A teraz oczywiście w moim poronionym kobiecym mózgu rodzą się pytania, czy on zrobił wczoraj coś głupiego i ma wyrzuty sumienia, bo tego nie chciał, wypił coś i przełamał naszą barierę koleżeńską, czy tak na prawdę w jakimś tam stopniu zależy mu na mnie, ale boji się angażować po poprzednim związku, czy sam nie wie czego chce.. Chce a równocześnie nie chce. Czy może nie chce się wiązać, ale ciągnie go do mnie, a być może po prostu potrzebuje bliskości, a skoro ze mną już kiedyś przełamał tą barierę, to teraz łatwiej mu przyjść do mnie się przytulić i tyle.
A mnie szlag trafia, bo nasz układ "szczerości i koleżeństwa" poszedł się walić, a on mnie znów "unika"...
Może wy macie jakieś pomysły, jak to rozwiązać.. czy w ogóle rozwiązywać.
Wiem, że najlepiej jest to olać, że jesli chłopak nie wie czego chce, to jego problem, ale moj problm tkwi w tym, ze mi na nim zależy.. chociażby w najgorszym wypadku jako na koledze.