arampampam
06.02.12, 11:56
Wyżalam się, bo nie mam komu. Mąż właśnie po raz kolejny jest w szpitalu - w trakcie leczenia nowotworu. Mieszkaliśmy kilka lat za granicą .. było ze mną kiepsko, wpędziłam się w depresję i w nerwicę. Taka samotna i niezrozumiana przez otoczenie. Pocieszałam się ze zajdę tam w ciążę i odnajdę sens.. Wróciliśmy do kraju - ja pełna nadziei, że w końcu uda mi sie wrócić do zawodu, do wymarzonej pracy i nawet sie udało !!.. Ta wymarzona praca!!!ale jakoś nie wyszło i zostałam bez pracy znowu,potworne rozczarowanie, sobą i ludzmi... cały świat stanął na głowie bo jeszcze doszła ta informacja o nowotworze. Tak wygląda najgorszy dzień życia: kiedy jesteś zmuszona napisać wypowiedzenie z pracy o której marzyłaś 5 lat i kiedy mąż przynosi wynik, że to nowotwór złośliwy.. Ogólnie jestem bez pracy ponad rok. Nie możemy mieć .. a już jestem + 30.. czekać kilka lat trzeba by było znowu... Od powrotu nie moge znaleźć bratniej duszy ani jakis sensownych znajomych.. takich żeby pogadać o pierdołach po prostu.. kiepsko ze mną.. postawiłam sobie mur żeby nikt mnie już więcej nie zranił chyba?? a może to moja wiecznie skwaszona mina, która przykleiła się już na stałe??? Przeciez kiedyś byłam taka uśmiechnięta.. ciągle.. zadowolona i szczęściwa... Tak naprawdę jedyną osobą, przez którą to wszystko ma sens to mój mąż. tak strasznie go kocham i nie wyobrażam sobie że go może zabraknąć......