rushgirl
08.02.12, 17:04
Otóż jestem w związku i czuje się gorsza od mojego partnera pod kątem finansowym.
Mój M zarabia dość sporo, ja zaledwie 1500 zł, aż wstyd się publicznie przyznać. Nie mieszkamy jeszcze razem, dzięki temu mogę trochę zaoszdzędzić. Prawda jest bolesna. Gdy M przyjeżdża do mnie specjalnie robię porządne zakupy, gotuję ciekawe potrawy, chociaż wiem, że jednocześnie, jak tylko wróci do siebie będę musiała zacisnąć ostro pasa. Myślę, że go ograniczam. Nie mogę pozwolić sobie na podróże, kino, teatr.
Proszę tylko nie piszcie, żebym znalazła lepiej płatną pracę, bo szukam już od 1,5 roku i NIC. Wszędzie tylko umowy śmieciowe.
Swój kompleks ukrywam przed nim. Jak jesteśmy na zakupach oczywiście płacimy 50/50, ewentualnie raz ja całość, a raz on. Staram się cały czas jakoś to ograniać, ale chyba już nie daję rady. Może lepiej, by był z kimś kto już w życiu coś osiągnął. Na kredyt na mieszkanie nie mogę liczyć, nie mówiąc już o dzieciach. Jego znajomi porządnie zarabiają, mają już rodziny, mieszkania. Tylko ja jestem, jak jakaś sierota. Ostatnio nawet doszło do małej sprzeczki między nami. Niby o pierdołę, ale inaczej to odebrałam. M. zapytał się mnie trochę z wyrzutem czemu sobie ładnych butów nie kupię (bo latam już 2 rok w tych samym trochę potężnych oficerkach), a ja na to, że nie kupię butów na jeden sezon i myślę przyszłościowo, by jak najwięcej pochodzić, niż co roku wydawać na nowe. A w głębi marzę, by sobie parę rzeczy sprawić. Staram się oszczędzać, ale to mi się przydaje tylko na czarną godzinę, jak ostatnio, gdy zepsuła mi się pralka i kupiłam nową.