katherine.gilbert
10.02.12, 18:39
Już wiem, dlaczego pseudokoleżanka co chwila miala jakiś powód, dla którego nie mogła przez 4 miechy oddać mi czegoś, co jej pożyczyłam - obiecywała, że odda, przeciągała, kręciła, aż w końcu moja rzecz o wartości niecałych 2000zł znalazła się w komisie, oczekując na chętnego kupca. A było to tak... kupiłam od "koleżanki" instrument muzyczny, później ona go pożyczyła ode mnie "jeszcze na chwilę". No to ja po koleżeńsku, że dobra, i od 4 miesięcy jak nie lepiej okłamywała mnie, że w końcu odda, że odda jutro, poza jutro, w nastęnym tygodniu, za miesiąc i traf chciał, że mój korepetytor od grania natknął się na mój sprzęt w komisie, poznał, że mój, bo w futerale byly moje zeszyty i notatki!! Od razu mnie powiadomił. Szczęka opadła, a teraz chciałam zapytać, co powinnam zrobić? Napisałam do laski, ale ma wyłączony telefon. Możliwe, że tak naciągnęła nie tylko mnie. Dowody, jakimi dysponuję to przelew na jej konto określonej sumy za instrument, znajomi, rodzina, którym już wcześniej wspominałam o sytuacji, że pożyczyłam "koleżance" rzecz i nie widzę jej już od niepamiętnych czasów, smsy, korespondencję w FB z laską jak obiecuje, że odda, ale cośtam cośtam i korepetytor, który dał mi cynk i za to mu dziękuję...