zazdrosna najbliższa rodzina...

12.02.12, 22:32
Witam,

Mam trudną sytuację rodzinną i niestety sobie z nią nie radzę. Dlatego będę wdzięczna za opinie i sugestie.

Sprawa dotyczy moich relacji z rodzicami i siostrą (młodsza o 6 lat). Od trzech lat jestem mężatką i mieszkam z mężem w innym mieście niż moja rodzina. Dzieli nas 350 km i widujemy się około raz w miesiącu. Moja sytuacja polega na tym, że od trzech lat pracuję zawodowo i moja sytuacja finansowa jest lepsza niż moich rodziców (siostra mieszka z rodzicami). Jesteśmy z mężem od początku bardzo samodzielni, rodzina wogóle w niczym nam nie pomagała. Kupiliśmy również mieszkanie (z trudem) i nikt nam w tym nie pomagał. Moi rodzice uznali że "tak mi się świetnie wiedzie" że wogóle się nie interesują moim życiem. Nawet do mnie nie dzwonią, bo uważają że "ja mam więcej pieniędzy" więc niech ja dzwonię. Nie zwracają uwagi na to, że z mężem dorabiamy się od totalnego zera. Nawet zaczynaliśmy na długach. Rozpoczeliśmy życie w obcym mieście, bez niczyjej pomocy. Prace zdobyliśmy sami, bez żadnych układów czy też znajomości. Nasz status społeczny jest oczywiście w tym momencie zupełnie średni, nie jesteśmy ludzmi bogatymi. Od początku swojej pracy zawsze pamietałam o rodzinie, prezenty, pieniądze itp. Naprawdę się poświęcałam dla nich. A oni wciąż mają wobec mnie taką dziwną postawę. Nie mówiąc o tym, że wciąż mam taki strach przed tym żeby gdziekolwiek się wybrać na wakacje czy też ferie, bo się na mnie obrażą. Najbardziej boli mnie ich brak zainteresowania moim życiem. Wogóle nie pytają co u mnie, co w pracy. Nawet nie mogę z nimi porozmawiać o planach na przyszłość itp. Dodam że moja rodzina nie jest uboga. Rodzice nie mają wykształcenia wyższego, ale są bardzo zaradni i w domu jest wszystko co trzeba.

Mam poczucie że zaangażowanie i energia płyną tylko ode mnie w ich stronę, a oni przyjeli postawę obojętną wręcz roszczeniową. Nie mówiac o mojej siostrze, która całe życie bez skrupułów mnie wykorzystywała. Dopiero jak się wyprowadziłam i zobaczyła że zamierzam w końcy życ swoim życiem, to troche sie zmieniła na korzyść.

Obecnie czuje sie samotna, bo nie mam z kim porozmawiac o swoim zyciu, ciagle jak dzwonie (bo jak ja nie zadzwonie to rodzina tego nie zrobi) to wysłuchuje litanie co u nich. A o mnie nie pytają wogóle.

Macie podobne doświadczenia? Jak sobie radzicie?

Pozdrawiam.

    • marzeka1 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 22:38
      Masz problem, ale nie z rodziną, ale za sobą; bo twoją najbliższą rodziną NIE JEST matka, ojciec czy siostra, którzy mieszkają 350 km do ciebie, ale twój mąż. A ty piszesz o samotności.
      A już dlaczego mieliby się na ciebie obrazić, bo jedziesz na wakacje nie pojmuję,
      • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 20:23
        to znaczy nie obrażają się wprost, ale jest takie komentowanie że "oni to marzą żeby do Szczawnicy pojechać" - i tu w domyśle że ja pojechałam za granicę. W tym roku byłam z mężem w Egipcie, wiadomo Egipt nie jest drogi na wakacje, pojechaliśmy po sezonie. I nawet nie pokazałam zdjęć rodzinie, bo od razu były by komentarze, że oni to nie byli, że mi się powodzi itp.
    • lolcia-olcia Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 22:45
      daruj sobie , masz własne życie i nim się zajmij
      • marzeka1 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 22:49
        I też uważam jedno: SKUP się na swoim życiu tu i teraz, sama zadzwoń do domu, krótko powiedz , co u ciebie, a tu w nowym miejscu buduj swoje życie.
        • agnes2605 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 23:11
          wiem, dokładnie o czym piszesz...mam bardzo podobną sytuacje, wiem jak to jest gdy chcieliśmy pojechac na wakacje za granice...niemiłe komentarze i coś w stylu własnie obrażania sie...ja niestety dopiero od kilku miesięcy naprade zrozumialam ze musze odpuścic i życ swoim życiem nie patrząc na innych, nawet na najbliższą rodzinę...jest mi bardzo przykro i źle, bo chciałabym aby rodzina cieszyła się ze jakoś człowiek sobie radzi, ma prace, założył swoją rodzinę, a tu tak naprawde bardzo czesto słysze zarzuty ze powinnam to czy tamto...ze jestem odpowiedzialna za wszelkie porażki na które tak naprawde nie miałam wpływu!jest to bardzo trudne, bo chciałabym miec z nimi dobry/ciągły kontakt, a teraz nawet nikt nie zainteresuje sie wnuczką, czy jest zdrowa jak sie ma,nikogo to nie ineteresuje- tez czuje sie samotna mimo,ze mam kochającego męza, dużo wsparcia z jego strony, ale tak naprawde jesteśmy sami...próbowałam rozmawiac, słuchac, ale oni wiedzą najlepiej- nikt nie chce słuchac co ja chce powiedziec...ja niestety sie poddałam i skupiłam na "mojej" najbliższej rodzinie: męzu i dziecku- tu szukam siły! tobie tego tez życzę.
          • zuzi.1 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 23:20
            Też znam takie rodziny, to jest toksycznośc, zero wsparcia, zazdrosc o życie własnego dziecka, zazdrosc o wyjazd na wakacje dorosłego dziecka, czysta patologia. Autorko wątku obudź się, Twoja rodzina nie jest normalną rodziną, życzliwą Ci i wspierającą Cię chocby duchowo, to egoisci z zerową empatią w dodatku toksyczni. Żyj swoim życiem i kontaktuj się z nimi jedynie od czasu do czasu, ale ogranicz do minimum opowiadanie o swoim życiu, a już broń boże nie opowiadaj, że coś Ci wychodzi, udaje się, z czegoś jestes dumna, wpędzisz ich tym w depreseję...współczuję rodziny...
            • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 20:41
              wiesz oni nie są tak w 100% źli sami w sobie. Święta które razem spędzamy są uroczyste, rodzinne. Tylko chodzi o tą ogólną postawę życiową, codzienną. Niestety częściowo to też wynika z horyzontów myślowych, ja to obserwuję na przykładzie ludzi z mojej pracy. Moja koleżanka, której rodzice są wykształceni, dobrze sytuowani ma zupełnie inne relacje z rodzicami. Jej rodzice są zorientowani w wielu sprawach, aktywni, zaangażowani. A moi tak jakby zupełnie się nie odnajdywali w moim świecie. Ja z nimi nawet nie rozmawiałam o kupnie mieszkania o załatwieniach jakie musieliśmy poczynić. Chciałam kiedyś z moją mamą poroznawiać o macierzyństwie o moich planach, to nie podjęła tematu. Chyba ją to przerosło...
          • heet_joe Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 23:22
            Mam dokładnie jak ty :-) Ja olałam. Nie dzwonię, nie piszę, czasami wspominam mamie, że możemy się na skypa umówić, bo nie mam tel. stacjonarnego, ale ona twierdzi, że to dla niej za trudne. Nawet nie chciała spróbować. Pośrednikiem jest starsza siostra. Na urodziny wysyłamy sobie kartki, ja jestem w domu średnio raz na rok. Góra 3 dni, potem dom działa na mnie destrukcyjnie.
            Widzę tego same zalety. Mniej się denerwuję, mniej przeżywam odrzucenie, mniej się stresuję.
            • zuzi.1 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 00:24
              Tak, takie pozorowane utrzymywanie niby "normalnych" relacji rodzinnych to klasyka toksyczności, z zewnątrz wszystko wygląda na niby OK ...:-) No, normalnie normalna, zdrowa rodzina :-) tylko chęci zbliżenia się rzeczywistego chocby i przez internet brak...
              • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 20:45
                zawsze starałam się być uczciwa i szczera wobec mojej rodziny. Ale dochodzę do wniosku że muszę ich zacząć okłamywać, żeby utrzymać relacje. dla mnie to nienormalne, ale nie mam wyjścia.
                • po-trafie Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 14.02.12, 14:25
                  to akurat straszna bzdura jest.

                  Masz wybor, i to kilka:
                  1. zyjesz wlasnym zyciem, kontakty z rodzina utrzymujesz minimalne (nie opowiadasz o swoim zyciu, ale tez nie jestes zainteresowana ich zyciem)
                  2. zyjesz wlasnym zyciem i bez strachu z nimi rozmawiasz nie przejmujac sie komentarzami. Co to wogole jest za pomysl? 'Nie powiem jak spedzam wakacje, bo oni sie obraza' - to brzmi jak podstawowka a nie jak relacje z rodzina. Jesli faktycznie sa zazdrosni, to beda sobie musieli z ta zazdroscia poradzic ONI, a nie TY poprzez 'chronienie' ich klamtwami.
            • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 20:43
              można sobie ułożyć życie samemu i zaakceptować tę sytuację. Właśnie ja jestem na tym etapie, bo narazie nie mogę się z tym pogodzić....
          • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 20:27
            myślę, że moja postawa też taka będzie za jakiś czas. niestety w tym momencie cokolwiek bym nie robiła, na głowie stawała to nie dogodzę. tylko mimo wszystko jest to bardzo przykre. Okazuje się że radzę sobie w pracy, z codziennymi sprawami itp. A moim największym problemem jest własna rodzina. To jest poprostu dla mnie jakaś paranoja... Powinnam się zmagać z obcymi ludźmi a nie z własną rodziną. Ale widocznie nie można mieć wszystkiego. Pozdrawiam!
        • placeboeffect Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 23:18
          wg jedna z gorszych obcji jaka mozesz wybrac w tej sytuacji to tupnac noga i powiedziec jesli wy do mnie nie dzwonicie to ja do was tez nie. z rodzina niby najlepiej wychodzi sie na zdjeciu ale jakby nie popatrzec to zawsze rodzina (zniszczyc relacje mozna w 5 minut. szczerej relacji odbudowac sie juz nie da). mowie tylko za siebie: nie zrywaj kontaktu. ja juz wiele rzeczy przerobilam ze swoja rodzina. jak mialam 20 lat wyjechalam do innego panstwa i zawsze mi sie wydawalo, ze po co mam mowic o zlych rzeczach, po co mam rodzicow martwic. blad. trzeba mowic wszystko jak leci. moj o starszy o piec lat brat dzwoni do mamy ze ma katar (a potem ja musialam wysluchiwac jaki on jest biedny w tym samym czasie kiedy ja nie bylam w stanie wstac z lozka bo mialam ospe- moj blad, trzeba bylo powiedziec ze nie spalam od 4 dni bo mnie tak swedzi, nie jadlam od 3 bo takiego bolu w gardle nigdy nie mialam a ja wybieralam opcje "aha to ciekawe"). lekcja zyciowa. teraz mowie otwarcie: jestem zmeczona, zle sie czuje a musze isc do pracy, boli mnie brzuch bo mam tzw dni kobiece i moglabym komus walnac bo tak boli, bla bla bla i mama sie zmienila ( jak mnie odwiedzila to z przymusu zafundowalam jej przejazdzke w ta i z powrotem do lekarza, ktory byl bardzo blisko mojej pracy. 1.45 w jedna strone. no to jej powiedzialam ze tak jezdze kazdego dnia od 2 lat. od razu bylo "dziecko jak ty to wytrzymujesz?" od tamtego czasu sie przeprowadzilam tak przy okazji). mow jak leci, wszystko, ze ciebie nie stac, ze sie czyms martwisz, ze ciebie boli (troche ciezko sie na poczatku przemoc, bo przeciez ze wszystkim sobie doskonale radzisz sama). masz bo pracujesz. z nieba tobie nic nie spadlo. bardzo tego nie lubie jak ktos wytyka, ze ty masz tak dobrze a mi tak ciezko (sa wyjatki ale zwykle osoby, ktore faktycznie potrzebuja pomocy jakos tego nie manifestuje tego calemu swiatu). moja rada jest taka- dzwon (ale nie za czesto bo ciebie nie stac co warto wspomniec) i marudz (z rozsadkiem), ze masz takie a taki problem.
          • heet_joe Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 23:27
            placeboeffect napisała:

            moja rada jest taka-
            > dzwon (ale nie za czesto bo ciebie nie stac co warto wspomniec) i marudz (z ro
            > zsadkiem), ze masz takie a taki problem.

            Hm, można, ale po co skoro ona wie, że to nikogo tak naprawdę nie interesuje :-) Moim zdaniem lepiej utrzymywać kontakty, ale zdystansowane. Skupić się na mężu, przyjaciołach, może rodzinie męża.
            • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 20:55
              pomału, stopniowo staram się tak robić.
          • placeboeffect Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 23:37
            tak patrzac na te posty to w sumie do bani maja zwykle corki (ameryki tym nie odkrylam). najpierw coreczki maja byc ulozone, potem isc do szkoly, szybko wyjsc za maz (nie wazne czy szczesliwie, rozwod sie przeprowadzi- mniejszy wstyd niz byc stara panna) no i ...teraz nie wiem. powinno byc zajac sie mezem i dziecmi ale tu wychodzi mi: byc meczennikiem za niepowodzenia wszystkich, fundowac wakacje wszystkim i byc wycieraczka dla kto wstal lewa noga. rob swoje (np jedz na urlop- pracujesz na to, rodzicom albo sierotom tych pieniedzy nie ukradlas, kup sobie 60 calowa plazme albo zapisz sie na kurs wladania mieczem samurajskim. twoje pieniadze twoja sprawa). dalej jednak jestem zdania, zeby nie zrywac kontaktu. czasami tak jest, ze ludzie nie zdaja sobie sprawy ze gadaja tylko o sobie (czasami trzeba im dyskretnie lub troche mniej powiedziec, ze jesli nie chca sie zapytac co u ciebie a tylko pochwalic nowym odkurzaczem to lepiej niech niech zadzwonia za tydzien bo wlasnie malujesz paznokcie i nie masz czasu)
            • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 21:07
              masz rację, my z mężem pracujemy na wszystko sami. wszystko co mamy kupiliśmy za własne pieniądze. Ale i tak mam taką blokadę wewnętrzną. Nie zapomnę jak zaczeliśmy mieszkać na własnym mieszkaniu po przeprowadzce. Załatwianie kredytu pochłonęło wszyskie nasze oszczędności. Po otrzymaniu kluczy od mieszkania byliśmy spłukani. Pomału się odkuwaliśmy miesiąc po miesiącu. Mało tego dużo pracowaliśmy z mężem, owszem weekendy mieliśmy wolne, ale wtedy nadrabialiśmy zaległości z całego tygodnia. I wtedy mój ojciec dał popis - dręczył mnie, dosłownie wiercił dziure w brzuchu, dlaczego nie mam jeszcze mebli, bo on chce przyjechać w odwiedziny... Nie rozumiał że nie mamy kasy "no bo przecież mamy TAAAKIE zarobki"... kiedyś się mnie zapytał ironicznie, czy mam "kłopoty finansowe" że nie mam sofy... ręce opadają.
          • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 20:53
            i tutaj wchodzimy na temat relacji z rodzeństwem. Ja zawsze musiałam być samodzielna, odpowiedzialna, słuchać rodziców... a moja siostra nie musiała, bo jest ta młodsza. O to mam duży żal do rodziców, ale powiedzmy że z tym się już pogodziłam. Ja zawsze byłam bardzo ambitna, poszłam do bardzo dobrej szkoły średniej. Potem na studia. Moja siostra poszła do słabej szkoły średniej i jakoś nie było z tym problemu. Ale to że starsze rodzeństwo ma generalnie gorzej to wiedzą wszyscy. Nie będę tego roztrząsać. A wiesz ja ostatnio doszłam do wniosku, że bardziej opłaca się być nieudacznikiem i głupkiem niż ambitnym pracusiem. Bo nad nieudacznikiem zawsze się ktoś pochyli, zlituje się pomoże. A pracuś sobie świetnie radzi, to niech robi i niech innym pomaga ;)
            Pozdrawiam
    • georgia241 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 23:32
      Standard. Biedulka, której nie kochają tatuś, mamusia i siostrzyczka. No, ale bogata! Jak nie pogłaszczą i nie wycałują po nóżętach różanych, to im nie kupi nowej ceratki na stół. No kto by pomyślał!
    • lacido Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 23:32
      a ta zazdrość to gdzie?
    • grzeczna_dziewczynka15 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 23:36
      Ale zawsze miałaś kiepskie kontakty z rodziną, czy może odkąd w Twoim życiu pojawił się Twój mąż?
      Bo może jakoś między nimi nie iskrzy tak do końca. Może problem leżeć po obu stronach wtedy (męża i rodziny, a nie tylko rodziny). Może warto zastanowić się dlaczego tak się dzieje. Może "zazdrość" to nie jedyna interpretacja? Może Twój stosunek do rodziny też się zmienił?

      Nie ma co na siłę ciągnąć pewnych relacji, ale z drugiej strony, jak ktoś napisał, łatwo zepsuć relację, a potem ciężko ją naprawić. A życie jest ktrótkie i potem może być Ci szkoda, że nie odpuściłaś rodzicom.
      • placeboeffect Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 23:44
        georgia, rodziny sobie nie wybieramy. chyba w zadnym domu nie ma tak jak na amerykanskim filmie, ze sie wszyscy sciskaja. jeden ma tak, drugi ma inaczej; jednego boli mniej drugiego bardziej (i jak ocenic kogo faktycznie boli a kto udaje?). jedna osoba potrzebuje wiecej uwagi, druga zadzwoni do domu raz na 5 lat i jest ok a czasami jest tak, ze ma sie w rodzinie kozla ofiarnego (jak widac powyzej) i mozna peknac a i tak nie jest sie wystarczajaco dobrym.
        • placeboeffect Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 12.02.12, 23:50
          z calego serca polecam wizyte u dobrego psychologa, zeby nauczyc sie byc asertywnym (w razie zagrywek i dogryzania) ,nauczyc sie spuszczac cisnienie (jak jednak ktos tobie krwi napsul) i nauczyc sie rozmawiac z druga strona. poki co chyba naleza sie tobie wakacje od kontaktow z rodzina. lepiej spozytkujesz ten czas jak np pojdziesz z mezem na lody albo do kina (zamiast mu glowe zmyc, ze znowu mi powiedzieli ze ....)
          • mojemieszkanie24 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 09:24
            Problem to ty masz. Prawda jest taka,ze teraz najbliższa twoją rodziną jest twój mąż a nie mama, tata, siostra. ty mam wrażenie jeszcze nie do końca pogodziłas się z tym, że się wyprowadziłaś z domu. Masz żal o to, że rodzice pomagają młodszej siostrze a nie tobie. Jestes dorosła i weź się w garść.

            Przez pewien czas tez miałam ten problem ale zdałam sobie sprawę, że jestem dorosła i że muszę oddzielić nowe życie od starego. Bardzo kocham moich Rodziców, Brata ale koncentruje się bardziej na tym co teraz przeżywam.

            Rada dla ciebie: nie pisz, nie dzwoń- niech sami się do ciebie odezwą. Widzicie sie raz w miesiacu ? To wy tak jeździcie prawie 400 km do nich ? ZA CZĘSTO..... nie wyobrazam sobie tego. Ja jeżdze do rodzciców na święta i ew jak muszę coś załatwić lub mam ochotę. Jest to może 5-6 razy w roku ( a mieszkam od nich 200 km...).

            Wizyta u psychologa pomoże, nie zakończyłaś jednego etapu życia.

            ps. zazdrość będzie zawsze. My teraz urzadzamy mieszkanie i wszyscy patrzą jakbysmy mieli kasy jak lodu. Nikt nie widzi tego,że partner robi do wieczora, ja tak samo jak się uda znalexć coś dorywczego to nieraz po nocach siedze...
            • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 21:18
              masz rację nie zakończyłam tamtego etapu. Zdaję sobie z tego sprawę. To jest taka transformacja dla mnie. Mój mąż cały czas mi powtarza, że za często jeżdzę do domu, że on jest moją rodziną. Teraz faktycznie jeżdzę rzadziej. Mniej dzwonię. Ale widzisz stare mechanizmy jeszcze działają.
          • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 21:14
            asertywność ćwiczę intensywnie i muszę przyznać że są postępy. A co do męża to bardzo dobra porada, bo trochę za dużo słucha o moich żalach. Pozdrawiam
        • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 21:12
          może właśnie jestem tym kozłem ofiarnym. To znaczy na pewno zawsze byłam "wrażliwa", ambitna, zawsze zależało mi bardziej niż innym. może gdybym miała inną naturę, bardziej odporną, to wtedy ludzie o mnie by się starali, a nie ja o nich.
      • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 21:11
        moje kontakty z rodziną zawsze były "skomplikowane". Ale wtedy pragnełam jak najdalej uciec i żyć po swojemu. I to mi się udało, mam teraz swoje niezależne życie. Ale o dziwo brakuje mi relacji z rodziną, wsparcia. Każdego dnia zmagam się z róznymi problemami, większymi, mniejszymi, ale moja rodzina jest z tego wyłączona. Nie widzą jak boksuję się w pracy, dojeżdzam codziennie w korkach. Według nich mnie się powodzi a im nie. I właściwie nie ma potrzeby mi pomagać, bo ja powinnam sobie wszystko kupić.
    • amancjuszka Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 09:33
      Nie rozumiem tutaj komenatrzy w stylu Twoj maz Twoja rodzina, na mezu swiat sie nie konczy, i poczucie ze za Toba stoja Twoi inni bliscy jest budujaca, a tutaj jest na odwrot. Moim zdaniem warto szczerze porozmawiac z rodzicami , z siostra usiasc, chociaz moze to nie przyniesc zadnego efektu. Jednak warto sprobowac, jezeli natomiast rodzice nie beda wykazywac checi by sie z Toba dalej kontaktowac itd, to po prostu trzeba im na to pozwolic. Byc moze nie czuja z Toba wiezi emocjonalnych, sa typem chlodnych rodzicow podobnie jak siostra.
      • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 21:22
        Oni uważają że są najbiedniejsi na świecie, tylko im się dzieje krzywda. Rozmawiać próbowałam, ale są bardzo przekonani w swoich racjach. Oni mają ściśle określony światopogląd i się już nie zmienią. Mam wrażenie, że to ja muszę się nauczyć z tym żyć, pogodzić się z tym i żyć swoim życiem. Ale to jest dla mnie bardzo trudne.
    • 10iwonka10 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 09:41
      Ja cie rozumiem. Moi rodzice zawsze byli w porzadku i cieszyli sie sie moim zyciem. Ale mam kuzynke ktora mieszka w Chicago I ktora ma do mnie pretensje ze do nie nie dzwonie ( mieszkam w Angli wiec nie moge wymiawiac sie kosztami bo rozmowy na karty sa tanie) Ale ona np zadwoni i przez godzine trajkocze o znajomych, rodzinie, sobie....mnie wlasciwie nie dopusci do glosu. To nie rozmowa ale bierne sluchane monologu. Po co mam do niej dzwonic zeby sluchac jej przez godzine. Raz sie wkurzylam i powiedzilam dlaczego nie dzwonie. Troche ja zatkalo ze jej to wprost powiedzialam ale zaczela mnie wiecej sluchac. Powinnas zrobic to samo.

      A zazdrosc o wyjazdy,...jesli to rodzice to jest to toksyczne. Niestety tak wciaz jest w niektorych srodowiskach ze rodzina uwaza ze jesli powodzi ci sie lepiej to masz im pomagac a nie jezdzic na zagraniczne wojaze!!!!.

      Ja bym przestala dzwonic na twoim miejscu bedzie to chyba bardziej bolesne niz kazda taka rozmowa po ktorej masz dola.

      • placeboeffect Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 11:16
        Niebieska, glowa do gory. jak widac nie tylko ty masz taki problem. w jakis 70% postow dziewczyny powiedzialy, ze maja taki sam/ podobny problem. sama tez slyszalam historie takie, ze wlosy deba na glowie staja (np moja kolezanka, ktora przechodzi teraz przez in vitro i nie dosc ze jest to bol fizyczny to psychicznie tez nie jest dobrze zadzwonila do siostry i powiedziala, ze jej tak ciezko a siostra na to, ze jej tez bo jutro wigilia a jej maz gdzies poszedl zamiast odkurzac i ze ona nie wie jak sobie teraz poradzi). wedlug mnie powinnas glosno mowic co cie boli i ze tobie zle. wychowalas rodzicow i siostre tak ze teraz niektorych rzeczy oczekuja (nie neguje, chcialas dobrze ale niektorzy maja tendencje zeby od brac cala reke) wiec powinnas im przeprowadzic kolejny trening (jezdzic 350 km to jest bardzo duzo. w sumie taka sama droga). glowa do gory, zadzwon raz na jakis czas (na tyle na ile tobie jest to potrzebne). zajmij sie soba (pewnie pierwszy raz w zyciu) i postaraj sie wyzbyc poczucia winy (to najtrudniejsze, ale gwarantuje ze jak tylko tego sie nauczysz zaczniej duzo rzeczy traktowac z przymruzeniem oka)
        • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 21:33
          dziękuję za słowa otuchy. Jest to trochę pocieszające, że niektórzy też tak mają. No ale szkoda że wszystko w miarę mi się układa, praca, małżeństwo, życie codzienne, a sprawy rodzinne są takie pokręcone. Ale nie ma idealnie. Czasami myślę, że może między ludzmi jest taka przepaść mentalna..? Jest taka różnica poziomów pomiędzy ludzmi, że dogadanie się nie jest poprostu możliwe. Kiedyś coś takiego powiedział mi mój mąż, co bardzo mnie zabolało, ale zaczynam uważać że to prawda. Otóż powiedział, że pomiędzy mną a moją rodziną zaczeła się zwiększać przepaść z powodu przede wszystkim wykształcenia, doświadczeń życiowych... i może tak też jest pomiędzy Twoją koleżanką a jej siostrą... Dziękuję za słowa otuchy! Pomogło. Pozdrawiam
      • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 21:28
        zawsze po rozmowie z nimi mam taki niesmak, że wysłuchałam monologu a sama o sobie nie powiedziałam nic. Nie mówiac o tym, że często mi puszczają smsa żebym zadzwoniła... sami prawie nie dzwonią, "bo to ja mam więcej kasy". Kiedyś mi ojciec powiedział bez ogródek, że ja mam lepsze zarobki od niego i on nie będzie do mnie dzwonił. i koniec. bez dyskusji. naprawde nie mial problemu żeby mi to w ten sposób powiedziec.
        Apropo wyjazdów, to moje wyjazdy trudno nazwać wojażami. Od dwóch lat pracuję, i dwa razy byłam za granicą. Za swoje oszczędzone pieniądze. Oczywiście w wersji sredniej, nie żadne luksusy. Przedtem nigdy nie byłam za granicą. Po powrocie z mojego pierwszego wyjazdu czułam taką nieprzyjemną atmosferę. Po drugim wyjeździe nie pokazałam nawet zdjęć. Wykręciłam się jakoś sianem, aż sami zapomnieli.
    • delecta Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 14:50
      Z teściami też tak źle się układa?
      • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 21:34
        teściowie są wporządku. Nie ma z nimi problemu - na szczęście.
    • zobtenmann Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 16:03
      Zazdroszcze, szczerze! Ja jestem samotnikiem, zawsze irytowala mnie "rodzinnosc" i zwyczaje plemienne. Chcialbym z zona zyc w spokoju i koncetrowac sie glownie na naszym zyciu. Moja matka opiekuje sie w zakresie uwazam ze wystarczajacym (przywozenie zakupow, obiad raz w tygodniu, zalatwianie lekarzy, spraw urzedowych, finansowych itp.), ale moj tesc (59-latek) jest osoba zadajaca wiecznej atencji. Jest czlowiekiem calkiem sprawnym i zdolnym do samodzielnego zycia, ale wiecznie domaga sie telefonow (zona dzwoni do niego kilka razy dziennie), odwiedzin, "zabawiania", wysluchiwania jego narzekan, pomimo tego, ze ma wygodne mieszkanie, usiluje od jakiekos czasu wprosic sie do nas, bo "trzeba sie nim opiekowac". Z zona mam tylko spiecia przez to, bo ona jest taka "coreczka tatusia". Tak wiec cieszcie sie z tego, ze rodziny was olaly!
      • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 21:37
        widzisz każda sytuacja ma swoje skrajne oblicza. Ty jesteś po przeciwnej stronie niż ja. Zazdrościmy tym co stoją pośrodku. Pozdr!
    • mocno.zdziwiona Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 16:22
      Dziwią mnie reakcje dziewczyn piszących, że teraz mąż jest Twoją rodziną. Wg mnie mąż to nie rodzina, męża zawsze można zmienić a rodziców nie. Będą nimi do śmierci.

      Po pierwsze musisz się zastanowić czy rodzice nie są z gatunku osób, które nie potrzebują częstego kontaktu. Kiedy w moim domu jest spokój mi wystarczają rozmowy telefoniczne raz na tydzień. Moja mama z kolei najchętniej rozmawiałaby kilka razy dziennie a raz dziennie to dla niej minimum.

      Proponuję żebyś na początku ograniczyła dzwonienie. Jeśli dzwonisz codziennie to zacznij raz na tydzień. Jeśli nie będzie narzekań, że mało dzwonisz to bingo, Twoi rodzice po prostu nie czują potrzeby częstego rozmawiania i opisywania ze szczegółami przebiegu dnia i menu obiadu.

      Jeśli będą wyrzuty to powiedz, że nie dzwoniłaś bo nie chciałaś im przeszkadzać. Że sądziłaś, że skoro oni nie dzwonią to mają dużo na głowie. Na tekst, że nie dzwonią bo za drogo im wymień im na spokojnie jakie masz wydatki: typu zarabiam 2000, z czego 1000 idzie na mieszkanie, 300 na benzynę, jedzenie 500, angielski 200 i nie zostaje mi nic. Czasem tak jest, że rodzice mogą sobie nie zdawać sprawy, że Tobie też jest ciężko jeśli nigdy tego nie podkreślałaś. Może wydaje im się, że macie niższe raty albo wyższe zarobki i sądzą, że masz dużo więcej pieniędzy.

      Jeśli czujesz, że podczas wizyt w domu rodzina nie cieszy się specjalnie z Twojej obecności to ogranicz je trochę. Zamiast jeździć raz na miesiąc pojedź raz na dwa albo trzy. Nie musisz też zawsze jeździć z mężem, pojedź czasami sama żeby rzeczywiście pobyć z rodziną.

      Wg mnie rodzinę ma się jedną i warto zawalczyć o dobre kontakty. Może trzeba poważnie porozmawiać i powiedzieć na spokojnie co Ci na sercu leży. Może oni nie zdają sobie z tego sprawy.

      Są i takie przypadki, że pomimo rozmów nic się nie zmieni i docelowo zdecydujesz się na zerwanie kontaktów. Może tak być, ale przynajmniej będziesz miała czyste sumienie, że próbowałaś wszystkiego przed ostatecznym krokiem.
      • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 21:59

        Dla mnie również zrywanie kontaktu z rodziną nie wchodzą w grę. Mimo że znam ich wady, błędy które popełniają. Wiem też że nie są wobec mnie wporządku, to mimo wszystko szukam sposobu na poradzenie sobie z tym.

        Moja mama na pewno należy do tego gatunku osób, które potrzebują kontaktu. Ale jest to po prostu jej monolog. Mój ojciec twierdzi że też potrzebuje kontaktu, ale jak do niego dzownie to wiecznie jest niezadowolony, świat jest zły i zadaje prowokujące pytania. Sam nigdy nie dzwoni. Dosłownie NIGDY.
        >
        > Proponuję żebyś na początku ograniczyła dzwonienie. Jeśli dzwonisz codziennie t
        > o zacznij raz na tydzień. Jeśli nie będzie narzekań, że mało dzwonisz to bingo,
        > Twoi rodzice po prostu nie czują potrzeby częstego rozmawiania i opisywania ze
        > szczegółami przebiegu dnia i menu obiadu.

        niestety już ich nauczyłam że dzwonię ja. Jak nie dzwonię przez dwa dni, to już półżartem, półserio są uwagi że się "nie interesuję" co u nich.

        Jeśli chodzi o kwestie finansowe, to jest to punkt zapalny. Dla mojego ojca wystarczające jest że mam wyższe zarobki od niego. Informacje że mam kredyt, rachunki, wiele wydatków i że zarabianie nie jest łatwe i przyjemne do niego nie trafiają. Jak przyjeżdzam do domu to mnie wypytuje nieustannie (ogień pytań) co kupiłam nowego do mieszkania "no bo przecież chyba nie mam problemów finansowych". Masakra.

        > Jeśli czujesz, że podczas wizyt w domu rodzina nie cieszy się specjalnie z Twoj
        > ej obecności to ogranicz je trochę. Zamiast jeździć raz na miesiąc pojedź raz n
        > a dwa albo trzy. Nie musisz też zawsze jeździć z mężem, pojedź czasami sama żeb
        > y rzeczywiście pobyć z rodziną.
        Tutaj moja rodzina znowu odbiega od standardu, ponieważ zauważyłam, że jak przyjeżdzam sama, to mam więcej "nieprzyjemności" niż jak przyjeżdzam z mężem. Może przed nim mają większy respekt, no i mój mąż jest bardziej odporny na takie rzeczy niż ja. Ja dosyć często jeździłam sama do domu. Wracałam w niedzielę późnym pociągiem do siebie żeby być jak najdłużej z nimi. Potem nieprzytomna szłam do pracy w poniedziałek rano. Myślisz że to poprawiło nasze relacje? Niekoniecznie. Taka ze mnie "dobrusia". Takich ludzi się poprostu wykorzystuje w dzisiejszych czasach.
        >

        Dziękuję za wszystkie sugestie i za poświęcony mi czas. Dużo mi to dało do myślenia. Dochodzę jednak do wniosku, że muszę się zdystansować, trochę mniej się poświęcać. Relacje się zachowają, a przynajmniej ja nie będę czuła się wykorzystywana.
        Pozdrawiam.
        • mocno.zdziwiona Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 22:08
          Sama wiesz najlepiej jaka jest Twoja rodzina. Każda ma swój świat.

          Staraj się powoli przyzwyczajać rodzinę do rzadszych kontaktów, dzwoń mniej, wspominaj o problemach finansowych i narzekaj. Może paradoksalnie to ich dowartościuje i poprawi Wasze kontakty.

          A poza tym postaraj się za dużo o tym nie myśleć. Rodzina jaka jest taka jest, staraj się cieszyć dobrymi rzeczami - mężem, mieszkaniem, pracą, drobnymi przyjemnościami a o rodzinie myśl jako fajnych ludziach gdzieś daleko. Dzwoń w dobrym humorze, urywaj jak za długo leci monolog i nie bierz do głowy! :)
    • kochanic.a.francuza Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 17:26
      Noo...ja to do dzisiaj (15 lat po slubie) ukrywam jak jade na wycieczke. Nie chodzi o pieniadze tylko o to, ze stawiam wycieczke "podan rodzine". Na szczescie tylko jedna taka opinia byla i z ta osoba juz unikam kontaktu. Wspolczuje, gdybym miala takich rodzicow to ciezko by bylo.
      Na poczatek dzwon co miesiac i naklam jak ci pensje obcieli i raty podwyzszyli. "Rodzinka" powinna byc zadowolona. A jak nie pomoze to w kolejnym telefonie poinformuj ze sie rozwodzisz czy cos, no skup uwage na sobie. I baw sie reakcjami. Co sie przejmujesz!
      • niebi-eska5 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 13.02.12, 22:03
        :-)
        na pewno zacznę bardziej udawać. szkoda że muszę oszukiwać własnych bliskich. ale takie życie.
    • salam.anca Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 14.02.12, 18:45
      Dorzucę swoje 3 grosze: mam identyczną rodzinę, a nawet gorszą. W skrócie to, o czym pisałaś wcześniej: zero ich zainteresowania, zero zaangażowania, do tego - ewidentna postawa roszczeniowa. Moja rodzina ŻĄDA. Żąda telefonów, uwagi, spędzania z nimi czasu non stop (bo im się nudzi, przez swoją roszczeniową postawę nie mają żadnych znajomych), załatwiania dla nich spraw (oboje rodzice tuż po 60tce, zdrowi, operatywni, każdy ma swój samochód, ojciec prowadzi firmę), zakupów dla nich (np. drobne ciuchy,, akcesoria, itp.), pytania typu "nie kupiłaś mamie dzisiaj nic?" mnie dobijają, nie rozpieściłam ich za bardzo prezentami, standardowo robię prezenty na urodziny, święta, ale moi rodzice KOMPLETNIE nie czują, że takie teksty są nie na miejscu. Podobnie jak teksty "byłaś w Hiszpanii, to teraz powinnaś kupić nam wycieczkę do Turcji".
      Myślą, że tak jest ok i że tak być powinno. Inne rozumowanie do niech NIE TRAFIA. Na moje argumenty, że ja też nie mam lekko, rozkręcam swój biznes od zera, mam duże wydatki, itp. mówią "to znaczy, że nie umiesz sobie poradzić/źle to robisz" (postawa typu 'my na wszystkim najlepiej się znamy') > tu ostrzeżenie dla autorki wątku, bo rodzina na jej 'udawane' (lub nie) problemy może wcale nie zareagować oczekiwanym współczuciem tylko znaleźć kolejną 'pożywkę' dla swojego biadolenia ("mamy córkę, która jest życiowym nieudacznikiem").
      Nie mam od nich zupełnie żadnego wsparcia, nigdy nie miałam. Nigdy nie interesowali się tym, jak się czuję, czy jestem chora czy zdrowa, czy mam co jeść.
      Mimo to jak ktoś wspomniał powyżej: rodzina jest tylko jedna, więc walczyłam o nich, wspierałam jak mogłam, nieba byłam skłonna przychylić. Po to na przykład, by w trakcie ostatniej wigilii przy stole się nasłuchać, że ich oszukuję (?????) bo na pewno mam dużo pieniędzy ("bo przecież nie masz dzieci więc na co wydajesz?") - pomijam wątpliwość tego typu dyskusji przy wigilijnym stole.
      A teraz wisienka na czubku: parę miesięcy temu ojciec przyszedł ze łzami w oczach, że mu firma ledwo przędzie i komornik i wierzyciele i że potrzebuje pieniędzy (suma taka, że mogłabym kupić bardzo dobre auto). A ja, dobra córka, pożyczyłam (no bo przecież trzeba własnemu ojcu pomóc - rodzina jest tylko jedna). Miałam pieniądze z jednego źródła, które za miesiąc miałam zapłacić na poczet zobowiązań formy. Ojciec obiecał, że przez ten miesiąc odda, bo już ma wystawione faktury i zleceniodawcy lada moment mu zapłacą.
      Pieniędzy nie zobaczyłam już nigdy. Na pokrycie zobowiązań firmy musiałam się zadłużyć. Ojciec uważa, że wszystko jest ok, bo przecież 'jemu się należy pomoc od własnego dziecka'. Pytam co rusz kiedy odda, jak automat powtarza, że nie ma. W międzyczasie rodzice kupują nową plazmę, płaszcze, buty, wypasione jedzenie - nie robią żadnych oszczędności ani nawet nie próbują się zastanowić jak zrobić i przyoszczędzić, żeby chociaż niewielką sumę miesięcznie mi oddać.
      I w tej historii nie chodzi o pieniądze, których mi ojciec nie oddał. Chodzi o to, że przegiął pałę, bo mnie jawnie i prosto w oczy - oszukał. Oszukał, że zwróci, pokazał mi zlecenia, za których wykonanie środków oczekiwał. Jego zachowanie obliczone było tylko na wyciągnięcie ode mnie kasy i na osiągnięcie własnych doraźnych korzyści. Nie zrozumiał kompletnie, że moja firma też ma zobowiązania i że za ich niedopełnienie moi wierzyciele też mogliby mnie podać do sądu.
      Zachowanie ojca dziś to pretensje: "czemu nie rozmawiasz ze mną? przecież się dalej przyjaźnimy!", "chodź napij się piwa z tatusiem". Mówię to a propos różnicy 'mentalnej', o której wspomniała autorka wątku: czasem rodzina/pewni ludzi nie ROZUMIEJĄ, że już wcale nie jest ok i że przeginają. I kiedy im się to tłumaczy twoja argumentacja to jak mówienie do nich przez szybę. I tak już zostanie.
      Dlatego - mimo że wiem, że rodzina jest tylko jedna - zerwałam z nimi kontakty. Dla własnego zdrowia psychicznego. Nie upominam się już o pieniądze - upominanie się oznaczało by ciągły kontakt z nimi, inicjowany przeze mnie - a o to im właśnie chodzi.
      Wiem, brzmi to strasznie, ale mam dosyć własnych rodziców. Wydymali mnie z kasy (wiem, ja też jestem winna, bo byłam naiwna), dalej "żądają", dalej oszukują (pytałam często o ich sytuację finansową, by mieć jasny obraz jak mogę im pomóc, to mówili, że to nie moja sprawa), niedawno sąsiedzi zobaczyli, że na parkingu stoi samochód im nieznany (mój), to ojciec powiedział, że mamie nowy kupił, bo w końcu trochę kasy dostał (!!!), a potem mi powiedział, że przed sąsiadami nie chce na człowieka bez pieniędzy wyglądać.
      Moi rodzice są świetni w kreowaniu obrazu: oni-uciemiężeni biedacy, ja-wyrodna córka/kapitalistka.
      Zrozumiałam, że przy tak bardzo toksycznej relacji (dodam, że są świetnymi manipulatorami, potrafią perfekcyjnie sterować moim poczuciem winy) nie ma miejsca na półśrodki. Ojcu powiedziałam, że nie chcę jego obecności w moim życiu (najpierw sama siebie pytałam: co to będzie, tak bez ojca w życiu?, a potem pomyślałam: a kiedy ten OJCIEC jako faktycznie OJCIEC był w moim życiu?? przecież de facto w moim życiu nic się nie zmieni, oprócz tego tylko, że w końcu będę miała święty spokój). Do mamy czasem dzwonię, ale staram się zachować równowagę: raz dzwoni ona, raz ja.
      W efekcie: zaczęłam żyć swoim życiem, bez bycia wyzyskiwaną non stop. Moi rodzice mnie rozczarowali i zawiedli. Po prostu. Jest mi cholernie smutno, też bym chciała mieć rodziców, którzy dzwonią i pytają "co u Ciebie? zdrowa jesteś?", ale nigdy tego nie miałam, więc taki obrazek 'jak z reklamy' musiałam po konfrontacji z rzeczywistością wsadzić między bajki.
      • marzeka1 Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 14.02.12, 18:57
        "Dziwią mnie reakcje dziewczyn piszących, że teraz mąż jest Twoją rodziną. Wg mnie mąż to nie rodzina, męża zawsze można zmienić a rodziców nie. Będą nimi do śmierci. "

        - po takim myśleniu przestaję się już dziwić, że ludziom nie wychodzą związki, skoro "mamusię ma się jedną". I "mąż to nie rodzina". Straszne myślenie.
    • mmena Re: zazdrosna najbliższa rodzina... 17.02.12, 16:21
      Mamy. Nie radzimy sobie, olewamy zazdrosną rodzinę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja