elemelech
20.02.12, 12:29
Wiadomo, że wojna wybuchnie w tym roku i zmiecie z powierzchni ziemi dwóch mieszkańców na trzech. Wojna będzie krótka, a to oznacza, że drogi zaopatrzenia w żywność zostaną nagle przerwane. Nawet jeżeli gdzieś uchowają się jakieś zapasy, to nie będzie jak ich przewieźć. Zatem każdy myślący człowiek powinien zawczasu zgromadzić zapasy, które pozwolą mu przetrwać przez kilka pierwszych tygodni od wybuchu III wojny. Ja już zacząłem gromadzić żywność – mam 4 kg kaszy jęczmiennej oraz kilka konserw. Z konserw polecam najbardziej ryby w oleju (makrele, śledzie itp.), ponieważ taka konserwa zawiera 300 kcal na 100 gram, a np. paprykarz szczeciński tylko około 120 kcal. Oprócz tego gromadzimy ryż, mleko w proszku, miód i co tam kto jeszcze chce, byle by miało długi okres przydatności do spożycia. Oraz oczywiście inne potrzebne artykuły, w szczególności lekarstwa, opatrunki, środki czystości, ciepłe, nieprzemakalne ubrania itd. Ogólna zasada gromadzenia trzeciowojennych zapasów jest taka, że wszystko, co gromadzimy, powinno być zdatne do normalnego użytku i w końcu zużyte, dzięki czemu koszty zapasów są minimalne.
Zapewne was to śmieszy. Nic nie szkodzi. Nawet jak nie będzie trzeciej wojny światowej, to i tak należy mieć w domu zapas żywności pozwalający na przeżycie przez dwa – trzy tygodnie. Co będzie, jak skręcicie sobie nogę w kostce, a wasz mąż/ żona zachoruje w tym czasie na grypę? Różne przypadki chodzą po ludziach. A gospodyni domowa powinna nie tylko umieć gotować, sprzątać, prać i być miła dla męża, ale także myśleć perspektywicznie, przewidywać i się przygotowywać na różne możliwe scenariusze. Tak więc róbcie zapasy, bo jeżeli nie zrobicie, to nie będziecie później mogły powiedzieć, że nie wiedziałyście i nie pomyślałyście. Całkowita odpowiedzialność za skutki waszej lekkomyślności spadnie właśnie na was.