o domach dziecka

24.02.12, 08:12
czy wiecie kto w takich domach przebywa?
Miałem okazje poznac jeden i okazało sie ze tylko jedno dziecko to sierota
reszta ma rodziców czy rodzica - zostali zabrani bo rodziny patologiczne lub same rodziny oddały bo nie maja kasy
kurcze myslałem ze jest odwrotnie ze sieroty to 80%

nie wiecie czy wszedzie tak jest - czy akurat ten dom dziecka był takim wyjatkowy?
    • georgia241 Re: o domach dziecka 24.02.12, 08:50
      tak jest we wszystkich placówkach
    • a_nonima Re: o domach dziecka 24.02.12, 09:08
      To niestety tak jest we wszystkich Domach Dziecka.
      Najczęściej dzieci pochodzą z rodzin patologicznych. Rodzice nie chcą zrzec się praw rodzicielskich bo "kochają" swoje dzieci. Czasami odwiedzą, zabiorą na przepustkę. Dzieci tkwią w domach dziecka do pełnoletności. Sierot praktycznie nie ma ponieważ mają otwarta drogę do adopcji.
    • triss_merigold6 Re: o domach dziecka 24.02.12, 10:04
      W domach dziecka 99% dzieci ma przynajmniej jednego żyjącego biologicznego rodzica. Większość ma nieuregulowaną sytuację prawną i przez to nie może trafić do adopcji (do rodziny zastępczej - czasowo - tak).
      W "Polityce" od kilku lat jest cykl artykułów na temat domów dziecka tradycyjnych molochów - instytucji, rodzinnych domów dziecka i rodzin zastępczych.
    • berta-death Re: o domach dziecka 24.02.12, 10:38
      Przecież to żadna tajemnica, że w domach dziecka sierot nie ma. Chyba, że jakieś chore albo niepełnosprawne, ale te to raczej w domach opieki.

      Problem dałoby się rozwiązać, jakby sądy nie były tak miłosierne w stosunku do biologicznych rodziców i nie dawały im kolejnych szans, tylko odbierały prawa rodzicielskie w trybie natychmiastowym. Co się zdarza jedynie w przypadku jak jacyś zamożni ludzie sobie upatrzą jakiegoś malucha. Wtedy to biologiczni ani się obejrzą, jak dziecka już nie mają. A są miłosierne, bo jest odgórny nacisk na to, żeby w domach dziecka jednak jakieś dzieci były. Funkcjonowanie tych instytucji to czysty biznes dający pracę tysiącom ludzi. I to jeszcze kompletnie nieodpowiedzialną i niewymagającą. Nikt ich z niczego nie rozlicza, praktycznie żadnego nadzoru nad tym nie ma. A na dodatek dającą pewność, że do emerytury się dotrwa, jak wszędzie w budżetówce. Dlatego, mimo, że od ponad 20 lat jest szum, żeby zlikwidować domy dziecka, to nikt palcem nie kiwnął.
      • moonogamistka Re: o domach dziecka 24.02.12, 10:41
        A to nie jest jeszcze tak, ze patologiczni rodzice nie zrzekaja sie praw- bo maja zapewnione alimenty na stare lata od dzieci, ktore porzucili? Jesli sie myle to mnie poprawcie.
        • a_nonima Re: o domach dziecka 24.02.12, 10:47
          Moon ci rodzice nie myślą o alimentach na stare lata. Oni "naprawdę kochają" swoje dzieci.
        • sundry Re: o domach dziecka 24.02.12, 10:54
          AFAIK władza rodzicielska i alimenty to dwie niezależne sprawy.
      • stephanie.plum Re: o domach dziecka 24.02.12, 10:46
        fakt, odebranie praw rodzicielskich trwa latami,
        wystarczy, żeby rodzice raz do roku odwiedzili dziecko, a już się stwierdza, że jednak na pewno są świetni, i o odebraniu nie ma mowy.
        dziecko ma zamkniętą drogę do adopcji, a lata lecą i jego dzieciństwo wesoło upływa w bidulu.

        znam przypadek, w którym rodzice - meliniarze i złodzieje nie kryli, że nie zrzekną się praw, bo
        CHCĄ, ŻEBY DZIECKO MIAŁO OBOWIĄZEK ŁOŻYĆ NA NICH NA STAROŚĆ.

        nota bene: nie wiem, czy taki obowiązek istnieje, ale to były ich pobudki.
        • berta-death Re: o domach dziecka 24.02.12, 10:51
          Skoro nie mają pozbawionych praw rodzicielskich, to i prawo do alimentów mają. W końcu muszą mieć jakiś biznes z tego, że nie chcą oddawać dzieci do adopcji.
          • stephanie.plum Re: o domach dziecka 24.02.12, 10:52
            piękny, piękny jest ten świat.
            :~(
          • best.yjka Re: o domach dziecka 24.02.12, 19:22
            Sku...syństwo w czystej postaci!
          • chersona Re: o domach dziecka 24.02.12, 21:13
            nie sądzę. w takiej sytuacji dziecko chyba również może się zrzec rodziców. udowodnić, że nie było przez nich wychowane, poza tym, ile tacy meliniarze pożyją...
            • la_souris Re: o domach dziecka 28.02.12, 06:58
              Zdziwiłabyś się; mój ojciec ma 66 lat, pił całe życie najgorsze świństwa, od paru lat nie wstaje, jest cewnikowany i leży w pampersie, a dzieci muszą nad nim skakać, i nie zanosi się na rychły koniec tego skakania. Nienawidzę go i czekam, kiedy w końcu mu się zejdzie. Zdążył już parę lat temu wykończyć mamę, siebie jakoś nie może.
      • devilyn Re: o domach dziecka 24.02.12, 18:27
        "Te" raczej nie w domach opieki...co najwyżej w SOSW ale to wyjątki.
      • p_estka1 Re: o domach dziecka 25.02.12, 11:05
        Berta, placówki opiekuńczo -wychowawcze podlegają samorządom, więc nie pisz, że nie mają nadzoru. Obecnie realizowana jest polityka w kierunku tworzeniu tzw. rodzinek, mających funkcjonować w ogólnym zarysie, jak prawdziwy dom., ponadto państwo od lat prowadzi akcję promowania rodzin zastępczych (nie ma chętnych) wiec nie pisz o spiskach.
        Przyznaję ci rację natomiast co do opieszałości sądów, które swoim długotrwałym postępianiem zawiązują ręce, ale bynajmniej nie o adopcje chodzi (inne urzędowe sprawy), bo popyt jest jedynie na malutkie, zdrowe dzieci, niestety te starsze na ogół są powichrowane psychicznie z nieuregulowaną sytuacją prawną.
        Gwoli ścisłości, w ośrodkach szkolno-wychowawczych (dla dzieci chorych) też nie ma sierot, poza małymi wyjątkami.
    • funny_game Re: o domach dziecka 24.02.12, 10:51
      Tak, większość dzieci w dd to sieroty społeczne.
      Co gorsza, niektóre rodziny "umieściły" w dd po kilkanaścioro dzieci.
      Dziecko się rodzi, są zasiłki, zasiłki się kończą, dziecko ląduje w dd.

      Druga sprawa to rodziny zastępcze. W Polsce ok. 80% jak nie więcej, rodzin zastępczych to dziadkowie. Czyli osoby, które same nie potrafiły wychować swoich dzieci tak, by te należycie zaopiekowały się potomstwem.
      • stephanie.plum Re: o domach dziecka 24.02.12, 10:58
        jak się nie odbiera praw rodzicielskich za jawne zaniedbania i krzywdy, oraz porzucenie, to trudno odbierać za to, że ktoś nie wychował najlepiej.

        ja nie uważam, że rodzice powinni być pociągani do odpowiedzialności i za życiowe błędy ich dorosłych dzieci, a Ty?
        • funny_game Re: o domach dziecka 24.02.12, 11:08
          stephanie.plum napisała:

          > ja nie uważam, że rodzice powinni być pociągani do odpowiedzialności i za życio
          > we błędy ich dorosłych dzieci, a Ty?

          A ja uważam, że w sytuacji, gdzie np. matka dziecka mieszka ze swoimi rodzicami i z dzieckiem, jest kompletnie niewydolna wychowawczo, cała rodzina oszukuje pom. społ., w efekcie czego jej rodzice zostają rodziną zastępczą dziecka, BO TO REALNE PIENIĄDZE, to to jest chore.

          P. S. Pracowałam z rodzinami zastępczymi...
          • stephanie.plum Re: o domach dziecka 24.02.12, 11:26
            musi być trudno decydować,
            kto oszukuje, a kto "orze jak może". nie zazdroszczę...

            p.s. byłam członkiem rodziny zastępczej. ale innego typu.
            :~)
            • funny_game Re: o domach dziecka 24.02.12, 11:29
              Jak będziesz chciała o tym opowiedzieć, a zapowiada się ciekawie, to na @, jak sądzę? ;)
      • sundry Re: o domach dziecka 24.02.12, 11:11
        Czyli osoby, które same nie potrafiły wychować swoich dz
        > ieci tak, by te należycie zaopiekowały się potomstwem.
        >

        To nie jest takie proste przełożenie, można się starać, wychowywać sumiennie, a dziecko i tak zejdzie na psy.
        • funny_game Re: o domach dziecka 24.02.12, 11:16
          Wiem, uprościłam, Stefka też to wychwyciła.
          Jak pisałam: pracowałam z rodzinami zastępczymi. Na kilkadziesiąt widziałam ze trzy działające prawidłowo. Reszta nadawała się do "Uwagi" czy czegoś w tym stylu - jedno wielkie mydlenie oczu. Większość dzieci z tych rodzin powieli znany im schemat, czyli trochę pokombinować i na życie się ma, tylko frajerzy pracują.
          • sundry Re: o domach dziecka 24.02.12, 11:21
            Zastanawiam się, czy rodzina zastępcza, nawet nieprawidłowo funkcjonująca ( zaryzykuję stwierdzenie, że żadna rodzina nie jest doskonała, każda popełnia błędy) nie jest lepsza niż kombinat, jakim jest dom dziecka.
            • funny_game Re: o domach dziecka 24.02.12, 11:23
              Jest lepsza. Kropka.
            • berta-death Re: o domach dziecka 24.02.12, 11:40
              Funny chyba chodziło o to, że większość rodzin, które mają status rodzin zastępczych w rzeczywistości nie są żadnymi rodzinami zastępczymi. Są to najzwyklejsze w świecie menele, które znalazły sposób na dodatkową kasę. Dziadkowie zgłaszają do sądu, że ich dzieci są niewydolne wychowawczo i równocześnie składają wniosek o ustanowienie ich rodziną zastępczą dla wnuków. I jak wszystko pójdzie po ich myśli, to dalej sobie żyją w wielopokoleniowym domu, tylko mają dodatkową kasę miesiąc w miesiąc z tytułu bycia rodziną zastępczą.
    • grassant Re: o domach dziecka 24.02.12, 10:56
      myslałem ze jest odwrotnie ze sieroty to 80%

      a skąd się niby miało wziąć tak wiele sierot? wojna jaka była, czy pomór?
    • stary.dziadyga Re: o domach dziecka 24.02.12, 11:34
      Normalka, przez parę lat wychowywałam się z dziećmi z domu dziecka i nie pamiętam żadnej sieroty
    • ka-mi-la789 Re: o domach dziecka 24.02.12, 13:27
      To Amerykę odkryłeś :/. Już w PRL co bardziej uświadomieni alarmowali, że sieroty biologiczne stanowią drobny procent pensjonariuszy sierocińców. Dzieje się tak głównie dlatego, że strata obojga rodziców w dzieciństwie to jednak - od końca ostatniej wojny - dość rzadkie zjawisko w naszych szerokościach geograficznych, poza tym w takim przypadku zazwyczaj znajduje się jakaś dalsza rodzina (babcia, wujek, cioteczna kuzynka), która sieroty przygarnie. Przychówek bywalców melin nie ma tyle szczęścia.
    • devilyn Re: o domach dziecka 24.02.12, 18:25
      To nie wyjątek, ja mam wychowanków z dd i też ok.75% dzieci ma rodziców...sierotami są najczęściej dzieci niepełnosprawne, ze sprzężeniami, chore....etc.
    • astrofan Re: o domach dziecka 24.02.12, 18:42
      to może napiszcie też o nadużywaniu prawa do obierania dzieci w kochających się rodzinach ze tzw. względów socjalnych "bo stary regał był" i dramatach dzieci i rodziców , sa to tysiące spraw
      • siostra.bronte Re: o domach dziecka 24.02.12, 19:12
        No, nie wiem jakie są statystyki. Ale ostatnio głośno było o paru przypadkach kiedy dzieci dzwoniły na policję, bo pijani rodzice się tłukli. A opieka społeczna, niby miała je pod opieką, ale niczego nie zauważyła...
        • astrofan Re: o domach dziecka 24.02.12, 19:18
          statystyki łatwo znaleźć, podobnie jak alarmujące raporty różnych organizacji, między innymi ze względu na nadużywanie prawa w tym zakresie zmieniono je

          to co zrobiła tu (ad domy dziecka) Iwona Guzowska w zakresie zmian legislacji powinno budzić najwyższy podziw i szacunek
      • lena.nocna Re: o domach dziecka 24.02.12, 21:22
        Nie zgodzę się z tym do końca. Bezprawni i bez podstaw nikt rodzinie dziecka nie zabierze. Są oczywiście wyjątki. Na ogół jest tak, że w rodzinie dzieje się źle, wszyscy o tym wiedza, ale każdy milczy. W końcu ktoś doniesie i opieka społeczna ma na taką rodzinkę haczyk.

        Potem przyjeżdża TV i taka bezzębna zapijaczona mamusia płacze do kamery, ze zabrali jej całą siódemkę dzieci, a ona tak je kocha. Te dzieci do kamery też mówią, że tęsknią, bo co mają mówić? Tymczasem wolą wracać do spokojnego domu, zjeść ciepły obiad, pośmiać się z innymi dzieciakami, zamiast chować się w kącie gdy rodzice na siebie wyją.

    • szarrak Re: o domach dziecka 24.02.12, 19:21
      Generalnie to jeśli nawet dziecko ma oboje rodziców (albo jednego rodzica), a ci pozbawieni są praw, co zdarza się chyba rzadko, to takie dziecko raczej jest adoptowane. Na noworodki do adopcji czeka się parę lat, jeśli się nie mylę, ale i na większe dzieci jest "popyt".

      Rodzice liczący na alimenty to jakaś porażka - o tym, czy pozwane o alimenty dziecko ma łożyć na rodziców decyduje sąd. Żaden sąd nie zasądzi alimentów dla rodziców, którzy nigdy nie opiekowali się dzieckiem, byli skrajnie niewydolni wychowawczo i pozbyli się problemu pozbawiając jednocześnie własne dziecko szansy na życie gdzie indziej, niż w domu dziecka (ew. rodzinie zastępczej).
      • berta-death Re: o domach dziecka 24.02.12, 19:43
        Zasądzenie alimentów nie ma nic wspólnego z wcześniejszym postępowaniem obu stron. Należą się one niestety bezwarunkowo. Oczywiście w granicach szeroko pojętych norm współżycia społecznego, ale jak się okaże, że rodzic nie ma środków do życia a dziecko, które od nowości zaniedbywał, ma możliwości finansowe utrzymywania takiego rodzica, to alimenty dostanie. Jest to korzystne dla państwa, bo w przeciwnym wypadku utrzymanie delikwenta spoczęłoby na opiece społecznej.
        • alienka20 Re: o domach dziecka 25.02.12, 21:29
          Myślę, że skoro można wydziedziczyć dziecko z powodów przewidzianych prawem, to i dziecku alimentów na meliniarza nie przyklepią.
          • gulcia77 Re: o domach dziecka 28.02.12, 08:43
            Niestety, nie jest to takie proste. Jakiś tydzień/dwa temu w śniadaniówce wypowiadała się prawniczka od spraw rodzinnych. Okazuje się, że zasady życia społecznego W OGÓLE nie muszą być brane pod uwagę. I takie perełki, w którym niechciany, zaniedbywany potomek utrzymuje sqr...ynów wcale nie należą do rzadkości.
            • berta-death Re: o domach dziecka 29.02.12, 15:37
              Sporo rozwiązałoby wprowadzenie ustawy umożliwiającej dzieciom wzięcie rozwodu z rodzicami. W UK jest coś takiego. Skoro rodzic w dowolnym momencie może stwierdzić, że dziecka nie chce i oddać je do adopcji, to dziecko też powinno mieć prawo do tego, żeby się na rodziców wypiąć i pozbawić ich praw rodzicielskich.
    • astrofan Re: o domach dziecka 24.02.12, 19:24
      tak w ogóle to dowarościowujecie się piętnując patologiczne rodziny? "nie powinni mieć dzieci", już oceniliście pożądane cechy i strukturę społeczną?

      z tą patologicznością to jest interesująca sprawa, dzieci z rodzin tzw. patologicznych lub tzw. niewydolnych wychowawczo najczęściej dość wcześnie muszą dbać o siebie, np. idą do prac fizycznych i co więcej takie prace znajdują, są poszuliwani i potrzebni, pracują i utrzymują siebie, ... i nie tylko

      co ciekawe utrzymują także wielu tych z tak zwanych dobrych domów, dla których miarą człowieka jest "rozwój", „wykształcenie”, a ponieważ aspiracje często nie idą z możliwościami, przepycha się takiego przez jakiś papierowy kierunek, oczywiście potem takiego głąba nikt nie chce, pasożytuje więc on na owych dzieciach "patologicznych" ale to ego, to poczucie wyższości

      i kto tu jest patologiczny?
      • p_estka1 Re: o domach dziecka 25.02.12, 11:14
        tak w ogóle to dowarościowujecie się piętnując patologiczne rodziny? "nie powinni mieć dzieci", już oceniliście pożądane cechy i strukturę społeczną?

        Astrofan masz rację, dyskutanci za dużo Uwagi się naoglądali i spłycają problem, a przecież różnie w życiu bywa, nie można pozbawiać człowieka praw rodzicielskich po pierwszym potknięciu, czy niepowodzeniu życiowym, choćby na własne życzenie. Była w swoim czasie głośna sprawa Róży, czy samotnego ojca, któremu odebrano dzieci z powodu, kiedy sąd się pośpieszył. Temida też popełnia błędy, dlatego w tych sprawach trzeba zachować ostrożność i nie być nadgorliwym.
        • p_estka1 Re: o domach dziecka 25.02.12, 11:57
          *z powodu biedy
        • kochanic.a.francuza Re: o domach dziecka 25.02.12, 12:13
          Ja tez doceniam glos Astrofan-a.
          Stygmatyzacja takich rodzin dodatkowo ich obezwladnia, bo skoro jestesmy patologia to juz niec do stracenia nie mamy: zabrano ostatnie co czlowiek ma: godnosc.
          Nalezaloby by nieco zmienic terminy. "patologia" to jest slowo wielce obrazliwe, a ludzie wpadaja w depresje i pijanstow na pewno nie dlatego ze chca. Oni tez sa ofiarami zawirowan dziejowychm przemian spoleczno-gospodarczych. Jedni sie wieszaja inni pija.
          Nie badzmy tacy ostrzy w osadach, czlowiek slaby jest i nigdy nie wiemy co nam sie przydarzy i jak nas wtedy nazwa.
    • maitresse.d.un.francais wszędzie tak, sieroty biologiczne przeważają 24.02.12, 21:00
      jedynie zaraz po wojnach
    • lena.nocna Re: o domach dziecka 24.02.12, 21:12
      Kolejny argument ZA aborcją.

      Odpowiadając na pytanie: nie interesowało mnie to nigdy, ale moim zdaniem są tam też dzieci porzucone ze względu na jakąś ułomność - takie często widuje się w reportażach. W swoim czasie było też głośno o rodzicach wyjeżdżających za granice do pracy i porzucających dzieci.

      Moim zdaniem nie tylko patologia, ale też brak zaradności i będą matek powodują, że zabiera im się dzieci. Gdyby mogły za normalne pieniądze, legalnie usuwać nie byłoby aż tyle dzieciaków w takiej patowej sytuacji - nikt ich nie może wziąć do adopcji, nie mogą być z rodzicami.
    • milly_milly Ile znacie sierot? 24.02.12, 21:28
      Post Minasza budzi pytanie: ile znacie sierot? Znacie w ogole jakas pelna sierote, czyli osobe ktora jako dziecko lub bardzo mlody czlowiek, powiedzmy do 20tki stracila oboje rodzicow? Pominimy pokolenie wojenne i wczesno powojenne...
      • anaisanais96 Re: Ile znacie sierot? 25.02.12, 16:46
        Znam dwie. Jednego kolegi rodzice zginęłi w wypadku gdy maił ok13 lat a koleżanki rodzice w przeciągu roku umarli na raka, miała ok.15 lat. Ale żadne z nich nie trafiło do domu dziecka.
        • milly_milly Re: Ile znacie sierot? 26.02.12, 21:40
          Dzieki. Jedna jestes, a pytanie pewno przeczytalo kilkadziesiat osob. Malo jest obecnie sierot.
          (na szczescie, bo to strasznie ciezkie doswiadczenie...)
          • gulcia77 Re: Ile znacie sierot? 28.02.12, 08:47
            Osobiście znam jedną pełną sierotę, ale oczywiście nie wychowywała się w domu dziecka, tylko w domu siostry jej ojca. Jest świetną dziewczyną, która sama twierdzi, że śmierć jej rodziców w wypadku nie była, aż tak traumatyczna, bo w ogóle nie poczuła sieroctwa.
            Niestety, znam również wiele osób z domów dziecka. W tym wypadku są takie historię, że włosy się jeżą na głowie.
    • kora3 No tak właśnie jest 25.02.12, 14:16
      znam kilka domów dziecka dośc dobrze i potwierdzam. Z tym oddawaniem dzieci, bo rodzice nie mają kasy - na pewno dzieje sie tak rzadziej, niż odebranie dziecka z powodu patologii. Dodam jeszcze, że czesto zdarza się, iż 80 proc. wychowanków dedeków to dzieci majace rodzeństwo w tej samej, albo innej placówce, czesto - wiecej niż jednego brata, czy siostre. Po prostyu kolejne dzieci są odbierane patologicznym rodzicom i umieszczane wplacókach, potem rodzą się nastepne i schemat sie powtarza.

      Nie pojmuję polityki naszych sadów rodzinnych w tym względzie. Bardzo rzadko bowiem odbierają one prawa rodzicielskie skrajnie patologicznym rodzicom, nawet gdy dziecko jest naprawde okropnie zaniedbywane, czy dreczone i nawet gdy chodzi o kolejne już dziecko tych samych ludzi, z którym postepują tak samo, jak z tymi, które już trafiły do placóek. Zwykle sądy ograniczają prawa takim rodzicom, dziecko trafia do rodziny zastepczej, a czesciej do dd. I tam dorasta, wraca potem do takiej patologicznej rodziny i b. czesto powiela schemat zachowania rodziców.

      Moim zdaniem sądy powinny takim ludziom odbierac prawa całkiem i na zawsze, wóczas dzieci, szczególnie kolejne już, maluszki miałyby ogromne szanse na adopcję i normalny dom.
      Tymczasem u nas jest paradoksalna sytuacja - pełne dzieci dedeki i mnóstwo par bezkutecznie czekających na adopcję. A wszystko przez to własnie, ze z nieznanych mi przyczyn sądy orzekać odebrania całkowicie prw do dziecka/dzieci - nie chcą. Ograniczając je skazują dziecko na placówkę.
    • anaisanais96 Re: o domach dziecka 25.02.12, 16:43
      Znam dwie dziewczyny z domu dziecka i obydwie miały rodziców alkoholików. Dla mnie najdziwniejsze było to jak one zawsze tych rodziców kochały. Dzisiaj na NK czy FB dają masę zdjęć ze swoimi rodzicami podpisane w stylu "z moimi najwspanialszymi rodzicami na świecie, ja i moi kochani rodzice" itp.
      • p_estka1 Re: o domach dziecka 25.02.12, 17:35
        najdziwniejsze było to jak one zawsze tych rodziców kochały
        Bo to sa są stereotypy, dzieci z domów dziecka wcale nie chcą iść do rodzin zastępczych, weekendy, ferie i wakacje spędzają w rodzinnym domu, jeśli rodzice mają zgodę. Kolejnym stereotypem sa pluszaki, którymi obdarowywane sa dzieci na potęgę i nieadekwatnie do wielu i z którymi nie wiadomo co robić. Dzieci z dd mają takie same potrzeby, jak inni, dziewczyny marzą o ładnych ciuchy i kosmetykach, chłopcy o wypasionych komórkach.
      • berta-death Re: o domach dziecka 25.02.12, 21:08
        Na tej samej zasadzie dzieci gloryfikują nieobecnych ojców. Im taki bardziej ma je w dupie tym one bardziej upierają się przy tym, że tatuś je kocha. Im bardziej je olewa, tym bardziej opowiadają o tym jak mu na nich zależy. Każdą bezwartościową pierdółkę jaką od niego raz na ruski rok dostaną opisują jako ósmy cud świata, którym są obsypywane na co dzień a każde od niechcenia rzucone spojrzenie urasta w ich głowach do rangi spędzenia z ojcem urlopu tacierzyńskiego. A im tatuś bardziej bezwartościowy menel, to tym chętniej wierzą, że jest co najmniej astronautą przebywającym na misji międzygalaktycznej. Takie pobożne życzenia, które zaczynają przeradzać się w obsesje i urojenia.

        Podobnie jest z patologicznymi rodzinami. Im rodzice są gorszymi rodzicami, odrzucają dzieci, nie opiekują się nimi, nie dają im wsparcia i jeszcze na dodatek są wobec nich agresywni i przemocowi, to paradoksalnie tym większe lęki separacyjne i jakieś histeryczne przywiązanie do tych rodziców. Być może jest to związane z jakimiś pierwotnymi instynktami, które włączają dzieciom kontrolkę w momencie jak rodzice nie zachowują się wobec nich prawidłowo. W naturze jest to równoznaczne z balansowaniem na granicy życia i śmierci, bo młode nie ma szans na przetrwanie jak rodzice nie opiekują się nim jak należy. W związku z tym jak rodzic zaczyna dawać sygnały, że może porzucić młode, to one muszą za wszelką cenę walczyć o ich względy i uwagę. Nawet za cenę zdrowia psychicznego i rozwoju.
        • gulcia77 Re: o domach dziecka 28.02.12, 08:52
          Z tym, że to histeryczne przywiązanie nie zawsze dotyczy tylko potomstwa. W mojej własnej, bliskiej rodzinie widziałam, w jaką rozpacz popadła żona po śmierci męża, totalnego alkoholika. Co było tym dziwniejsze, że ona sama alko nie piła i za jego życia wyrażała, się, delikatnie mówiąc niepochlebnie o mężu.
    • delayla tępy kraj, tępe prawo 29.02.12, 15:26
      W ogóle nie powinno być najmniejszej możliwości oddania swojego dziecka bez zrzeknięcia się praw rodzicielskich, przecież takie małe dzieci od razu byłyby adoptowane, a tak to całe życie w sierocińcu........

      W hameryce domy dziecka nie istnieją w ogóle. Są tylko rodziny zastępcze i jakoś to funkcjonuje... schronisk dla zwierząt też nie ma (choć tu metoda już jest bardziej drastyczna).
      • sundry Re: tępy kraj, tępe prawo 29.02.12, 15:33
        Oddanie jest równoznaczne ze zrzeknięciem się praw. Co innego dzieci, których rodzicom sąd ograniczył władzę rodzicielską albo jej pozbawił ( można przywrócić). Trudno o dobre rozwiązanie.
      • berta-death Re: tępy kraj, tępe prawo 29.02.12, 15:34
        W hameryce jest to prostsze do zrealizowania, bo tam nie ma państwa socjalnego, które utrzymywałoby meneli tylko dlatego, że tym zachciało się rozmnożyć. Tam brak stałych dochodów na utrzymanie dziecka jest podstawą do odebrania rodzicom tego dziecka. Więc jak ktoś chce mieć dziecko, to musi się przeprosić z pracą albo znaleźć sobie jakiegoś sponsora. Do tego nie ma tam społecznej presji na prorodzinność za wszelką cenę i oddawanie dzieci do adopcji nie jest społecznie napiętnowane. Nawet programy TV i filmy promują tego typu postawy jako odpowiedzialne. Antykoncepcja i aborcja też są na wyciągnięcie ręki.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja