Dodaj do ulubionych

Synku, już cię nie chcemy

IP: *.chello.pl 12.06.04, 08:15
To straszne, co zrobiono temu dziecku. Baqrdzo jestem ciekawa - może to
pytanie do autora artykułu - czy Ci "rodzice" adopcyjni przed
przysposobieniem Krzysia uczestniczyli w jakimkolwiek przygotowaniu,
szkoleniu adopcyjnym? Również adoptowaliśmy dziecko i mamy biologiczne.
Jednym z głównych tematów poruszanych w ośrodku było wychowanie dziecka w
poczuciu godności, mówienie dziecku o adopcji, jako bardzo pozytywnym
wydarzeniu w życiu dziecka i rodziców adopcyjnych. Nie chce się wierzyć po
naszych (i wielu innych ludzi) doświadczeniach w ośrodkach adopcyjnych, że
rodzina Państwa K. mogła zostać zdiagnozowana i zakwalifikowana na rodzinę
adopcyjną!!! Chyba, że to tzw. "dzika adopcja" załatwiana przez prawnika i
znajomości i jej skutki...
Obserwuj wątek
      • Gość: gosia Re: nie szkolenia a moralnosc wlasna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.04, 14:30
        zadne szkolenie nie pomoze jezeli ludzie maja taką moralność
        skoro psychologowie twierdzą ze był bity przez tych krystalicznych ludzi to
        znaczy ze to prawda a ile jeszcze rzeczy robili mu o ktorych nikt nie wie?
        tak samo pewnie przeklinali skoro zna takie przekleństwa

        mogli przejsc super szkolenia na przyszłych rodzicow i wypaść krystalicznie ale
        to nie znaczy ze okazaliby sie dobrymi rodzicami w przyszłości
        wiec to nie szkolenie czyni rodzica ale wlasna moralnosc
        choc niewatpliwie szkolenie jest wazna rzeczą
        po prostu poszli na łatwizne, wiadomo ze dzieci dorastając mogą stwarzac jakies
        trudnosci
        ciekawe czy tez oddadza swoją corkę jak sie zaczną problemy?
        są po prostu siebie warci - szkoda słów
        a
        dziecko mam nadzieje ze bedzie mogło znaleźć kochający dom
    • Gość: abelone Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 12.06.04, 09:27
      podejrzewam, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurami, tyle tylko, że
      dziecko miało być PREZENTEM, a jak prezent się przestaje podobać, to się go
      wyrzuca. Życzę tym lekarzom, żeby ICH WŁASNE NIEADOPTOWANE DZIECKO sprawiło im
      jeszcze więcej kłopotów, niż adoptowany synek. Zasłużyli sobie na to, chyba
      nawet zasłużyli też na to, aby Bóg odebrał im ICH WŁASNE NIEADOPTOWANE DZIECKO,
      pyszałkom.
          • Gość: TYSON Re: skandaliczne 8 miesiecy samotnosci i strachu IP: 156.17.253.* 15.06.04, 11:54
            To jest nauczka dla ośrodków adopcyjnych, żeby 1000 razy prześwietliły
            ewentualnych przyszłych rodziców.Gdyby zrobiły to przed ustanowieniem rodziny
            adopcyjnej dla Krzysia być może to biedne dziecko nie byłoby potraktowane jak
            zepsuta zabawka i nie doznałoby tylu upokorzeń i strachu.Dziwi mnie w tej całej
            sprawie, że Ci,na szczęście byli już "rodzice" są lekarzami. Oni powinni
            najlepiej zdawać sobie sprawę jakie fatalne skutki odniesie u małego dziecka
            jego odrzucenie, bo mają już własne,a on przecież był "tylko" adooptowany.
    • Gość: Julia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.aster.pl / *.acn.pl 12.06.04, 10:15
      Własne dziecko to własne a cudze jest zawsze trochę "obce". Nie usprawiedliwiam
      tych ludzi, chłopcu zrobiono nieodwracalną krzywdę ale może ten reporaż skłoni
      osoby rozważające adopcję do zastanowienia się nad własnymi motywacjami. My z
      mężem nie zdecydowalibyśmy się na adopcję, rozmawialiśmy o tym jeszcze przed
      ślubem i przed planowaniem powiększenia rodziny.
      Gdybym nie mogła mieć dzieci pozostałabym bezdzietna ale adopcję wykluczam bo
      wiem, że się nie nadaję.
      Małżeństwo z artykułu nie nadawało się na rodziców adopcyjnych, szkoda, że nie
      sprawdzono tego wcześniej.
      Swoja drogą w ośrodkach przeginają, mojej koleżance zaproponowano upośledzone
      dziecko mimo, że wyraźnie deklarowała, że takiego wcale nie bierze pod uwagę.
      • Gość: Jacek'74 Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.04, 00:32
        > Swoja drogą w ośrodkach przeginają, mojej koleżance zaproponowano upośledzone
        > dziecko mimo, że wyraźnie deklarowała, że takiego wcale nie bierze pod uwagę.
        No cóż myślę, że gdyby dokładnie sprawdzono Twoją koleżankę, okazałoby się,
        że też nie nadaje się na matkę adopcyjną.
        Zachodząc w ciążę też nie ma gwarancji na zdrowe dziecko.
        To co ma upośledzone - to się wyskrobie?
        Wbrew pozorom nie jestem radykałem, ale trzeba dokładnie sprawdzać motywacje
        przyszłych rodziców, co Ty też zresztą postulujesz.
        • Gość: Gwiazda dziecko upośledzone w adopcji IP: *.radom.pl 27.06.04, 11:29
          W ciąży nie ma pewności czy bedzie zdrowe. W adopcji jest to pewien cześciowy
          luksus. Częściowy bo mogą być wady genetyczne ujawniające się później, nie w
          dzieciństwie.
          Ja też o ile azdoptowałabym dziecko zdrowe, to przy upośledonym bym się
          wycofała. Nie bo jestgem monstrum bez serca, ale bo pracuję do późnego
          popołudnia, a takie dziecko wymaga stałej opieki. Na zatrudnienie takiej mnie
          nie byłoby stać. Myślę, ze ta koleżanka Julii też jest poważna i myślała o tym
          poważnie. Nie oceniaj po jednym skrótowym zdaniu.
          Są ludzie culi i bogaci i tacy mogą wziąć dziecko upośledzone bo stać ich na
          leczenie i opiekę. Jest tyle dzieci marzących o rodzicach, ze dobranie takiego,
          które ci najbardziej przypadnie do serca nie jest nieludzie i gwarantuje lepszy
          kontakt od początku.
      • Gość: gosia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.04, 14:34
        nie masz w sobie zadnych uczuc? skoro nie jestes w stanie pokochac innego
        człowieka/dziecka tylko dlatego ze nie jest twoje wlasne?
        a gdybys to ty była na miejscu tego dziecka
        moze najwyzsza pora zeby ludzie sobie zaczeli uswiadamiac nieuchronnosc wlasnej
        smierci i tego ze zycie jest za krotkie na rozstrzasanie takich spraw w ten
        sposob i wieczne ucieczki
        powinno sie dawac tak duzo jak sie jest w stanie innym a nie byc zadufana w
        sobie zimną oslizgłą larwą
    • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 12.06.04, 11:28
      To wszystko nie jest takie proste. Nie usprawiedliwiam państwa K- zrobili
      dziecku krzywdę, ale każdy medal ma dwie strony i może spróbujmy spojrzeć na to
      bardziej obiektywnie a mniej emocjonalnie.
      1. Państwo K nie nadaja się na rodziców adopcyjnych. Jedni się nadają, inni nie
      i nie jest to ich wina. Ja nigdy w życiu nie zdecydowałabym się na adopcję,
      choć miałam trudności z urodzeniem dziecka ( udało się to po dobrych kilku
      latach). Ktos kto nie czuje się na siłach wychowywać cudzego(!) dziecka nie
      jest gorszy ani lepszy - jest inny. Może nie jest to najlepszy przykład, ale są
      ludzie, którzy nie tolerują zwierząt- więc ich nie trzymaja w domu, natomiast
      sa znakomitymi hodowcami roslin i ich mieszkania przypomija ogrody botaniczne.
      2. Państwo K nie zostali odpowiednio zdiagnozowani, ani nie uświadomiło im się
      specyfiki adopcji i problemów z tym związanych. Często własne dziecko
      doprowadza do furii, ale zaciskamy zęby, z adoptowanym bywa czasem inaczej.
      3. W organiźmie pani K po ciąży i porodzie nastąpiły zmiany kierujące ją na
      własne i tylko własne dziecko. Wiele powiedziałby o tym doświadczony psycholog,
      psychaita czy uwazny ginekolog-połoznik. Nie jest to jej wina.
      4. Sytuacja rodzinna( wyjazd za granicę, zwłaszcza do Szwecji, gdzie wiadomo
      jak wychowuje się dzieci) nie pomógł rodzinie K. Nie było w poblizu , także w
      Polsce, nikogo kto umozliwiłby przetrwanie im kryzysu. Bo sytuacja nie urodziła
      sie nagle!
      5.Zdarza sie, że dzieci adoptowane ( nie twierdzę, że z biologicznymi jest
      inaczej) stwarzają problemy wychowawcze nie do przezwyciężenia. Najgorszym
      wyjściem z sytuacji jest "oddawanie" dziecka ( bo to nie mebel), ale spróbujcie
      zrozumiec tych ludzi. Mogli byc kompletnie zagubieni, zdesperowani, nie radzic
      sobie, życ w zagrożeniu.
      6. Krzysiowi stała się niekewstionowana, olbrzymia krzywda. Niezasłużona i
      zostawiająca w jego psychice ślad na zawsze. Obawiam się, że nigdy nie będzie
      funkcjonował w sposób normalny. Został trwale okaleczony. Nie wierzy, i ma
      prawo nie wierzyć, dorosłym. Bardzo sie boję co z niego wyrośnie- może
      skrzywdzony w dzieciństwie w przyszłości krzwdzic a nawet mordować innych.
      Dorosli miotają się nie wiedza jak mu pomóc. W rezultacie jest przenoszony z
      miejsca na miejsce i podejmuje się różne bardziej lub mniej nieudolne próby
      terapii.
      7. Autorzy artykułu atakują dziadków. Nie wybielam tych ludzi, ale moga oni nie
      chcieć mieć z tym chopcem nic wspólnego. To syn ich dorosłych dzieci,
      adoptowany przez ludzi dojrzałych i pełnoletnich. Zdarza sie, że rodzeni
      dziadkowie nie wyrazają ochoty zajęcia się wnukami nawet gdy jest to konieczne
      ( np. gdy umra rodzice). Proponuję zatem zostawić dziadków w spokoj.
      8. Kolejnym idiotycznym zarzutem przez jedna z internautek jest sugestia, aby
      państwu K odebrać prawo wykonywania zawodu lekarza. Ich postępowanie nie ma
      niczego wspólnego z wykonywanym zawodem. To ich prywatna sprawa, a zawieszenia
      lub pozbawienia prawa wykonywania zawodu lekarza izby lekarskie(!) dokonują za
      bardzo konkretne sprawy związane z WYKONYWANIEM ZAWODU a nie nawet najbardziej
      nieetycznym postępowaniem w życiu prywatnym. Czy bardziej etyczne byłoby gdyby
      Krzysia oddali prawnicy, nauczyciele, weterynarze, wlaściciele fabryki nakrętek
      czy krawcowa z hydraulikiem? Nie!!!!!!!!!!!!!! W dalszym ciągu mogliby szyc,
      przepychac rury czy produkować nakrętki.

      Nie rozgrzeszam państwa K- przeciwnie uwazam, że nikt odpowiedzialny tak nie
      postępuje. Stało się nieszczęście, złamano życie dziecku, ale zastanówmy się
      czy TYLKO oni są temu winni? Czy wszyscy tak chętnie poddający ich krytyce
      mieliby w sobie tyle siły aby wychowywać adoptowane, trudne dziecko? Bo ja nie
      umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie i dlatego nigdy nie zdecydowałabym się
      na adopcję.
      • Gość: melmire Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.w82-125.abo.wanadoo.fr 12.06.04, 11:36
        Tak, to oni sa winni. Czy maja sily czy nie - sa dorosli, wzieli na siebie
        wychowanie dziecka i ich psim obowiazkiem jest to zrobic. Na litosc boka, to
        dorosli, wyksztalceni ludzie! Ja sobie zdaje sprawe ze wychowanie adoptowanego
        dziecka nie jest latwe, a oni nie? Nie wyjade mi sie zeby szukali pomocy w
        Szwecji, ani zreszta w Polsce - dziecko przestalo im pasowac to je oddali.
        Ciekawe jak wytlumaczyli to znajomym? Bo kurcze, o ile nie pochwalam ostracyzmu
        spolecznego w wersji Titusa, to tacy ludzie byliby skresleni na wiecznosc z
        listy kontaktow.
        • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 12.06.04, 11:48
          Ja tych ludzi nie bronię, próbuję spojrzeć na to obiektywnie. Bardzo łatwo
          krytykować i twierdzić, że cos jest czyimś "psim obowiązkiem", gdy nie było sie
          w podobnej sytuacji.A jak to wytłumaczyli znajomym jest mniej istotne. To
          sprawa ich wrażliwości, sumienia. Bardziej skupiłabym się nad tym jak pomóc
          dziecku i nie dopuścic do podobnych sytuacji.
          Nie wiem czy tak było- może nie-, ale spróbuj sobie wyobrazić sytuację, w
          której chłopiec stwarza fizyczne zagrożenie małej , nowonarodzonej dziewczynce.
          Pani K tysiące razy zwraca uwage, a on zlośliwie zwiększa szykany, a
          jakiekolwiek próby nawiązania z nim dialogu są niemiożliwe. Napewno nie jest
          rozwiązaniem pozbywanie się dziecka, ale nic na świecie nie jest jednoznacznie
          białe lub czarne. Życie mnie nauczyło, żeby nie wydawac werdyktów nie znajac
          relacji obu stron. Bo mozna sie pomylić.
          Raz jeszcze podkreślam, nie bronię ich, być może poszli po najmniejszej linii i
          pozbyli się dziecka, ale może nie było to takie jednoznaczne.
          • Gość: mewka Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.net / *.pl 13.06.04, 11:23
            Hola!Autor art.wyraznie zaznacza,ze Krzys byla bardzo przywiazany do
            siostry,interesowal sie nia dlugo po tym,gdy "rodzice" pozbyli sie go z
            domu.Wnosze,ze jej nie zagrazal,jak sugerujesz. A przy okazji,fajny prezent dla
            zony-kochanie,przynioslem ci dzidziusia...Jesli ci sie znudzi,zrobimy sobie
            innego...
          • Gość: Ewunia 28 Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 213.17.133.* 13.06.04, 23:01
            Alez ETno! Piszesz o potencjalnej agresji dziecka do malutkiej siostrzyczki. A skad ta agresja sie wziela?? Czy jemu ktos pomogl w tej nowej sytuacji?? Przeciez zachowania dzieci, takich malych dzieci w glownej mierze zaleza od rodzicow!!! Jasne, ze zycie nie jest czarno-biale, ale moj Boze nie mozemy relatywizowac wszystkiego! Zle i okrutne jest to co, zrobili Ci adopcyjni rodzice. I basta! I to wlasnie jest jednoznaczne! To dziecko zniszczono! I to, ze byl agresywny to ich wina, o ile mozna wierzyc dzienikarzom
          • im13 Re: Synku, już cię nie chcemy 14.06.04, 08:23
            Moment, moment... z treści artykułu wynika wyraźnie, że chłopcu bardzo zależało
            na siostrzyczce, więc zagrożenia nie stwarzał. Nie chcę usiłować zrozumieć tych
            ludzi - byli dorośli - zatem ODPOWIEDZIALNI za to co robią. Może ośrodek czegoś
            nie dopilnował, może to była "dzika" adopcja... ale wybaczcie, do cholery
            jasnej, to są dorośli ludzie, chyba mieli nawet nieco ponad 18 lat!!!
            Mam nadzieję, że córeczka da im popalić za wszystkie czasy, za brata i za
            siebie..... ciekawe, gdzie ją oddadzą?
          • iwles Re: Synku, już cię nie chcemy 14.06.04, 09:00
            ETno !
            Ależ Oni (i "rodzice" i "dziadkowie") nie tyle nie chcą mieć nic wspólnego z
            dzieckiem, co nawet teraz nie chcą mu pomóc współpracując z psychologiem. A
            przecież to w tej chwili JEST bardzo ważne !!!
            Nie broniłabym tych pseudodorosłych ludzi. Nie zapominaj, że najprawdopodobniej
            Krzys był źle traktowany, jak sugeruje red. mógł być nawet bity. Bo niby skąd u
            chłopca taka niska samooocena? Takie małe poczucie wartości ?
            Nie........... nic ich nie usprawiedliwia.
            Chociaż z drugiej strony - może lepiej wcześniej niż czekać aż stałoby się
            większe nieszczęście !!!!!!!!!!!!!!!
          • bgp2001 Re: Synku, już cię nie chcemy 14.06.04, 09:30
            Dziękuję za ten post bardzo mądry o wyważony. Jestem zbulwersowana występkiem,
            ale nie znam niczego, na której podstawie mogłabym osądzać tak agresywnie. A -
            że osoby te okazały się w życiu nieodpowiedzialnie i niezrównoważone... to
            zupełnie inna sprawa. Pozdrawiam ETnę.
      • Gość: Tryton Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.aster.pl / *.acn.pl 13.06.04, 23:08
        Droga ETno,
        Twoje argumenty nie są pozbawione podstaw, jednakże uważam, że dotyczą one
        osobowości dziecka. A dziecko różni się od dorosłego tym, iż dorosły PONOSI
        ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SWOJE CZYNY. Wzieli dziecko do adopcji to powinni je
        chować. Nie ma złych decyzji, są tylko różne ich konsekwencje. Nic nie tłumaczy
        tych "dorosłych" ludzi.
        Pozdrawiam
      • Gość: titt I czy powyzsze ich usprawiedliwia? IP: *.botany.gu.se 14.06.04, 11:43
        Mieszkali w Szwecji. Tu mogli zwrocic sie o pomoc. I obywatelstwo szweckie
        wcale nie jest poczebne. Wystarczy ze mieli numer osobowy. A napewno mieli.
        Dziecko trafilo by do rodziny zastepczej, a nie meczylo sie w pogotowiu. Inna
        sprawa ze mieli by klopoty. Za znecanie sie nad dzieckiem. Jesli nawet nie
        fizycznym to psychicznym. I to pewnie bylo motywem - strach przed, oskarzeniem,
        przed nadszarpnieciem opini. No bo lekarz, ktoremu odebrano prawa
        rodzicielskie? Lekarz pod obserwacja bo nie radzi sobie z dzieckiem? Mali,
        bardzo mali ludzie.
        • Gość: Marta Stress ponad sily psychiczne-mogli Go zabic!! IP: 193.14.171.* 14.06.04, 11:59
          Dokladnie, dlatego wyslalam te informacje do 3 duzych gazet szwedzkich.
          Mysle ze wyplyniecie tej sprawy wplynie na postanowienie o ich pobycie na
          stale.Alimenty ktore tez beda placic na to dziecko dostana jako i tak, to ich
          nie bedzie specjalnie kosztowac.Mysle ze tutaj sa dwie rzeczy wazne-oni nie
          mogli sobie dac rady z trudnym dzieckiem i rozpoczynaja jako emigranci nowe
          zycie a to jest duzy stress.Nie znaja jezyka ,kodow itp.(glosny przypadek
          zabicia corki przez cudzoziemca bo nie acceptowal ze chciala byc jak szwedki-
          chodzic bez chustki i miec kolegow w klasie z ktorymi sie rozmawia).Nie oceniam
          ich decyzji ale byly inne wyjscia.Pozostaje pytanie Co bedzie z Krzysiem?teraz
          i jak bedzie dorosly
        • Gość: titt Re: I czy powyzsze ich usprawiedliwia? IP: *.botany.gu.se 14.06.04, 12:09
          Zdarzaja sie dzieci z zaburzeniami psychicznymi. Nadpobudliwe, agresywne. I nie
          ma to nic wspolnego z wychowaniem, a raczej z przebiegiem ciazy i porodu. mam
          doczynienia z takim dzieckiem (jedno z pary blizniakow - urodzone pozniej,
          drugie jest normalne). Przez godine w tygodniu i jest to czasem najdluzsza
          godzina w tygodniu. Naprawde rozumiem umeczana matke. (ciagle skargi rodzicow
          pobitych dzieci, pogryzione opiekunki, zniszczone przedmioty). Ale to JAK taka
          sprawe rozwiazali ci ludzie, nie ma zadnego usprawiedliwienia. Moim malym
          przyjacielem zajmuje sie psycholog, sa tez inni ludzie gotowi pomoc. I coraz
          czesciej udaje sie jednak nawiazac z nim kontakt. Czeba tylko chciec.Kluczawa
          sprawa jest podbudowywanie jego opini o sobie. Bo ciagle uwagi jaki jest
          niegrzezcny tylko nakrecaja spirale.
      • Gość: Jacek'74 Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.04, 00:52
        > W organiźmie pani K po ciąży i porodzie nastąpiły zmiany kierujące ją na
        > własne i tylko własne dziecko. Wiele powiedziałby o tym doświadczony
        > psycholog, psychaita czy uwazny ginekolog-połoznik. Nie jest to jej wina.
        Tak samo jak nie jest winą faceta, że zdradza żonę - to po prostu biologia,
        hormony.
        Od tego mamy rozum, żeby kierować swoim życiem
        > 4. Sytuacja rodzinna(wyjazd za granicę, zwłaszcza do Szwecji
        co masz przeciwko Szwecji - kolejny stereotyp, że dziecko może pójść do sądu
        i zaskarżyć rodziców. Fakt nie mogli zwrócić się o pomoc do tamtejszego
        psychologa rodzinnego, czy jak to się tam nazywa, bo wyszłoby na jaw, że
        Krzyś był bity i skończyłoby się tym, że odebraliby im prawa rodzicielskie
        nie tylko do tego dziecka, ale do ich córki.
        Z resztą prawie się zgadzam, TYLKO NIE MA TUTAJ ŻADNYCH ALE.
        Skrzywdzono dzieciaka i kropka, a od ludzi na poziomie, a za takich
        przywykło uważać się lekarzy, czy ludzi z wyższym wykształceniem, można?????
        wymagać więcej.
        Do szycia, czy produkcji nakrętek nie są wymagane kwalifikacje moralne
        do bycia lekarzem - owszem. Nie będę podawał negatywnych przykładów lekarzy bez
        kwalifikacji moralnych - choćby dawna???? afera w łodzkim pogotowiu
    • Gość: nebbia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 217.96.7.* 12.06.04, 11:41
      państwo K. wyrządzili dziecku straszną krzywdę. Znam jednak rodzinę w podobnej
      sytuacji - ogromne problemy z adoptowanym dieckiem (ma teraz 12 lat - wynosi z
      domu rzeczy, kradnie) Rodzina dokłada wszelkcich starań, żeby poradzić sobie z
      sytuacją. Niestety nie może liczyć na żadną pomoc fachwców - psychologów!
      Wzięliście dziecko - to teraz Wasz problem. To właśnie jest straszne - brak
      zainteresowania ze strony tych instytucji, które powinny udzielać wsparcia
      rodzinom. Brak kontroli rodzin adopcyjnych. Dopiero jak się wydarzy tragedia,
      to pojawia się jakiś odzew.
      • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 12.06.04, 12:38
        Nie chciałam o tym pisać, ale skoro poruszyłaś ten temat i ja dorzucę. Znajomi
        moich rodziców wiele lat temu adoptowali 2 dzieci. Początkowo, oprócz trudności
        w nauce, nie było większych problemów. Ale zamożni rodzice obstawili bliźniaki
        korepetycjami i jakoś przebrnęli przez podstawówkę. Szkoły średniej żadne z
        nich nie skończyło - mimo pomocy, korepetycji, siedzenia godzinami i
        tłumaczenia elementarnych rzeczy. Trudno. Może w szkole zawodowej będzie
        lepiej. Nie było. Za to zaczęły się kradzieże ( a z domu było co wynosić)
        chociaż dzieciom nie brakowalo niczego, a juz miłości i zainteresowania
        napewno. Pierwsze włamanie zostało dokonale ok. 16 roku życia ( przedtem
        wymuszanie, bójki, awantury, pijaństwa - wszystko tuszowane przez rodziców).
        Znakomity adwokat, niski wyrok. Dwa lata później recydywa- znów najlepszy
        obrońca, zero skruchy, symboliczny wyrok. W międzyczasie systematyczne
        okradanie rodziców, przemoc fizyczna, brak chęci do pracy, pomocy. Ojciec
        zakończył życie na zawał( byc może mógłby żyć, gdyby synek wezwał pogotowie,
        ale nie wyrażał chęci), matka zamieniła olbrzymie mieszkanie - sama zamieszkała
        w niewielkim - synkowie dostali po 2 pokoje. Kobieta stale ich utrzymuje, a
        spokój ma jedynie gdy odsiadują kolejne wyroki.
        Może państwo K uniknęli takiego losu?
        Dziś nad znajomą moich rodziców nikt nie załamuje rąk, nikt nie płacze nad jej
        zmarnowanym życiem. A , zaręczam, dzieci adoptowane przez tę rodzinę miały
        wszystko co najlepsze, rodzice przymykali i bronili.
        • melmire Re: Synku, już cię nie chcemy 12.06.04, 12:45
          To ja ci opowiem inna historie.
          Syn mojej ciotki, rodzony , nie adoptowany. Przez podstawowke ledwo przebrnal,
          liceum sie nie udalo, bojki kradzieze itp. Mamusia tez przymykala oczy ,
          wybraniala syneczka. On dorosl, okradal ja, bil, a ona wtedy juz go sie bala,
          ale co zrobic? Teraz ona juz nie zyje, mieszkanie przepite - moze to kwestia
          wychowania i wlasnie przymykania oczu, a nie tego czy dziecko adoptowane czy
          nie?
          • triss_merigold6 Re: Synku, już cię nie chcemy 12.06.04, 12:58
            Czytałam tekst, czytam Wasze wypowiedzi. Life is brutal - dziecko dziedziczy
            cechy i skłonności po przodkach, można je wzmacniać lub osłabiać dzięki
            wychowaniu ale nadal SĄ. W życiu nie adoptowałabym dziecka, nieważne
            kilkumiesięcznego czy starszego bo byłoby obce. Nie moja krew, nie moje geny,
            nie moje cechy wreszcie.
            Nie usprawiedliwiam państwa K. ale współczuję, że w odpowiednim czasie nie
            otrzymali pomocy psychologicznej, nie zdawali sobie sprawy z rozmaitych
            konsekwencji adopcji. Nie wierzę, że każde dziecko można pokochać jak swoje,
            chyba, że ktoś jest matką Teresą. Dziadków K. jestem w stanie zrozumieć, że nie
            chcą mieć z chłopcem nic wspólnego, biologicznym też to się zdarza.

            Dzieciak został skrzywdzony ale jeśli ma złe skłonności, jest agresywny to nie
            powinien trafiać do kolejnej rodziny.
              • Gość: arniga Bzdura IP: *.chello.pl 15.06.04, 20:31
                Ja akurat byłam w szkole podstawowej z dziećmi z domu dziecka. Agresja,
                wściekłość, brutalność, nienawiść- to mnie i moich rówieśników spotkało.
                Pierwszy raz zobaczyłam pijanego 11 latka ( dom dziecka) z papierosem mając 10
                lat i był to dla mnie szok. Byliśmy gnębieni przez wychowanków domu dziecka:
                zabierali nam pieniądze, kanapki , napoje, przybory szkolne. Podczas 8 lat
                szkoły podstawowej nie spotkałam żadnego wychowanka " bidula" który normalnie
                funkcjonował. Wiekszość z tych ludzi nie zdawała do następnej klasy lub też
                trafiała do poprawczaka.
                Zdaję sobie sprawę z tego że te dzieciaki zostały pokrzywdzone przez los i
                bardzo im współczuję ale z drugiej strony rozumiem państwa K ponieważ na
                własnej skórze odczułam do czego są zdolni wychowankowie domów dziecka...
                I dlaczego nie spotkałam normalnego dzieciaka z bidula?
                • miss.murple Re: Bzdura 15.06.04, 20:39
                  Krzyś trafił do państwa K. jako 2-letnie dziecko, zdaje się. Czy już wtedy pił
                  i palił? A jeśli tak, to kilka lat spędzonych w zdrowym środowisku, w
                  atmosferze miłości i akceptacji mogło pomóc, prawda?
                  Tak poważnie - "bidul" to nie jest miejsce, które daje zdrowe podstawy. Agresja
                  to całkiem zrozumiała reakcja na odrzucenie.
                • Gość: gosia Re: Bzdura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.04, 14:58
                  Gość portalu: arniga napisał(a):

                  > Ja akurat byłam w szkole podstawowej z dziećmi z domu dziecka. Agresja,
                  > wściekłość, brutalność, nienawiść- to mnie i moich rówieśników spotkało.



                  dlatego ze byli z domun dziecka
                  a agresja wyzwala agresję
                  zło wyzwala zło itditp
                  to co im dano to dali i dają innym -takie maja wzorce

                  sprawdź na sobie- jak o cos\ poprosisz grzecznie w sklepie i dostaniesz
                  grzeczną odpowiedź to sie od razu nie wkurzysz
                  jak ktos ci po chamsku odpowie to od razu wzbije sie w tobie szał i agresia i
                  odpowiesz tak samo- owszem musiałabyś być aniołem zeby zachowac krew i
                  powiedziec - tak oczywiscie ma pan/i racje przepraszam za pytanie i zycze
                  milego dnia
                  a krzys nie wychowywal sie w domu dziecka tylko w rodzinie , byl bity i nie
                  mial chyba zbyt dobrych wzorcow do nasladowania, to wystarczy zeby z malego
                  dziecka zrobic kalekę a pchanie w niego psychotropow tylko dlatego ze staje sie
                  agresywny czy zamkniety w sobie jest jakas bzdurą zwłaszcza ze psychiatrzy
                  stwierdzili ze nie jest chory psychicznie , to tylko pojscie na łatwiznę zeby
                  był spokojnieszy a tak naprawdę źródło problemu jest zupełnie inne
          • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 12.06.04, 13:11
            Vide wypowiedź Triss. W przypadku własnego dziecka też w takich sytuacjach bywa
            trudno, ale gdy w gre wchodzą bardzo złe cechy odziedziczone po przodkach, to
            czy ppK mieli np. czekać, aż dojdzie do jeszcze większego nieszczęścia. Czasem
            w życiu trzeba wybierać między złem a ogromnym złem.
            Powtarzam, może p. K była doprowadzona do ostateczności ( niszczenie
            wszystkiego dookoła, agresja, patologie), może zyła w strachu o bezpieczeństwo
            małej córeczki. Tego nikt z nas nie wie. Czy lepiej by było gdyby w Wysokich
            Obcasach lub gdzie indziej ukazał się artykuł, że 10 - 12-14 latek zaciukał
            całą rodzinę?
            • triss_merigold6 Re: Synku, już cię nie chcemy 12.06.04, 13:21
              B. trafnie to opisałaś ETno w postach wyżej. Pani K. po urodzeniu własnego
              dziecka pewnie obawiała się o bezpieczeństwo małej. Mogło tak być, nie musiało
              oczywiście. Państwo K. może by próbowali rozwiązać problem inaczej np. przez
              szkołę z internatem dla przybranego syna, terapię psychologiczną ale jeśli
              chłopiec ma zaburzenia umysłowe to trudno żeby pozwalali na zagrożenie.
              Dzieci nie są czystą kartą. Wychowanie to nie wszystko.
              • zalotnica Re: Synku, już cię nie chcemy 12.06.04, 13:41
                triss_merigold6 napisała:
                > Państwo K. może by próbowali rozwiązać problem inaczej np. przez
                > szkołę z internatem dla przybranego syna, terapię psychologiczną ale jeśli
                > chłopiec ma zaburzenia umysłowe to trudno żeby pozwalali na zagrożenie.

                Szkola z internatem to swietne rozwiazanie i nie sadze, aby panstwo K.
                o tym nie wiedzieli, ale przeciez to kosztuje. Maja juz wspolne dziecko,
                wiec po co im obce, ktore byc moze sprawia jakies klopoty, ale nie wierze,
                ze az takie jakie zostaly powyzej opisane. Do konca nie jest jasno napisane,
                kiedy Krzysiu stal sie agresywny i kiedy zaczely sie z nim klopoty
                wychowawcze, wlasnie , dlaczego...?
                  • triss_merigold6 Re: Synku, już cię nie chcemy 12.06.04, 13:51
                    Wiele dzieci jest karanych także fizycznie i jakoś nie dostają świra.
                    NIKT nie usprawiedliwia tych ludzi z artykułu ale warto jasno powiedzieć, że
                    NIE KAŻDY nadaje się na rodzica adopcyjnego i adopcja nie jest łatwym
                    wydarzeniem.
                    Nie agituj bocianem ani biednymi sierotkami, wzięcie dziecka z litości to chyba
                    nienajlepszy pomysł.
                    • Gość: laki Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.zabiniec.sdi.tpnet.pl 12.06.04, 14:33
                      Triss, biedaczko, znowu nie zrozumiałas. Na dodatek wkładasz w moje usta coś
                      czego nigdy nie powiedziałam (o sierotkach i litości)- unikaj tego, bo bardzo
                      tego nie lubię.
                      Nigdy nie twierdziłam, że wszyscy powinni zostać rodzicami- adopcyjnymi czy
                      nie. Bo rodzicielstwo - klasyczne i adopcyjne - łatwe nie jest - ze względu na
                      to, ze jest nieobliczalne i nieprzewidywalne, bo efekty są odroczone w czasie,
                      bo wkładasz do worka w dzieciństie (i wcześniej) różne rzczeczy, a wyjmujesz w
                      dorosłości - nie przewidzisz co.
                      Nie wszystkim dzieciom nie bedzie obojetne czy sie je wychowuje tłukąc i
                      poniżając czy nie.

                      • Gość: grarza Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.04, 11:32
                        Gość portalu: laki napisał(a):

                        > bo wkładasz do worka w dzieciństie (i wcześniej) różne rzczeczy, a wyjmujesz
                        w
                        > dorosłości - nie przewidzisz co.
                        > Nie wszystkim dzieciom nie bedzie obojetne czy sie je wychowuje tłukąc i
                        > poniżając czy nie.


                        niestety laki, to jest duzo prostsze, wyjmiesz co wlozysz i nikomu nie jest
                        obojetne JAK jest traktowany. kazdemu nalezy sie szacunek, wszyscy to wiedza i
                        wszyscy tego oczekuja/wymagaja, ale od innych, czesto zapominaja ze powinni
                        zaczac od siebie. wymagac. a nie skupiac sie na sobie zapominajac o uczuciach
                        innych. a dzieci sa jak lusterko, pokazuja "doroslym" ja sie oni zachowuja, a
                        to najbardziej tych "doroslych" wkurza, bo jak mowi stare przyslowie "prawda w
                        oczy kole"...
                • ewamamaolka3 Re: Synku, już cię nie chcemy 14.06.04, 06:29
                  Do wszystkich becwalow obstajacych za panstwem K. Czy wy nie rozumiecie ze
                  chodzi tu o poszanowanie drugiego czlowieka. W tym przypadku jest to dziecko, a
                  z dziecmi wiadomo mozna robic co sie chce bo to( moja wlasnosc)tak twierdza
                  Polacy. O jakim wy zagrozeniu rozprawiacie. Chlopca pozbyto sie jak burego
                  kundla. A jezeli juz sie ma takie problemy to nie zostawia sie dzieci tylko
                  szuka pomocy i z nimi jest. Powinnam napisac KOCHA. Boze co sie z tym swiatem
                  dzieje?
                  Ewa mama Alexa i Emilki
              • baziaczek Re: Synku, już cię nie chcemy 14.06.04, 21:20
                lekarze badali chłopczyka i NIE STWIERDZILI zaburzeń umysłowych!
                dopiero pom tym co dziecko przeżyło może mieć takowe. w artykule wyraźnie jest
                powiedziane, że kłopoty zaczęły sie po tym jak rodzice oświadczyli chłopcu że
                jest adoptowany, po urodzeniu siostry. wcześniej nie było kłopotów. mogę sobie
                tylko wyobrazić w jaki sposó mu to powiedzieli.
                poza tym po adopcji nie ma już rozróżnienia na dziecko "własne" i "obce". ono
                jest zawsze własne, niezależnie kto jest biologicznym ojcem lub matką.
                triss i Etno, piszecie, że nie usprawiedliwiacie K, ale tak naprawdę to to
                robicie. to są DOROŚLI LUDZIE, a potraktowali chłopca jak przedmiot. co byście
                powiedziały, gdyby ktoś dzisiaj potraktował was instrumentalnie, np jakiś facet
                potraktował was jak "materac". znalazłybyście na to wytłumaczenie, np. że on
                już tak ma albo jest tylko samcem? raczej nie sadzę!
              • Gość: gosia Re:triss IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.04, 15:09

                triss_merigold6 napisała:

                > B. trafnie to opisałaś ETno w postach wyżej. Pani K. po urodzeniu własnego
                > dziecka pewnie obawiała się o bezpieczeństwo małej. Mogło tak być, nie
                musiało
                > oczywiście. Państwo K. może by próbowali rozwiązać problem inaczej np. przez
                > szkołę z internatem dla przybranego syna, terapię psychologiczną ale jeśli
                > chłopiec ma zaburzenia umysłowe to trudno żeby pozwalali na zagrożenie.
                > Dzieci nie są czystą kartą. Wychowanie to nie wszystko.


                chyba wyraźnie było napisane ze nie ma zaburzen umysłowych????
                a agresja jest zachowaniem dostepnym wszystkim a zwłaszcza małe dziecko moze
                jej uzywac bo tak naprawde ma dosc ograniczone mozliwosci wyjawiania swoich
                uczuc , poza tym ten chłopiec nie ma nikogo bliskiego z ktorym byłby w zwiazku
                emocjonalnym a cały jego swiat RUNĄŁ - wszystko co BYŁO MU BLISKIE I BYŁO JEGO
                DOMEM
                poza tym nie macie informacji zeby wysnuwac opinie
                prawda jest jednak taka ze zachowanie panstwa K jest karygodne bez wzgledu na
                wszystko
                jezeli sie zdecydowali to powinni brac na siebie wszystkie plusy i minusy a nie
                wybierac to co im pasuje
                a jak coreczka sie stanie agresywna to tez ja oddadza zeby nie było nagłówków w
                gazecie o zabojstwie rodziny? czy zaczna sobie jakas radzic
                pewnie oddadzą:))))))
                bo tacy ludzie tak maja
                maja cos jak im pasuje a jak przestanie pozbywaja sie i nie ma znaczenia o co
                chodzi czy o psa czy dziecko
                skad wiecie jak sie czuł Krzys jak sie dowiedział ze jest adoptowany i
                niechciany
                moze a chyba napewno bity wyzywany, olewany i ponizany bo najwazniejszym dla
                nich okazalo sie nowe dziecko a on został calkowicie na ubocze wypchniety
                skad wiecie co mu mowili,jak wyzywali, jak krzyczeli czy ponizali
                moze w ogole mu zabronili dotykac siostry, ktora przeciez uwazal za sioste i
                chyba ja kochal jak stwierdzili psychologowie
                nawet jezeli byl bity i olewany to mial zwiazek z rodzicami bo uwazal ich za
                rodzicow od malucha, przeciez ci ludzie byli jego calym swiatem!!!!
                przeciez nawet poniewierane dzieci przez wlasnych rodzicow kochaja swoich
                rodzicow i nawet jezeli ich sie boją to i tak z innymi sa nawet w stanie
                walczyc o ich honor czy bronic ich - nawet bylo w art napisane ze krzys nie
                mowil źle o rodzicach, ale zyl we wlasnym swiecie
                pomyslcie jak byscie sie czuli nawet jako dorosli jakby wam starzy powiedzieli
                ze jestescie adoptowani a wasze rodzenstwo czy brat albo siostra to nie i tak
                naprawde zawsze byliscie dla starych kulą u nogi
                a ten dzieciak zostal porzucony z dnia na dzien - poilus latach wspolnego zycia
                jak rzecz - od tak po prostu a przeciez byl jej dzieckiem, jej maluszkiem
                ktoremu zmieniała zasraną pieluche jak mial 2 lata
                gdzie serce, moralnosc i odpowiedzialnosc takich ludzkich potworow???? ktorzy
                nigdy nie powinni miec zadnych dzieci czy nawet zwierząt
                ale zycie jest sprawiedliwe i odpłaci im w swoim czasie - na ich miejscu nie
                spałabym spokojnie
          • alicja_i_kot Re: Synku, już cię nie chcemy 12.06.04, 14:15
            Nie kazdy, kto jest potencjalnie dobrym rodzicem biologicznym nadaje sie na
            rodzica adopcyjnego. Takie rodzicielstwo jest po prostu trudniejsze, gdyz do
            zwyklych problemow zwiazanych z dojrzewaniem dochodze inne jakich nie maja
            rodzice biologizni. Po pierwsze fakt bycia adoptowanym, poszukiwanie przez
            adoptowane dziecko rodzicow biologicznych (czesto sie zdarza). Z czasem
            wychodza cechy wrodzone dziecka (wychowanie to nie wszysto, sa jeszcze geny).
            Problem, gdy okazuje sie para jednak moze miec wlasne dziecko. Poza tym, czesto
            sie zdarza, ze rodzice adopcyjni maja trudnosci ze stawianiem dziecku wymagan,
            sa dla niego zbyt poblazliwi bo i tak juz zostalo przez los skrzywdzone (mam na
            mysli rozsadne wymagania, np. zeby sie uczylo), okres "buntu" nastolatka jest
            trudniejszy (biologiczny rodzic nie uslyszy argumentu "nie bede ci sluchac, bo
            nie jestes moja mama/tata") Mam znajoma, ktora pracuje w biurze adopcyjnym,
            naprawde wielu rodzinom sie nie udaje, choc niekoniecznie dochodzi do takich
            patologii jak opisana w WO. Dlatego proces adopcyjny jest dlugi i mowi sie
            rodzicom, ze bedzie trudno, trudniej niz w przypadku wychowywania wlasnego
            potomka. Opisywani w WO ludzie wykazali sie chyba totalnym brakiem wyobrazni
            przy decyzji o adopcji i skrzywdzili dzieciaka.
          • jop Re: Synku, już cię nie chcemy 15.06.04, 13:58
            Gość portalu: basia napisał(a):

            > mam wójka i ciocie

            A słownika ortograficznego przypadkiem nie masz?

            > których spotkało to samo z tym małym wyjątkiem że
            > zafundowały im to własne rodzone dzieci pieniądze i brak konsekwencji złych
            > czynów w tym widziała bym problem a nie w samych dzieciach

            Rodzone dzieci poprosiły o rozwiązanie adopcji własnych rodziców? Tego chyba
            nawet w serialach brazylijskich nie dają.
        • Gość: gosia Re: Etna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.04, 14:51
          Gość portalu: ETna napisał(a):


          Dziś nad znajomą moich rodziców nikt nie załamuje rąk, nikt nie płacze nad jej
          > zmarnowanym życiem. A , zaręczam, dzieci adoptowane przez tę rodzinę miały
          > wszystko co najlepsze, rodzice przymykali i bronili.


          a więc to był błąd rodziców
          i nie ma tu znaczenia czy dzieci są adoptowane czy nie
          bo gdyby mieli swoje własne mogliby mieć dokładnie takie same problemy z nimi
          a po co bronili? czasami najwiekszą krzywdą jaką się wyrząca własnym dzieciom
          jest ciągłe ich niańczenie
          dzieci należy uczyć od małego płacić za swoje grzeszki i błędy a nie
          wyręczać ich we wszystkim bo potem efekty są takie i nie ma tu znaczenia czy to
          wlasne czy adoptowane
    • Gość: laki Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.zabiniec.sdi.tpnet.pl 12.06.04, 13:38
      A w którym miejscu jest napisane że jest chory psychicznie? Nie doczytałam.
      Raczej że nie jest chory, tylko jego problemy biorą się z totalnego odrzucenia.

      Poza tym - sam materiał genetyczny, chocby i najlepszy - to nie wszystko. Żadna
      z was nie ma gwarancji, że jej dziecko nie zostanie złodziejem, mordercą,
      gwałcicielem, trucicielem. Przez wychowanie mozna zmniejszyć
      prawdowpodobieństwo- ale to nie matematyka - w tej układance nie zawsze 2+2=4.
      Czasem wyjdzie więcej, czasem zero. Człowiek to coś więcej niż geny plus
      wychowanie.
      • Gość: laki Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.zabiniec.sdi.tpnet.pl 12.06.04, 14:27
        O, znalazłam to czego szukałam. Oczywiście z nieocenionego bociana.
        Adopcja to fascynująca forma rodzicielstwa, ale też bardzo ryzykowna!

        Pomogłam w przysposobieniu przynajmniej piętnaściorga dzieci gorąco do tego
        namawiając wahających się, bezdzietnych lub mających własne dzieci przyjaciół,
        znajomych i ich znajomych. Odszukałam telefony w starych notesach.
        Zatelefonowałam do dziewięciu rodzin. Do pozostałych bałam się już dzwonić.

        BARBARA PIETKIEWICZ

        Zadzwoniła do mnie pani X. – Moja córka wychodzi dziś za mąż – powiedziała. –
        Ma pani w tym udział. Przed dwudziestu laty przeczytałam pani artykuł o
        adopcji. Popłakaliśmy się z mężem. Przyjęliśmy do rodziny dziewczynkę i
        kochaliśmy ją bardziej od syna, którego urodziłam. Zniszczyła nam życie.

        Napisałam wiele tekstów o adopcji. Widziałam w domach dziecka setki dzieci,
        klejących się do każdego, kto bodaj zatrzyma na nich dłużej wzrok. „Weźcie je,
        otoczcie miłością i opieką” – pisałam. Nie miały nikogo na wyłączność przez
        pierwsze lata życia i dlatego chorują. Trzeba się nauczyć postępowania z takim
        dzieckiem, trzeba wiedzy, cierpliwości, a nade wszystko miłości. Witaminy „M”,
        która czyni cuda.

        Nie tylko pisałam, pomagałam adoptować. To byli doprawdy świetni ludzie.
        Mądrzy, przyjaźni światu, niebiedni: właśnie tacy przeważnie adoptują dzieci.
        Mniej altruistyczni a zasobni jeżdżą opalać się na Goa albo szczerze i uczciwie
        mówią, że nie wiedzą, czy mieliby serce dla cudzego. Albo ich zwyczajnie nie
        stać.

        „Moje” dzieci świetnie się rozwijały i rosły. Później kontakty z ich rodzicami
        rozluźniły się, oni wyraźnie ich ze mną nie szukali.

        Jak dwie połówki

        Anna B. wzięta w drugim roku życia z domu dziecka w Stargardzie Szczecińskim
        kierowanego przez ówczesnego dyrektora, który z pewnością oddał do adopcji
        więcej dzieci niż sierocińce z kilku województw razem wzięte. Pamiętam pokój
        przygotowany na jej przyjęcie u doktorostwa B. – w różowe paski. Matka i
        dziecko przylgnęły do siebie jak dwie połówki szukające się po świecie. Pani B.
        mówiła, że tęskni za nią, jak musi wyjść bodaj na zakupy, na godzinę, na pół.

        Spotkałam 10-letnią Annę na nartach.

        – Słabo się uczy, ale to się zmieni – powiedziała jej mama. – Najgorsze, że
        ucieka z domu po lekcjach. Urządziliśmy jej stół do ping-ponga w piwnicy. Ma
        projektor, może zapraszać koleżanki. I nic. Szukamy jej godzinami po osiedlu.
        Psycholog orzekł, że to ich wina. – Coś w waszym wychowaniu szwankuje –
        zawyrokowałam i ja. – Nie uciekałaby, gdyby było inaczej. Pani B. spuściła
        głowę.

        Anna po dziesięciu latach. Skończyła podstawówkę, obłożona korepetycjami.

        – Nie jest zdolna, ale zaakceptowaliśmy to – mówi matka. Poszła na kursy
        fryzjerstwa. Marzyła o tym zawodzie. Wyrzucono ją z praktyki w zakładzie, bo
        kradła. Zewsząd ją za to wyrzucają. Nie musi kraść. Dostaje większe kieszonkowe
        niż drobne sumy, które wyciąga z torebek klientek. – Sami też chowamy przed nią
        pieniądze. Nigdy nie miała do czynienia ze złodziejami, nikt w środowisku, w
        którym wyrosła, nie kradnie. Nudzi ją towarzystwo siostrzeńców, dzieci
        znajomych, woli chłopaków i dziewczyny spod sklepów z piwem. – Nałogowo pali,
        choć u nas nikotynizm obłożony jest anatemą. Namiętnością jej życia jest
        dyskoteka i nic więcej. Bardzo się o nią boimy. Co takiego zrobiliśmy złego?
        Gdzie nasza wina, gdzie błąd?

        Matka Sebastiana R. nie jest skłonna do wynurzeń. Ojciec duszę by za niego
        oddał. Był dla syna ojcem, kumplem, przyjacielem. Uwielbiał go. W szesnastym
        roku życia Sebastian zaczął okradać samochody. Przedtem dręczył zwierzęta. –
        Nie było chyba niczego takiego, czego by nam oszczędził – mówi matka. Ojciec
        nie mógł się z tym pogodzić. Zmarł na zawał. Matka podzieliła mieszkanie na
        dwie kawalerki. Wie, że Sebastian ostatnio siedział. Nie chce go znać.

        – Z Gracją właściwie wszystko jest dobrze – mówi jej matka, tłumaczka.
        Skończyła prywatne liceum. Zna angielski, bo ze względu na dziecko rozmawiali z
        mężem w tym języku. Wyrosła na ładną pannę. Powiedziała, że dalej uczyć się nie
        będzie. Bo to nie ma sensu. Ciągle gdzieś chodzi, ktoś podwozi ją i odwozi
        drogimi samochodami. Zaczęła pracować w agencji towarzyskiej wciągnięta przez
        koleżankę. – Kiedyśmy ją błagali, żeby przestała to robić, powiedziała, że to
        zawód taki sam dobry jak inny i ona go lubi. Ale w domu nadal jest taka jak
        dawniej – miła, dobra, serdeczna, ciągle mamuńciu i mamuńciu.

        Antoni też jest taki – serdeczny i miły. Był w dziesięciu zawodówkach, żadnej
        nie skończył, bo nałogowo wagaruje. Matka kryła go jakiś czas przed ojcem,
        chodziła do psychologów, prosiła, błagała. Wydało się, kiedy obrabował sklep.
        Jest teraz drobnym pijaczkiem. Na noc przychodzi do domu. Otrzyma po śmierci
        rodziców piękną willę pod Warszawą, pełną starych pamiątek, zbieranych przez
        kilka pokoleń.

        Adrian, syn terapeutki, pije. Policja zabrała mu prawo jazdy za prowadzenie
        samochodu po pijanemu. Córka uwielbia dyskoteki. Żadne nie skończyło szkoły
        średniej mimo wszelkiej pomocy ze strony rodziców.

        – Kiedy wiele lat temu studiowałam psychologię – mówi dr N., ich matka –
        panował pogląd, że człowiek jest taki jak środowisko, w którym się wychowuje.
        Podkreślano wagę urazów i złych doświadczeń z dzieciństwa, jakby zakładając, że
        jednakowo traumatycznie spływają one na każde dziecko, jakby dzieci rodziły się
        identyczne, a kształtowały je tylko doświadczenia. Te dobre w rodzinach miały
        zmyć wszelkie złe, jak brudną plamę ze skóry.

        Schemat Kopciuszka

        „Pisanie o genetycznym obciążeniu dzieci było dotąd swoistym prasowym tabu.
        Także w innych krajach obowiązywał schemat biednego Kopciuszka, który
        wprowadzony do krainy miłości rozkwita jak szlachetna róża – pisał przed rokiem
        angielski „The Times”. – Bo cóż za małostkowość psuć wydarzenie równie wielkie
        i szczęśliwe jak adopcja obawami o jakieś geny. Wszystko można naprawić
        miłością”. Nie wszystko.

        Przed wojną adopcje bywały rzadkością. Jeśli dokonywano usynowień, to tylko w
        obrębie rodziny. Na ogłoszenie „przyjmę chłopczyka na wychowanie”, dane w
        przedwojennym piśmie dla kobiet „Bluszcz” przez warszawską mieszczankę,
        przyszło ponad 100 biednych kobiet pragnących dla dziecka lepszego losu, a
        zdarzenie zostało przedstawione w tygodniku jako akt wyjątkowego miłosierdzia
        ze strony owej dobrej pani.

        Adopcja jako zjawisko społeczne pojawiła się w czasie wojny i po niej. Tysiące
        sierot znalazło wtedy swój nowy dom albo miejsce w sierocińcu, który różnił się
        już od przedwojennych wzorów, miejsca gdzie sieroty obejmowano „boskim
        miłosierdziem i ludzkim”. Teraz państwo miało po prostu obowiązek te sieroty
        wychować. W latach późniejszych, kiedy śmierć rodziców przestała być w życiu
        dzieci zdarzeniem statystycznie częstym, pojawiły się sieroty społeczne,
        pochodzące z rodzin, w których tradycją od kilku pokoleń był alkohol, przemoc,
        konflikty z prawem i wykształcenie niewiele odbiegające od analfabetyzmu.
        Dzieci z tych rodzin zabierano w przeświadczeniu, że dom dziecka będzie dla
        nich życiową szansą. Spostrzeżono jednak, że jest tylko szansą biologiczną:
        daje wikt i opierunek, pomaga w marnym wykształceniu, a wielu wychowanków
        kiepsko sobie radzi, wracając zresztą do kryminogennego środowiska, bo z innym
        nie miało styczności.

        Od lat 70. rozpoczęła się szeroka adopcja sierot społecznych przez rodziny
        uznane przez odpowiednie czynniki za społecznie poprawne. Badano, czy zdrowe,
        czy mają środki na utrzymanie, czy wolne są od nałogów. Powierzane dzieci
        badano pobieżnie. A najczęściej wcale. Znam przypadki adopcji dzieci z guzami
        mózgu, z padaczką, z ciężką ch
        • triss_merigold6 Re: Synku, już cię nie chcemy 12.06.04, 14:56
          Ten tekst z "Polityki" już kiedyś czytałam. Swój ciągnie do swego jak widać.
          Szkoda mi tych rodzin, które tyle serca, czasu i poświęcenia włożyły w
          wychowanie adoptowanych dzieci a te zamiast być wdzięczne za szansę od losu na
          kochającą rodzinę, na lepsze życie, wykształcenie zaczęły powielać drogi
          życiowe swoich genetycznych przodków.
          Brzydko pisać o wdzięczności? Pewnie tak. Brutalnie ujmując: ludzie kierując
          się odruchem serca chcieli stworzyć dzieciom dom i dać z siebie co najlepsze.
          Te dzieci nie musiały ich kochać ale przynajmniej uszanować i starać się. Bol
          istnienia popchnął kogoś do kradzieży i prostytucji? Nie, to spadek po
          prawdziwych rodzicach.
          • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 12.06.04, 15:20
            Na osobowość człowieka składa się wiele czynników. Nie bez znaczenia są geny.
            Przez staranne wychowanie można PRÓBOWAĆ nie dopuścić, aby rozwinęły się
            negatywne cechy, można przekazywać dobre wzorce, kochać i dawać, ale......
            efekt może być zblizony do zera. W sytuacji, gdy uwarunkowania genetyczne (np.
            skłonność do alkoholu) wezmą górę nie pomoże już nic. Rodząc własne dziecko wie
            sie mniej więcej co dostanie ono w spadku po nas, po dziadkach i pradziadkach.
            Adoptując, sierotę społeczną, należy liczyć się z olbrzymią ilością obciążeń
            genetycznych. Często także mamy do czynienia z bardzo niskim poziomem
            inteligencji.
            Rodzicom adopcyjnym zbyt mało mówi sie na ten temat, zbyt mało uświadamia co
            może ich spotkać, a perspektywa opieki nad słodkim niemowlakiem o niebieskich
            oczach przysłania mozliwość pojawienia się za kilka lat czarnego scenariusza.
            Nie twierdzę, że wszystkie dzieci adoptowane są patologiczne- część pewnie nie,
            ale nie wolno nam w sposób jednoznaczny oceniać rodziny K.
            Być może, nim zdecydowano się na ten krok, rozważano różne warianty, być może
            przeżywano gehennę, lęki. My tego nie wiemy.
            Sprowadzanie wszystkiego do pieniędzy, których nie chce się wydawać na obce
            dziecko jest po prostu głupie.
            A na koniec pytanie do ostro krytykujących rodzinę państwa K - czy
            wytrzymalibyście wieczny lek o niemowlę i realną perspektywę pozbawienia go
            życia? Ile nocy, mając inne obowiązki, moglibyście poświęcić na uspokajanie
            krnąbrnego i złośliwego dziecka? Czy nie widząc szans na poprawę, w imię
            kontnuacji wychowywania Krzysia, bylibyście wstanie zmarnować życie sobie i
            córce?
            • Gość: laki Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.zabiniec.sdi.tpnet.pl 12.06.04, 15:31
              No, Etna, ty tez dospiewujesz zbyt wiele. Skąd wiesz o wielkim lęku o
              niemowle, który jakoby miał opanować państwa K. ? Przeciez tego nie było w
              artykule. Skąd wiesz, że wielka złośliwość i krnąbronść Krzysia była efektem
              jego niepożądnaego bagażu genetycznego, a na ile była reakcją na postawe
              rodziców? Skąd wiesz, że brak było szans na poprawę? skąd wiesz, że oni
              próbowali jakos pomóc swojej rodzinie? Wiemy to co napisał dziennikarz - ani
              mniej, ani więcej. Więc też nie wybielaj rodziny K. Owszem, myśle że jakis
              stopien w procedurze kwalifikacyjnej do adopcji został pominięty , jestem
              zdania, że postawa dziadków adopcyjnych ma się nijak do koszmaru Krzysia, ale
              bez przesady. To dorośli ludzie, i chyba wiedzieli na co sie decydują,
              nieprawda? Nurtuje mnie pytanie - gdzie "zwrócą " swoje biologiczne dziecko w
              razie problemów.
            • Gość: Ewunia 28 Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 213.17.133.* 13.06.04, 23:21
              W sytuacji, gdy uwarunkowania genetyczne (np.
              > skłonność do alkoholu) wezmą górę nie pomoże już nic. Rodząc własne dziecko wie
              >
              > sie mniej więcej co dostanie ono w spadku po nas, po dziadkach i pradziadkach.
              > Adoptując, sierotę społeczną, należy liczyć się z olbrzymią ilością obciążeń
              > genetycznych. Często także mamy do czynienia z bardzo niskim poziomem
              > inteligencji.
              A CO TO ZA BZDURY?? A skąd to wiesz????

              > A na koniec pytanie do ostro krytykujących rodzinę państwa K - czy
              > wytrzymalibyście wieczny lek o niemowlę i realną perspektywę pozbawienia go
              > życia? Ile nocy, mając inne obowiązki, moglibyście poświęcić na uspokajanie
              > krnąbrnego i złośliwego dziecka? Czy nie widząc szans na poprawę, w imię
              > kontnuacji wychowywania Krzysia, bylibyście wstanie zmarnować życie sobie i
              > córce?

              Ale co Ty piszesz ETNA!!! Jaki strach, jaka krnąbrność, jaka złośliwosc??? Skąd o tym wiesz, a jesli nawet to czyja to jest wina?? Krzysia i jego genow co?? O matko, to CIEMNOGRÓD!!!!!!
            • im13 Re: Synku, już cię nie chcemy 14.06.04, 08:41

              ale nie wolno nam w sposób jednoznaczny oceniać rodziny K.
              > Być może, nim zdecydowano się na ten krok, rozważano różne warianty, być może
              > przeżywano gehennę, lęki. My tego nie wiemy.
              > Sprowadzanie wszystkiego do pieniędzy, których nie chce się wydawać na obce
              > dziecko jest po prostu głupie.
              > A na koniec pytanie do ostro krytykujących rodzinę państwa K - czy
              > wytrzymalibyście wieczny lek o niemowlę i realną perspektywę pozbawienia go
              > życia? Ile nocy, mając inne obowiązki, moglibyście poświęcić na uspokajanie
              > krnąbrnego i złośliwego dziecka? Czy nie widząc szans na poprawę, w imię
              > kontnuacji wychowywania Krzysia, bylibyście wstanie zmarnować życie sobie i
              > córce?
              Otóż na tym polega dorosłość - ja nie chcę pieska ze schroniska, nawiasem
              mówiąc też "obiążonego" doświadczeniem, tylko człowieka!!! I to muszę mieć na
              względzie podejmując taką decyzję. ZE świadomością, że to na całe życie....
              Tak na marginesie - co jeśli własne dzieci się stoczą, po kim odziedziczyły
              geny? Po "doktorze" Mengele?
          • Gość: gofa Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.rz.uni-karlsruhe.de 14.06.04, 15:55
            doyslam sie ze kolezanka triss pragnelaby spoleczenstwa czystego, nie juz jak to
            sie kiedys mowilo rasowo, ale teraz "genetycznie".Hmm... obce staje sie dzis
            przyjecie brzemienia odpowiedzialnosci. przeciez nikt nie daje gwarancji ze
            dziecko, adoptowane, czy biologoczne bedzie takie, czy inne. mino wszystko :)
            zycie to nie arytmetyka, a adopcja to nie hodowla kwiatkow, czy pieskow i nie
            chodzi o to, zeby je pozniej prezentowac na wystawie i zbierac nagrody za piekny
            okaz.
        • Gość: laki aaa, nie poszedł w całości - cd. IP: *.zabiniec.sdi.tpnet.pl 12.06.04, 15:17
          Schemat Kopciuszka

          „Pisanie o genetycznym obciążeniu dzieci było dotąd swoistym prasowym tabu.
          Także w innych krajach obowiązywał schemat biednego Kopciuszka, który
          wprowadzony do krainy miłości rozkwita jak szlachetna róża – pisał przed rokiem
          angielski „The Times”. – Bo cóż za małostkowość psuć wydarzenie równie wielkie
          i szczęśliwe jak adopcja obawami o jakieś geny. Wszystko można naprawić
          miłością”. Nie wszystko.

          Przed wojną adopcje bywały rzadkością. Jeśli dokonywano usynowień, to tylko w
          obrębie rodziny. Na ogłoszenie „przyjmę chłopczyka na wychowanie”, dane w
          przedwojennym piśmie dla kobiet „Bluszcz” przez warszawską mieszczankę,
          przyszło ponad 100 biednych kobiet pragnących dla dziecka lepszego losu, a
          zdarzenie zostało przedstawione w tygodniku jako akt wyjątkowego miłosierdzia
          ze strony owej dobrej pani.

          Adopcja jako zjawisko społeczne pojawiła się w czasie wojny i po niej. Tysiące
          sierot znalazło wtedy swój nowy dom albo miejsce w sierocińcu, który różnił się
          już od przedwojennych wzorów, miejsca gdzie sieroty obejmowano „boskim
          miłosierdziem i ludzkim”. Teraz państwo miało po prostu obowiązek te sieroty
          wychować. W latach późniejszych, kiedy śmierć rodziców przestała być w życiu
          dzieci zdarzeniem statystycznie częstym, pojawiły się sieroty społeczne,
          pochodzące z rodzin, w których tradycją od kilku pokoleń był alkohol, przemoc,
          konflikty z prawem i wykształcenie niewiele odbiegające od analfabetyzmu.
          Dzieci z tych rodzin zabierano w przeświadczeniu, że dom dziecka będzie dla
          nich życiową szansą. Spostrzeżono jednak, że jest tylko szansą biologiczną:
          daje wikt i opierunek, pomaga w marnym wykształceniu, a wielu wychowanków
          kiepsko sobie radzi, wracając zresztą do kryminogennego środowiska, bo z innym
          nie miało styczności.

          Od lat 70. rozpoczęła się szeroka adopcja sierot społecznych przez rodziny
          uznane przez odpowiednie czynniki za społecznie poprawne. Badano, czy zdrowe,
          czy mają środki na utrzymanie, czy wolne są od nałogów. Powierzane dzieci
          badano pobieżnie. A najczęściej wcale. Znam przypadki adopcji dzieci z guzami
          mózgu, z padaczką, z ciężką chorobą nerek, o których to wadach nikt rodzinom
          nie powiedział. Może zresztą o nich w sierocińcach nie wiedziano (co nie
          oznacza, że nie ma rodziców pragnących adoptować właśnie takie pokrzywdzone
          przez los dzieci).

          Rodzice są przed adopcją powiadamiani, że dobro dziecka liczy się przed ich
          dobrem, że wychowanie będzie trudne z powodu choroby sierocej, a wynik zależeć
          będzie od tego, czy staną oni na wysokości zadania. W wielu ośrodkach rodzice
          są przygotowywani do zadań wychowawczych przez oddanych sprawie fachowców i z
          ochotą się wszelkim treningom poddają.

          Ci, z którymi rozmawiałam, ci od „moich” dzieci, mieli dotkliwe poczucie
          porażki, którą przeżywają także rodzice biologicznych dzieci w takich
          przypadkach. Lecz adopcyjni mają ponadto głębokie poczucie winy. Ich
          witamina „M”, choć tyle jej ofiarowali, widać była marnej jakości, jeśli biedny
          Kopciuszek w ich domu nie rozkwitł jak szlachetna róża, lecz wyrósł na kurwę i
          pijaka.

          Złe ziarno, dobra gleba

          Od dwóch mniej więcej lat prasa europejska zamieszcza artykuły o adopcji
          dalekie od ckliwych schematów z witaminą „M” w roli głównej. Weszło bowiem w
          życie kolejne pokolenie adoptowanych na początku lat 80. sierot
          społecznych. „Nie jest przypadkiem, że to właśnie teraz – pisze „The
          Independent” – zaczynamy sobie uświadamiać skalę tego problemu. Podobnie jest z
          dysleksją i przemocą domową. 20 czy 30 lat temu ludzie podejrzewali, że te
          zjawiska istnieją, ale skala ich była nieznana. Tymczasem okazuje się, że jedna
          na pięć adopcji jest nieudana. Zwłaszcza tych dzieci, które przebywały już
          jakiś czas w ośrodkach opiekuńczych”.

          Wiele adoptowanych dzieci – pisze bez ogródek włoska „La Stampa” – pije,
          kradnie i włóczy się i nie ma co już tej kwestii owijać w bawełnę”.

          W USA Remi Cadoret przez 20 lat badał dzieci urodzone w rodzinach mających
          problemy z prawem, z alkoholem oraz dzieci z rodzin nie mających problemów.
          Jedna i druga grupa badanych została oddana do adopcji natychmiast lub w kilka
          dni po przyjściu na świat. Okazało się, że dzieci z rodzin bez problemów
          wyrosły na ludzi nawet wówczas, gdy adopcyjni rodzice rozwiedli się albo sami
          zaczęli mieć kłopoty z narkotykami lub z prawem. Jeśli natomiast dzieci z
          rodzin z problemami trafiły do rodzin, które same stały się dysfunkcyjne,
          przejawiały zachowanie takie jak kradzież, oszustwa o 500 proc. częściej od
          poprzedniej grupy, choć i tu zdarzały się, rzecz jasna, przypadki
          pomyślne”. „Wynika z tego – piszą genetycy z Oxfordu Dean Hamer i Peter
          Copeland, autorzy książki „Geny a charakter” – że dziedziczone są nie tyle złe
          zachowania i agresja, ile podatność na wpływ środowiska. Złe ziarno w jałowej
          ziemi obumiera. Złe ziarno posiane w żyznej glebie ma całkiem spore szanse.
          Lecz tylko całkiem spore, nie stuprocentowe”.

          Rodzice, z którymi rozmawiałam, zwracali uwagę na zastanawiającą okoliczność.
          Kradzieże, oszustwa wybuchały lub nasilały się wówczas, gdy dziecko doroślało i
          zaczynało mieć własne życie. – Jakby ktoś wymienił mu duszę – powiedziała matka
          Antoniego.

          „Kiedy dzieci opuszczają dom rodzinny – piszą Hamer i Copeland – są mniej
          powodowane lub powstrzymywane tym, co wyniosły z domu. Mogą wybierać sposób
          życia. Ich geny nie ulegają zmianie, ale pomagają w tworzeniu sobie środowiska –
          dobrego lub złego. To złe środowiska, w którym wychowują się dzieci ze złym
          wyposażeniem genetycznym, prowadzą je przed sąd dla nieletnich. Ale to geny
          prowadzą najczęściej dorosłych do więzienia.

          Rodzice powinni wiedzieć, że pewne procesy, którym podlegają ich adoptowane
          dzieci (lecz także i rodzone), nie są prostą funkcją wysiłków wychowawczych,
          choćby podejmowanych z wielkim sercem i w najlepszej wierze. I że nie są one
          sprawą wyłącznie tych dzieci wolnego wyboru”.

          Lek na śmiałość

          – Kiedy studiowałam psychologię – mówi mama Adriana i Ewy – nie wiedziałam na
          przykład tego, że wpływ dziedziczności na nieśmiałość lub śmiałość jest jedną z
          najwyższych stwierdzonych korelacji z wszystkimi aspektami zachowania i prawie
          nie zmienia się w ciągu całego życia. Że poczucie ciągłej nudy, niechęć do
          monotonii, dramatyczna potrzeba nowych doznań i brak zahamowań jest genetycznie
          uwarunkowaną cechą temperamentu.
          „Ktoś taki – piszą Hamer i Copeland – nie boi się ryzyka, że go złapią, że
          zachoruje albo się uzależni”. Lub też że istnieje na przykład niewątpliwa
          predyspozycja genetyczna do popadnięcia w alkoholizm. Mężczyźni blisko
          spokrewnieni z alkoholikami pięć razy częściej stają się uzależnieni niż inni.
          Biologiczny syn alkoholika wychowany w rodzinie, w której się nie pije, ma taką
          samą szansę, jak wynika ze szwedzkich i amerykańskich badań, popadnięcia w
          nałóg jak wychowywany przez ojca alkoholika.

          Środowisko jest niesłychanie ważną, lecz wszakże nie najważniejszą zmienną w
          równaniu życia, choćby z tego tylko powodu, że rodzimy się z określoną
          inteligencją i zdolnościami umysłowymi, a także z cechami temperamentu. W
          podróży przez życie będziemy jechać w samochodzie określonej marki, którego
          parametry techniczne niezależnie od naszych wysiłków wyznaczają nam szybkość i
          warunki jazdy.

          Powiem „tak”

          Przed z górą dwoma laty opublikowaliśmy w „Polityce” cykl artykułów pod
          hasłem „Zamknijmy domy dziecka”, starając się naruszyć powszechnie panujący
          spokój sumień. Twierdziliśmy, że najgorszym z wyjść jest utrzymywanie domów
          dziecka, bo nawet najlepszy
          • Gość: laki cd II IP: *.zabiniec.sdi.tpnet.pl 12.06.04, 15:20
            Lek na śmiałość

            – Kiedy studiowałam psychologię – mówi mama Adriana i Ewy – nie wiedziałam na
            przykład tego, że wpływ dziedziczności na nieśmiałość lub śmiałość jest jedną z
            najwyższych stwierdzonych korelacji z wszystkimi aspektami zachowania i prawie
            nie zmienia się w ciągu całego życia. Że poczucie ciągłej nudy, niechęć do
            monotonii, dramatyczna potrzeba nowych doznań i brak zahamowań jest genetycznie
            uwarunkowaną cechą temperamentu.
            „Ktoś taki – piszą Hamer i Copeland – nie boi się ryzyka, że go złapią, że
            zachoruje albo się uzależni”. Lub też że istnieje na przykład niewątpliwa
            predyspozycja genetyczna do popadnięcia w alkoholizm. Mężczyźni blisko
            spokrewnieni z alkoholikami pięć razy częściej stają się uzależnieni niż inni.
            Biologiczny syn alkoholika wychowany w rodzinie, w której się nie pije, ma taką
            samą szansę, jak wynika ze szwedzkich i amerykańskich badań, popadnięcia w
            nałóg jak wychowywany przez ojca alkoholika.

            Środowisko jest niesłychanie ważną, lecz wszakże nie najważniejszą zmienną w
            równaniu życia, choćby z tego tylko powodu, że rodzimy się z określoną
            inteligencją i zdolnościami umysłowymi, a także z cechami temperamentu. W
            podróży przez życie będziemy jechać w samochodzie określonej marki, którego
            parametry techniczne niezależnie od naszych wysiłków wyznaczają nam szybkość i
            warunki jazdy.

            Powiem „tak”

            Przed z górą dwoma laty opublikowaliśmy w „Polityce” cykl artykułów pod
            hasłem „Zamknijmy domy dziecka”, starając się naruszyć powszechnie panujący
            spokój sumień. Twierdziliśmy, że najgorszym z wyjść jest utrzymywanie domów
            dziecka, bo nawet najlepszy sierociniec jest zły z definicji. Nasi polemiści
            grzmieli wtedy: o co wam chodzi, zostawcie domy dziecka w spokoju, a jeśli już
            coś chcecie zmieniać, to procedury adopcyjne. Przecież jest tylu wspaniałych
            bezdzietnych ludzi gotowych natychmiast otworzyć domy i serca przed sierotami.
            Wystarczy uprościć koszmarne procedury, przyspieszyć prace sądów rodzinnych,
            nie pieścić się ze złymi matkami i użalać nad ojcami pijakami. Odnosiliśmy się
            do tych nawoływań z dużą rezerwą, choć rzeczywiście zdarzają się przypadki, że
            z powodu nieludzkiej urzędniczej opieszałości dzieci tkwią latami w
            sierocińcach, a mogłyby w ramionach przybranych matek. Staraliśmy się lansować
            te pomysły, które zmierzają – jeśli to tylko możliwe – do powrotu osieroconych
            dzieci do ich naturalnych rodzin. W takim zresztą kierunku idą kraje zachodnie,
            przekonując, że macierzyństwa i ojcostwa można doświadczać jako przyjaciel,
            najlepszy na świecie wujek, serdeczna ciocia. Adopcja nie zawsze jest
            najlepszym rozwiązaniem – nie dla każdego dziecka i nie dla każdej rodziny,
            która chce i może pomóc sierocie.

            Kiedy mnie jednak ktoś znowu spyta o radę, czy adoptować dziecko, odpowiem:
            zrób to. Adopcja jest mimo wszystko formą rodzicielstwa fascynującą i jednym z
            najpiękniejszych w życiu doświadczeń. Nikogo, kto pragnie dziecka, nie
            odstraszą żadne prognozy. Chora roślina, którą sadzimy w ogrodzie i która potem
            pomyślnie rośnie, cieszy bardziej niż banalna, od początku zdrowa. Rodzicom
            powinno się mówić o niebezpieczeństwie takiej decyzji. Przyjdzie im walczyć nie
            tylko z chorobą sierocą, lecz także, co się zwykle w rozmowach z nimi pomija,
            ze złym bagażem, które mogą wnieść do ich domu przyjmowane dzieci, bo one, na
            Boga, nie są białą i czystą sierocą kartą do zapisu działań ratunkowych, na
            końcu których jest sukces. Urodziły się już jakieś. W rodzinach, gdzie od
            pokoleń przemoc, zbrodnia i wódka są jak powietrze. Oni muszą o tym wiedzieć.

            W Polsce od kilku lat jedna trzecia dzieci w sierocińcach przebywa tam tylko z
            tego powodu, że ich rodzice nie są w stanie ich wyżywić i otoczyć opieką – sami
            nieporadni, zagubieni, zastraszeni, nie radzący sobie z niczym w zmienionym
            świecie. To sieroty z biedy. Tylko z biedy. Fortuna adopcji zatoczy się być
            może szerokim kołem od lat 40., 50., kiedy to szły do nowych rodzin geny dobre,
            a nawet najlepsze – w dzieciach z wojny. Tylko z wojny.
              • triss_merigold6 Re: cd II 12.06.04, 15:28
                Za prosto by było. To nie jest równanie raczej prawdopodobieństwo.
                Jeśli oboje rodzice mają wysoki iloraz inteligencji, są wykształceni i ambitni
                to prawdopodobieństwo, że ich rodzone dziecko skonczy jako śmieciarz po
                zawodówce jest mniejsze niż w przypadku dziecka adoptowanego z patologicznej
                rodziny gdzie chlanie, bicie, kradzieże i prymitywizm umysłowy były na porządku
                dziennym.
                W życiu bym nie adoptowała cudzego dziecka z w/w względów (za duże obawy,
                ryzyko) + z prostego powodu jakim jest brak umiejętności pokochania nieswojego
                dzieciaka. Przynajmniej się nie oszukuję.
                • Gość: laki Re: cd II IP: *.zabiniec.sdi.tpnet.pl 12.06.04, 15:35
                  > W życiu bym nie adoptowała cudzego dziecka z w/w względów (za duże obawy,
                  > ryzyko) + z prostego powodu jakim jest brak umiejętności pokochania
                  nieswojego
                  > dzieciaka. Przynajmniej się nie oszukuję.

                  No i gdyby państwo K. mieli taka uczciwość wobec siebie, wobec adopcji, to
                  Krzyś nie przechodziłby swojego koszmaru. Bo - z winy genetycznej czy nie - to
                  oni, rodzice, jemu ten koszmar zgotowali.

                  • Gość: ETna Re: cd II IP: *.chello.pl 12.06.04, 15:46
                    A czy wiesz w 100%, że on nie zgotował im koszmaru? Tego nie wiemy. Być może
                    zawinili państwo K, prawdopodobnie zwiodła ich wyobraźnia, pominięto cos
                    istotnego w procedurze adopcyjnej, ale nie znając relacji obu stron dobrze by
                    było być ostroznym z wydawaniem werdyktów.
                    Niedawno odbyło sie koleżeńskie spotkanie moich kolegw z podstawówki. W 100%
                    dzieci z tzw. dobrych domów pokończyły studia, mają normalne rodziny. W
                    większości koledzy ze środowisk parapatologicznych lub patologicznych w jakis
                    sposób otarły się o patologię ( choć jeden z nich ukończył studia i jest
                    alkoholikiem z dyplomem magistra). A więc chyba jednak geny maja coś do
                    powiedzenia!
                    • magic00 Re: cd II 12.06.04, 17:01
                      Różnie się zdarza. Ja też świeżo po spotkaniu klasowym. Jeden kolega z rodziny
                      patologoicznej wyrósł na porządnego pana dyrektora, męża i ojca. A taki drugi,
                      z dobrej, zdolny, obija się i żadnych studiów nie może skończyć.
                    • Gość: manna Re: cd II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.04, 00:30
                      Gość portalu: ETna napisał(a):

                      > A czy wiesz w 100%, że on nie zgotował im koszmaru? Tego nie wiemy

                      Błagam Cię nie przekraczaj pewnych granic! To dwoje dorosłych ludzi
                      zaadoptowało maleństwo i wszystko było w ich rękach! Cała sytuacja jest
                      wyłączną winą państwa K, tym, co działo się później w żaden sposób nie można
                      winić chłopca. Jeśli w jakikolwiek sposób utrudniał im życie - sami do tego
                      doprowadzili. Urodzili własne dziecko informując jednocześnie Krzysia o tym że
                      jest adoptowany. Dla mnie to szczyt nieodpowiedzialności, nie mogli go bardziej
                      pozbawić poczucia własnej wartości. W tym momencie powinni się zacząć starać
                      potrójnie, może by coś z tego wyszło...Sugerowanie że chłopiec zgotował im,
                      biednym, koszmar jest po prostu śmieszne.
                    • Gość: Gosia samosia eee...tam..... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 13.06.04, 22:53
                      W 100%
                      > dzieci z tzw. dobrych domów pokończyły studia, mają normalne rodziny. W
                      > większości koledzy ze środowisk parapatologicznych lub patologicznych w jakis
                      > sposób otarły się o patologię ( choć jeden z nich ukończył studia i jest
                      > alkoholikiem z dyplomem magistra). A więc chyba jednak geny maja coś do
                      > powiedzenia!

                      gucio geny. Srodowisko owszem.
                      twoi koledzy wszak nie zostali adoptowani- wychowywali sie w takim a nie innym
                      srodowisku- widzac ze wszyscy kradna nie sztuka sie stac zlodziejem czyz nie?

                      Etna nie popelniaj bledow logicznych....
                    • Gość: tez mama Re: cd II IP: 65.93.247.* 15.06.04, 22:17
                      Cos mi sie wydaje ,ze gosc ETna chyba tez byla w takiej sytuacji, bo bardzo
                      dobrze rozumie adoptowanych rodzicow ,wspulczuje im .Krzysiu kochanie moze
                      jeszcze trafisz do normalnych ludzi ktorzy cie pokochaja za to ,ze jestes z
                      nimi,bo ta twoja ostatnia rodzinka lacznie z dziadkami NIE NORMALNA SNOBY!!!
                  • Gość: Dosia Re: cd II IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.04, 02:13
                    Zycze Ci Triss, zebys urodzila idealne, pod kazdym wzgledemm, dziecko. Mam
                    nadzieje, ze badania prenatalne, ktore planujesz (badz juz wykonalas) i niechec
                    do adoptowania obcego uchroni Cie przed dzieckiem debilem, psychopata i
                    morderca. Wszakze wszystko sobie wykalkulowalas. Wiesz co chcesz - a wiem, ze
                    nie chcesz ani uposledzonego, ani obcego - po prostu dziecko ideal.

                    Nie zycze Ci tego, ale mysle, ze zycie w pewnym momencie Ci tak dokopie, ze Ci
                    szczeka opadnie.
    • Gość: Agna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 12.06.04, 17:34
      triss, Etna, bardzo serdecznie Wam współczuję poglądów dotyczących adopcji,
      bardzo mi przykro, że jesteście źródłem takich poglądów dla swoich dzieci :-
      (((((((((( i bardzo mi smutno, że ten artykuł wywołał po raz kolejny ten
      ciemnogrodzki schemat: "dziecko adoptowane - geny mordercy i alkoholika" :-((((

      z drugiej strony jestem zaskoczona, z jakich wspaniałych genów się wywodzicie,
      nie ma u Was w rodzinach, wśród przodków, jak rozumiem nikogo, kto pił, był
      chory psychicznie etc. serdecznie gratuluję! podczas szkolenia w ośrodku
      adopcyjnym wśród 10 par z naszej grupy ŻADNA nie była pod tym względem
      zupełnie "czysta" - zawsze się jakiś wujek alkoholik albo inny "rozrabiaka"
      znalazł, trzeba tylko było szczerze popatrzeć na swoją rodzinę...

      jeżeli dzieci biologiczne i adoptowane kocha się inaczej tylko z tego względu
      (bo że każde dziecko kocha się jakościowo inaczej, to jasna sprawa, chodzi mi
      o "natężenie" miłości) to jest to już problem sam w sobie! a mówię to jako
      matka trójki dzieci, oczekująca na czwarte!

      nasjłuszniejsze wydaje mi się to, co któraś z dyskutantek napisała powyżej -
      dobre, spokojne wychowanie, bez nieustannego pobłażania, bo "sierotka",
      bycie "wystarczająco dobrym rodzicem" dla każdego dziecka - adoptowanego (po
      odpowiednim przygotowaniu w ośrodku i kwalifikacji przez taki ośrodek, bądź
      biegłego sądowego), czy urodzonego w ogromnej większości wypadków wystarczy...
      • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 12.06.04, 17:47
        To może mając tak wielkie serce zaadoptuj dziecko niechciane i odrzucone
        zamiast rodzić własne. Bo przecież to takie szlachetne i Twoim zdaniem, kocha
        się tak samo. Tylko wybierz koniecznie złotowłosego chłopczyka, którego tatus
        odsiaduje wyrok za morderstwo, dziadek się zapił a mamuśka jest prostytutką.
        Kochaj go nawet gdy będzie się znęcał nad Twoimi dziećmi, płać za kolejne
        zniszczone samochody i powybijane szyby, biegaj po psychologach, pedagogach i
        korepetytorach bo nie chce się uczyć.
        • Gość: Agna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 12.06.04, 17:51
          Etna, nie doczytałaś. Właśnie to robię (wiem co nieco o biologicznych), ale
          Szymek nie rozbija samochodów, ani nie bija starszego rodzeństwa, bo
          wychowujemy go, a nie chowamy. Nie jesteśmy szlachetni, jesteśmy normalni. A
          Szymek ma piękne złote włoski, jak jego starszy nieadoptowany brat.
        • risto2004 Re: Synku, już cię nie chcemy 13.06.04, 17:12
          To może mając tak wielkie serce zaadoptuj dziecko niechciane i odrzucone
          > zamiast rodzić własne. Bo przecież to takie szlachetne i Twoim zdaniem, kocha
          > się tak samo. Tylko wybierz koniecznie złotowłosego chłopczyka, którego tatus
          > odsiaduje wyrok za morderstwo, dziadek się zapił a mamuśka jest prostytutką.
          > Kochaj go nawet gdy będzie się znęcał nad Twoimi dziećmi, płać za kolejne
          > zniszczone samochody i powybijane szyby, biegaj po psychologach, pedagogach i
          > korepetytorach bo nie chce się uczyć.

          NO TERAZ TO JUŻ WSZYSTKO ROZUMIEM!!!CZYTAJĄĆ TWOJE POSTY NABIERAM WIELKIEGO
          SZACUNKU DO TWOICH RODZICÓW!!!
          za to oczywiście ,że Cię nie oddali
          no chyba że jesteś wyjątkowo ładna bo mądra to na pewno nie!!!

          • Gość: gosia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.04, 15:37
            risto2004 napisała:

            > To może mając tak wielkie serce zaadoptuj dziecko niechciane i odrzucone
            > > zamiast rodzić własne. Bo przecież to takie szlachetne i Twoim zdaniem, ko
            > cha
            > > się tak samo. Tylko wybierz koniecznie złotowłosego chłopczyka, którego ta
            > tus
            > > odsiaduje wyrok za morderstwo, dziadek się zapił a mamuśka jest prostytutk
            > ą.
            > > Kochaj go nawet gdy będzie się znęcał nad Twoimi dziećmi, płać za kolejne
            > > zniszczone samochody i powybijane szyby, biegaj po psychologach, pedagogac
            > h i
            > > korepetytorach bo nie chce się uczyć.
            >
            > NO TERAZ TO JUŻ WSZYSTKO ROZUMIEM!!!CZYTAJĄĆ TWOJE POSTY NABIERAM WIELKIEGO
            > SZACUNKU DO TWOICH RODZICÓW!!!
            > za to oczywiście ,że Cię nie oddali
            > no chyba że jesteś wyjątkowo ładna bo mądra to na pewno nie!!!
            >

            dopisuje się
    • Gość: gosieńka Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.04, 18:54
      Przeczytałam przed chwilą i jestem przerażona.Brak mi słów i dlatego nie
      napiszę dużo.Moi sąsiedzi mają pieski,którymi zajmują się,póki zwierzątka są
      małe.Później mało ich obchodzi los tych stworzonek.Krzyś jest takim pieskiem-
      znudził się właścicielom i go oddali.Przypomina mi się nowelka "Dobra pani"
      Orzeszkowej-tam była chyba podobna historia.Nie chciałabym leczyć się u państwa
      K. To chorzy ludzie-nie powinni funkcjonować w społeczeństwie. O ile wiem, w
      Polsce nie ma wypożyczalni dzieci! Makabra!!!
    • the_dzidka Re: Synku, już cię nie chcemy 12.06.04, 20:44
      Na postępowanie tych ludzi nie ma _żadnego_ usprawiedliwienia, o tłumaczeniu
      nie mówiąc. Żadnego. Żadnego gadania o tym, że dziecko było "trudne", czy
      o trudnej sytuacji między małżonkami, czy o fakcie posiadania własnego
      potomstwa.
      Kiedy się bierze na wychowanie dziecko, bierze się je z całym dobrodziejstwem
      inwentarza, ze wszystkimi możliwymi konsekwencjami. Nie ma tak, że kiedy coś
      nie pasuje (cokolwiek), można je oddać. Nie ma wolnego od bycia rodzicem. Jeśli
      się już nim jest, to na zawsze, niezaleznie od tego, jakie dziecko
      się "otrzymało". Koniec, kropka. Nie ma żadnego "ale".
      Dziecko adoptowane, czy po prostu dziecko z Domu Dziecka nie może być - a
      często jest - uważane za jakiś ersatz biologicznego potomka, czy "prezent na
      rocznicę ślubu" (?!?!?!?!)
      Znajomy dyrektor takiej placówki opowiadał mi, że ludzie często chcą "wziąć
      dziecko na święta" i dzwonią z taką propozycją do niego. Odpowiada im zawsze
      tak samo: "My nie jesteśmy placówką wynajmującą dzieci na święta".
      Trudno zdobyć się na jakikolwiek komentarz odnośnie samych państwa K. Słowa,
      cisnące mi się na usta, niewątpliwie niczego nie zmienią, a za to mnie pokażą w
      niezbyt korzystnym świetle ze względu na ich niesłownikowe pochodzenie.
      Dodam jeszcze tyle, że nie rozumiem wypowiedzi osób starających się w
      jakikolwiek sposób usprawiedliwić posunięcie państwa K. Jak powiedziałam, są
      rzeczy, przed którymi umysł się zamyka, a na które nie ma usprawiedliwienia. W
      żadnej sytuacji.
      • laki_zalogowana Re: Synku, już cię nie chcemy 12.06.04, 21:14
        Qrcze, the dzidka, z ust mi wyjęłas.

        Dziecko guzik obchodzi, czy spełnia wyobrażenia rodziców, czy nie. Ono chce by
        kochane i jest wobec swoich katów lojalne az do bólu. Autorka wspomina o
        przywiązaniu Krzysia do swojej siostry, pisze o kłamstwach jakie Krzyś
        wymyślał, żeby usprawiedliwić swoich rodziców. Czy tak postępowałby genetyczny
        bydlak? dziecko kocha i ufa do końca, bezwarunkowo.
    • Gość: Ula-la Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.04, 21:51
      Jestem trochę zdruzgotana polskim "ciemnogrodem"... Szkoda, że moje adoptowane
      dziecko (które nie będzie musiało nam okazywać wdzięczności !!!) będzie
      spotykało na swojej drodze takie osoby i ich podobnie wychowane (?) dzieci...
      Oby jak najrzadziej...
      I jeszcze jedno - jestem zniesmaczona waszym poczuciem "wyższości genetycznej".
      Naprawdę tak myślicie ? Ża wasze rodziny od wielu pokoleń są czyste jak łza " ?
      Że nie ma żadnych wstydliwych tajemnic ? Jeżeli macie takie poglądy jak
      przedstawiłyście, to mogę się założyć, że nie możecie mieć takiej pewności. Bo
      takie poglądy lęgną się na podatnym gruncie - w rodzinach które chcą coś
      zatrzeć, zatuszować w swojej przeszłości...
      A historia Krzysia po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu jak ważne jest
      przygotowanie do adopcji - nie tylko emocjonalne, ale i psychologiczne. I po
      prostu zwykła dojrzałość. Prezent na rocznicę... Wstrząsające...
      • Gość: KAsiabasia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.04, 22:53
        Brawo Agna,
        Mój Adoptuś też nie tłucze Urodzynka a to rodzeństwo biologiczno-adopcyjne.
        Etna, a skąd wiesz, że nie da się pokochać dziecka adopcyjnego jak
        biologicznego? Z własnego doświadczenia? Bo ja z własnego mogę napisać, że się
        DA!!!!!
        Co do "dobrych domów" heheheh, nie mam ochoty stawiać moim synom jakichś
        wygórowanych żądań. Jak będą chcieli to będą studiować ,a jak nie to nie.
        Hydraulicy i sprzątaczki tez są potrzebni.
        Gwoli ścisłości: my - rodzice i nasi rodzice - dziadkowie owszem po studiach i
        z tytułami. I całkiem przyjemnie nam się żyje. Ale nie uważamy się za pępek
        świata. Może dlatego jesteśmy normalni/ Ulala-całooski.
      • triss_merigold6 Re: Synku, już cię nie chcemy 12.06.04, 22:54
        Czy ciemnogrodem jest stwierdzenie "dzieci dziedziczą po przodkach skłonności
        do nałogów, temperament, cechy charakteru, inteligencję, predyspozycje"?
        Szczerze wątpię.
        Widzisz to co chcesz widzieć, bo sama masz adoptowane dziecko i być może
        obawiasz się, że geny patologicznej rodziny kiedyś się odezwą - mimo Twoich
        najlepszych chęci i starań. Twoje adoptowane dziecko nie jest w niczym lepsze
        ani gorsze od innych dzieci i będzie spotykać na swej drodze różnych ludzi.
        Oceniane będzie nie przez pryzmat adopcji tylko tego co sobą reprezentuje i
        jakim jest człowiekiem. Sądzisz, że nieuctwo i złodziejstwo należy wybaczać bo
        dziecię adoptowano w młodości?
        Nie mam poczucia "wyższości" genetycznej, nawet o tym nie pomyślałam. Mam
        natomiast jaką taką wiedzę o własnej i męża rodzinie. Znam własne korzenie.
        Wiem, że nikt nie siedział w więzieniu, nie pił, nie był hazardzistą. O
        rodzinie cudzego dziecka wiedziałabym tyle ile uznano by za stosowne powiedzieć
        w ośrodku adopcyjnym. Twoja hipoteza dotycząca rzekomego "ukrywania"
        przeszłości przez osoby mające wątpliwości co do sensowności adopcji we własnym
        przypadku utwierdza mnie w przekonaniu, że bardzo chcesz coś sobie i innym
        udowodnić...
      • risto2004 Re: Synku, już cię nie chcemy 13.06.04, 10:42
        jak to dobrze,że Twój list znalazł się w tej dyskusji.
        Nie będę rozpisywać się na ten temat-mam identyczne poglądy i szczerze mówiąc
        gdyby nie to forum, do głowy by mi nie przyszło,że znajdzie się choć jedna
        osoba która "rozgrzeszy" rodziców Krzysia.
        Dziecko to nie jest "psi obowiązek" ale podróż, w którą wyrusza się do końca
        życia i nikt nigdy nie da nam gwarancji,że ono będzie mądre,śliczne i zdrowe.

    • Gość: s LUDZIE, NIE MACIE POJĘCIA...!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.04, 00:12
      co to znaczy dziecko z przeszłością, pokaleczone psychicznie, trudne,
      pobudliwe, niewyuczalne ...cudze
      łatwo jest oskarżać wyrodnych adopcyjnych rodziców
      ale...
      ale zastanówcie sięjakie szkolenie, jaka pmoc jest w stanie przygotowac
      najcierpliwszych ludzi na wychowywanie dzieci uszkodzonych ...bo ONE SA
      USZKODZONE i kazdy kto ma kontakt z tzw. bidulami, osrodkami adopcyjnymi Wam to
      potwierdzi
      nie łudxcie się, że spragnieni dziecka ludzie potrafia poradzić sobie z
      dzieckiem nadpobudliwym, zaburzonym socjalnie itp.
      ONI PRÓBUJĄ LATAMI WALCZA , STARAJA SIĘ
      ale im nie wychodzi
      - własne MUSISZ WYCHOWYWAĆ, ale cudze mopzna prawnie oddać ...więc oddaja z
      bezradności
      Znam młazeństwo, które na noc barykaduje się przed trójka adoptowanego
      rodzeństwa ..po kilku latach zycia nadzieja, że dobrocia potrafia skłonić ich
      do współpracy
      ...nie skłonili ...boja się dzis o własne zycie...ale wstyd, poczucie winy
      obowiązku itp. nie pozwala im na oddanie dzieci do domu dzieca
    • radulska Re: Synku, już cię nie chcemy 13.06.04, 00:23
      No i bardzo się cieszę, że w komentarzach do artykułu wypłynął wątek obciążeń
      gentycznych sierot społecznych. Kiedy czytałam artykuł w WO od razu przypomniał
      mi się cytowany tu przez czytelniczki artykuł Barbary Pietkiewicz. Problem
      rzeczywiście wydaje się być tabu, bo nie przypominam sobie aby od czasu jego
      ukazania się (2000 rok), ktokolwiek w mediach kontynuował temat. Czy WO będą
      chciały się tym zająć?
      Nie chodzi o to, aby znależć argument do obrony opisywanego tu (karygodnego)
      zachowania Państwa Doktorostwa. Nie chodzi też o to, aby masowo zniechęcać do
      adopcji. Chodzi o to, żeby osoby które chcą adoptować dzieci podejmowały swą
      decyzję dysponując możliwie pełną informacją. Takie debaty, nie są bezbolesne i
      proste, ale myślę, że dla wielu mogą być oczyszczające,a w społeczeństwach w
      których nasilają się problemy z bezpłodnością - po prostu niezbędnie potrzebne.
      • Gość: Kasiabasia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.04, 09:02
        Radulska, nic więcej dodać nic ująć! Brawo. To, myślę, najważniejsze. Mieć
        pełną informację. Niestety jest jeszcze problem niekompetencji niektórych
        ośrodków adopcyjnych. Ja trafiłam na bardzo dobry, ale jednak wcześniej byłam w
        innym. Różnica - jak Hilmalaje. No i brak, generalny, literatury na ten temat.
        Te kilka pozycji to wciąż kropla w morzu p[otrzeb.
    • Gość: Lena Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 80.48.96.* 13.06.04, 11:58
      Wierzę w obciążenia genetyczne ale dla tych, którzy uważają je za decydujące w
      życiu człowieka mam pytanie : Kto z Was decydując się na własne dziecko
      sprawdził swoją i męża rodzinę pod tym kątem? Kto wiedząc o jakimś złodzieju,
      agresywnym człowieku, alkoholiku, opóźnionym umysłowo członku którejkolwiek
      rodziny zdecydował się na bezdzietność? Kto patrząc na niezbyt bystrą własną
      ciotkę lub wujka męża pomysli, że jego dziecko właśnie może być takie?
      • Gość: Dosia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.04, 13:23
        Dziecko Triss bedzie idealne. To Ty nie wiesz, ze ona z najlepsiejszych genow
        zrodzona? Poza tym na wypadek malej "wpadki genetycznej" Triss sie juz
        przygotowala - badania prenatalne okazuja sie bardzo przydatne, gdy natura
        splata figla i pomimo tych superanckich genow plod okaze sie np. dzieckiem z
        zespolem Downa. Wtedy do kosza. Triss juz sobie wszystko obmyslila. Ona nie w
        ciemie bita. Zastanawia mnie tylko po co te badania, skoro u niej same
        najlepsze geny - wady genetyczne sie nie zdazaja.

        Triss pewnie bardzo zaluje, ze badania prenatalne nie powiedza jej, czy jej
        dziecko bedzie tak inteligentne jak ona sama, czy niefartownie bedzie malo
        rozgarnietym debilkiem. Nie powiedza jej o jego morderczych sklonnosciach
        (pardon - przeciez w jej rodzinie to sie NIE ZDARZA - to sie zdarza innym,
        marginesowi spolecznemu, dzieciom z domu dziecka - no przeciez!). No bo moglaby
        sie zawczasu przygotowac i urodzic tylko takie madre, sliczne i zagraniczne...

        Powodzenia.
        • Gość: Lena Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 80.48.96.* 13.06.04, 15:14
          Nie "piję" do Triss. Zdaję sobie sprawę, że na pewne tematy raczej nie powinni
          się wypowiadać ludzie nie mający pojęcia o temacie. Jesli ktoś powie, że 6-8 -
          letnie dziecko może być winne rozwiązania adopcji to na 99% jestem pewna, że ta
          osoba nie ma własnych dzieci i pojęcia o ich wychowaniu /nie "chowaniu" ani
          tresowaniu/. Piszę na 99% bo i osoby mające własne dzieci o wychowamiu i
          psychice dzieci też nie miewają pojęcia /znałam pana który o własnych wtedy 7-
          letnim dziecku mówił, że jeśli nie spełni jego oczekiwań to grosza żonie nie
          da "na gówniarza", wymagał od dziecka wdzięczności za to, że daje mu jeść i
          ubranie/. Jest wiele osób które nie powinny mieć własnych dzieci, część z nich
          pewnie "zreklamowałaby" własne dziecko gdyby miała do kogo a że nie ma to "musi
          się męczyć".
          Każdy przecętnie inteligentny człowiek o normalnej empatii zdaje sobie sprawę
          jak sam poczułby się gdyby np. jego rodzice powiedzieli mu, że nie jest ich
          dzieckiem ale dzieckiem adoptownym. Wystarczy zstanowić się co by sam zrobił. A
          gdyby był zupełnie bezbronnym kilkulatkiem? Pomijam już samą formę
          zakomunikowania tego. Każdy normalny człowiek wie, że z dzieckiem mogą się
          zacząć problemy i powinien je przewidzieć. Być może "rodzice" Krzysia liczyli
          na to, że dziecko ucieszy się, że nie mieszka w domu dziecka i z wdzięczności
          do nich bedzie "słodkim dzieckiem". A wydawałoby się, żę taka głupota nie
          istnieje.
    • Gość: mac Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.dip.t-dialin.net 13.06.04, 13:59
      to straszne ze to dziecko tak potraktowano, miejmy nadzieje ze nowi rodzice
      obdarza to dziecko miloscia w gazecie jarocinskiej gj.com.pl byl z okyji dnia
      matki super artykul wlasnie o malzenstwie nielekarzy ktorzy tez adoptowali
      rodzenstwo - 2 dziewczynki z rodziny patologicznej, obdarzyli miloscia i sa
      szczesliwi a dzieci z nimi
    • Gość: 16latka Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.hd.pl 13.06.04, 14:52
      Mnie jak przeczytałam ten artykuł po prostu zszokował.. Nie można sobie dziecka
      adoptować a później oddać jakby nigdy nic.. Tym bardziej po 6 latach! Przecież
      oczywiste było że mały się do nich przywiąże bardzo.. A Ci hmm rodzice? Czy oni
      przez te 6 lat nie pokochali małego? Co oni do niego czuli,że po 6 latach bez
      bólu i z premedytacją, ( mowiąc ze dziecko stwarzało problemy) po prostu je
      oddali.. Ja tego nie mogę pojąc.. Jaki biedny musi być ten chlopak.. I nie
      dziwie się ze teraz są z nim problemy wychowawcze.. Jesli przez tych ludzi był
      tak traktowany.. (w artykule wspomniane było ze byl bity) .. Mam nadzieje ze
      maly znajdzie prawdziwą kochającą go rodzinę.. A co do tamtych to moze ich
      coreczka zapyta kiedys " co sie stało z moim braciszkiem.." Ciekawa jestem co
      odpowiedzą.
      • zalotnica Re: Synku, już cię nie chcemy 13.06.04, 16:11
        Gość portalu: 16latka napisał(a):
        > co do tamtych to moze ich
        > coreczka zapyta kiedys " co sie stało z moim braciszkiem.." Ciekawa jestem co
        > odpowiedzą.

        Coreczka z pewnoscia nigdy sie o tym nie dowie, a jesli juz to
        zupelnie przypadkowo, a zapytani rodzice opowiedza po raz kolejny
        znana juz nam bajeczke.
        Bardzo chcialabym uslyszec opowiesc widziana oczyma Krzysia, ale
        musi uplynac sporo czasu, aby on ponownie komus zaufal i
        otworzyl sie. Raz juz zostal oszukany i nie tak latwo bedzie mu
        zaufac zupelnie obcym ludziom. Dla niego istnieja tylko jedni rodzice,
        a Ci oddali go do przytulka, on jeszcze w pelni przeciez nie rozumie
        slowa "adopcja".
        Zycze Krzysiowi, aby jak najszybciej znalazl kochajaca go rodzine, byc
        moze tylko wtedy uda mu sie odzyskac rownowage psychiczna.
        • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 13.06.04, 16:55
          A ja bardzo bym chciała usłyszeć opowieść wszystkich zainteresowanych stron -
          również rodziców, sąsiadów, wychowawczyni z przedszkola , no i oczywiście
          dziecka. Powtarzam, nie bronię państwa K, ale nie znając relacji wszystkich
          zainteresowanych wydawanie werdyktu jest co najmniej problematyczne.
          • risto2004 Re: Synku, już cię nie chcemy 13.06.04, 17:08
            "Powtarzam, nie bronię państwa K, ale nie znając relacji wszystkich
            zainteresowanych wydawanie werdyktu jest co najmniej problematyczne."

            ETna to nie jest zwykła sprawa karna np o kradzież czy włamanie.
            Rodzice biorąc dziecko nie mogą z żadnego powodu zrezygnować z niego (co do
            tego mają Panie przedszkolanki czy sąsiedzi???!! Oszalałaś?? Czy Twoi rodzice
            kontaktowali się w trudnych sprawach z sąsiedztwem??
            Dzieci to nie cukierkowe zjawiska z reklam lizaków i danonkow do jasnej
            cholery!!!
            RODZĄ SIĘ CHORE,BRZYDKIE MOŻE I NIEGRZECZNE ALE CZY TO JEST POWÓD ŻEBY JE
            ODDAWAĆ??!!
            brak mi słów gdy to czytam!!!
            przecież to nie może być tak!!!
            Dziecko to nie małożonek z którym możesz się rozwieść!!
            To osoba którą "stwarzasz" którą powołujesz do życia i TYLKO ŚMIERĆ MOŻE CIĘ
            ZWOLNIĆ Z TEGO OBOWIĄZKU!!!!!!
            a Ty wyjeżdżasz tu z jakimiś obiektywnymi racjami i werdydktami ?!!
            ZASTANÓW SIĘ!!
            • Gość: Lena Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 80.48.96.* 13.06.04, 17:35
              Dla mnie wystarczającą "obiektywną prawdą" jest fakt, że sąd nie rozwiązał
              adopcji a odebrał "rodzicom" prawa rodzicielskie i obciążył ich alimentami w
              wysokości 1500 zł miesięcznie. Teraz mogą tylko modlić się /jeśli umieją/ by
              znalazł nową rodzinę adopcyjną bo wtedy oni będą zwolnieni z alimentów.
              Moim zdaniem po urodzeiu własnego dziecka gdy powiedzieli Krzysiowi, że nie
              jest ich dzieckiem zaczęły się z nim problemy, oni zwolnieni
              od "kochania" /przecież do kochania mają już swoje/ "wychowywali" dziecko
              zanymi sobie metodami czyli biciem. Krzyś był jeszcze bardziej niegrzeczyny i
              do tego agresywny /agresja rodzi agresję a otrzymaną trzeba gdzieś oddać/ co
              wzmogło jeszcze bardziej sposoby karania uskuteczniane przez "rodziców". W
              pewnym momencie - przypuszczam - wystraszyli się, bo w Szwecji za takie
              zachowania można trafić do więzienia. Być może nawet w przedszkolu szwedzkim
              ktoś już zorientował się w sposobie postępowania z nim przez rodzinę i to
              zdecydowało o ich działaniu. W normalnych krajach przedszkole ma psychologa a
              psycholog doskonale wie na co trzeba zwrócić uwagę gdy dziecko jest agresywne w
              grupie rówieśników. Może i sąsiedzi coś wiedzieli.
            • Gość: Lena Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 80.48.96.* 13.06.04, 17:35
              Dla mnie wystarczającą "obiektywną prawdą" jest fakt, że sąd nie rozwiązał
              adopcji a odebrał "rodzicom" prawa rodzicielskie i obciążył ich alimentami w
              wysokości 1500 zł miesięcznie. Teraz mogą tylko modlić się /jeśli umieją/ by
              znalazł nową rodzinę adopcyjną bo wtedy oni będą zwolnieni z alimentów.
              Moim zdaniem po urodzeiu własnego dziecka gdy powiedzieli Krzysiowi, że nie
              jest ich dzieckiem zaczęły się z nim problemy, oni zwolnieni
              od "kochania" /przecież do kochania mają już swoje/ "wychowywali" dziecko
              zanymi sobie metodami czyli biciem. Krzyś był jeszcze bardziej niegrzeczyny i
              do tego agresywny /agresja rodzi agresję a otrzymaną trzeba gdzieś oddać/ co
              wzmogło jeszcze bardziej sposoby karania uskuteczniane przez "rodziców". W
              pewnym momencie - przypuszczam - wystraszyli się, bo w Szwecji za takie
              zachowania można trafić do więzienia. Być może nawet w przedszkolu szwedzkim
              ktoś już zorientował się w sposobie postępowania z nim przez rodzinę i to
              zdecydowało o ich działaniu. W normalnych krajach przedszkole ma psychologa a
              psycholog doskonale wie na co trzeba zwrócić uwagę gdy dziecko jest agresywne w
              grupie rówieśników. Może i sąsiedzi coś wiedzieli.
              • Gość: KAsiabasia Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.04, 18:28
                Lena, w prawie polskim jest instytucja adopcji pełnej nierozwiązywalnej (zwanej
                całkowitą) . I w przypadku jeżeli adopcja Krzysia taka była sąd NIE MOŻE jej
                rozwiązać. Rozwiązywalna jest tylko adopcja pełna (paradoksalnie) ale bez
                przymiotnika - nierozwiązywalna lub niepełna.
                Dzika - bardzo mi isę podoba komentarz, który zamieściłaś.
                Pamiętam też jeszcze jedno zdanie, któe mi utkwiło : Adopcja jest rozwiązaniem
                dla WSZYSTKICH porzuconych dzieci, jednak nie dla WSZYSTKICH bezdzietnych
                małżeństw. I tego się trzymam (urodziłam synka w 1998 r. i adoptowałam w 2004
                drugiego):)))))))))
            • Gość: ETna Re: Synku, już cię nie chcemy IP: *.chello.pl 13.06.04, 19:01
              Wiesz, jestem już bardzo dorosła i moi rodzice nie maja powodu konsultować się
              z sąsiadami w jakiejkolwiek sprawie, no może żeby rzucili okiem na ich dom, gdy
              są nieobecni.
              Wbrew temu co mówisz o dzecku, stosunkach panujących w rodzinie, patologiach
              wiele moga powiedzieć zarówno przedszkolanki jak i sąsiedzi.
              To przedszkonanki wiedzą co dziecko wynosi z domu, czy ma lęki, czy jest
              pobite, czy otwarte, co mówi, jak sie zachowuje. Wprawne oko przedszkolanki
              wychwyci szybko wszelkie nieprawidłowości. I sądzę, że wiele mogłyby one
              powiedzieć.
              Nie kto inny jak sąsiad bywa mimowolnym świadkiem tego co dzieje się pod
              bokiem. Słyszy awantury, widzi jak zachowuje sie dziecko, może zaobserwować
              wzajemny stosunek poszczególnych członków rodziny. Inaczej opowie sąsiad o
              wesołych chłopcach grających na podwórku w piłke, inaczej o ich równolatkach
              mordujących kocięta.
          • the_dzidka Już zawsze... 13.06.04, 17:53
            > Powtarzam, nie bronię państwa K, ale nie znając relacji wszystkich
            > zainteresowanych wydawanie werdyktu jest co najmniej problematyczne.

            Zdecydowałam się zacytować tutaj opinię osoby, która też przeczytała ten
            artykuł. Mam nadzieję, że nie będzie miała mi za złe. A jeśli będzie miała, no
            cóż... poproszę ja o wybaczenie.

            "Ludzie zapomnieli o tej prawdzie..."
            Dziwimy się, gdy ktoś porzuca psa, bo urósł i są z nim problemy. Jest
            nieodpowiedzialny, nieludzki – komentujemy. A co powiemy gdy ktoś porzuca, no
            nie porzuca tylko oddaje dziecko. Oddaje dziecko do pogotowia opiekuńczego, bo
            dzieciak stwarza problemy. Przeczytałam właśnie w Wysokich Obcasach artykuł
            kobieta.gazeta.pl/wysokie_obcasy/1,53664,2125995.html o chłopcu oddanym
            do pogotowia opiekuńczego przez adopcyjnych rodziców, po tym, gdy urodziło im
            się ich własne dziecko. Krzyś sześć tak był w , wydawać się mogło, normalnej
            rodzinie. I nagle został potraktowany jak przedmiot zwracany w ramach
            reklamacji. Decyzja o adopcji jest niewątpliwie jedną z trudniejszych.
            Podziwiam ludzi, którzy decydują się na adopcję, a następnie tworzą normalną
            rodzinę, z problemami typowymi dla rodziny. Doskonale wiem, jak trudno jest
            kochać swoje własne dziecko, gdy zaczyna sprawiać kłopoty... Ile człowiek ma
            pytań, wątpliwości, za czyje grzechy, dlaczego?
            Próby tłumaczenia zachowania tych rodziców nie trafiają do mnie w żaden
            sposób. Że zostali bez pomocy (w co akurat trudno uwierzyć – że niby para
            lekarzy to tacy zagubieni, bezradni ludzie), że sobie nie radzili. Podobne
            argumenty zdarza się słyszeć gdy rodzice nie radzą sobie z własnym dzieckiem,
            gdy problemy ich przerastają i porzucają dzieciaka. Może nie w sensie
            dosłownym, bo ma u nich miejsce do spania, ale tylko tyle. Poza tym obojętność
            i samotność. Po prostu jedni ludzie dorastają do tego by być rodzicami, inni
            nigdy nie. I to bez względu na to czy dziecko jest adoptowane czy urodzone. To
            co spotkało małego Krzysia (i niestety nie tylko jego) jest dla mnie
            niewyobrażalne.
            Ciekawa jestem, jak tamta para zareaguje na ewentualne problemy z wychowaniem
            córeczki, czy kiedykolwiek powiedzą jej, że miała brata, którego oddali bo był
            niegrzeczny. A może córeczkę też oddadzą, gdy nie spełni ich oczekiwań?
            Niestety, żadne badania, żadne testy nigdy do końca nie ujawnią ludzkiej
            natury, poziomu odpowiedzialności.
            Gdy czytałam ten artykuł cały czas miałam w głowie jedną myśl, taką prostą, z
            mojej ukochanej książeczki:
            Ale jeśli mnie oswoisz, będziemy siebie nawzajem potrzebować. Ja stanę się dla
            ciebie jedynym na świecie.
            (...)Ale jeśli mnie oswoisz, moje życie nabierze blasku słońca. Poznam dźwięk
            kroków różniących się od wszystkich innych.
            (...)Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł Lis. - Ale ty tego nie rób. Już
            zawsze będziesz odpowiedzialny za to, co oswoiłeś."

            Od siebie: proponuję zapamiętać to ostatnie zdanie.

            Dzidka Smutna
            • Gość: Lena Re: Już zawsze... IP: 80.48.96.* 13.06.04, 18:46
              Problem z ludźmi polega na tym, że dla niektórych "Mały książe" Saint-
              Exupery'ego jest książeczką o życiu, o uczuciach, o relacjach międzyludzkich a
              dla innych bajeczką dla dzieci z której się wyrosło i nawet się jej nie pamięta.
            • Gość: ETna Re: Już zawsze... IP: *.chello.pl 13.06.04, 18:55
              Wyrok został wydany- państwo K są źli - bez zbadania sytuacji, bez wysłuchania
              stron. Bo tak najłatwiej, najprościej. Powtarzam - nigdy nie twierdzilam, że
              państwo K są bez winy, usiłuję jednak uzmysłowić, że świat nie jest ani czarny
              ani biały- ma szereg pośrednich barw. Sytuacja całej rodziny jest trudna i
              mocno skomplikowana. Bardzo łatwo jest osądzać ludzi - trudniej wgłębić się w
              ich sytuację i próbować zrozumieć, bo mogło być różnie.
              1. Mogło dojść do sytuacji, którą większość z Was wiedzi, że są to ludzie zgoła
              patologiczni i najchętniej zyczylibyście im wszystkiego najgorszego. Mogło ,
              ale nie musiało.
              2. Mogli nie zdawać sobie sprawy czym jest adopcja, a procedura adopcyjna
              przeprowadzana jest tylko przez ludzi. Może ktoś kto się tym zajmował nie miał
              wystarczającego doświadczenia, aby państwa K uświadomić czym jest rodzicielstwo
              adopcyjne? Może "odwalił" robotę? A może państwu K zabrakło wyobraźni?
              3. Może Krzyś sprawiał tak potworne trudności wychowawcze, że nie mogli im
              podołać? Czy z artykułu wynika, że było to bezproblemowe lub nie sprawiające
              większych kłopotów dziecko? Może było wredne i złośliwe? Dziecko to nie czysta
              karta, którą wychowuje się na swój wzór i podobieństwo.
              4 A może doszło do jakiejś tragedii, o której nawet nam sie nie śni
              5. A może...............- tu możemy snuć liczne domysły.
              Nie każdy nadaje sie na adopcyjnego rodzica. I nie jest z tego powodu gorszy.
              Taki jest i koniec.. Bardzo to piękne i szlachetne, że są ludzie, którzy chca
              usynowić cudze dzieci i dla których adopcja jest po prostu rodzicielstwem, ale
              bez wnikliwej znajomości sprawy proponowałabym nie sądzić tych ludzi.

              PS. Ciekawa jestem ilu krytykujących państwa K wyściubiło nos ze swoich
              mieszkań, gdy u sąsiadów działa się krzywda jakiemuś dziecku. Coś mi się zdaje,
              że nikt.
              • Gość: aga Re: Już zawsze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.04, 19:24
                ETna, daj spokoj, juz za duzo tych mitomanskich domyslow. Artykul przekazal
                jakis obraz sprawy, napisany zostal tak, jak chciala to pokazac auorka - taki
                zawod i taka rola mediow: produkowanie wizerunkow. Ale to wciaz jeszcze nie
                powod, zeby snuc prywatne sledztwa i dopowiadac jakies mitomanskie watki, z
                udzialem sasiadow i snuciem "morderczej" kariery krzysia. Artykul pokazal
                potwornych rodzicow, i nie dal im glosu - ale wlasnie z tego powodu nie mozesz
                przemawiac w ich imieniu. Krzys z pewnoscia ucierpial, nawet jezeli okazal sie
                trudnym dzieckiem - kilkulatek ma do tego prawo, a dorosli ludzie powinni umiec
                przeiwdywac.
                • Gość: Lena Re: Już zawsze... IP: 80.48.96.* 13.06.04, 20:15
                  Jak wynika z reportażu skontaktowano się z babcią Krzysia która przekazała od
                  swojej córki a "matki" Krzysia, że nie życzy sobie kontaktów z dziennikarzami.

                  Do ETny - reaguję zawsze gdy widzę, że ktoś bije swoje dziecko. Agresja rodzi
                  agresję. Agresywne dziecko wśród rówieśników to zwykle dziecko w domu bite lub
                  maltretowane psychicznie /"wystarczy" dziecko obrażać by miało ono niską
                  samoocenę/, czasem lekceważone przez dorosłych, "niezauważane", sprawiając
                  kłopoty zmusza ich do zainteresowania nim i jego sprawami. Czasem gdy urodzi
                  się młodsze dziecko ze starszym również zaczynają się kłopoty, bo starszy czuje
                  się opuszczony, zostawiony i niekochany. Jeśli rodzice nie potrafią tej sprawy
                  załatwić w taki sposób by starsze dziecko czuło się kochane i potrzebne a będą
                  bili - będzie to raczej początek a nie koniec problemów. Normalny rodzic
                  pomyśli o uczuciach starszego dziecka i o tym, że między dziećmi trzeba budować
                  jak najwcześniej uczucia bliskości. Nie zreklamuje starszego dziecka, nie odda
                  do domu dziecka.
              • Gość: Żaba Re: Już zawsze... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.04, 19:51
                ETna w tej sprawie jest czarne i białe. A Ty chyba w tym wszystkim zapomniałaś
                o Krzysiu.Pomyśl choć przez chwilę, że jesteś 6 letnią dziewczynką masz
                rodziców i w tym wieku jest dla Ciebie nie istotne czy jesteś adoptowana czy
                nie. To są Twoi rodzice do których masz bezgraniczne zaufanie, masz małą
                sistrzyczkę która kocha Cię najbardziej na świecie.I pewnego dnia Ci kochani
                mama i tata oznajmiają Ci , że muszą Cię oddać? Choć przez chwilę pomyśl jaka
                krzywda stała się temu dziecku. Skrusz swoje lodowate serce.Czy naprawdę
                myślisz, że 6 letnie dziecko jest agresywne, bo pochodzi z patologicznej
                rodziny? A swoją drogą skąd my możemy wiedzieć z jakiej rodziny krzyś pochodzi?
                To co się stało jest tylko i wyłącznie winą dwojga dorosłych ludzi. Jeśli ma
                się kłopoty z dziecmi to rozwiązuje się je w różny sposób. Dziecko to nie tylko
                przyjemność, to również obowiązek. I na koniec ETna jeżeli kiedykolwiek
                zapragniesz mieć dzieci zastanów się 10 razy. Bo każde dziecko jest takie samo
                i jeżeli Ty już wydajesz wyrok na małego chłopca to równie łatwo przyjdzie Ci
                to z Twoim własnym biologocznym dzieckiem. Pozdrawiam
                • Gość: ETna Re: Już zawsze... IP: *.chello.pl 13.06.04, 21:29
                  Zacznę od końca - dziecko już mam i to w "trudnym "wieku nastu lat, więc co
                  nieco wiem na temat wychowania.
                  Czy mam lodowate serce czy nie - nie Tobie oceniać, sądzę, że dla ludzi
                  zrobiłam wiele więcej dobrego niż niejeden na tym forum.
                  Powtórzę po raz kolejny - NIE BRONIĘ TYCH LUDZI, staram się nie być
                  zacietrzewiona nienawiścią i nie wyrażać sądów gdy w "materiale procesowym" są
                  białe plamy. A są, bo wiemy zbyt mało. Ktoś mi zarzucił mitomanię. ( nie
                  rozumiejąc chyba do końca co oznacza to słowo). Nie jestem mitomanką, usiłuję
                  jedynie przedstawić możliwe scenariusze i usiłuję znaleźć motywy takiego a nie
                  innego postępowania tych ludzi. Szkoda, że widzicie tylko jedną stronę medalu,
                  że nikt nie próbuje zastanowic się nad tym głębiej. W życiu, i mówię to na
                  podstawie wieloletniego doświadczenia, praktycznie nie ma sytuacji
                  jednoznacznych - nikt nie jest ani jednoznacznie zły ani jednoznacznie dobry.
                  Ja osobiście czuję intuicyjnie, że zawinila procedura adopcyjna i brak
                  jednoznacznego uświadomienia ludziom konsekwencji adoptowania dziecka. Nie
                  każdy potrafi pokochać cudze dziecko. W bi ologii znana jest agresja , matki
                  gdy ktoś zaatakuje jej małe dziecko. Dlatego apeluję o rozsądek w ferowaniu
                  wyroków.
                  • Gość: Żaba Re: Już zawsze... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.04, 21:48
                    ETna z całym szacunkiem.... tym bardziej Ci się dziwię jeśli masz dziecko. Czy
                    potrafiłabyś powiedzieć swemu dziecku cześć rozstajemy się bo sprawiasz
                    problemy? Choć Ty pewnie rozgraniczasz biologię od adopcji. No bo dziecko
                    biologiczne to co innego. Ja tu nie wydaję wyroków , daleka jestem od tego ALE
                    BŁAGAM SPÓJRZCIE OCZAMI KILKULETNIEGO DZIECKA, ALBO JAK KTO WOLI OCZAMI WASZYCH
                    DZIECI
                  • jofin Kazdy z nas byl kiedys dzieckiem 14.06.04, 11:57
                    i kazdy z nas chial byc kochany. Bycie kochanym jest najwazniejsza potrzeba
                    czlowieka. Z artykulu wynika, ze niestety Ci rodzice nie spelaniali tego
                    warunku nawet w podstawowej formie. Wyrzucili, pozbyli sie dziecka, jak rzeczy,
                    jak psa. ktorego mamy na jakis czas, wlasnie jako zabwake. To, ze zachowanie
                    Krzysia bylo zle, wcale nie musialo wynikac ani z genow, ani z powodu
                    dziedziczenia. Ile to razy dzieci zachowuja sie zle, poniewaz chca zwrocic na
                    siebie uwage tych, na ktorych opinii im bardzo zalezy, dopopminaja sie w ten
                    sposob milosci. Sposob potraktowania dziecka przez rodzicow pokazuje, ze ci
                    rodzice w zaden sposob nie byli zainteresowani dobrem, zwyklym dobrem dziecka.
                    O milosci tu nie wspominam. Wg mnie powinni byc pociagnieci rzeczywiscie do
                    odpowiedzialnosci karnej np. przez Trybunal Ochrony Praw Dziecka, poniewaz
                    straty psychiczne , jakie to dziecko ponioslo z powodu ich nieodpowiedzialnego
                    zachowania sa niestety nieodwracalne.
                    Bardzo zenujaca i smutna jest powszechnie panujaca w tych postach opinia o
                    dzieciach adoptowanych i ich obciazeniach genetycznych. Ale pokazuje ona po raz
                    kolejny, jak my Polacy latwo klasyfikujemy ludzi i kategoryzujemy ich. Dla
                    rozjasnienia moze tylko napisze, ze w pamieci i swiadomosci ludzi wlasnie te
                    trudne przypadki zapadaja najlatwiej, Poza tym brukowce wlasnie tym karmia
                    ludzi. Te przypadki adopcji udanej niestety nie sa publikowqane i opowiadane,
                    bo po co, sa zbyt nudne. Obudzcie sie ludzie i nie dawajcie sie tak latwo ulec
                    praniu mozgow oferowanym nam wlasnie przez wiadomosci z tychze brukowcow.
          • Gość: Ewunia 28 Re: Synku, już cię nie chcemy IP: 213.17.133.* 13.06.04, 23:16
            ETno problem polega na tym, ze DZIECKO ZOSTALO SKRZYWDZONE. A Ty niestety tego nie chcesz zobaczyc. Wrecz piszesz gdzies powyzej, ze Krzys jest potencjalnym morderca! Na jakiej podstawie?? Piszesz caly czas o tym, ze rodzicow nie mzoemy oceniac- alez mozemy! Po tym, jaki jest Krzys...I choc czesc forum pisze tutaj o zakodowanej w genach agresji, znanym od wieku chromosomie XYY itp, to prawda jest taka, ze dzieci agresji i zla ucza sie od nas.
    • Gość: s Tyle tu wspólczujących, oburzonych, dobrych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.04, 20:49
      a może KTOŚ Z WAS ...przygarnie biednego chłopczyka?
      Dlaczego rzucacie klatwy, słowa potepienia na ludzi, którzy przez kilka lat
      starali sie ułozyć obrazek ciepłej rodzinki z niepasujących do siebie ...puzzli
      A może sporo ich kosztowała ta decyzja? A może odwazyli się na ten krok, bo
      żadnego wsparcia znikąd nie mieli?
      DOBRZY LUDZIE Z NETU - przygarnijcie więc Krzysia do swojej rodziny ...to taki
      biedny chłopczyk, tak bardzo go żałujecie...
      Szkoda czasu na pyskowanie ...spróbujcie działać
      Przybrani rodzice chłopca przynajmniej próbowali...