Do czego mozna "przyznać się" publicznie?

27.02.12, 09:32
mniej, albo bardziej publicznie - żeby nie narazić się na opinię "prostaka/czki".
Z watku o kryterium zaradnosc u kolezanki forumowiczki Mary wiadomo, ze nie mozna "przyznać się" do tego, ze się nie gustuje w facetach niezaradnych:)

Z lektury innych wczesniejszych watków mozna sie dowiedzieć, ze facet który "przyzna się", iż nie jest zainteresowany panią samotnie wychowującądziecko/dzieci jest chamem, głąbem i prostakiem oraz dupkiem.

Ciekawi mnie do czego jeszcze nie mozna się przyznać:)
Wiadomo, ze wrecz standardem wymaganym jest podkreślenie, że facet ma być czuły, przystojny (wg oceny zainteresowanej pani:)), kulturalny i inteligentny. Co prawda opisy niektórych "misiów" całkowicie przeczą tym cechom - szczególnie dwóm ostatnim, ale co tam :)

Jednakże jak zauwazyłam - już "przyznanie się", ze od faceta kobieta oczekuje, by był na jej poziomie jesli idzie o wykjształcenie budzi kontrowersje:)

A czy wypada "przyznać się", że nie chciałoby się związku z:
- panem/panią samotnie wychowującym/cą dzieci
- panem/panią w ogóle mającym/cą dzieci
- rozwodnikiem/rozwódką
- wdową/wdowcem
- panem/panią o zupełnie innym swiatopoglądzie
- panią/panem innej rasy lub/i kultury
- niewierzacym/wierzacym
- kims wykonującym okreslony zawód
- osobą niepełnosprawną

Oczywiscie mowa tu o kryteriach poczatkowych, któtrych deklarujący sie trzyma, a nie no sytuacji, kiedy ktoś wykorzystuje jakąs osobe, która mu z gruntu nie pasuje, a potem zasadza jej kopa ze słowami: "ale ja z (załozmy) wdowcem nie miałam zamiaru być".

No to jak? Do zcego mozna się "przyznać" nie narażając sie na opinię prostaka, chama i socjopatyt?:)

-
    • wicehrabia.julian Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 09:39
      kora3 napisała:

      > Jednakże jak zauwazyłam - już "przyznanie się", ze od faceta kobieta oczekuje,
      > by był na jej poziomie jesli idzie o wykjształcenie budzi kontrowersje:)

      ale wśród kogo? tutejsze panie w przygniatającej większości o związkach mogą opowiadać teoretycznie, więc ich zdania nie brałbym pod uwagę na serio

      poza tym co cię obchodzi opinia innych?
      • kora3 Oj hrabio :) 27.02.12, 09:45
        przecież wiadomo, ze mnie nie obchodzi w sensie osobistym :) Obchodzi mnie socjologicznie ze tak powiem:)
        • wicehrabia.julian Re: Oj hrabio :) 27.02.12, 09:56
          kora3 napisała:

          > przecież wiadomo, ze mnie nie obchodzi w sensie osobistym :) Obchodzi mnie socj
          > ologicznie ze tak powiem:)

          nie rozumiem skąd się bierze tutejsze ankieterstwo, z jednej strony kobiety chcą być niepowtarzalne, ale z drugiej ciągle sprawdzają i upewniają się, że są w czymś w większości
          • kora3 Kompletnie nie wiem o czym piszesz:) 27.02.12, 10:12
            serio...Miałoby mi zalezeć na tym,zeby wiedziec czy jestem w wiekszości? Dlaczego? Przecież min to lata:) Jestem po prostu ciekawa, do czego forumowicze - nie tylko panie -nie mogą się "przyznać" bez narzania na ataki:) Z czystej ciekawosci zastanawia mnie to i tyle:)
            • wicehrabia.julian Re: Kompletnie nie wiem o czym piszesz:) 27.02.12, 10:16
              kora3 napisała:

              > serio...Miałoby mi zalezeć na tym,zeby wiedziec czy jestem w wiekszości? Dlacze
              > go?

              ja nie wiem, zapytaj tych, co tworzą wątki typu "też tak macie"?
              • kora3 Re: Kompletnie nie wiem o czym piszesz:) 27.02.12, 10:18
                Ale ten watek nie jest tego typu :)
    • soulshunter Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 09:57
      > Do zcego mozna się "przyznać" nie narażając sie na opinię prostaka,
      > chama i socjopatyt?:)

      do zjedzenia w calosci na 1 posiedzeniu tabliczki czekolady z orzechami 250g lub 1 opakowania 1000ml lodow grycan.
      • six_a Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 14:55
        ja mogę pińcet ml w ciągu dnia, tera właśnie zacznę.
    • a_nonima Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 10:04
      Ja bym się nie przyznała do tego, że spałam wczoraj do 11.18 bo styyyd!
    • i.am.girl Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 10:17
      Nie przyznawać się do HIV, gruźlicy, faceta tyrana, własnego alkoholizmu, fetyszów, i wszstykiego co nie jest "normą" :) z resztą zawsze się znajdzie ktoś, kto i tak Cię zjedzie, bo dzięki temu poczuje się lepiej :)
      Ale i nie przyznawać się że jest się piękną, seksowną, dużo zarabiającą, nie daj Bóg szczęśliwą, bo zaraz odezwą się głosy: a co to się tak chwalisz.
      Morał, nie przyznawaj się do niczego, tylko czytaj posty i jedź po wszystkich równo, bezpiecznie a i humor się pooprawi :D
      • kora3 Dziewczyny, a nie mozna na temat ?:) 27.02.12, 10:20
        Nie, zebyś racji nie miała w tym co piszesz. W sensie, że to znajduje obraz na tym forum np. :) Tylko mnie interesuje konkretnie w tym przypadku podejscie do kryteriów "zwiazkowych".
        • i.am.girl Re: Dziewczyny, a nie mozna na temat ?:) 27.02.12, 11:34
          A to co do związków i facetów to akurat często widuję wpisy na Mężczyzna, Społeczeństwo al bo Partnerstwo i Seks brzmiące mniej więcej tak: "Hej, ciekawi mnie wasze zdanie (temat wiadomo, facet albo zwiazek albo inne :)) ale głupio mi się przyznać więc piszę pod 'lewym' nickiem........."
          No i tak to Panie nasze się nie przyznają pod prawdziwym nickiem do tego co niewygodne. No nie ma się co dziwić :) Lepiej sie nie wychylać :)
          • kora3 Girl, ale ja nie oczekiwałam jakiś "wyznań" 27.02.12, 11:54
            raczej po prostu odpowiedzi (przesmiewczo troszkę jak zauwazyła Kad). Np. "Uwazam,z e osoba, która z góry deklaruje, iż nie interesuje jej partner/rka z dzieckiem to osoba małostkowa, nieczuła, aspołeczna" - przykładowo. Nie oczekiwałam, ze ktoś powie o swoich kryteriach:)
            • i.am.girl Re: Girl, ale ja nie oczekiwałam jakiś "wyznań" 27.02.12, 15:20
              A gdzie jest napisane że to są moje kryteria? :) Mówię ogólnie o moich spostrzeżeniach :)
              A gdzie napisałaś jakich konkretnie odpowiedzi oczekujesz :) Dyskusja się zazwyczaj w różne strony rozwija, coż w tym nie tak
              • kora3 Ale ja te z ogólnie 28.02.12, 15:18
                w Twej wypowiedzi wszystko tak :)
    • kadfael Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 10:21
      Oczywiscie wiem, że post jest prześmiewczy. I słusznie;)
      Ale odpowiem całkiem serio. Nie chodzi o to DO CZEGO mozna się przyznać. Chodzi o to JAK. Czyli innymi słowy mówiąc o styl.
      • kora3 Hmm 27.02.12, 10:28
        Czesc Kad:)

        Przesmiewczy i nie :) Naprawde mnie interesi dlaczego facet nie chcący być z kobietą z dzieckiem (nie jego rzecz jasna) to wg tutejszych pań (niektórych) dupek np.

        A co do Twej uwagi - ogolnie - masz rację oczywiscie. Jakkolwiek ja uwazam, ze kazdy ma prawo do swych kryteriów, to czytając wywody goscia pt. "Tylko idiota jest z taką co ma dziecko, bo tylko debil na cudze bachory chciałby pracować" to też z miejsca przypinam takiemu przypinke zs duzym napisem "dupek" :)
        Tylko, ze jak zauwazyłam nie tylko styl taki jest powodem do takiego okreslania ludzi mających kryteria inne niż mieć "wypada"i stad ten watek :)
        • riki_i Re: Hmm 27.02.12, 11:27
          kora3 napisała:

          > Przesmiewczy i nie :) Naprawde mnie interesi dlaczego facet nie chcący być z ko
          > bietą z dzieckiem (nie jego rzecz jasna) to wg tutejszych pań (niektórych) dupek

          Hehe, ciekawe która z tych mądralińskich forumowych Pań chciałaby sobie wziąć na przykład Józka (josef_to_ja) ? Albo bezrobotnego rencistę gustującego w dwudziestolatkach? Albo wdowca z trójką dzieci (był taki ostatnio na forum)?

          IMHO z jednym dzieckiem można spokojnie znaleźć chłopa przy jakim_takim wyglądzie. Problem robi się od dwójki w górę. A sęk w tym, że wiele Pań chcąc przyszpilić chłopa, robi sobie z nim na siłę bachory, a potem płacze na forach, że facet i tak poszedł w długą, a amatora na nowego tatusia nie ma. Lamentować to powinny raczej nad własną głupotą! Sam znam co najmniej kilka przypadków, gdzie sypiący się związek kobieta usiłowała "ratować" zachodzeniem w kolejną ciążę.

          "Jak se pościelesz, tak się wyśpisz"
        • amanda-lear Powiem inaczej 28.02.12, 19:28
          Uwazam ze najwazniejsza wlasnie jest szczerosc. Moze mi sie nie podobac to, ze dla tego lub tamtego pana jestem towarem wybrakowanym, ale jesli ktos ma tzw. jaja a nie jajecznice to mi to po prostu powie w twarz. No ale ja juz stara jestem i zdaje sobie sprawe ze swoich mocnych i slabych stron.
      • i.am.girl Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 11:38
        kadfael napisała:

        > Oczywiscie wiem, że post jest prześmiewczy. I słusznie;)
        > Ale odpowiem całkiem serio. Nie chodzi o to DO CZEGO mozna się przyznać. Chodzi
        > o to JAK. Czyli innymi słowy mówiąc o styl.

        A to to racja. Jak napiszesz nowy wątek, że facet zostawił Cię i poszedł z kumplami na piwo, zjadą Cie: a co mu k** nie wolno?
        A jak w odpowiedzi na czyjś taki wątek podasz tą samą informację tylko inaczej: Mój też polazł, niech ino wróci, jutro na obiad dostanie deptanego schabowego a nie tłuczonego, tłuczony to on będzie :D Zobaczymy czy jeszcze polezie" --
    • six_a Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 10:40
      >Z lektury innych wczesniejszych watków mozna sie dowiedzieć, ze facet który "przyzna się", iż nie jest zainteresowany panią samotnie wychowującądziecko/dzieci jest chamem, głąbem i prostakiem oraz dupkiem.

      z reeeeeeeeeeeguły opinię prostaka, głąba oraz dupka czy też dupkini zyskuje się za jakość wyznania, a nie treść. więc trochę kulawe te wnioski.

      dziękuję.
      • kora3 Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 10:48
        Doprawdy kulawe?

        To moze odgruzuj sobie te watki, w których kobietki napisały, ze facet im grzecznie podziekował za uwagę w zwiazku z tym, ze dzieciate np. tekstem "Nie ejstem gotowy na taki zwiazek" - połowa forumowiczek zmieszała tych panów z błotem :)

        A jak ci sie nie chce - poczytaj wątek od facecie zaczynającym sie od ilus tam tysiecy :) Nie trzeba wcale pisać, ze gosc co nie umie zarobić to ...(tu jakieś pejoratywne okreslenie), wystarczy napisać, ze owszem, zaradnosc u faceta sie liczy. Zaraz sie dowiadujesz, ześ skrajna materialistka, a czułosc i miłosc nie mają dla ciecie znaczenia:) niektórzy idą jeszcze dalej - moze Cię facet bić, byle odpowiednio zarabiał:)
        • six_a Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 10:51
          >Zaraz sie dowiadujesz, ześ skrajna materialistka

          noi co z tego? grzeje Cię to albo ziębi? bo mnie nie bardzo. w związku z tym polecam.

          > niektórzy idą jeszcze dalej - moze Cię facet bić,
          > byle odpowiednio zarabiał:)
          serio? daj cytat. i odróżnij przy tym mąciwody/trolli od opinii zupełnie na serio.
          • kora3 Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 10:58
            Ależ ani ziebi, ani grzeje osobiscie :) - nie w tym rzecz. Zwyczajnie ciekawi społecznie.

            JAsne, ze trolling się nie liczy :) , ale te opinie wyrazały forumowiczki, które na pewno trollami nie są. Uprzedzając - nie, nie przeszkadza mi to, ani nie zmieni mego podejscia do zycia, a osobiscie w ogóle mi lata, tylko ciekawi ogólnie
            • six_a Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 11:35
              nodopsz, skoryguję: mąciwody/trolle i kreacje forumowe:)
    • princess_yo_yo Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 10:47
      te wszystkie teoretyczne rozwazania to o kant du.py rozbic. zamiast sie zastanawiac i debatowac w trybie przypuszczajacym proponuje zaczac zyc, poznac prawdziwych ludzi i wtedy sie mozna zastanawiac czy z tym konkretnym jozkiem czy mietkiem mam ochote wchodzic w blizsze relacje czy nie, i z jakich powodow.
      • kora3 a to dla mnie ta propozycja niby?:) 27.02.12, 10:52
        No to mooocno spóżniona, głownie z tych przyczyn, ze znam i poznaje sporo ludzi, a "swego Józka" hehe już mam , wybranego wg moich kryteriów.

        U mnie zupełnie się Twa teoria nie sprawdza - te kryteria są i mają znaczenie w znacznie wczesniejszej fazie znajomosci z facetami, niż dochodzi do rozwazań o współnym zyciu:)
        • princess_yo_yo Re: a to dla mnie ta propozycja niby?:) 27.02.12, 11:02
          jesli dla ciebie blizsze relacje oznaczaja wspolne zycie to rzeczywiscie sie nie rozumiemy, jesli szukalas swojego jozka z lista na ktorej odchaczalas poszczegolne punkty to tez sie nie rozumiemy bo jednak dla wiekszosci ludzi jest to zachowanie dosc niestandardowe.

          tak, kazdy ma kryteria doboru partnera, sa one bardziej lub mniej realistyczne albo sensowne ale debatowanie na ten temat zwlaszcza w trybie przypuszczajacym jest dosc dziecinne - decyzje podejmuje sie w kazdym konkretnym przypadku na podstawie tego co dana osoba soba przedstawia w danym momencie. i tyle, dorabianie do tego ideologi to dzielenie wlosa na czworo.
          • kora3 Re: a to dla mnie ta propozycja niby?:) 27.02.12, 11:29
            princess_yo_yo napisała:

            > jesli dla ciebie blizsze relacje oznaczaja wspolne zycie to rzeczywiscie sie ni
            > e rozumiemy


            przepraszam nie doczytałam :) No, ale w blizsze relacje też wchodzi się z kimś, kto pasuje, wg jakiś kryteriów wstepnych, nie?


            , jesli szukalas swojego jozka z lista na ktorej odchaczalas poszcze
            > golne punkty to tez sie nie rozumiemy bo jednak dla wiekszosci ludzi jest to za
            > chowanie dosc niestandardowe


            Wcale nikogo nie szukałam :) Ani tego faceta, ani żadnego :) A listy nijakiej mi nie trza, zeby na niej coś odhaczać (odchaczanie wszelako jest czymś bardzo, ale to bardzo niestandardowym - tu sie zgadzam w pełni, bo nawet nie wiem co to jest :)). Po prostu, jak chyba każdy - tylko nie kazdy sie przyznaje:), albo nie do wszystkich, mam kryteria wyboru i znam je na pamieć:)
            No chyba,z e ktoś bierze co się nawinie, to rozumiem, ze nie pamieta, czego ocxzekuje:)


            Co do reszty - i tak i nie. Zależy chyba w duzej mierze o jakie kryterium chodzi, jak wazne dla kogoś. Jesli wazne jest, zeby gosc nie był alkoholikiem np. to dziewczyna bedzie wiac od kazdego naduzywajacego, niezaleznie od tego, czy bedzie spełniał inne kryteria. Oczywiscie mądra dziewczyna :)
            • princess_yo_yo Re: a to dla mnie ta propozycja niby?:) 27.02.12, 13:46
              ale to nie jest kwestia przyznawania sie albo nie, ot pasuje nam caloksztalt albo nie.

              a jesli chodzi o komentarze na forum to zasada jest prosta jak konstrukcja cepa. ktos stwierdza ze nie zwiaze sie z kims niskim, biednym, brzydkim, niewyksztalconym, blondynem i natychmiast ludzie ktorzy akurat z kims takim sie zwiazali albo sami maja takie cechy potrzebuja walidacji ze ich wybor nie jest zly. ot i cala filozofia.

              dla mnie wszystkie wyznania jesli chodzi o radykalne kryteria sa zaklinaniem rzeczywistosci - jeszcze sie nie spotkalam zeby ktos na zywo stwierdzal ze operuje kryteriami zdefiniowanymi jak w twoim poscie, podkreslilam slowo jak zeby potem nie bylo watpliwosci. to jakis internetowy fenomen. ludzie w ogromnej wiekszosci wiaza sie z kims kto do nich pasuje pod takim albo innym wzgledem i tyle, zwlaszcza ze konkretow i tak na pierwszej czy drugiej randce nie widac chyba ze ktos na randki chodzi z kwestionariuszem ale skoro zaprzeczasz ze tak jest to pewnie masz racje :D

              • kora3 Re: a to dla mnie ta propozycja niby?:) 28.02.12, 15:04
                princess_yo_yo napisała:

                > ale to nie jest kwestia przyznawania sie albo nie, ot pasuje nam caloksztalt al
                > bo nie.


                Ale na całoksztalt skladają się przecież jakies cechy, nie? Dla jednych pozytywne, dla inyych obojętne, jeszcze dla innych - być moze negatywne. Jest te z okreslona waga konkretnych kryteriów. Moze być tak, ze całkoksztalt ok, ale nie iskrzy, a moze byc tak, ze iskrzy, ale jest coś co absolutnie daną osobę wyklucza.

                >
                > dla mnie wszystkie wyznania jesli chodzi o radykalne kryteria sa zaklinaniem rz
                > eczywistosci - jeszcze sie nie spotkalam zeby ktos na zywo stwierdzal ze operuj
                > e kryteriami zdefiniowanymi jak w twoim poscie, podkreslilam slowo jak z
                > eby potem nie bylo watpliwosci. to jakis internetowy fenomen. ludzie w ogromnej
                > wiekszosci wiaza sie z kims kto do nich pasuje pod takim albo innym wzgledem i
                > tyle, zwlaszcza ze konkretow i tak na pierwszej czy drugiej randce nie widac >


                OK. OK :) - tylko, ze pierwsza czy druga randka to nie zaraz "zwiazanie" nie? Zakladając, ze kto s z kim się umawiasz na te randki jest calkiem obcy i nic o nim nie wiesz (nie macie wspólnych znajomych itd), to przeciez się z tym kim s rozmawia. TAKZE o np. stanie rodzinnym, swiatopogladzie, pracy itp. I nie chodzi o jakiś kwestionariusz "dla potencjalnego faceta":) przeciez z nowo poznanymi ludźmi zwykle sie rozmawia o nich czy o sobie. Także z osobami tej samej płci.
                I wcale nie ma to formy "ankietowania" jakiegoś. Moze tak sobie skojarzylas, bo sporo dziewczyn tu pisze, ze umawia sie na randki z panami poznanymi w necie. Czyli zwykle sa to dla nich osoby anonimowe, tyle o nich wiedza, ile pan o sobie napisal w anonsie randkowym. Ja nigdy nie korzystalam z takich serwisów. Zwykle ludzi (plci obojga) poznaje przez znajomych, albo z racji pracy. Wiec silą rzeczy coś tam o kimś już wiem.
                A jesli nie wiem, a uwazam, ze osoba jest warta zaznajomienia sie to rozmawiamy. I z takich rozmow, calkiem zwyczajnych można wiele się dowiedziec. Np. ostatnio poznałam kolezanke mego kumpla, byliśmy razem na kreglach, a ona dolączyla. B. sympatyczna. Pytam ja czy dlugo ju ż gra, bo widac, że wiele potrafi. Odp. "O tak, zaczelam kilka lat temu, jeszcze kiedy żyl mój mąż" - i tak bez zadnego jak widzisz "ankietowania" - dowiedzialam sie o kolezance, że wdowa. Ona z kolei zapytaqla mnie skąd znam kolege naszego wspólnego - ano poznalismy się kiedyś przy okazji mojej pracy. Naturalnym pytaniem z jej strony było: "A czym się zajmujesz?" - też nie majace zadnych cech "przesluchania":)

                Domyslam się, że ludzie oglaszający sie w necie, jako otwarci na znajomosci podaja jakieś info o sobie, albo w kazdym razie - moga. Wiec tu selekcja np. rozwodników
                (jesl i dla pani jest wazne, by pan rozwodowej przeszłosci nie mial np.) nastepuje ju z na poziomie anonsu. Podobnie moze by c z innymi kryteriami.

                Tak czy owak - moim zdaniem sie mylisz - ludzie maja swoje czasem bardzo okreslone kryteria - jedne sa kluczowe, inne niekoniecznie, ale są.
    • bar.anek Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 10:59
      Pytania są tendecyjne, wszystkie dotyczą związku jakby to nikt o niczym innym wstydził się pisać, weż to przerób może na temat cycków czy bzykania?
      • kora3 Gdzież tentencyjne?:) 27.02.12, 11:02
        Dotyczą konkretnego tematu po prostu - czyli w tym przypadku kryteriów "zwiazkowych"
        • bar.anek Re: Gdzież tentencyjne?:) 27.02.12, 11:04
          to trzeba było napisać do jakich związków nie należy się przyzwnawać, żeby nie podpaść na forum?
          • simply_z Re: Gdzież tentencyjne?:) 27.02.12, 11:07
            pytanie dlaczego ktos ma musiec do czegos sie przyznawac?
            forum chbya sluzy do rozrywki ,a nie do wyznawania grzechow jak na spowiedzi.
            • bar.anek Re: Gdzież tentencyjne?:) 27.02.12, 11:16
              a to już chyba do autorki postu
            • kora3 a coś takiego jak to: "(..)" znasz? :) 27.02.12, 11:35
              Cudzysłow się to zwie i w tymże właśnie cudzysłowie napisałam czaswonik "przyznawać się" dając wyraźnie do zrozumienia, ze nie chgodzi o faktyczne przyznawanie się do cegoś zdroznego:) tylko wyrazenie opinii. W tym przypadku opinii na temat kryteriów wyboru partnera
          • kora3 Ale moje pytanie było inne! 27.02.12, 11:31
            nie "do jakich związków nie nalezy sie przyznawać", a "do jakich kryteriów wyboru partnera nie nalzey sie przyznawać":)
            • simply_z Re: Ale moje pytanie było inne! 27.02.12, 11:54
              no to np kryterium zawodu ,kiedys zostalam zakrzyczana ,bo stwierdzilam ,ze nie chcialabym byc na pewno z lekarzem...
              • kora3 O , na przykład! 27.02.12, 11:56
                A byłąś jakaś niekulturalna w wypowiedziacjh o lekarzach i powodach tej niecheci, czy zwyczajnie powiedziałaś : no z lekarzem nie chciałabym być, bo ...?
                • simply_z Re: O , na przykład! 27.02.12, 12:20
                  moze bylam ,nie pamietam ale chyba raczej nie..
                  mam w rodzinie lekarzy i wiem z jakim obciazeniem wiaze sie ten zawod ,wiem ,ze podalam kilka argumentow i ematki zmieszaly mnie z blotem:D
                  ale to chyba standard tamtejszego forum
                  • kora3 Re: O , na przykład! 27.02.12, 12:37
                    nie wiem czy standard , nie bywam na owym forum:) Ale sama widzisz - zmieszanie z błotem za WŁASNY pogląd, ze nie chciałoby się kogoś z takim zawodem :)

                    Spotkalam sie z podobną reakcją (no nie mieszanie z błotem, ale oburzone zdziwienie), keidy w realu "przyznałam się", ze zastanawiam się czy być z moim obecnym facetem na serio (wspólne mieszkanie, plany itd) z uwagi włąsnie na zawód. Moje koleznki dwie omal mnie nie "zagryzły" hehe - ze taki fajny facet, ze taki fajny zawód ma, a ja durna baba sie zastanawiam nie wiadomo nad czym. Tylko, ze to ja miałam prespektywe taką, ze ryzyko tego, ze mi facet do domu nie wróci, za to mi zadzwonią, ze nie zyje, a nie one. bankowcowi też moze spac cegłowka na łeb i go zabić, ale ryzyko jest znacznie mniejsze:)

                    Po jakimś czasie oswoiłam sie już z tym i zdecydowałam, ze dam rade :) Teraz już całkiem na luzie podchodze do jego pracy, ale jak kiedyś gadałam w gronie żon i partnerek jego kolegów po fachu, to wiekszosc przyznała, ze miała podobne dylematy, nawet wieksze, bo planowały dzieci z tymi facetami.
    • mumia_ramzesa Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 11:42
      Zdaje sie, ze kobiety i mezczyzni sa traktowani niejednakowo, wiec kazda plec powinna byc rozpatrywana oddzielnie. Kobiecie wypada zarabiac duzo mniej albo nie zarabiac w ogole, bo jest akceptowane spol., ze kobieta jest na utrzymaniu meza. W druga strone przerabane.
      • kora3 Słuszne spostrzezenie Mumio :) 27.02.12, 11:45
        ja zawuwazyłam takze wszelako "dyskryminację" panów :)

        Jesli bezdzietna kobieta ma dylematy, czy wchodzić w zwiazek z facetem majacym dziecko/dzieci (np. przy matce) to na ogół znajduje zrozumienie :) jesli adekwatny dylemat dotyczy bezdzietnego faceta z dziećmi przy kobiecie - jesli takiej nie chce - dupek zeń :)
        • mumia_ramzesa Re: Słuszne spostrzezenie Mumio :) 27.02.12, 11:51
          w tym przykladzie sparawa nie jest taka prosta, bo nie chodzi o stereotypy (a w kazdym razie nie przede wszystkim o nie). Chyba jednak trudniej byc macocha niz ojczymem.
          • kora3 To pewnie zależy Mumio 27.02.12, 12:05
            od vokolicznosci sytuacji, dzieci, samego człowieka itd. Czy łatwiej jest być ojczymem współwychowującym dzieci, niż macochą dzieci mieszkających ze swoją matką? DSyskusyjne, nie wiem, pewnie zalezy, jak napisałam.

            Nie o to jednak chodzi, czy łatwiej czy trudniej obiektywnie w danej sytuacji. Chodzi o to, ze kazdy z nas ma prawo się w tej roli "nie czuć" zanim w nią miałby wejsc. I nie nma tu znaczenia obiektywnty stopień trudnosci danej relacji, a stosunek do niej zainteresowanego po prostu.
            • mumia_ramzesa Re: To pewnie zależy Mumio 27.02.12, 12:11
              Obiektywny stopien trudnosci ma znaczenie, bo latwiej zrozumiec, ze ktos nie chce partnera z dzieckiem, ktore ma np. ciezka postac nerwicy, ADHD, autyzm itp.
              • kora3 Re: To pewnie zależy Mumio 27.02.12, 12:29
                Ach w ten sposób ... no tak, ale czy wobec tego trudniej jakoś pojąc człowieka, który w ogóle nie chce sie wiązać z kimś kto ma dzieci z innych zwiazków? Czy dopiero np. ciezska choroba takiego dziecka jest wystarczający,m powodem do tego, zeby ktoś "bezkarnie" mógł zadeklarować, ze z matką/ojcem tego dziecka być nie chce?

                Wiesz, chodzi mi o takie coś jak kryterium po prostu. Ja np. nie zwiazałabym sie z facetem wychowującym samotnie dziecko/dzieci, z takim co ma dzieci nieletnie przy matce - raczej też niechetnie. Po prostu nie czuje sie na siłach matkować jakiemuś dziecku, ani też nie chciałabym sytuacji, w której siłą rzeczy musiałabym, nie zawsze pewnie chetnie, spedzać czas z nieletnim dzieckiem partnera. I oczywiscie, spodziewam się, ze "głosno", albo po cichu zostane oceniona jako bezduszna egoistka pozbawiona wszelkich uczuć wyzszych :) Ale co mi tam - ja się na takie coś nie pisałąbym i czesc. Wg mnie uczciwiej jest skreslić takiego goscia ( u mnie, hopotetycznie:)) na starcie, niż podejmowa sie czegoś czemu nie podołam, ewentualnie egoisttycznie wymagać od faceta potem, zeby zminimalizował kontakty z własnym dzieckiem.
                • mumia_ramzesa Re: To pewnie zależy Mumio 27.02.12, 12:39
                  Ludzie nie maja wyobrazni i nie pomysa, ze nawet zdrowe dziecko moze za rok, dwa, dziesiec zachorowac i maz/zona/partner moze chciec zadluzyc sie powaznie albo sprzedac mieszkanie aby pokryc koszty leczenia. Mozna wyladowac w wynajmowanej kawalerce i miec niewiele do gadania zwl. jesli mieszkanie bylo wylaczna wlasnoscia partnera.
                  Byl tu kiedys watek o tym czy samotny ojciec ma szanse na nowy trwaly zwiazek i panie ochoczo deklarowaly, ze oczywiscie, nie ma problemu. Tylko co innego deklaracje na forum (na ktorym panuje pewna poprawnosc i wiele osob sie wypowiada tak, zeby to bylo spolecznie akceptowane albo tak jak wiekszosc/poprzednicy) a co innego realia.
                  Pewnie niejedna by sie b. zdziwila, gdyby zycie zweryfikowalo to, co tutaj wypisywala.
                  • kora3 Teksty o tym, ze wszystko sie moze zdarzyć 28.02.12, 15:13
                    trochę tchna jakby naiwnością Mumio. BNo jasne - wszystko moze sie zdarzyc - czlowiek zdrowy moze w sekundzie zostac kaleka, mozna straci c wszystko co sie ma itd.

                    Ale tak na serio to transponowanie mozliwości zaistnienia jakiejś sytuacji na sytuacje juz obecną nie jeswt wiarygodne, ani miarodajne.
                    Weźmy sobie tak - teoretyczmnie każdy zclowiek, nawet taki niepijący prawie wcale, moze wpasc w alkoholizm. Moze? Moze, znaczy istnieje taka mozliwosc, nie mozna jej wykluczyć. Jest to jednak zupelnie inna sytuacja, gdy mamy do czynienia z alkoholikiem, prawdda?

                    A Twoje rozwazania są trochę takie: widzisz dziewczynę, która sie waha czy zwiazac sie z alkoholikiem i mowisz "Bierz, inny też sie moze rozpić" :) No moze, ale jedynie - może, tu masz pewnik.
                    • mumia_ramzesa Re: Teksty o tym, ze wszystko sie moze zdarzyć 28.02.12, 15:45
                      Ale sobie wytlumaczylas. :-D Zupelnie nie zrozumialas moich intencji. Chodzi o to, ze obecnosc dzieci z in. zwiazkow wprowadza dodatkowe problemy, chocby z dziedziczeniem.
                      • kora3 Moze nie zrozumiałam, odniosłam się do tego: 28.02.12, 18:56

                        "Ludzie nie maja wyobrazni i nie pomysa, ze nawet zdrowe dziecko moze za rok, dwa, dziesiec zachorowac i maz/zona/partner moze chciec zadluzyc sie powaznie albo sprzedac mieszkanie aby pokryc koszty leczenia. Mozna wyladowac w wynajmowanej kawalerce i miec niewiele do gadania zwl. jesli mieszkanie bylo wylaczna wlasnoscia partnera."

                        Moze nie to miałąś na mysli, ale takiej argumentacji czesto uzywają własnie tacy ludzie, którzy chcą udowodnić, ze nie warto, czy wrecz nie wolno mieć jakiś kryteriów, bo prezecież "wszystko sie moze zdarzyć" :)
                    • mumia_ramzesa Re: Teksty o tym, ze wszystko sie moze zdarzyć 28.02.12, 15:50
                      Nie wiem tez co bylo naiwnego w mojej wypowiedzi. Naiwna jest postawa: jakos to bedzie, jak sie kochamy to wszystko sie ulozy.
                      • kora3 Re: Teksty o tym, ze wszystko sie moze zdarzyć 28.02.12, 18:58
                        jak wyzej - moze źle zrozumiałam. A co do reszty, jasne, ze naiwna jest taka postawa, szczehgólnie, gdy ma sie powazne powody by domyslac się, ze nie jednak nie ułozy
                        • six_a Re: Teksty o tym, ze wszystko sie moze zdarzyć 28.02.12, 19:17
                          korcia, jak tam, risercz był dobry? :)
                • kseniainc Re: To pewnie zależy Mumio 27.02.12, 12:41
                  Łatwiej mówić niż robić kora. Ty byś też przekalkulowała u walnęła 3letni udany związek w takiej sytuacji? Współczuję niektórym......
                  Mam znajomego, który po rozwodzie z "nieprzyzwoitą" żoną płacił alimenty na wspólne dzieci w ilości 3. Pani się rozchorowała i umarła. Po kilku latach facet musiał dzieci wziąć do siebie. Trudna sytuacja-bardzo nawet. Jego bardzo zakochana w nim przyszła 2 zona wypisała się z układu. Facet świetny, ale już długo sam. Dopóki nie przyzna się że ma 3 dzieci, prawie każda widzi w nim potencjalnego męża. Współczuję mu. Gdyby przed laty wiedział , że się przewróci pewnie by usiadł.
                  • kora3 Nie musiałabym Kseniu :) 28.02.12, 15:17
                    Ja znam swe oczekiwania i mozliwosci - wcale nie weszlabym w zwiazek z facetem mającym nieletnie dzieci, takze takie przy matce, przeciez pisałam wyraźnie.
    • facettt po co publicznie przyznawac sie do czegokolwiek ? 27.02.12, 12:34
      naturalnie , wyjawszy "osoby publicznie znane" i czerpiace dochody z publicznych ekspiacji...

      publicznie nie przyznaje sie do niczego.
      prywatnie zreszta tez nie.
      • soulshunter Re: po co publicznie przyznawac sie do czegokolwi 27.02.12, 12:56
        Właśnie! W dzisiejszych czasach nawet kiedy zostaniemy zlapani za reke podczas kradziezy, nalezy sie nie przyznawac ze to nasza reka.
    • masklina Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 13:15
      Ja wiem do czego się przyznać nie można, gdyż linczem grozi.
      Otóż niedawno, zaledwie 2 dni temu, nieopatrznie publicznie powiedziało mi się, iż bywają momenty kiedy mam dosyć mojego dziecka. Usłyszałam, że jestem potworem nie matką, złą matką, że podczas gdy inni tyle by oddali by mieć dziecko ja mówię takie rzeczy,że biedne to moje dziecko itd. (było nawet coś o sterylizacji mojej osoby).

      W związku z traumą, którą przeżyłam na owym spotkaniu,czuję się w obowiązku zapewnić, że kocham moje dziecko niezwykle mocno.
      • kseniainc Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 13:33
        e-tam masklina
        To tylko paplanina w zdecydowanej większości ludzi, którzy komentują siedząc w wygodnym fotelu , nie mając pojęcia zielonego o rzeczach/sprawach ,które oceniają. Sporo osób pisze nie to co zrobiło, robi tylko co by chciało..........a przeinacza na forum pod siebie tak by było ładniej, tak by zaistnieć w społeczności forumowej. Wiesz forum to takie bajki tworzone zazwyczaj przez dorosłych dla dorosłych i nie tylko;-)
    • stephanie.plum Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 14:14
      ludzie to straszni wrażliwcy.

      swoje zdanie wyrażą, a jeśli nie usłyszą w odpowiedzi:
      "tak!!! dobrze gadasz!!! święte słowa!!! dokładnie!!! mam tak samo, zupełnie tak samo!!!"
      to się czują "zmieszani z błotem", "zawrzeszczeni", jeśli nie "zagryzieni".


      oczywiście nie mówię tu o odpowiedziach po prostu chamskich.
    • stary.dziadyga Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 14:50
      Kora, po zastanowieniu, chyba nie można na Twoje pytanie odpowiedzieć jednoznacznie.

      Trzeba wziąć pod uwagę że forum jednak nie tworzy zbiorowej świadomości (choć czasem można odnieść takie wrażenie) i piszą tu różni ludzie z różnymi poglądami.

      Chociaż jeśli by spróbować generalizować, to wydaje mi się, że odpowiedzią na Twoje pytanie byłoby: Najlepiej do niczego. A to dlatego, że na każdemu poglądowi jakkolwiek odstającemu od normy, może towarzyszyć niezrozumienie, a w internecie na pewno będa towarzyszli mu hejterzy.

      Odnoszę wrażenie że jako ogół (Polacy) lubimy nadmiernie krytykować i chętnie dowartościowujemy się przy nadarzającej się okazji kosztem innych. Jeżeli można to zrobić anonimowo to już chulaj dusza. Całe szczęscie, że potrafimy tez okazać zrozumienie co także obserwuję na tym forum.

      Na pewno jednak nie zapomne rady z wątku sprzed jakiegoś czasu, gdzie dziewczyna mówiła że chce się rozstać chłopakiem, bo jednak on jej nie pasuje intelektulanie. Wątek nie był manifestem w stylu "jaka to ja jestem wspaniała, klękajcie narody". Brak inteligencji tego faceta był w watku poboczny, ona pytała się jak od niego odejśc zeby możliwie jak najmniej zranic, nie wyjawiając przy tym powodu rozstania. I co? Dostała na szczęscie troche sensownych rad, ale tez znaleźli się tacy którzy nazwali ją "kurw..." (nie wiem czy cytujac mogę przeklinać?), a ktoś jej napisał także zeby uwazała z tym zadzieraniem nosa bo ktos jej "wsadzi szyszkę w piczkę" (czy jakos tak). :D

      Dlatego moim zdaniem można się przynzac do wszystkiego, ale trzeba byc gotowym, ze ktos w zamian zaoferuje "szyszkę w piczkę"
      • iwona334 mozna, ale po co ? 27.02.12, 15:07
        stary.dziadyga napisała:
        > Dlatego moim zdaniem można się przynzac do wszystkiego, ale trzeba byc gotowym,
        > ze ktos w zamian zaoferuje "szyszkę w piczkę"

        Mozna, ale po co ?
        Co to konfesjonal? Chociaz i ksiedzu sie czasem klamie.
        Jak ma sie problemy, to idzie sie z nimi do przyjaciol, czy psychologa, a nie zwierza sie z nich obcym ludziom nie znajacym backgroundu, wiec z gory skazanych na udzielanie mylnych odpowiedzi.
        • stary.dziadyga Re: mozna, ale po co ? 27.02.12, 15:45
          > Jak ma sie problemy, to idzie sie z nimi do przyjaciol, czy psychologa, a nie
          > zwierza sie z nich obcym ludziom nie znajacym backgroundu, wiec z gory skazanyc
          > h na udzielanie mylnych odpowiedzi.

          Nie każdy ma przyjaciól lub chodzi do psychologa. A nawet jak ma to czasem z różnych powodów nie chce lub nie może się z nimi tymi rzeczami dzielić, woli lub musi powiedzieć obcym ludziom.
          No i jeszcze są zwolennicy jak to określił julian "ankieterstwa", czyli po prostu chcą wiedzieć co myśli więszość.
          Ach! Zapomniałam, że niektórzy chca się równiez pochwalić.
          Więcej powodów nie pamiętam...

          • iwona334 popraw nicka 27.02.12, 17:06
            na "stary.babsztyl" bo:

            1. nie znosze starych dziadow
            2. bedziemy miedzy swojemi.
    • marguy Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 16:21
      kora,
      juz w pierwszym akapicie zwykrecilas kota ogonem piszac :
      ...mniej, albo bardziej publicznie - żeby nie narazić się na opinię "prostaka/czki".
      Z watku o kryterium zaradnosc u kolezanki forumowiczki Mary wiadomo, ze nie mozna "przyznać się" do tego, ze się nie gustuje w facetach niezaradnych


      Wroc do watku i przekonasz sie, ze nie w niezaradnosci faceta wiekszosc forumowiczek widziala problem. Z opisu jasno wynikalo, ze "kolezanka" odnosila sie w stosunku do osob mniej zarabiajacych w sposob pogardliwy i bez szacunku nie zadawszy sobie uprzednio trudu sprawdzenia dlaczego sa one w takiej a nie innej sytuacji.
      Bref, zostala uznana za prostaczke i nadeta materialistke.

      Szkoda, ze nie widzisz tej subtelnej roznicy pomiedzy niechecia a sposobem jej okazywania.
      Sa trzy mozliwosci: nie mowic nic, stwierdzic, ze dany osobnik nas nie interesuje lub po chamsku otworzyc gebe i ze swada swiezo wzbogaconej przekupy klapac dziobem bylle co i byle jak.
      • kora3 To ma być chamstwo? 28.02.12, 15:33
        Pomijając już fakt, że tam Mary przytacza słowa kolezanki, to brzmialy one z grubsza "Wole być sama, niż z kimś kto zarabia x"....Przyznam się, ze ja w tym zdaniu, wypowiedzianym do kolezanki - nie widze nic chamskiego. Jest to dokladnie takie samo zdanie, jak "wole by c sama ni z z kims kto odstawje ode mnie intelektualnie, nie podoba mi się, jest xle wychowany" i co tam jeszcze chcesz mozesz wpisac. Inaczej jest, gdy sie mówi na poziomie ogólnym Marguy, inaczej gdy o kim,s konretnym, a jeszcze inaczej, gdy do kogos.
    • moonogamistka Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 16:42
      Idealna sytuacja jest, kiedy nie przejmujemy sie ocenami innych ludzi, co do naszych wyborow zyciowych- jesli te ich nie dotycza.
      Ale malo kto ma na to odwage i sile. Zawsze znajdzie sie menda, ktora Cie obrzyga dla samej przyjemnosci oceny Ciebie i poczucia sie przez 3 sekundy lepsza, niz jest w rzeczywistosci.
    • salma75 Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 16:44
      Do wszystkiego, jak sie ma twarda doope.
      Albo do niczego, jak sie jest wrazliwcem.
    • berta-death Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 17:47
      Generalnie źle widziane jest wyrachowanie i nieudacznictwo. Ludzie nie lubią osób interesownych, które nawet w instytucji małżeństwa dopatrują się biznesu dla siebie. Nie lubią też narzekaczy. Może nawet nie tyle nie lubią narzekaczy, co narzekacz sam im się podkłada jako osoba, której się noga powinęła, zatem można spokojnie ją skopać, bo jest słaba i nie odda.

      W związku z tym takie obnoszenie się z wytycznymi co do kandydata na małżonka jest śmieszne i irytujące. Poza tym jest i druga strona medalu. Dlaczego zamiast tyle gadać, po prostu nie znajdzie sobie faceta, który spełnia jej oczekiwania. Czyżby żaden pan z wyższej półki jej nie chciał. A jak nie chce, to może pani ma jakiś straszny feler, czyli automatycznie spada do kategorii osób słabych, którym bezkarnie można skopać tyłek.

      Nie bez powodu wszelkie poradniki radzą, żeby publicznie nie krytykować męża/żony, dzieci, teściów, rodziny w ogóle, szefa, szkoły, pracy, kolegów, ani nikogo z kim człowiek musi się zadawać. Bo taka krytyka zaraz nasuwa pytanie, dlaczego nie poślubiłaś/eś kogoś lepszego, dlaczego nie zdobyłeś/aś lepszej pracy, dlaczego nie dostałeś/aś się do lepszej szkoły. Dlaczego nie spłodziłaś/eś lepszych dzieci, dlaczego nie masz lepszej rodziny i nie otaczasz się lepszymi ludźmi. Czyżby dlatego, że sam/a jesteś na tyle beznadziejna/ny że nie stać cię na nic lepszego?
      • kora3 rozumiem, ze odnosisz się do kol. z wątku MAry? 28.02.12, 19:22
        z tym pytaniem "po co tyle gadac, niech sobie znajdzie itd." Otóż my nie wiemy czy kolezanka opowiada samorzutnie o swych kryteriach, czy też zapytana o nie i w jakiej formie.
        A to wg mnie - ma znaczenie. Osoba, która ni z gruszki ni z pietruszki oswiadcza otoczeniu, ze np. nie chciałaby faceta z dzieckiem, jest dziwna. Ale już załozmy jesli ktoś odnosi sie do czyjegoś zwierzania sie w realu, czy na forum w takim temacie i odp. "Wiesz, ja osobiscie nie decydowałabym sie na taki zwiazek, bo ...", albo ktoś zostaje zapytany dlaczego nie decyduje sie na zwiazek z X przez kogoś komu chce szczerze odpowiedzieć i odpowiada "Bo ma dziecko, a ja na taki zwiazek nie jestem gotowa" - reaguje wg mnie - całkiem normalnie.
    • 10iwonka10 Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 18:03
      To wszystko zalezy od formy tego przyznania- Mozna to powiedziec w chamskiej formie i w normalnej formie.
      Plus mozna miec takie lub inne ogolne przekonania i spotkac np osobe niepelnosprawna zakochac sie po uszy i stworzyc szczesliwy zwiazek.

      Ale z tyum zawodem to nie wiem...kanalarz? ( bo smierdzacy zawod)...lekarz w prosektorium...

      • moonogamistka Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 18:11
        Chamskosc tego- czy przyznajesz sie do faktow w SWOIM zyciu, czy chamskei ocenianie- cudzych wyborow.
        Ja bym to rozrozniala jednak.
    • alienka20 Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 20:21
      Moim zdaniem nie ma nic złego w oświadczeniu, że nie widzisz się w związku o innym światopoglądzie. Znaczne różnice przy braku zdolności do pójścia na kompromis zrujnuje ten związek. Trochę łatwiej może być z osobą, której religijnie np. wszystko jedno i pozwala na wychowywanie dzieci według wiary partnera. Gorzej będzie, gdy są widoki na sytuacje dogadywania w stylu, że Ty czy dzieci naprawdę nie musicie chodzić do Kościoła co tydzień, Twoje przekonania są bez sensu, albo pozwalanie dzieciom na to, na co nie zgadza się drugi rodzic. Człowiek krytykujący takie podejście ma nierealne podejście do rzeczywistości.
      Co do reszty, nie ma sensu oszukiwać kogoś, że nie czujesz się na siłach do bycia w takim związku, ale warto wymienić się stosownymi informacjami na samym wstępie, aby żadna ze stron nie czuła się oszukana/wykorzystana.
      Przyzwoity sposób zakomunikowania podobnych rewelacji nie podlega nawet dyskusji. Pamiętam jednak, że mimo to zostałam nazwana degeneratką społeczną tylko dlatego, że nie czuję się na siłach mieć i wychowywać dzieci, albo że wolę zaczekać aż dojrzeję do tego psychicznie a nie zrobić i myśleć, że jakoś to będzie.
      --------
      "Jeśli chcesz przeżyć, musisz mieć ręcznik".
      • alienka20 Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 20:22
        * w związku z osobą miało być
    • lena.nocna Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 20:50
      Nie chciałabym tylko osoby o innym światopoglądzie. Mowa o tych wymienionych. Nie mam alergii na dzieciatych czy niepełnosprawnych, bo znam świetne osoby, które reprezentują te grupy.

      Mogę przyznać, że odrzuca mnie agresja i brak zaradności połączony z pretensjami do świata.

      No i oczywiście krytykanctwo i głupota. Odrzucałam też chłopkach z patologicznych rodzin.
    • nancy.botwin.77 Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 22:41
      kora3 napisała:
      (...)
      jakie nie można? wszystko można! każdy może wyrazić swoją opinie na dany temat bo od tego jest publiczne forum dyskusyjne; Ty możesz powiedzieć co tym myślisz inni mogą napisać co myślą o Tobie i Twoich poglądach; nie wiem czy w tamtym wątku czy gdziekolwiek ktoś nazwał Cię prostaczką ale może dla kogoś Twoje poglądy są prostackie? jeśli tak Cie to boli to załóż sobie w realu czy na forum prywatne t.w.a i selekcjonuj członków...
      • ka-mi-la789 Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 27.02.12, 23:01
        Prostactwem jest dyktowanie innym, jak mają układać własne życie.
      • kora3 Ale o co Tobie chodzi? 28.02.12, 19:33
        Kopletnie mi nie przeszkadza, jesli sie ze mną ktoś nie zgadza:) I nie pzrejmuje sie za bardzo (poza wyjątkami) opinią onnhych o moich poglądach w realu, a co dopiero na jakiś forach:)

        Czy tu naprawde mozna dyskutowasc tylko o czymś, co kogoś bezposrednio dotyczy, spedza mu sen z powiek itd? Nie da sie rozmawiac o jakiś zjawiskach ogólnie?
    • soulshunter Re: Do czego mozna "przyznać się" publicznie? 28.02.12, 19:31
      w tym kraju publicznie mozna przyznac sie absolutnie do wszystkiego i wlos z glowy przyznajacemu nie spadnie a nawet mozna za to dostac
      https://m2.naszdziennik.pl/41,200,dde17f5a5fa220752b13e427b3b44ad3aa43e120.jpg
Pełna wersja