kora3
27.02.12, 09:32
mniej, albo bardziej publicznie - żeby nie narazić się na opinię "prostaka/czki".
Z watku o kryterium zaradnosc u kolezanki forumowiczki Mary wiadomo, ze nie mozna "przyznać się" do tego, ze się nie gustuje w facetach niezaradnych:)
Z lektury innych wczesniejszych watków mozna sie dowiedzieć, ze facet który "przyzna się", iż nie jest zainteresowany panią samotnie wychowującądziecko/dzieci jest chamem, głąbem i prostakiem oraz dupkiem.
Ciekawi mnie do czego jeszcze nie mozna się przyznać:)
Wiadomo, ze wrecz standardem wymaganym jest podkreślenie, że facet ma być czuły, przystojny (wg oceny zainteresowanej pani:)), kulturalny i inteligentny. Co prawda opisy niektórych "misiów" całkowicie przeczą tym cechom - szczególnie dwóm ostatnim, ale co tam :)
Jednakże jak zauwazyłam - już "przyznanie się", ze od faceta kobieta oczekuje, by był na jej poziomie jesli idzie o wykjształcenie budzi kontrowersje:)
A czy wypada "przyznać się", że nie chciałoby się związku z:
- panem/panią samotnie wychowującym/cą dzieci
- panem/panią w ogóle mającym/cą dzieci
- rozwodnikiem/rozwódką
- wdową/wdowcem
- panem/panią o zupełnie innym swiatopoglądzie
- panią/panem innej rasy lub/i kultury
- niewierzacym/wierzacym
- kims wykonującym okreslony zawód
- osobą niepełnosprawną
Oczywiscie mowa tu o kryteriach poczatkowych, któtrych deklarujący sie trzyma, a nie no sytuacji, kiedy ktoś wykorzystuje jakąs osobe, która mu z gruntu nie pasuje, a potem zasadza jej kopa ze słowami: "ale ja z (załozmy) wdowcem nie miałam zamiaru być".
No to jak? Do zcego mozna się "przyznać" nie narażając sie na opinię prostaka, chama i socjopatyt?:)
-