elena.27
29.02.12, 22:20
Jestem niezbyt otwartą 27-latką, od trzech lat szczęśliwą żoną. Mieszkamy w domu na peryferiach Warszawy. Powodzi nam się bardzo dobrze, bo mąż sporo zarabia. Ja zajmuję się domem. Zaraz po ślubie oświadczył dość dobitnie, że jego żona nie musi pracować. Więc nie protestowałam, poza tym wtedy było mi to bardzo na rękę. Byliśmy szczęśliwi. No prawie, bo ja bardzo chciałam zajść w ciążę. Ale mąż przy każdym poruszeniu tematu mówił: to za wcześnie, jeszcze nie teraz, a kto ci pomoże przecież wiesz że ja całymi dniami pracuję... Dlatego gdy miesiąc temu dowiedziałam się o ciąży myślałam, że umrę ze szczęścia. Jednak radość nie trwała zbyt długo. Wieczorem, gdy powiedziałam mężowi o tej cudownej nowinie, najpierw zamilkł, a potem zmierzył mnie tak lodowatym spojrzeniem, że nogi się pode mną ugięły. Powiedział, że on nie jest gotowy na ojcostwo. Że powinnam usunąć ciążę. W przeciwnym razie mnie zostawi!!! Boże, mój własny, ukochany mąż!!? Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Jest dla mnie wszystkim: emocjonalnie i materialnie. Pochodzę z maleńkiej miejscowości i wielodzietnej, biednej rodziny, więc o byciu samotną matką nie ma mowy. Proszę, pomóżcie! Nie wiem co mam zrobić, jaką decyzję podjąć... Czy któraś z Was stanęła przed podobnym wyborem? Nigdy w życiu nie było mi tak ciężko:(