consoles_felizes
04.03.12, 21:30
Ponad pol roku zwiazku, bardzo intensywnego, wspolne mieszkanie, wspolne plany. I rosnace az do paranoidalnych rozmiarow podejrzenia, bo wokol niego zawsze jakas przyjacioleczka, kolezanka, bo zrobil cos nie do konca zlego ale jednak zlego... I po dwoch miesiacach prawdziwej meki, podejrzliwosci, placzu, pretensji, wreszcie koniec, z mojej inicjatywy. Zeby juz nie cierpiec, nie wyobrazac sobie dlaczego chowa przede mna komorke, od kogo jest ten sms o polnocy. Wyprowadzil sie. Jestem sama, tak jak chcialam. Mieszkanie wysprzatane, nie zostala po nim nawet wykalaczka. Znowu moje. A ja dalej cierpie, bo widze go na skypie, bo kiedy byl ostatni raz dwukrotnie dzwonil mu telefon i oczywiscie nie odebral. Co mam zrobic? Jak sie uwolnic od tak silnych negatywnych emocji zwiazanych z kims, wobec ktorego nie mam juz prawa niczego oczekiwac? Pomozcie prosze.