romans i co dalej?

05.03.12, 17:12
miało być dobrze, a wyszło jak zawsze,o.
    • zamysleniee Re: romans i co dalej? 05.03.12, 17:17
      tzn, jak?
      • miimiimii Re: romans i co dalej? 05.03.12, 17:22
        jak to jak? srak.. nie wiem dlaczego w to weszłam, ,nie wiem.. półroczna przygoda, przez ten czas nie stąpałam po ziemii, unosiłam się kilka centymetrów ponad nią! seks mojego życia, nieprawdopodobne co ten facet ze mną wyprawiał..aaa! tylko kiedy bajka się skończyła nie czuję się wcale lepiej, ani trochę.. bo oczywiście to nie ja się odsunęłam hehe pewnie dlatego czuję się tak źle.. i zamiast cieszyć, że się przytrafiło, jestem rozżalona, że się skończyło..i to jeszcze tak słabo..
        • zamysleniee Re: romans i co dalej? 05.03.12, 17:26
          gustujesz w romansach to i znajdziesz sobie następny obiekt do tego
          srak mnie przekonało
          • stokrotka_a Re: romans i co dalej? 05.03.12, 17:38
            zamysleniee napisała:

            > gustujesz w romansach to i znajdziesz sobie następny obiekt do tego

            Wniosek to co najmniej naciągany. Miała przecież dopiero jeden i wynik wcale jej się nie podoba, więc za wcześnie na twoją konkluzję.
            • zamysleniee Re: romans i co dalej? 05.03.12, 17:40
              jakby nie gustowała, to by nie narzekała tylko się cieszyła
              • stokrotka_a Re: romans i co dalej? 05.03.12, 17:44
                Ona nie cieszy się ze sposobu w jaki ten romans się zakończył i z tego jak w tej chwili się czuje. To naturalne, że po ucięciu euforii związanej z erotyczną stroną ich związku nie czuje się dobrze, ale to nie znaczy, że gustuje w romansach.
                • zamysleniee Re: romans i co dalej? 05.03.12, 17:57
                  no widzę, że możesz wiedzieć lepiej ode mnie, bo ja w tym temacie nie jestem AŻ tak obeznana
                  • stokrotka_a Re: romans i co dalej? 05.03.12, 17:59
                    W tym temacie nie trzeba być obeznanym. Wystarczy przeczytać ze zrozumieniem post założycielski i nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków na podstawie jednego przykładu. ;)
                    • zamysleniee Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:02
                      ale co jest złe w tym, że lubi romanse?
                      co złego w tym wniosku?
                      • stokrotka_a Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:07
                        A czy ja napisałam, że jest w tym coś złego? A wiosek nie jest oparty na solidnych przesłankach.
                        • zamysleniee Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:25
                          wniosek, że dopiero jeden w takie coś weszła oparty jest na tym, że pisze "nie wiem dlaczego w to weszłam, ,nie wiem.. "?
                          • miimiimii Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:30
                            tak weszłam w coś takiego jeden raz, pewnie dlatego jestem teraz taka .. zagubiona..
                            • zamysleniee Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:34
                              czy wejdziesz jeszcze czas ci pokaże, albo lekcja zostanie wyciągnięta, że nie warto albo odwrotnie zacznie działać jak uzależnienie i będzie ciągnąć
                              • miimiimii Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:39
                                wiesz ,mnie nie magnetyzuje sam klimat związku na boku tylko ten konkretny facet.. nie wiem co daje mu nademną taką władzę.. nie wiem, czym najjbardziej mnie uwodzi, zapachem, sposobem bycia, nieprawdopodobnymi seks maratonami.. nie wiem.. oszalałam dla niego.. i teraz ponoszę tego konsekwencje.. tak mi źle..
                                • kseniainc Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:44
                                  Teraz żony kolej...........
                                  • miimiimii Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:47
                                    hahah to dobre jest..;) możliwe nie wiem..
                                • moonogamistka Re: romans i co dalej? 06.03.12, 11:56
                                  Jak to moj Gamon to Ci kudly wyrwe:-D
                                  • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:04
                                    hehe;) podejrzewasz swojego faceta? pamiętaj, udane związki się nie rozpadają;)
                                    • moonogamistka Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:07
                                      Do Twojego opisu mi pasuje;_)))
                                      I nie wierz w takie bzdury o udanych zwiazkach:-) Kazdy wagonik da sie odczepic:-)
                                      • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:17
                                        heh ,to dobre o tym wagoniku;)
        • stokrotka_a Re: romans i co dalej? 05.03.12, 17:37
          Jeśli nie jesteś nastolatką, to powinnaś już wiedzieć, że tylko w bajkach obowiązuje zasada: "a potem żyli długo i szczęśliwie". A ty chyba w bajki nie wierzysz? ;)
          • headvig Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:15
            eh no, w harlekinach jeszcze też ;)
          • miimiimii Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:26
            no właśnie nie jestem, niebawem stuknie mi 30.. strasznie głupiutka jestem.. co ja sobie myślałam..??? nie wiem.. ale najgorsze jest to, że wciąż dziobię mu z rączki jak ptaszek ziarenka. to już nei ten sam układ który był na początku, już tak o mnie nie zabiega, powiedziałabym wręcz, że ma mnie w dupie, oczywiście seksu ze mną nie zrezygnuje, bo darmowe pukanie zawsze mile widziane ale totalnie przestał się ze mną liczyć. a ja pomimo tego ze czuję się tak lekceważona, że mam taką ocenę sytuacji jaką mam, nadal jestem gotowa stanąć na baczność na gwizdek..FUCK!@
        • to.niemozliwe Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:22
          Ale zostal ci twoj suwaczek, to od posuwania sie takie robia? Od spoznionego wysuwania, czy od zle wymierzonego wsuwania?
          Gratuluje suwaczka, w kazdym razie...:-D
          • miimiimii Re: romans i co dalej? 05.03.12, 18:28
            suwaczek jest sprzed 6lat, ale dziękuję;)
            mój boże cóż za idiotyczna uwaga...i wcale nie zabawna..
            • to.niemozliwe Re: romans i co dalej? 05.03.12, 19:14
              Oj tam, oj tam...po co zaraz ten szloch. Może i twój zameczek jest wyjątkowy, ... ten przy suwaczku, ale nie jeden kluczyk do niego pasuje. ;) Dasz radę. Wierzę w ciebie! :D
              • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 11:27
                to z kluczykiem to dobre, zabawne;)
    • amancjuszka Re: romans i co dalej? 05.03.12, 19:36
      NIe trac nadzieji.
      • miimiimii Re: romans i co dalej? 05.03.12, 19:48
        ale widzisz ja nawet nie wiem na co mam nadzieję.. nie wiem czego bym chciała.. nie wiem.. chyba najbardziej zdrowo byłoby się od niego uwolnić, nieprawdopodobne jak się uzależniłam..
        • kseniainc Re: romans i co dalej? 05.03.12, 19:49
          On chyba też jet jakoś uzależniony, ale od żony skoro , to był romans;-p
          • miimiimii Re: romans i co dalej? 05.03.12, 19:56
            no romans.. i to podwójnie.. oboje jesteśmy w mega słabych związkach, pozbawionych racji bytu poza sprawami finansowodziwnymi..
            • kseniainc Re: romans i co dalej? 05.03.12, 20:00
              Nie pochwalam, ale nie będę Was oczerniać;-p Dziwią mnie układy i układziki- ja się nie nadaję.
              • miimiimii Re: romans i co dalej? 05.03.12, 20:22
                no ja jak wyraźnie widać na załączonym obrazku, też się nie nadaję.. tylko wiesz ,każdy ma swoje tęsknoty, każdemu czegoś brakuje a kiedy brakuje ci tego aż tak bardzo, wtedy ludziom zdarza się zapomnieć o zasadach, wg których nie powinno się tego osiągać.. no i wtedy klops..
                • facettt standard... 05.03.12, 20:31
                  w sytuacja kryzysowych zawsze pomaga kultura (osobista)

                  a te, albo sie ma, albo nie.
                • rose01 Re: romans i co dalej? 05.03.12, 22:31
                  romans to odskocznie, od tego co się ma na co dzień, od monotonii, obowiązków, nudy, rutyny
                  panuje w nim wolność, tak jak za czasów tzw. chodzenia, niezależność, a w małżeństwie jest już znacznie inaczej, mam pytanie kiedy się spotykacie, jeśli masz dziecko, to chyba ciężko znaleźć czas na takie przyjemności jak spotkanie z X
                  • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 09:44
                    heh widzisz ja zawsze byłam mistrzem rozciągania doby z 24godzin do tylu, ile potrzebowałam, by miała;) to pewnie kwestia organizacji.. dodam, że prowadzę firmę, biegam do siłowni, mam 160metrów chatki do okiełznania, znajduję czas dla znajomych i kiedy mam taki kaprys, potrafię wymknąć się na masaż i wrócić, zanim ktoś się zorientuje;) ze spotkaniami z X jest podobnie, trochę gimnastyki i dla chcącego nic trudnego heh;)
                • kseniainc Re: romans i co dalej? 05.03.12, 22:44
                  Tak, każdy ma jakie bolączki, ale by się do zdrady posuwać?Nie moja bajka, serio.Za dorosła może na takie podchody i ciuciubabki jestem.
                  • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 09:39
                    nie będę tego oceniać, zbyt dorosła/za mało dorosła.. to strasznie płynne i względne określenia;)
                    ale życzę Ci z całej duszy swojej, żebyś nigdy nie stanęła w okolicznościach, kiedy realia trzymają mocniej, niż chęć ucieczki od nich;)
                    • ursyda Re: romans i co dalej? 06.03.12, 09:52
                      Zawsze możesz się zastanowić, dlaczego w to poszłaś, w sensie - czego Ci dał, że w to poszłaś. No to pomyślmy:
                      - poczucie bezpieczeństwa (e nieee, jak coś z czym muszę się ukrywać może mi to dać?)
                      - kasę (eee, chyba też nie bo pewnie był zrzuta na hotel)
                      I tak dalej i tak dalej. Tą drogą wyeliminujesz wszystkie bajki i zostanie jedno.
                      Nowy dreszcz.
                      A taki nowy dreszcz uzależnia niestety.
                      Uwolnij swojego dotychczasowego partnera od siebie bo już po ptakach.
                      • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 10:35
                        widzisz..to niestety nie takie proste.. zrzuty na hotel nie było heh;) kasa dla żadnego z nas nie stanowi problemu, więc jako argument rzeczywiście odpada. bezpieczeństwo..dobrze celujesz, że niekoniecznie może je zapewniać coś, co trzeba ukrywać.. ale wiesz, jakieś poczucie..przynależności? mój mąż od dawna ma na mnie totalnie położone.. traktuje mnie, że po prostu jestem i będę, jak fotel, czy kanapa, nie obawiasz się, że sobie same wyjdą, kiedy będziesz w pracy, łapiesz zasadę? on się o mnie troszczył, zabiegał, dał wszystko na co zasługuję, a przestałam otrzymywać.. tylko teraz analiza.. dlaczego znów stało się tak samo? widzisz generalnie niby romans trwa, ale nie jest mi już w tym wygodnie, nie otrzymuję tego, czego potrzebuję, powielenie schematu.. jedyne co przychodzi mi do głowy, to , że jestem za dobra! jestem zbyt uległa i daję facetowi takie dowody oddania, że utwierdzam go, że jestem jego i będę.. oni to przyjmują i przestają się starać.. barany! qrde, to tylko zabawa w uległą suczkę.. to chyba pewnie właśnie jakoś tak działa..
                        • ursyda Re: romans i co dalej? 06.03.12, 11:21
                          Nie znam zabawy w uległą suczkę.
                          Ale poważnie - jeśli w małżeństwie czujesz się tak jak czujesz to pójście w romans niczego nie załatwi jak widać.
                          • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 11:25
                            heh;)
                            no jak widać niewiele załatwia, nie na długo przynajmniej..tylko wiesz, na ten moment raz, nie jestem w stanie wyplątać się ze spraw, w które jesteś uwikłani, a dwa, że problem pojawia się niezależnie jak widać od partnera.. i to mnie zastanawia..gdzie jest błąd?
                            • ursyda Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:05
                              W założeniu. Ty szukasz kogoś kto Cię będzie adorował i zdobywał a on kogoś kogo będzie mógł zdobywać i o kogo będzie musiał się starać. Skoro już Cię nie musi zdobywać to zaczyna robić się nudno.
                              • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:19
                                no dokładnie, potrzebuję takiej adoracji w trybie ciągłym, ale jednocześnie tak bardzo lubię dawać się zdominować..! ale to tylko zabawa, której albo oni nie łapią, albo ja zbyt rozmywam granice..
                                • moonogamistka Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:24
                                  Do stalej adoracji potrzebujesz tak z ...3 chlopa, bo jeden nie da rady;-))))
                                  • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:26
                                    etam.. nie łapiesz.. właśnie wystarczy jeden! tylko niech nie odpuszcza, nie spoczywa na laurach, nie traktuje, że jestem i po prostu będę..
                                    • moonogamistka Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:30
                                      To Ty nie rozumiesz:-) Zadasz rzeczy niemozliwej :-) Zaden normalny chlop tego nie wytrzyma. Trzeba wymagac, ale i dac im przestrzen zyciowa i oddech;-)
                                    • ursyda Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:36
                                      Mam dla Ciebie złą wiadomość. Masz przerąbane w życiu. Serio.
                                • kseniainc Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:39
                                  miimiimii-nie będę tego oceniać, zbyt dorosła/za mało dorosła.. to strasznie płynne i względne określenia;)
                                  ale życzę Ci z całej duszy swojej, żebyś nigdy nie stanęła w okolicznościach, kiedy realia trzymają mocniej, niż chęć ucieczki od nich;)
                                  Nigdy nie musiałam uciekać( nie kręci mnie też ani zdrada, ani sex w pospiechu po holetach) , to nas różni ogromnie. Chetnie twardo stąpam po ziemi, po prostu żyję;-)

                                  no dokładnie, potrzebuję takiej adoracji w trybie ciągłym, ale jednocześnie tak
                                  > bardzo lubię dawać się zdominować..! ale to tylko zabawa, której albo oni nie
                                  > łapią, albo ja zbyt rozmywam granice..

                                  I tu brak Ci jakkolwiek to odbierasz właśnie dorosłości/dojrzałości. A może tak zaczać od siebie?Tak coś dać , a nie tylko mieć chęć brania?
                              • urko70 Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:36
                                ursyda napisała:

                                > W założeniu. Ty szukasz kogoś kto Cię będzie adorował i zdobywał a on kogoś kog
                                > o będzie mógł zdobywać i o kogo będzie musiał się starać. Skoro już Cię nie mus
                                > i zdobywać to zaczyna robić się nudno.

                                Podobnie to widzę.
                        • urko70 Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:35
                          Nie wiem czy zrozumiałem Cię tak jakbyś chciała ale jeśli tak, to ta zabawa zawsze tak się kończy bo to wlasnie zabawa. MOIM zdaniem kolejność powinna być taka ze najpierw zjednoczenie, zcementowanie zwiazku a potem takie zabawy. Ale byc może mamy zupelnie cos innego na mysli.

                          Niemniej zauważyłem prawidłowość typu jak jesteś za dobry to ludzie tego nie doceniają, wystarczy, że zaczniesz ignorować, spóźniać się i już Cię lubią - bez sensu (?) i owszem ale bardzo często to widzę w przeróżnych relacjach konfiguracjach.
                          Ale bywa i tak, że znajduje się połowę jabłka, które umie docenić to i owo - niemniej tą połówkę też czasem trzeba sposobem pozyskać.
    • bumer83 Re: romans i co dalej? 06.03.12, 09:07
      Potrzeba Ci nowego bolca
      • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 09:49
        albo ja nie złapałam twojej wypowiedzi, albo ty mojej..:P
        • bumer83 Re: romans i co dalej? 06.03.12, 11:49
          Oboje załapaliśmy, tylko że ja to tak skwitowałem :-). I nie łam się, twardym trzeba być a nie "mientkim".
          • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 11:57
            heh;) dzięki;)
            • bumer83 Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:57
              A tak poważnie.... Myślę, że brakuje Ci ciepła od strony faceta (nie konkretnie tego). Poczucia, że ktoś o Ciebie zabiega i chce się Tobą troszczyć, pociągnie to za sobą dowartościowanie samego siebie. Na pewno nie potrzebujesz tego mężczyzny(od niego widać to dostawałaś + dobry seks), ale może odbudowania obecnego związku a jeżeli to się nie uda to.... :-)
    • raohszana Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:38
      Po przeczytaniu wątku - kup se psa. Zawsze ucieszy się na Twój widok, zwłaszcza jak przyniesiesz kiełbasę.
    • urko70 Re: romans i co dalej? 06.03.12, 12:39
      miimiimii napisała:

      > miało być dobrze, a wyszło jak zawsze,o.

      Jeżeli "jak zawsze", jeżeli to sie powtarza to znaczy ni mniej ni więcej, że problem/przyczyna jest w części wspólnej tych sytuacji, tą częśćią jesteś Ty.
      • miimiimii Re: romans i co dalej? 06.03.12, 13:02
        no co do tego nie mam wątpliwości, tylko szukam co konkretnie robię nie tak..ale otwieram już oczy..za co serdecznie wszystkim zabierającym głos dziękuję;)
        • urko70 Re: romans i co dalej? 06.03.12, 13:11
          Ktoś tu pisał o dowartościowaniu, czy aby nie tu jest pies pogrzebany? Nie iwem to pytam, ale jeśli jest to zwiazane ze stałą potrzebą dowartościowania to trzeba zlikwidowac przyczynę czy niską samoocenę a dopiero potem szukać związku.
    • aroden A co ma byc dalej? 06.03.12, 15:11
      Dalej to juz z gorki.
    • kora3 Dziewczyny, nie przesadzajcie 07.03.12, 21:18
      sorry, ale jak czytam takie potepiające opinie, to darujcie, ale śmiać mi się chce. Myslałby kto, że piszą tu same bardzo szlachetne laski, które romansem się brzydzą, a na zajetego faceta nawet ócz swych nie ponoszą:) No prosze Was.

      Owszem, romans to ryzykowna gra :) Nie tylko technicznie (trzeba się ukrywać), ale i emocjonalnie. Bo fajnie jest, kiedy to jest przyjemna odskocznia, rozrywka po prostu nawet z elementami skoków andrenaliny:) Schody zaczynają się, gdy romans i jego obiekt zaczyna dominować w zyciu uczuciowym. Wiem, bardzo to zimno brzmi, ale tak jest.
      Autorka wątku zamiast rozrywki ma teraz problem, bo jej emocjonalne uzaleznienie od kochanka sprawia, ze nie umie racjonalnie myśleć i postepować. No cóż - to sie zdarza.

      PS. Darujcie sobie osobiste wycieczki - nie romansuje z zajetymi facetami - zwyczajnie dlatego, ze unikam kłopotów, jesli się da :)
      • kseniainc Re: Dziewczyny, nie przesadzajcie 07.03.12, 21:22
        ale komu się zdarza?Jakim osobowościom?
        • moonogamistka Re: Dziewczyny, nie przesadzajcie 07.03.12, 21:28
          Uwielbiam teksty- Ja nigdy, ja zawsze;-)
          • kseniainc Re: Dziewczyny, nie przesadzajcie 07.03.12, 21:33
            a ja-zabrania się zabraniać;-p
            • moonogamistka Re: Dziewczyny, nie przesadzajcie 07.03.12, 21:38
              to podobne;-)
          • kora3 Monogamistko, ale ja na serio 07.03.12, 21:39
            nigdy dotychczas nie wdałam się w romans z zajetym facetem:) Co nie znaczy, ze zaden mi się nigdy nie podobał, a nawet w jednym przypadku, coś wiecej niż podobał:)
            Uznałam jednak, ze lepiej zmienic prace, zerwać kontakt i zapomnieć o nim, niż pielegnować w sobie uczucia, z których i tak nic dobrego nie wyniknie, a zapewne spore kłopoty dla mnie.
        • kora3 Re: Dziewczyny, nie przesadzajcie 07.03.12, 21:36
          kseniainc napisała:

          > ale komu się zdarza?Jakim osobowościom?

          Zapewne różnym Kseniu.

          Oczywiscie, jesli kobieta uzaleznia się natychmiast od kazdego swego partnera (bez wzgledu na to, czy legalnego, ze tak powiem, czy romansowego), to jest to z pewnoscią dysfunkcja osobowosci.

          Ale generalnie takie uzaleznienie moze się trafić kazdemu z ans, tak samo, jak kazdy moze popasc w alkoholizm np. Zwykle sporo tu zalezy w takich jednorazowych sytuacjach, od okolicznosci. Najpierw trzeba ustalic, dlaczego ktoś wdaje się w romans. Dla rozrywki, dla zbiurzenia rutyny jakiejś itp., ale takze z braku poczucia atrakcyjności w zwiazku, z samotnosci itd. Jesli z tych drugich przyczyn, to o ile odnajduje w romansie to, czego mu brak, szybko przyzwyczaja się do dobrego i zaczyna romans traktowac powaznie, bo daje mu to, czego potrzebuje.
          Tymczasem druga strona romansu wyczuwa, że sprawy idą za daleko i rozrywka moze się źle skończyć, w kazdym razie tak, jak sobie wcale nie życzyłaby. Zaczyna się wiec wycofywać, co u tej pierwqszej wywołuje panikę, bo bez romansu nie wyobraza sobie już zycia. Taka osoba jest przekona wówczas, że obiekt romansu to miłosc jej życia i kocha go szczerze, tymczasem zwyczajnie nie umie zrezygnować nie z tej osoby, a z samego romansu.
          • kseniainc Re: Dziewczyny, nie przesadzajcie 07.03.12, 21:48
            kora, tak wszytko , co mówisz jest prawdą.
            Ludzie , którzy mają zapędy do kłamstwa, oszustw zdradzają,można być zakompleksionym samotnym, ale niekoniecznie trzeba być w tym jeszcze świnią-tak?
            • kora3 Jasne, ze tak Kseniu 07.03.12, 22:24
              Tylko, ze od kiedy dorosłam i troszkę napatrzyłam się na swiat, to przestałam wszystko tak jednoznacznie oceniać tylko po ze tak powiem nurcie głownym, zwraca,m uwage na warunki brzegowe. Główny nurt jest prosty: jest ktoś z kimś i ma na boku kogoś innego. Zdradza - jrest zatem swinią. Mozna tak rozumować, jasne.

              Ale sytuacje w zyciu są rózne, a zdrada nie zawsze działą wg schematu: znudził się żoną i szuka młodszej d..y. Bardzo czesto geneza zdrady nie lezy wcale w "swiństwie" zdradzającego, ani zdrada sama w jego naturze. Bywa tak, że ludzie w zwiazku zwyczajnie sie od siebie oddalają emocjonalnie. NAwet nie to, ze przestają sie kochać, po prostu mają kupe spraw, ustabilizowaną sytuację "Zwiazkową" i jedna ze stron zaczyna "odpuszczać" - nawet nie, ze na słae, po prostu w tej chwili np. nie ma czasu na li tylko pielegnowanie zwiazku przykłądowo.
              Pozornie nic się nie zmienia, są razem, ale ta druga strona czuje się opuszczona, sfrustrowana itd. Byc moze wcale nie szuka romansu, ale wiesz jak to bywa. Nie ma z kim pogadać, bo partner/ka zajety/ta, wiec gada z kolegą, kolezanką. Jest wysłuchiwany/na pocieszana i nagle ta osoba staje się mu/jej b. bliska. Z tej bliskosci wynika potem łozko. Jasne - zawsze mozna się rozstac z dotychczasowym partnerem, a potem dopiero romsować z kimś innym. Ale w praktyce to bywa nie takie proste, szczególnie, gdy zdradzajacy nie planował wcale romansu i rozstania.

              Wiem, ze dla Ciebie moze brzmi to teraz niewiarygodnie. Ale przeszłąm w swoim zyciu dwie takie sytuacje i wiem, ze tak bywa. Raz byłam po "ciemnej stronie" :) - byłam mezatką i zauroczyłam się z wzajemnoscią w żonatym koledze z pracy. Moje małzeństwo było wówczas już w powaznej rozsypce,. kolegi - pozornie, nie. Pozornie, bo kiedy zaczeliśmy z sobą gadać, wyszły rózne rzeczy - głownie totalne oddalenie się ich (ale bez nawalania na zonę. zeby jasnosc była). Wcale nie planowałam tego, ani seksu, ani tego uczucia, samo wyszło, serio. Jemu miałam do powiedzenia wiecej niż mojemu jeszcze wówczas mezowi, z nim mi sie rozmawiało lepiej, rozumiał mnie itd. W pewnej chwili zdałam sobie sprawe, ze sytuacja wymyka się spod kontroli nas obojga. Ja myslałam w domu tylko o nim, on kombinował, jak wyjśc, zeby sie spotkać na kawie (nic miedzy nami nie zaszło, poza pocałunkami). Po paru tygodniach podjełam decyzję - zaczełam szukać nowej pracy. Wiedziałam, ze jak tak dalej pójdzie - sprawy zajdą tak daleko emocjonalnie, ze oboje nie damy rady. Był zdumiony, kiedy dowiedział się ze odchodze z tej pracy. JAkiś czas chodził załamany, ale mu przeszło, mnie też. Z mezem tak czy owak się rozstałąm, to było przesadzone na grubo przed poznaniem tamtego pana. Spotkalismy sie całkiem niedawno, przypadkiem. Powiedział mi, ze wtedy był gotów zostawic zonę i dzieci. Dobrze, ze tak sie nie stało.

              A drugi raz dostałam w rogi :) Od kogoś komu ufałam na maksa. Wdał się w romans z kolezanką z pracy (mezatką), która od dawna nie kryła, ze szczególnie go lubi. Ale wdał się weń, bo od kiedy ja zamieszkawszy z nim zmieniłam prace po prostu go zaniedbałam. Nie, nie usprawiedliwiam megop ekspartnera, po prosytu stwierdzam fakty Kseniu. Po prostu oni poszli o jeden most za daleko:) Ale mimo wszystko mój eksfacet wcale nie chciał się rozstawac ze mną, wiec owa pani uswiadomiła mi dosc boleśnie., co jest miedzy nimi. Wysłuchałąm mego ekspartnera i zrozumiałam go, bo sama kiedyś byłam w podobnej sytuacji (patrz wyzej). Być z nium jednak już nie chciałam, tak mam :) Ale podkreslę - rozumiałam go. To nie typ faceta uganiającego sie za kolejnymi babami, po prostu u tamtej pani znalazł to, czego ja mu nie dawałam wtedy i bynajmniej nie szło o seks.
Pełna wersja