zdolowana.znadwaga
06.03.12, 23:08
Jestem kobietą z przejściami. Mam 34 lata. Przez pierwsze 14 lat żyłam w piekle, z ojcem alkoholikiem. Matka kłamała i nie umiała wyrwać się z tego kur...dołu. Ojciec zmarł, miało być lepiej. Matka poleciała do pracy, żeby na nas zarabiać, brat przejął się rolą i zaczął pracować, a ja...poszłam w tango. Szkołę olałam, towarzystwo ponad wszystko. Oj, dużo widziałam,dużo przeżyłam. Może nie najgorszych rzeczy, ale sporo "życia" widziałam.
Matka do dzisiaj, nazwijmy to delikatnie, żyje swoim życiem. Pracuje, wysypia się i popija. I się wypiera, że ją głowa boli, dlatego przez telefon bełkocze, nie wyspała się itp.
Mam męża, obiecałam sobie, że jak wyjdę za mąż to tylko za kogoś porządnego. I wyszłam. Razem skonczyliśmy studia, no dobrze, nie jakieś prestiżowe, tylko licencjat na prywatnej uczelni, ale zawsze. Mąż ma firmę, ja dobrze płatną pracę, choć mało ambitną i mało rozwojową. Ale pieniądze są dobre. 6 lat po ślubie zaszłam wreszcie w ciążę. Chodziłam do psychologa, bo medycznie wszystko było ok, a nie zachodziłam. No więc udało się. Mamy synka. Ma 2 latka. Jest zdrowym i mądrym chłopcem, choć nerwusem po mnie. Pracuję nad nim i nad sobą, żeby to wszystko grało. Gotuję, piorę, sprzątam, dbam,kocham i całuję, ale...nie dogaduję się z mężem.
Jest źle. Naprawdę źle. Seks raz na miesiąc, mnie nie daje satysfakcji, mąż już chyba stracił nadzieję. Mąż mnie nie rozumie. Sytuacja z dzisiaj, żeby nie zanudzać: syn nie chce się kąpać. Leży na dywanie i płacze. Pytam dlaczego płacze, bo "nie chcę", ale czego nie chcesz?, nie chcę. Rozmowa, jak widać, donikąd. Cierpliwie tłumaczę, biorę na rączki, obiecuję, że jak się wykąpie to nie umyjemy zębów. Siada w wannie. Kąpię go, uspokaja sie. Mówię, chodź, wychodzimy bo jesteś śpiący. On nie chce, dobrze, to posiedzimy, też nie chce. I płacz. Proszę żeby wstał bo chcę go umyć. Nie. Więc krzyknęłam, na to wpada mąż, że mam się na niego nie drzeć. Awantura. Rzucam ręcznikiem i wychodzę, krzycząc że mają mi dać swięty spokój.
Szykując kąpiel synek 5 minut leżał na podłodze i płakał, mąż nie zareagował, więc weszłam i spokojnie zapytałam czy jemu nie przeszkadza, że siedzi obok, dziecko płacze, a on nawet nie zobaczy co się dzieje. Wstał, ale ja już synka wzielam.
Nie mogę ani na męża, ani na dziecko podnieść głosu, bo "krzyczę", nie mogę się wkurzyć, nie mogę byc zła, bo jestem debilem i mam się leczyć.
Tak, jestem zła, bo mąż ma mnie za idiotkę, wyrodną matkę.
Jestem nieszczęśliwa, nie wierzę w siebie jako matkę i jako kobietę, chcę odejść od męża bo ne chcę żyć w piekle, wolę w spokoju sama. Może poznam kogoś, kto mnie zaakceptuje taką jaka jestem. Szkoda mi mojego dziecka, nigdy nie chciałam mu zgotować tego losu, a tak się dzieje.
Powiedzcie coś, bo chce się wyć!!!!!!!!!!!!