Jestem furiatką, beznadzieja!!

06.03.12, 23:08
Jestem kobietą z przejściami. Mam 34 lata. Przez pierwsze 14 lat żyłam w piekle, z ojcem alkoholikiem. Matka kłamała i nie umiała wyrwać się z tego kur...dołu. Ojciec zmarł, miało być lepiej. Matka poleciała do pracy, żeby na nas zarabiać, brat przejął się rolą i zaczął pracować, a ja...poszłam w tango. Szkołę olałam, towarzystwo ponad wszystko. Oj, dużo widziałam,dużo przeżyłam. Może nie najgorszych rzeczy, ale sporo "życia" widziałam.
Matka do dzisiaj, nazwijmy to delikatnie, żyje swoim życiem. Pracuje, wysypia się i popija. I się wypiera, że ją głowa boli, dlatego przez telefon bełkocze, nie wyspała się itp.
Mam męża, obiecałam sobie, że jak wyjdę za mąż to tylko za kogoś porządnego. I wyszłam. Razem skonczyliśmy studia, no dobrze, nie jakieś prestiżowe, tylko licencjat na prywatnej uczelni, ale zawsze. Mąż ma firmę, ja dobrze płatną pracę, choć mało ambitną i mało rozwojową. Ale pieniądze są dobre. 6 lat po ślubie zaszłam wreszcie w ciążę. Chodziłam do psychologa, bo medycznie wszystko było ok, a nie zachodziłam. No więc udało się. Mamy synka. Ma 2 latka. Jest zdrowym i mądrym chłopcem, choć nerwusem po mnie. Pracuję nad nim i nad sobą, żeby to wszystko grało. Gotuję, piorę, sprzątam, dbam,kocham i całuję, ale...nie dogaduję się z mężem.
Jest źle. Naprawdę źle. Seks raz na miesiąc, mnie nie daje satysfakcji, mąż już chyba stracił nadzieję. Mąż mnie nie rozumie. Sytuacja z dzisiaj, żeby nie zanudzać: syn nie chce się kąpać. Leży na dywanie i płacze. Pytam dlaczego płacze, bo "nie chcę", ale czego nie chcesz?, nie chcę. Rozmowa, jak widać, donikąd. Cierpliwie tłumaczę, biorę na rączki, obiecuję, że jak się wykąpie to nie umyjemy zębów. Siada w wannie. Kąpię go, uspokaja sie. Mówię, chodź, wychodzimy bo jesteś śpiący. On nie chce, dobrze, to posiedzimy, też nie chce. I płacz. Proszę żeby wstał bo chcę go umyć. Nie. Więc krzyknęłam, na to wpada mąż, że mam się na niego nie drzeć. Awantura. Rzucam ręcznikiem i wychodzę, krzycząc że mają mi dać swięty spokój.
Szykując kąpiel synek 5 minut leżał na podłodze i płakał, mąż nie zareagował, więc weszłam i spokojnie zapytałam czy jemu nie przeszkadza, że siedzi obok, dziecko płacze, a on nawet nie zobaczy co się dzieje. Wstał, ale ja już synka wzielam.
Nie mogę ani na męża, ani na dziecko podnieść głosu, bo "krzyczę", nie mogę się wkurzyć, nie mogę byc zła, bo jestem debilem i mam się leczyć.
Tak, jestem zła, bo mąż ma mnie za idiotkę, wyrodną matkę.
Jestem nieszczęśliwa, nie wierzę w siebie jako matkę i jako kobietę, chcę odejść od męża bo ne chcę żyć w piekle, wolę w spokoju sama. Może poznam kogoś, kto mnie zaakceptuje taką jaka jestem. Szkoda mi mojego dziecka, nigdy nie chciałam mu zgotować tego losu, a tak się dzieje.
Powiedzcie coś, bo chce się wyć!!!!!!!!!!!!
    • zdolowana.znadwaga Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 06.03.12, 23:10
      Dodam jeszcze, że mam nadwagę, od męża komplement jedyny jaki słyszę to "gdybyś zrzuciła ten brzuch to byłoby nawet nieźle". A ja nie umiem i nie potrafię schudnąć, po prostu mam apetyt, nie chce mi się ćwiczyć....Chciałoby się powiedzieć "jestem nikim", ale nie uważam tak, walczę ostatkiem sił o swoją godność....
      • torado Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 06.03.12, 23:18
        dobrze by Ci zrobiło wsparcie przyjaciół. Fajnie by było, żebyś uwierzyła, że mimo nadwagi jesteś wartościową osobą. Myślę, że te wybuchy złości to nakumulowana frustracja wynikająca z niskiego poczucia własnej wartości. Wiem coś o tym, bo też się z tym zmagam......Pozdrawiam :)

        no to sru.....
        1041737
      • georgia241 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 08:20
        Przebadaj tarczycę i sprawdź poziomy cukru. Kup sobie jakąś książkę z medytacjami i się wyciszaj nimi. Z synkiem nie powinnaś wcale się targować. Mój jest bardzo stanowczy, ale ja jeszcze bardziej. Bywało, że jak się nie rozebrał po dobroci, to do wanny wstawiałam go w majtkach i podkoszulku, ale się nie wydzierałam - tutaj twój mąż ma rację. Mały od razu wymiękał i zdejmował mokre rzeczy. Zęby to dzieciak musi myć! Nawet po każdym posiłku najlepiej, bo dziury są od brudu na zębach - cukier robi otoczkę i wchodzi bakteria a potem inne choroby od zębów idą. U mnie jest dentystyczny pogrom, ale ja ostatniego zęba miałam plombowanego w podstawówce - razem 3 plomby. A syn nie ma żadnych zmian. U dentysty zbieram pochwały za syna.
        Twoje problemy to brak asertywności.
        A co do komplementu męża, to słyszałam podobne, tylko tak szczerze, to byłabym zszokowana jakby mi wtedy powiedział, że podobają mu się duże brzuchy. Odpowiadałam, ze teraz podobam się Arabom, więc ma dużą konkurencję i śmialiśmy się z tego. Było minęło.
      • vandikia Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 12:38
        ale w jakim piekle żyjesz? o co Ci chodzi?
    • facettt Drzyj sie :) 06.03.12, 23:12
      do 22-giej to wolno, dopoki nie grozi sie uzyciem sily.
    • marguy Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 06.03.12, 23:17
      Nie wyj, bo nie tedy droga.
      I przestan krzyczec. Im glosniej bedziesz krzyczala tym bardziej konflikt bedzie narastal.
      Do dziecka mow spokojnie i nie negocjuj. Spokojnie mu wytlumacz, ze swiat jest tak urzadzony, ze trzeba sie kapac, myc zeby i nie ma na to rady. Inaczej nie bedzie i zadne wrzaski nie pomoga.
      Nie jestes w stanie wyciszyc sie sama? Idz do lekarza, on tobie pomoze, pokaze jak.
      Masz zle wzorce. W twoim domu nie bylo dialogu tylko nakazy, zakazy i krzyk.
      Masz do wyboru, albo te wzorce powielisz i obudzisz sie z reka w nocniku (znerwicowane dziecko, wiecznie obrazony maz, ty cala w nerwach), albo zrobisz wszystko zeby nauczyc sie dialogu i rozsadnej argumentacji.
      Swoje w zyciu widzialas, sporo wiesz, wiec to wykorzystaj.
    • mariuszg2 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 06.03.12, 23:27
      Moja Droga Przyjaciólko! Nie wolno Ci tak myśleć o sobie! To ci wszyscy źli ludzie tak chcą Ci wmowic...dobrze że rozumiesz siebie i akceptujesz taka jaką jestes...a jesteś piękna i wrazliwąosobą z całą swoją subtelnościa kobiety, matki, zony....

      Spotykamy się z przeciwnościami losu każdego dnia...stwianie im czoła jest trudne i bolesne a czasami wrecz wydaje się nie mozliwe...

      pamiętaj jednak, że nie jesteś odosobniona w swoich zmaganiach...jest wiele kobiet która mają gorzej niż Ty i tym nalezy się pocieszać... ja choć jestem jestem mężczyzna chciałem być kobietą ale mnie natura upokorzyła i stworzyła taką jaką jestem czego qrwa nie mogę zaakceptoweac..!!! Aaaaaa Dlaczego musze to znosić....! Za jakie grzechy!!!...bluxnierstwa mi sie cisna na usta ale nie moge...walcze sama z sobą..samym soba czy ch..j wie kim tam ze mną co jest we mnie....yyyyy....wrrrr....! ta agresja!.....musze to stłumic...niw wolno mi krzyczyc...nieeeeee...jest post...żaloba narodowa...jeszcze tylko okolo 30 minut...wytrzymasz mariusz...dasz rade! chwyć moją dłoń! musimy być rzem ! wlaśnie teraz ! to jestznak...że jesteś tu ze mną..na tym forum....spotkaliśmy się! otak! !!! ooo!!... kropeczki moej kropeczki gdzie jesteście?...cip cip cip...chodźcie do tatusia...no chodźcie maleństa....idzie wiosna...jutro słonce dla nas wzejdzie...i dla Ciebie tez...i zrzucisz do rana zbędne kilogramy....i powiesz mężowi...calą prawde o nim!, że jest alkoholikiem...szują...że to prze zniego....csąłe twoej życie ległow gruzach....a teraz ...w ciszy spokoju i zadumie....oddajmy się chwili refleksji nad soba i swoim życiem.... i pójdxmy spać ...
    • berta-death Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 06.03.12, 23:35
      Idź do psychiatry i zacznij się leczyć. Bez leków nie dasz rady i będzie coraz gorzej. Ten twój mąż też jakiś nerwowy, więc nic dziwnego, że dziecko też rozdrażnione i ciągle jest na nie. Musicie wszyscy wyluzować bo się pozabijacie nawzajem. Póki co tylko ty widzisz problem, więc tylko ty masz szansę na skuteczną terapię. Celem jest osiągnięcie stanu, w którym będziesz w stanie odróżniać pierdoły od rzeczy istotnych i nie przejmować się bzdetami. Dzieciak się nie chce myć, to niech się nie myje. Będziesz mieć więcej czasu dla siebie. Pomyśl sobie, że w końcu w kopalni nie pracował a nawet jakby to brudne dziecko to szczęśliwe dziecko. Umyje się następnego dnia, najwyżej pościel mu wcześniej zmienić. Masz pralkę więc w czym problem.
      Mąż strzela fochy, a niech sobie strzela jak lubi. Będzie mniej absorbujący jak się obrazi i będziesz mieć więcej czasu dla siebie. To jego problem, nie twój. Dopóki sam nie dojdzie do tego, że swoim zachowaniem i mentalnością utrudnia sobie życie, to nic nie zrobisz. Krytykuje twój wygląd, to mu się odgryź czymś jak już żywcem nie będziesz w stanie tego olać albo w żart obrócić. W żadnym wypadku się nie obrażaj ani nie bierz tego do siebie. Potraktuj go jak świra, który nie wie co gada.

      A o matce i przeszłości zapomnij, bo jej też nie zmienisz. Jedyne co możesz zrobić, to popracować nad sobą, żebyś była w stanie wprowadzić w domu atmosferę luzu. Naucz się dostrzegać absurdy rzeczywistości i śmiać z siebie, dziecka, męża i całej reszty. I olewać wszystko co nie stanowi bezpośredniego zagrożenia zdrowia, życia, majątku więc olać się da. Inaczej zwariujesz.
      • georgia241 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 08:23
        Absolutnie szerokim łukiem omijaj psychiatrę!
        • spawacz.drewna Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 09:00
          zgadza sie i psychologa i terapeute a na takie rzeczy podobno pomaga krzywień złocisty jedzony co drugi dzien, moczenie nog w konskim moczu tez powinno pomoc no i przede wszystkim niech sie wezmie za siebie bo pewnie jest leniwa i nie chce sie jej dzieckiem zajmowac
          a jak nic nie pomoze to moze buddyzm pomoze, ewentualnie koran
          • georgia241 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 10:31
            Aleź ty mondry!
    • spawacz.drewna Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 06.03.12, 23:53
      Nie sluchaj tych tu teoretykow ;)
      Na poczatku kup sobie jakas ksiazke typu Zycie ze zloscia a potem dopiero pomalu dojdziesz do etapu terapii...byc moze.
    • kseniainc Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 00:16
      marguy jak zawsze dobrze prawi....
      Twoje życie się zmieniło-teraz masz własną rodzinę, nie spierz tego.Źle się ze sobą czujesz, to pewnie też ma wpływ na Twoją nerwowość. Nie mam pojęcia, czy sama sobie z tym wszystkim poradzisz, pewnie nie .....jak znam życie nie pójdziesz po pomoc do specjalisty, bo i tak borykasz się z myślą, że mają Cię za wariatkę.
      Jeśli o dziecko chodzi......nie obraź się, ale z dzieckiem jest jak ze szczeniakiem-konsekwencja czyni cuda. Nie daj sobą manipulować przez 2latka. Może rozpocznij od lektur tematycznych-może pomogą, czasem wystarczy zastosować zasugerowane metody.
      Odnośnie tuszy,hmmmmmmmmmmmm
      To problem wielu kobiet, ale radzą sobie także na różne sposoby-są fora, kobiety które się wspierają, a nie narzekają jedynie dołując się-może tam pogadaj. Masz kilka problemów.Usiądź, zdiagnozuj po swojemu, pomyśl co chcesz zmienić, a potem zastanów się jak.......
      Jak chcesz pogadać zapraszam;-)
    • a_nonima Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 08:29
      Na pewno dzieciństwo zostawiło w Tobie ślad, który teraz cieniem kładzie się na Twoje życie.
      Tu może pomóc terapia.
      Jeżeli chodzi o dziecko to popieram przedmówczynie. Tylko konsekwencja może dać dobre wyniki. Z dwulatkiem się nie negocjuje. Im szybciej wsadzisz go w określone ramy, tym lepiej.
      Nie rozbijaj swojego związku tylko dlatego, ze sobie nie radzisz.
    • zdolowana.znadwaga Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 08:58
      Dzięki za odpowiedzi.
      "Życie ze złością" przeczytałam jednym tchem niemalże, starałam się zastosować w praktyce, dużo mi ta książka dała, bo uważam że dzięki niej jest lepiej niż było.
      Jak mogę nienegocjować z 2 latkiem, skoro w pokoju obok jest mój mąż, który jak usłyszy, że podniosę głos, lub dziecko się rozpłacze - a rozpłacze się jak konsekwentnie zrobię co uważam za słuszne, i ten mąż wkroczy z pretensjami, że znowu się pruję itp. Qwa, prucie pruciu nierówne. Wiem kiedy drę się bezsensu, bo i tak się zdarza, niestety, ale też w większości przypadków unoszę głos bo dzieciak nie słucha. Ja nie wiem, czy da się wychować dziecko bez krzyków i przepychanek? Bo mnie się wydaje, że nie. Bo dziecko testuje i nieraz tylko konkretnym tonem pokierowane, zrobi co należy, inaczej udaje że nie słyszy albo jawnie mowi "nie".
      Jak mam pracować nad sobą, nad asertywnością, skoro to mój związek kuleje? A mąż nie widzi żadnego problemu w sobie, żadnego. On uważa, że to ja mam problem bo nad sobą nie panuję, nie widzi realnie jak jest, że się staram, że się sporo zmieniło, tylko zatrzymał się na jakimś momencie i tylko ten moment pamięta.
      Jak próbuję z nim porozmawiać, to on stwierdza, że mnie jak zwykle coś nie pasuje, jemu wszystko odpowiada. Ale co ma mu nie odpowiadać, skoro wszystko jest na mojej głowie, a on w dobrej woli zrobi coś lub nie.
      Powoli zaczynam wierzyć, że ze mną jest coś nie tak, gubię się w tym wszystkim.
      • spawacz.drewna Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 09:06
        Jak przeczytalas ksiazke to staraj sie do niej zastosowac. Przejawiasz typowe objawy dla DDA a maz prawdopodobnie jest juz zaprogramowany na Twoje zachowanie. Rzeczowa rozmowa ze Ty i On ma problem na spokojnie powinna pomoc. A jak nie pomoże to pozostaje Ci dalsza lektura w stylu Molestowanie Moralne czy Przemoc Emocjonalna. Ksiazki za Ciebie problemu nie rozwiaza ale pozwola dojrzec problem i wizyta u specjalisty bedzie konieczna. W przeciwnym razie Wasze malzenstwo sie rozpadnie albo sie przyzwyczacie do tego gnoju jaki jest teraz i to bedzie trwalo wieki.
        Tak wiec bez jeczenia i do roboty, nie pierwsza mialas taki problem i nie ostatnia.
        Powodzenia :)
      • kadfael Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 09:09
        Poczytaj sobie w necie o DDA - może to coś Ci wyjaśni, pomoże zrozumieć własne zachowania i zachowania otoczenia...
      • mariuszg2 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 09:16
        mnie pomaga setka wdki duszkiem wypita... czuje sie wtedy zuppelnie spokojny....wrecz przyjacielski....sprobuj prosze...
        • spawacz.drewna Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 09:24
          setka? co to setka?
          choc male prboblemy ... male setki
      • twojabogini Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 09:49
        Widzę w twoim opisie kilka odrębnych problemów, które ze sobą mieszasz, stąd pewnie poczucie zagubienia. Uporządkujmy to:
        1. Problem twojej złości. Pracujesz nad sobą - bardzo dobrze. Jednak moją uwagę zwróciło to, że złość uważasz za element siebie (taka jestem) i twoja energia koncentruje się na tym, żeby się zmienić. Złość nie jest cechą osobowość. To emocja. Emocje mają swoje przyczyny - czasem zadawnione - np. poczucie porzucenia, odrzucenia w dzieciństwie, ale także przyczyny w życiu bieżącym, trudności w kontaktach z mężem, w opanowaniu dziecka. Eliminując przyczyny, stopniowo wygaszając ogniska złości - powoli zaczniesz się wyciszać.
        Twoje podejście do sprawy złości zwraca uwagę na jeszcze jeden problem - jesteś skłonna obwiniać siebie, to jaka jesteś (a w swojej opinii raczej nie jesteś za fajna) za sytuację, łatwo wrobić cię w poczucie winy, poczucie obowiązku, poczucie niższości. Tu upatrywałabym też źródła twojej nadwagi, której nie akceptujesz, ale tez nie umiesz nic z tym zrobić (bo ja taka jestem - w domyśle - "nieudana", jem i nie chce mi się ćwiczyć)To jest mechanizm, który można zmienić!
        2. Problem z dzieckiem. Nie miałaś dobrych wzorców wychowawczych. Dziecko da się wychować bez krzyków i przepychanek! Każdy etap rozwoju dziecka charakteryzuje się określonymi skłonnościami, zachowaniami. Wiedza o tym pomaga, lepiej wczuć się w małego człowieka, wiedząc co się z nim dzieje, co siedzi w tej małej główce. Jeśli jesteś zainteresowana - mogę polecić parę dobrych książek, które pomogą ci zrozumieć tego małego człowieczka, którego masz pod opieką. I o tym jak przełamać złe wzorce wychowawcze.
        3. Problem z mężem. Zwala wszystko co wiąże się z domem i dzieckiem na twoją głowę. Do tego nie docenia twojego wysiłku, krytykuje cię na każdym kroku. Nie załamuj się jednak i nie myśl tylko, że spotkało cię wyjątkowe nieszczęście - takich problemów doświadcza wiele mężatek w naszym kręgu kulturowym. Mężczyźni są nauczeniu traktować kobiety bardzo przedmiotowo, stąd też np. raniąca krytyka twojego ciała. Mąż ma wizję idealnej żony, idealnego dziecka i idealnie prowadzonego domu. Jak większość mężczyzn jest przekonany, że stworzenie tych ideałów oraz dbanie o atrakcyjne ciało jest obowiązkiem kobiety, a jeśli ona nie ma na to ochoty, albo nie umie sprostać wyśrubowanym wymogom - jest z nią coś nie tak. Wszystko jest z tobą w porządku. Nie jesteś robotem. I dobrze.
        Różne są strategie radzenia sobie z tak nastawionymi mężami. Jedne panie otwarcie zamieniają się w wojujące feministki i żądają równego podziału prac. Inne biorą dom i dzieci na siebie, mężowi przydzielając tylko jakieś stałe zajęcia i starają się być idealne. Inne latami pracują nad mężem, starając się zmienić jego nastawienie.
        Biorąc pod uwagę ilość problemów które masz do ogarnięcia i to, że jesteście początkującym małżeństwem - nie wybierałabym wojennej ścieżki. Nie udźwigniesz wszystkiego na raz. Postaraj się, żeby mąż stopniowo coraz więcej się angażował w dziecko, wciągaj go we wspólne sprzątanie gotowanie, ale tez we wspólne rozrywki. Pochwały potrafią zdziałać cuda i zachęcić niesfornych facetów do powtórzenia udanych zachowań - wykąpania dziecka, zrobienia kolacji czy umycia kibla. Zadbaj tez o dobra atmosferę, uśmiechnij się, powiedz coś miłego. Bądźcie z mężem sojusznikami. Jeśli wyciągniesz go na zwierzenia, pewnie dowiesz się, że on też czuje się pogubiony, sfrustrowany, wszystko jest inaczej niż myślał. On nie unika dziecka bo go nie kocha, tylko dlatego, że czuje się niepewnie, boi się, że się nie sprawdzi. RAZEM szukajcie wyjścia z sytuacji, razem starajcie się poprawić wasze umiejętności wychowawcze. To wasza rodzina i wy ją tworzycie, róbcie to tak, żeby czuć się w niej dobrze. Jeśli zbierzecie wspólnie siły żeby maluszek miał fajnych i zadowolonych rodziców - wasz związek się skonsoliduje.
        Powodzenia.
        • zdolowana.znadwaga Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 10:16
          twojabogini napisała:

          >Tu upatrywałabym też źródła twojej nadwagi, której nie akceptu
          > jesz, ale tez nie umiesz nic z tym zrobić (bo ja taka jestem - w domyśle - "nie
          > udana", jem i nie chce mi się ćwiczyć)To jest mechanizm, który można zmienić!

          Od czego zacząć?
          U mnie jest o tyle gorzej, że kiedyś byłam bardzo szczupla i bardzo zgrabna. Przy wzroście 172 cm ważylam 58 kg. Wyglądałam świetnie, płaski brzuch, długie nogi, ładny obfity biust. Taka wychodziłam za mąż. A teraz...prawie 30 kilo więcej....

          > 2. Problem z dzieckiem. mogę polecić parę dobrych książek, które pomogą ci zrozumieć tego małego człowieczka, którego masz pod opieką. I o tym jak przełamać złe wzorce wychowawcze.

          Poproszę o tytuły.

          > 3. Problem z mężem. Mąż ma wizję idealnej żony, idealnego dziecka i idealnie prowadz
          > onego domu. Jak większość mężczyzn jest przekonany, że stworzenie tych ideałów
          > oraz dbanie o atrakcyjne ciało jest obowiązkiem kobiety, a jeśli ona nie ma na
          > to ochoty, albo nie umie sprostać wyśrubowanym wymogom - jest z nią coś nie tak

          To to. Dokładnie.

          > Biorąc pod uwagę ilość problemów które masz do ogarnięcia i to, że jesteście po
          > czątkującym małżeństwem - nie wybierałabym wojennej ścieżki.

          9 lat nam mija w tym roku, więc nie takie początkujące.

          > Postaraj się, żeby mąż stopniowo coraz więcej się angażował w dziecko, wciągaj go we wspólne sprzątanie gotowanie, ale tez we wspólne rozrywki. Pochwały potrafią zdziałać cuda i zachęcić niesfornych facetów do powtórzenia udanych zachowań - wykąpania dziecka, zrobienia kolacji czy umycia kibla. Zadbaj tez o dobra atmosferę, uśmiechnij się, powiedz coś miłego.

          Jak staraliśmy się o dziecko, chodziłam do psychologa ponad 2 lata, na terapię. Powodem był brak zajścia w ciążę, pomimo braku medycznych przeciwwskazań. Podczas tej terapii poruszyłam i odkopałam mnóstwo lękow, strachów i emocji. Były długie wieczory rozmów z mężem, wyjasnienia, wspólne plany, wizje. Poszło, dużo sie zmieniło. Urodziło sie dziecko, i problem wrócil, tym razem w postaci życia 2+1. I znowu należałoby się wybebeszyć, wytłumaczyć mężowi jak to działa, jak powinno być, kawę na ławę. Jak dziecku. Ale on dzieckiem nie jest i ja za każdym razem nie będę mu (się) tłumaczyła. Nie mam na to siły. Ani ochoty. Przerabialiśmy te wspólne milusie rozmowy, zachęty. Tylko, że mnie nikt nie zachęca, mnie nikt nie tłumaczy, nie oswaja, nie rozumie. Ja urodziłam i miałam wiedzieć jak to wszystko ogarnąć, sama z siebie. Wymagania rosły, ja muszę im sprostać, mąż może nie rozumieć, jemu trzeba tłumaczyć. NIE! To jest dorosły facet, i jak się nie potrafi zorientować, ewentualnie pójść po pomoc to straci rodzinę. Tak to widzę.

          > Bądźcie z mężem sojusznikami. Jeśli wyciągniesz go na zwierzenia, pewnie dowiesz się, że on też czuje się pogubiony, sfrustrowany, wszystko jest inaczej niż myślał. On nie u
          > nika dziecka bo go nie kocha, tylko dlatego, że czuje się niepewnie, boi się, ż
          > e się nie sprawdzi. RAZEM szukajcie wyjścia z sytuacji, razem starajcie się pop
          > rawić wasze umiejętności wychowawcze. To wasza rodzina i wy ją tworzycie, róbci
          > e to tak, żeby czuć się w niej dobrze. Jeśli zbierzecie wspólnie siły żeby malu
          > szek miał fajnych i zadowolonych rodziców - wasz związek się skonsoliduje.
          > Powodzenia.

          Razem....nie zmuszę męża, żeby chciał mnie zrozumieć, żeby zacząl mnie szanować i doceniać za to jaka jestem. Żeby zaczął wspierać, a nie tylko oczekiwać wsparcia. Mam wrażenie, że tej rodziny już nie ma....tracę do niej serce.

          Dziękuję Ci za tego posta, odpisz jeśli możesz.
          • berta-death Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 11:25
            Jak przytyłaś 30kg i nie jesteś w stanie schudnąć, to może masz jakąś endokrynologiczną przypadłość. One też objawiają się zaburzeniami nastroju i wybuchami złości. Byłaś w ogóle u lekarza i robiłaś jakieś badania, przynajmniej podstawowe?
            • zdolowana.znadwaga Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 12:02
              Robiłam tarczycę, jest w górnej, ale normie. Morfologia ok.
              Mam problemy z hormonami, są rozchwiane, dlatego zaczęłam brać tabletki antykoncepcyjne, żeby to uregulować. Wiem, że nie o te hormony pewnie Ci chodzi, ale one też są ważne.
              Nie wiem jakie jeszcze miałabym zrobić badania.
              • berta-death Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 12:08
                Oprócz tarczycy, wypadałoby jeszcze zbadać nadnercza i sprawdzić czy nie masz cukrzycy. Wybierz się do endokrynologa, jak trzeba to prywatnie. Być może wymyśli jeszcze jakieś badania, ale moim zdaniem w takie sytuacji warto przebadać się szczegółowo. Problem może tkwić też w hormonach płciowych, z czym powinnaś pójść do ginekologa-endokrynologa, bo taki zwykły endokrynolog nie zawsze chce się tym bawić i nie zawsze zna się na tym, a zwykły ginekolog prawie nigdy nie zna się na hormonach.
          • twojabogini Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 08.03.12, 10:29
            Książki:
            1. Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat - F. Ilg, L. Bates, S. Baker - nie tylko opisuje najważniejsze zachowania na poszczególnych etapach rozwoju (bardzo trafnie), ale też podsuwa naprawdę fajne tricki dla rodziców, na przetrwanie trudniejszych okresów. Poruszonych jest też wiele innych zagadnień, naprawdę przydatnych. Książkę napisali praktycy, nie teoretycy, ani też rodzice, którym udało się wychować parkę i teraz już czują się ekspertami.
            2. Wymarzone dzieciństwo - Janet G. Woititz, zajmuje się głównie dziećmi DDA. Osobiście nie lubię tej książki, z wielu przyczyn, choćby za to, że jest typowo "amerykańska". Jednak zawiera bardzo istotne informacje, dla ludzi, którzy wychowali się różnego powodu w dysfunkcyjnych domach (choroba rodziców, alkoholizm itp.). Przede wszystkim bardzo sensownie wyznacza granice, co jest, a co nie jest normą w stosunku do dziecka i w relacjach z nim. To powinno pomóc rozstrzygnąć ci dylematy - czy da się wychować dziecko bez...krzyków, złości, szarpania i podsunąć ci bardziej przyjazny kierunek (takie wskazówki tez są). Po drugie w książce jest wielokrotnie powtórzone, że "to normalne, że odczuwasz złość na dziecko". Z doświadczenia wiem, że taka informacja osobom, które nie mają dobrych wzorców rodzicielskich jest bardzo potrzebna, dążą bowiem do bardzo idealistycznej wizji rodzicielstwa. Tłumią też z tego powodu swoje emocje, co prowadzi do ich skumulowania i nagłego wybuchu, co jest dla dziecka o wiele groźniejsze. Informacje które tam znajdziesz pozwalają wyznaczyć swoje granice, ustalić swój model rodzicielstwa i pozbyć się lęku, że "coś robię nie tak".
            3. Wszystko co o dzieciach pisał Korczak - dlatego, że tak jak nikt inny w dzieciach widział po prostu ludzi, a nie osoby, które my rodzice musimy urabiać, kształtować i edukować, aby w przyszłości stały się kimś.

            To tyle o książkach. Co do reszty, siłą rzeczy bardzo skrótowo:
            Z tego co dopisałaś wynika, że chaos który odczuwasz wcale nie wynika z braku orientacji w sytuacji. Wiesz już, że to nie ty jesteś winna temu co się dzieje w małżeństwie, choć na razie to dla ciebie jest wciąż nowość. Wykonałaś "swoją pracę" nad sobą, zmieniłaś się, starasz się, a twój mąż zatrzymał się na etapie obwiniania cię, tak jakby nie zauważył zmian. Zauważyłaś tez już, że zmian i zaangażowania on wymaga tylko od ciebie, a tak naprawdę również z jego strony przydałoby się więcej wysiłku i zaangażowania. Układ w waszym małżeństwie jest bardzo asymetryczny - ty dążysz do wyznaczonego ideału kobiety, maż jest nadzorcą procesu twojego "wychodzenia z beznadziejności". W domyśle: kiedy już wszystko będzie z tobą ok, wreszcie będzie dobrze i wtedy zaczniesz od męża dostawać to, na co na razie nie zasługujesz. Sama jednak widzisz, ze to pułapka. Nie ma żadnej gratyfikacji a całość systemu polega na tym, że masz być beznadziejna.
            I tu jak sądzę pojawia się chaos. Bo odkryłaś, że z mężem też coś jest nie tak. Może nawet bardziej niż z tobą. Ty stanęłaś na wysokości zadania jako rodzic, żona i przykładasz się do tych nowych ról. On nie. Jego postawa jest dla ciebie bardziej czynnikiem hamującym niż wspierającym. Zaczynasz czuć, że bez niego mogłoby być lepiej w twoim życiu. Z drugiej strony - jednak coś cię z nim łączy, łączyło i czujesz się zrozpaczona, ze on nie podejmuje żadnych starań o ciebie, o związek. Jest też dziecko, wspólne sprawy. Ty z kolei nie chcesz i bardzo dobrze być jedynym motorem związku - starać się, naprowadzać go na właściwe tory. I rozumiem twoją postawę - on jest dorosłym mężczyzną.
            Co tu robić? Przemyślałabym jak najbardziej obiektywnymi kryteriami jakim naprawdę człowiekiem jest mój mąż. Jeśli to alkoholik lub człowiek uzależniony od innych rzeczy, nudziarz, notoryczny bezrobotny, przemocowiec albo ciapa życiowa odgrywająca się na innych za swój brak sukcesów, skąpiec albo rozrzutnik - to szkoda czasu.
            Jeśli jednak ogólnie to porządny facet - nie jest złym ojcem i jakąś więź z dzieckiem nawiązał, jest zaradny finansowo, kulturalny, macie lub mieliście wspólne tematy, ogólnie szanuje kobiety, coś tam w domu zrobić umie - to jednak warto się zatrzymać przed krokiem w kierunku rozstania.
            Wiesz już ze nie chcesz żeby było jak jest. Wiesz że oczekujesz zmian. Skonkretyzuj to - aż do szczegółów. bez psychologizowania, angażowania, popychania. Potem przekaż mężowi - od dzisiaj oczekuje, że w środy po południu zostaniesz z naszym dzieckiem, bo ja zapisuje się na basen/aerobic. Od tego tygodnia jedno popołudnie poświęcamy na wspólne sprzątniecie przed weekendem, żebyśmy oboje mieli spokój. Od dziś chce abyśmy wspólnie ustalali wydatki, może spróbowalibyśmy zaoszczędzić coś na wspólny urlop.
            Namawiam jednak do popsychologizowania we własnym zakresie. Jakie twoje cechy i męża doprowadziły do powstania takiej sytuacji rodzinnej jak obecna. Co on na tym zyskiwał co ty. Może na przykład on woli cię nieco zgnębić, zaniżyć twoje poczucie wartości, bo boi się twojego odejścia? Jeśli uda ci się na własny użytek trafić w sedno problemu, ustalić powód dla którego w ogóle doszło do takiej sytuacji po obu stronach (w końcu oboje ten układ stworzyliście)- będzie ci łatwiej ten węzeł gordyjski przeciąć.
            Z punktu widzenia męża taka zmiana - kiedy ty zaczniesz mieć wymagania, brać udział w ważnych decyzjach, mieć swoje prawa - może być odebrana pozytywnie. Z jego punktu może to wyglądać tak - o moja zona pod wpływem macierzyństwa dojrzała, zrobiła się spokojniejsza, pewniejsza siebie i podoba mi się taka. Tylko wszystkie zmiany trzeba wprowadzać z intencją nie przeciwko mężowi, ale dla rodziny, dla siebie, a nawet i dla niego. To osłabi jego lęk przed zmianą sytuacji, tym, ze mogłabyś odejść. Jeśli on należy do takich typów, którzy tak naprawdę wcale nie oczekują podległości kobiety, a tylko się pogubił - to będzie dobrze.
            Co do nadwagi - zauważyłam jakiś czas temu, że kobiety decydując się na rozwód najpierw chudną. Kiedy już się z powrotem wylaszczą - to składają pozew. Zastanowiło mnie to na tyle, że zaczęłam szukać przyczyn. Z moich ustaleń wynika, że nadwaga była jednym z elementów "beznadziejności" kobiety, elementem roli.
            Kobieta czasem dojrzewa do odrzucenia roli "beznadziejnej" i znajduje w sobie silę i motywację, aby z tej roli wyjść. Ponieważ jednak najczęściej dochodzi do wniosku, że w role "beznadziejnej" wpędził ją mąż (a nie docenia swojego w tym udziału i zgody na takie potraktowanie), to jedynym wyjściem jakie widzi jest odseparowania od męża. W przypadku nieudaczników itp. ma to sens. W przypadku dość sensownych gości - może trochę szkoda.
            Nadal życzę ci powodzenia, a jak chcesz i masz jeszcze jakieś pytania napisz na priv do mnie :)



            • zdolowana.znadwaga Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 08.03.12, 13:48
              Czytałam obie te książki. I inne J. Woititz też. Może jeszcze raz je poczytam, coś nowego odkryję. Ale tam jest właśnie napisane, że nerwy i złość na własne dziecko to cos normalnego, i nawet jak się krzyknie w sytuacji koniecznej na dziecko, to to jest ok....
              Dziękuję Tobie i wszystkim za odpowiedzi. Muszę pomyśleć....
              • qw994 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 08.03.12, 19:21
                Mieszkasz w Polsce, w jakimś większym mieście?
      • berta-death Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 11:20
        A ja jeszcze raz powtarzam idź do psychiatry. Nie psychologa, nie psychoterapeuty, nie psychoanalityka, tylko psychiatry. Najpierw musisz się wyciszyć, wyluzować, odzyskać kontrolę nad swoimi emocjami i przestać postrzegać wszystkich zdarzeń z otaczającego cię świata jak wkurzających, stresujących i powodujących, że wszystkich byś pozabijała. A dopiero jak przestanie cię wszystko wkurzać i irytować, nie będziesz odbierać zachowania ani męża ani syna jako ataku na ciebie i nie będzie to wywoływać u ciebie frustracji i chęci odwetu, na zasadzie ja ci tu teraz pokażę, bądź stanów depresyjnych jak się okaże, że odwet nie wyszedł, to możesz zacząć jakiś trening asertywności, czy terapię DDA czy DDD, jak ci niektórzy radzą.
        Wcześniej nie będzie to miało sensu, bo nic z tego nie wyjdzie. Nie będziesz w stanie zastosować się do żadnej z porad. Musisz najpierw ustabilizować swoje rozchwierutane neurohormony. Na tej samej zasadzie jakby się okazało, że twoje wybuchy złości i nerwowość są spowodowane nadczynnością tarczycy, to też nie leczyłabyś tego psychoterapią i książkami poradnikowymi. Poszłabyś do endokrynologa i zaczęła łykać przepisane przez niego leki. A psychiatra to nic innego tylko taki endokrynolog on neurohormonów znajdujących się w mózgu.

        A potem jak odzyskasz spokój wewnętrzny i przestanie cię wszystko drażnić i okaże się nadal masz kłopoty z komunikowaniem się z mężem i dzieckiem, to wtedy zacznij przeglądać poradniki jak manipulować ludźmi z bliższego i dalszego otoczenia. Zapewniam cię, że to proste jak konstrukcja cepa. Zwłaszcza w przypadku dzieci i facetów. Ani się obejrzą jak będą tańczyć jak im zagrasz, musisz tylko wiedzieć jak jednego z drugim podpuścić, żeby z "własnej woli" coś tam zrobili bądź przestali robić coś innego. Nawet się nie zorientują.
        Chociaż nie sądzę, żeby to było potrzebne, bo człowiek jak jest wyluzowany, niezestresowany, zadowolony i w dobrym humorze, to samo wszystko jakoś zaczyna mu się układać i wychodzić. Ludzkie zachowania, które inni postrzegają jako irytujące, zaczyna postrzegać jako śmieszne i wprawiające w dodatkowy dobry humor. A to nierzadko udziela się to reszcie otoczenia i od razu atmosfera i stosunki międzyludzkie się poprawiają.

        Przecież nawet schudnąć będzie ci łatwiej jak będziesz pełna energii i optymizmu, żeby zrobić coś dla siebie, zmienić tryb życia, przejść na dietę czy zapisać się na fitness. Teraz to nawet jakbyś to zrobiła, to tak by cię to zaczęło wkurzać, że rzucałabyś tymi garami ze zdrowym żarciem i miała mordercze myśli wobec trenera. I zapewne najdalej po miesiącu byś to rzuciła, bo już byś nie miała do tego siły.
      • amanda-lear rada dla ciebie 07.03.12, 12:24
        Po pierwsze popros meza o rozmowe. Wtedy gdy dziecko spi lub gdy go nie ma. Przygotuj sie do niej. wypisz sobie na kartce to co jest najwazniejsze. Powiedz mezowi ze to ty w wiekszosci zajmujesz sie dzieckiem, wiec niech cie wspiera, lub niech przynajmniej tobie nie przeszkadza. Nie moze byc tak, ze twoje decyzje sa podwazane przez meza i odwrotnie. Musicie ustalic co jest wazne a co nie. Najpierw na gruncie tego co was obydwoje obchodzi czyli waszego dziecka. Dziecko widzac ze jedno z rodzicow mowi jedno a drugie mowi cos innego bardzo szybko orientuje sie ze moze sobie pozwolic na wiecej i zaczyna manipulowac rodzicami. W rezultacie to ono was wychowuje a nie odwrotnie.
        Powiedz tez mezowi ze widzisz to ze oddaliliscie sie od siebie i chcesz to zmienic. Popros go by ci w tym pomogl. Jezeli ta rozmowa nie pomoze to zastanow sie nad dalszym rozwojem sytuacji. Byc moze bedzie konieczne rozstanie,chocby na jakis czas, by przemyslec sobie wszystko na nowo. Wybacz ale mysle ze obydwoje nie dorosliscie do posiuadania dziecka a dodatkowo traktujecie go jako karte przetargowa we wlasnych rozgrywkach. Dziecko to widzi i z tego korzysta. Dziecku dla prawidlowego wzrostu potrzebna jest milosc, harmonia i poczucie bezpieczenstwa, ale rowniez konsekwenkcja w wychowywaniu.
    • six_a Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 09:24
      chodź na tę terapię i tam się wydzieraj (no może nie dosłownie;)
      na to akurat pomaga
    • bibe08 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 10:22
      Wg mnie jesteś DDA dorosłym dzieckiem alkoholika. Myślę, że pozamykanie spraw z przeszłości pozwoli Ci żyć dniem dzisiejszym. Powodzenia Kobieto
    • grassant Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 10:25
      zostaw młodego staremu i w dłuuugą. Wróć do przygód młodości.
    • salma75 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 10:35
      Magiczne słowo - terapia (najlepiej dla DDA).
    • amancjuszka Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 12:15
      Dziecko w wieku 2 lat na wszystko prawie mowi nie, to normalne, Twoim zadaniem jest odwrocenie jego uwagi. A mezulka pogon, niech sie zajmie dzieckiem. Idz sobie do spa...
      • zuzi.1 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 13:00
        Ustal z mężem, że ogarniacie sprawy dziecka na przemian, jeden dzień Ty a drugi on, w czasie jego "dyżuru" nie wtrącasz się w jakikolwiek sposób mężowi, niech sobie radzi przy dziecku, tak jak potrafi, Ty w tym czasie najlepiej wyjdź z domu i załatw sprawy na mieście, lub idź na cwiczenia, gimnastykę, na basen itp. żeby schudnąc, powiedz mężowi, że wzięłas sobie do serca jego prośby i zamierzasz się tym konsekwentnie zając. Mąż poradzi sobie z dzieckiem sam, w tym czasie Ty będziesz mogła skupic się na swoich sprawach i problemach.
    • kiszczynska Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 07.03.12, 16:58
      zdolowana.znadwaga napisała:

      > Jestem kobietą z przejściami. Mam 34 lata. Przez pierwsze 14 lat żyłam w piekle
      > , z ojcem alkoholikiem. Matka kłamała i nie umiała wyrwać się z tego kur...dołu
      > . Ojciec zmarł, miało być lepiej. Matka poleciała do pracy, żeby na nas zarabia
      > ć, brat przejął się rolą i zaczął pracować, a ja...poszłam w tango. Szkołę olał
      > am, towarzystwo ponad wszystko. Oj, dużo widziałam,dużo przeżyłam. Może nie naj
      > gorszych rzeczy, ale sporo "życia" widziałam.

      ale ze co widzialas?
    • dopracowanywkazdymcalu Nie daj sie babom zagadac 08.03.12, 16:11
      Nie daj sie babom zagadac.
      Wymieniasz 10 problemow a wszystkie te problemy to maja jedna przyczyne. MAsz nadwage i przez to nie ma seksu.
      Ty jestes wkur.. Twojemu mezowi sie odechciewa przez to wszystkiego.

      To JEDYNY problem. A ty mnozysz problemy rozne inne bo nie chcesz przed soba sie przyznac.
      Tak wlasnie. Kobiety z nadwaga sa nieszczesliwe jak 1= 1 i tak bylo jest i bedzie.

      Nawet nie probuj myslec jakby wygladal twoj swiat jakby tej nadwago nie bylo jakby maz chodzil zadowolony i ciebie zadowalal. Ale lepiej wcisac w siebie mity o samo akceptacji.
      Najwieksze bzdury. I co ma facet powiedziec o takiej samoakceptaji?? Ty sie zaakceptujesz a facetowi chocby sie zes.. to i tak mu sie przez to bedzie wszystkiego odechciewac.
      I co niby nierob alkocholik co lazi brudny i smierdzacy tez zamiast to zmeinic ma isc na kurs samoakceptecji, a jego zona ma byc szczesliwa bo on siebie takim zaakceptowal???? hahahah

      Dopuki bedziesz gruba bedziesz nieszczesliwa i sobie wbij do glowy ze to jedyny powod twojego nieszczesliwego zycia.
      Moze to ci w koncu da kopa. Bo bardziej cie nie zalamie., I tak masz przesrane ale w skoro sama sie na to godzisz to twoje zycie...
      • salma75 Re: Nie daj sie babom zagadac 08.03.12, 16:31
        dopracowanywkazdymcalu napisał:

        >(...)
        > Nawet nie probuj myslec jakby wygladal twoj swiat jakby tej nadwago nie bylo ja
        > kby maz chodzil zadowolony i ciebie zadowalal. Ale lepiej wcisac w siebie mity
        > o samo akceptacji.
        > Najwieksze bzdury. I co ma facet powiedziec o takiej samoakceptaji?? Ty sie zaa
        > kceptujesz a facetowi chocby sie zes.. to i tak mu sie przez to bedzie wszystki
        > ego odechciewac.
        > I co niby nierob alkocholik co lazi brudny i smierdzacy tez zamiast to zmeinic
        > ma isc na kurs samoakceptecji, a jego zona ma byc szczesliwa bo on siebie takim
        > zaakceptowal???? hahahah
        >
        > Dopuki bedziesz gruba bedziesz nieszczesliwa....


        Bla, bla, bla....

        Dopóki będziesz pisał jak, nie przymierzając, uczeń (i to słaby) IV klasy SP, nikt nie będzie brał poważnie tego bełkotu.
        • simply_z Re: Nie daj sie babom zagadac 08.03.12, 16:50
          przez te byki nie odpowiedzialam mu na maila.:)
    • gocha033 gdybys byla buriatką, toby byla beznadzieja!!!!! 08.03.12, 16:53
      bo buriaci, to nie tylko chleja, ale i leja niepokorne baby.
    • minasz Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 08.03.12, 17:03
      mi to przypominasz moja zone - pewnie tak samo by sie tłumczyła - a jak to wyglada naprawde?

      na wszystkich sie drze, ciagła walka o dominacje, jej sie wydaje ze ona ma tylko racje
      tzn dla dziecka jest tylko dobre to co ona wymysli, jest nauczona pouczania, boi sie nowoisci kazda nowa sytuacja rodzi u niej agresje - i zjeba-ła nam wszystkim zycie
    • qw994 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 08.03.12, 19:00
      Terapia dla DDA.
      • izabellaz1 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 08.03.12, 19:13
        O, no właśnie miałam to napisać :)
        • qw994 Re: Jestem furiatką, beznadzieja!! 08.03.12, 19:19
          :)
Pełna wersja