Do soboty miałam przyjaciółkę.

12.03.12, 10:33
Sobota, urodziny koleżanki, stała ekipa, ja, moje dwie przyjaciółki, dobra koleżanka, dobry kolega wraz z dziewczyną, oraz chłopak w którym jestem beznadziejnie zakochana od 5miesięcy. Super zabawa, do momentu kiedy nie zobaczyłam, że moja już teraz była przyjaciółka nie siedzi z moją "miłością życia" i sie całują. Jak ona mogła to zrobić, wiedziała jak mnie zrani.. Wszystko, ale nie ten facet. Bałam się, że coś trakiego zobaczę, kiedy nowa dziewczyna kolegi, zacznie wprowadzać do naszego towarzystwa swoje koleżanki, a tu nie. Moja przyjaciółka takie coś. Na moich oczach. Nie wytrzymałam, powiedziałam jej że ma wyjść, że nie chce jej widziec do konca życia. Wyszła. Jemu, że ma wyjść, ze spieprzył mi impreze. Wyszedł. K..a mać!!! Dostałam wczoraj jakiegoś ataku histerii, pojechałam do niej, porozmawiałyśmy, powiedziałam jej, że spoko, że ja też zrobiłam wiele rzeczy nei tak, ale tego jej do końca życia nie wybacze, nie zaufam już nigdy. Zadzwoniłam do niego.. pogadaliśmy.. spoko... Wieczorem napisałam do niego. Jasne, ze przecież nie powinnam mieć pretensji, nie byliśmy razem. Ale jednak jakieś ludzkie odruchy... po prostu żeby mnie nie zranić. On mi mowi, ze przecież wyjaśnilismy sobie wszystko, jasne, dlatego nie bede uważała za głupiego CH. ale żal pozostał, dlaczego z moja przyjaciółką, a on jedyne czego żałuje, to to, że popsuł moj kontakt z NIĄ. Powiedziałam mu, że to mnie zabolało i że to nie tak, ze mam o nim złe zdanie i nie chce go więcej widzieć na oczy, po prostu muszę sie zdystansować, chce olać to towarzystwo na jakiś czas, że ma do mnie nie pisać i jakoś dojdzmy do wniosków jak to zrobić, żebysmy sie raczej mijali na mieście.
Od wczoraj nic nie jem.. i prawie nie śpie, w głowie mam tylko jego i ją, jak oni mogli mi to zrobić. Oboje doskonale wiedzieli jak mnie to zabolli i że stracę szacunek do obojga. Popłynęłam ze szczerością, a dobrze, niech wie, że mnie to zabolało, niech wie, ze tak się nie robi...
Dlaczego jest mi tak smutno? Nie wiem czy bardziej, przez to, że to był ON, czy, że ona mnie zdradziła, czy to, że straciłam ostatnie resztki nadzieji, że kiedykolwiek z nim będę :(
    • kitek_maly Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:37
      To ten, którego skasowałaś na FB?
      • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:40
        Tak, ten. Jeden i ten sam. Nie oceniaj mnie po tym, ze go skasowałam z fb.. juz wyjaśniłam, ze nie zrobiłam tego "po złości" ale dlatego, że nie chciałam do niego pisać, a moja wola jest zbyt słaba..
        • kitek_maly Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:45
          Dobrze, że go skasowałaś. Teraz jeszcze skasuj z życia i po wszystkim.
          ;)
          • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:49
            Mam taki zamiar. W sumie po tym jak mnie wczoraj poniosło, to.. i tak mu się na oczy nie pokazę
            • kitek_maly Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:55
              Kiedyś była na FK taka laska, która opowiadała o swojej paczce i wynikało z tego, że tam każdy z każdym kiedyś był. Krócej, dłużej, ale ciągle coś się przeplatało.
              To nie Ty przypadkiem? ;)
              • koham.mihnika.copyright u nas na roku tez tak bylo, jedna wielka rodzina 12.03.12, 10:59

                • gulcia77 Re: u nas na roku tez tak bylo, jedna wielka rodz 12.03.12, 11:08
                  Się przyłaczam :)
                  Acz do prób samobójczych i rozpaczy nikogo to nie doprowadzało :) Ale moze to się udaje jeno do tych 24/25 lat??? A potem robi się kwas???
              • alpepe Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:39
                a to nie była trzybrazowoczarne przypadkiem?
                • kitek_maly Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:44
                  > a to nie była trzybrazowoczarne przypadkiem?

                  Masz na myśli Szaro? ;) Nieeeee.
                  Nie pamiętam nicka dokładnie. ;) Być może to była aurelia_aux, ale może tylko przez tę Aurelię mi się kojarzy. Coś mi chodzi po głowie taka telenowela.
    • spawacz.drewna Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:41
      Długą przerwę masz w szkole?
      • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:48
        tak, już drugi rok leci:)
        • spawacz.drewna Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:58
          na dodatek kiblujesz
    • alpepe Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:41
      ludzie są straszni, i nie mam tu na myśli twojej byłej przyjaciółki.
      • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:47
        alpepe masz na myśli mnie z moją całą beznadziejnością?
        • alpepe Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:57
          ciebie, ale nie wiem, czy z beznadziejnością. Bardziej ta zawziętość mnie przeraża. Facet nie był twój, a najwidoczniej ty nie jesteś w jego typie, skoro kleił się do innej. Pogodzić się, wypić za zdrowie pary i tyle. Więcej rezygnacji, mniej egzaltacji. Trzeba było chustę białą facetowi zarzucić z okrzykiem: Mój ci on!
          Nie zrobiłaś tego, a obwiniasz innych, że mają podobny gust. Nie rozumiem tego zerwania przyjaźni. Chwali ci się, że nie próbujesz masochistycznie podtrzymywać znajomości.
          • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:04
            alpepe chodzi po prostu o to, że to była moja przyjaciółka, która wiedziała jak bardzo mnie to zrani. Oni nigdy ze sobą nie będą, oboje byli pijani i nie są w swoim typie.. On nigdy nie zaakceptował by tego, że ona ma dziecko, a ona nie urwała by kontaktu z ojcem dziecka, żeby być z innym.
            Po prost zabawa na imprezie, która mnie zabolała. Po prostu do jasnej cholery zabolała.
            Nie rozumiesz zerwania przyjaźni? Po prostu jeśli Twoja przyjaciółka robi coś, co Ciebie na pewno zrani i wiesz, ze ona wie, ze Cie to zrani doszczętnie, to jaka jest przyjaciółką jeśli to robi perfidnie?
            • koham.mihnika.copyright pijani, i wszystko jasne!!! 12.03.12, 11:06
              dziewczyno, po pijaku nie takie rzeczy sie robilo.
              • aurelia007 Re: pijani, i wszystko jasne!!! 12.03.12, 11:09
                Wybacz, nawet po pijaku trzeba sie kontrolować:)
                • g.r.a.f.z.e.r.o Re: pijani, i wszystko jasne!!! 12.03.12, 11:16
                  aurelia007 napisała:

                  > Wybacz, nawet po pijaku trzeba sie kontrolować:)

                  Tobie przydałoby się porządne wytrzeźwienie.
                  Bo o co tu chodzi. Tobie podoba się Porsche, więc przyjaciółce nie wolno nawet do salonu tej marki wejść, albo jesteś alpinistką więc przyjaciółce pod żadnym pozorem nie wolno przed tobą na K2 się znaleźć (choć ty się tam w najbliższym czasie nie wybierasz)?

                  O co tu chodzi?
                • koham.mihnika.copyright to PO CO pic??>???? 12.03.12, 11:30

            • kitek_maly Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:07
              On nigdy nie zaakceptował by tego, że ona ma dziecko, a ona nie
              > urwała by kontaktu z ojcem dziecka, żeby być z innym.

              O nieee, to chyba to towarzycho, o którym pisałam.
              Przez tyle lat, sami single, to nie dziwne, że takie historie się dzieją.
              • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:20

                > Przez tyle lat, sami single, to nie dziwne, że takie historie się dzieją.

                To bycie singlem się z takimi ryzykami łączy? Kurcze, nie widziedziałem...
                • gulcia77 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:21
                  EEE, pacz pan, grafie kochany. Tu nie tylko cza być singlem. Tu cza być egzaltowanym singlem ;)
                  • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:22
                    gulcia77 napisała:

                    > EEE, pacz pan, grafie kochany. Tu nie tylko cza być singlem. Tu cza być egzalto
                    > wanym singlem ;)

                    Aż musiałem w słowniku "egzaltowany " sprawdzić, bo definicja mi sie nie zgadzała :D
                    • gulcia77 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:25
                      I co? Zgadza się??? Bo dla mnie panna egzaltowana podręcznikowo :D
                • kitek_maly Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:22
                  Chodzi mi o to, że jak się paczka singli trzyma, to wśród nich się może dziać. No nie mów, że nie wiesz o co mi cho. :P
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:51
      Nie wytrzymałam, powiedziałam jej że ma wyjść, że nie chce jej widziec do konca życia. Wyszła. Jemu, że ma wyjść, ze spieprzył mi impreze. Wyszedł.

      To na serio jest? Bo po takiej akcji to raczej Ciebie solenizantka powinna na kopach wynieść za robienie sceny i psucie JEJ imprezy.
      Jedno jest pewne, po takiej akcji miałabyś bana na wszelkie wspólne imprezy na jakieś 3 miesiące.

      A powrót pod warunkiem przedstawienia zaświadczenia od terapeuty że już jest lepiej... :D
    • koham.mihnika.copyright Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:53
      z kim przyszedl kochany? Z toba? To czemus sie z nim nie calowala caly czas?
      Nie chcial wyjsc z wprawy albo obiegu.
      • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 10:59
        Oj, oczywiscie, ze solenizantka sie na mnie wkurzyła za robienie scen, tak samo jak się wkurzyła na nich, że wiedzieli, ze tym jej rozpieprzą impreze. A na wspolne imprezy nie mam najmniejszej ochoty chodzić.

        koham.mihnika.copyright : z nikim nie przyszedł, jesteśmy grupą znajomych, wszyscy single, no oprocz Pana kolegi i jego nowej dziewczyny, ale zobaczymy co z tego wyjdzie:) Wiec nikt z nikim nie musi przyłazić.

        Po prostu chodzi o jakąś lojalność i ludzki odruch. nie zrobie czegoś, bo kogoś skrzywdzę, a po co.
        • koham.mihnika.copyright skoro nie byl zaklepany, to kolezanka nie miala 12.03.12, 11:05
          obowiazku go unikac. Skoro TY jestes zakochana, a on najwidoczniej NIE, to w czym problem? czemu oczekujesz, ze zadna go nie przyholubi?
          A co bys zrobila, gdyby twoj chlopak zrobil przy ludziach patelnie innej dziewczynie?
          • klawiatura_zablokowana Re: skoro nie byl zaklepany, to kolezanka nie mia 12.03.12, 12:25
            Tu nie chodzi o to, czy chłopak jest zajęty czy nie. Tu chodzi o to, że jeśli podoba się autorce wątku, przystawianie się do niego w wydaniu "najlepszej przyjaciółki" jest zasadniczo tym samym, co odbijanie faceta. Tu chodzi o stosunki między paniami, a nie o tego faceta.
            • aurelia007 Re: skoro nie byl zaklepany, to kolezanka nie mia 12.03.12, 13:14
              dziekuje, ze jako jedyny/a zrozumiałes/aś mnie:)
            • koham.mihnika.copyright no wię, ale czy koleżanka wie? 12.03.12, 13:17

    • po-trafie Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:00
      A teraz wez duzy rozbieg i strzel baranka o sciane.
      To, ze jestes w kims zakochana od 5 miesiecy a on nadal Cie nie chce, znaczy najpewniej ze nie bedzie cie chcial juz wcale i nigdy.
      To, ze ty sie w kims durzysz nie daje Ci do niego jakichs naglych praw jak np prawo wypraszania go z imprezy, na ktorej nie jestes gospodarzem. A moze on sie w tej Twojej przyjaciolce podkochiwal od dawna, hm?
      Dlaczego niby Twoje emocje i histerie maja miec najwyzszy priorytet i pierwszenstwo wobec wszystkiego i wszystkich?
    • sumire Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:03
      o ile pamiętam, nic szczególnego cię z tym chłopem nie łączy, poza podkochiwaniem się w nim - a to niestety nie daje ci wyłącznego prawa do podrywu, zwłaszcza gdy jest średnio zainteresowany. to nie była żadna zdrada, dziewczyna po prostu skorzystała z okazji. trzeba walczyć o swoje, a nie mieć pretensje do całego świata, że 'tak się nie robi' i odstawiać histerie. zresztą na miejscu tego chłopaka jęłabym wycofywać się rakiem ze znajomości.
      • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:08
        On się w niej nie podkochiwał, tyle wiem. Jasne, ze nic mnie z nim nie łączyło.
        Chodzi tylko o to,że nie rani się bliskiej Ci osoby perfidnie, ot tak dla zabawy. Rozumiem gdyby to była zemsta, albo chciałaby tym coś osiągnąć.
        • gulcia77 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:15
          Przesadzasz panna, aż do bólu przesadzasz. To, ze się w kimś kochasz nie daje Ci ABSOLUTNIE ŻADNEGO prawa, żeby sterować zachowaniem obiektu, a także zachowaniem osób które o Twoim zadurzeniu wiedzą. O ile zdążyłam zrozumieć, to żadne zdrady małżeńskie, vel długozwiązkowe w grę nie wchodzą. Więc zbastuj dziecię, bo się obudzisz samiusieńka, bez znajomych i wtedy to dopiero będzie przysłowiowa "ręka w nocniku".
          A, jeszcze jedno, opinia ma to do siebie, że wyłazi w najmniej odpowiednim momencie, więc uważaj, jakąż sobie wyrabiasz u innych. Opinia desperatki jest najgorsza z możliwych :)
          • klawiatura_zablokowana Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 12:29
            Z tym, że panna nie chce sterować niczyim zachowaniem. Panna uważa tylko, że akurat jej najlepsza rzekomo przyjaciółka nie powinna zarywać do obiektu, który jest u niej na celowniku. Podobnie jak można oczekiwać, że przyjaciółka nie startowałaby do obiektu przez nią zajętego.

            Jeśli ktoś uważa, że zachowanie przyjaciółki jest całkiem OK, to może od razu rozgrzeszmy osoby, które jadą w ślinę bądź inne karesy z partnerami swoich najlepszych przyjaciół i przyjaciółek - wszak bycie najlepszym przyjacielem nie zobowiązuje nas do absolutnie żadnych specjalnych zachowań, prawda?
            • sumire Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 12:34
              to nie do końca tak. owszem, przyjaciele powinni być wobec siebie lojalni, natomiast wydaje mi się pewną przesadą oczekiwanie, że jeśli podoba mi się facet, który wyraźnie mnie nie chce, to moja przyjaciółka w imię ślepej lojalności też da mu czarną polewkę. dlaczego miałaby tak zrobić? nie zabiera mi przecież niczego. najwyżej pozbawia złudzeń, ale to chyba nie do końca złe.
              • gulcia77 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 16:25
                Nosz dokładnie o to mi chodzi. Zarywanie do męża/partnera - to świństwo. Ale tutaj nie ma nawet POTENCJAŁU!!! Więc na litość weszelaką - koleżanka MA PRAWO!!!
                • klawiatura_zablokowana Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 23:41
                  Koleżanka ma prawo oczywiście zdecydować, czy woli przyjaźń damską czy rozkosz w ramionach obiektu. Bo ja sobie po tym, jak się wybiera obiekt (kij z tym w tej chwili, czy się do niego zarywa z własnej inicjatywy czy "tylko" odwzajemnia uczucie) kosztem złamanego serca przyjaciółki, przyjaźni dalej nie wyobrażam. Czy oczekujesz od autorki wątku, że będzie przyklaskiwać podobnym scenom, może jeszcze wysłuchiwać zwierzeń przyjaciółki z romansu i oglądać ich zdjęcia z randek? Przecież nikt normalny by przyjacielowi czegoś takiego nie zaserwował. Zatem owszem, każdy ma prawo wybrać. Ale to oznacza pewną stratę.

                  Pytanie bonusowe: czy romans z obiektem w opisanej sytuacji był tak zajebisty i głęboki, by warto było dla niego zniszczyć przyjaźń?
            • hildegarda-z-plocka Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 17:00
              a co ma n iby wspolnego jedno z drugim? panne, ktora zarywa meza/chlopaka swojej najlepszej przyjaciolki uznalabym za osobe nic niewarta. laske, ktora caluje sie z bylym swojej ex przyjaciolki na jej oczach, za nieempatyczna swinie. dziewczyne, ktora caluje sie z facetem, ktory podoba sie jej przyjaciolce, ale o ktorym wiaodmo, ze uczuc tych nie odzwajemnia nie ocenilabym negatywnie w zadnym wypadku. wedlug mnie autorka powinna isc do psychiatry, skoro robi takie halo z powodu tego, ze jej przyjaciolka niezobowiazujaco calowala sie z kolesiem, ktory jej sie podoba od 5 miesiecy (podobo od 5 miesiecy! nic ich nie laczy! jaka milosc zycia?! ile ona ma lat? 12?).

              rozumiem, ze w takim przypadku moglo sie zrobic dziewczynie nieco przykro. ale to jak sie zachowala jest ponizej wszelkiej krytyki. przy okazji pokazala, ze nie ma za grosz honoru.
              • klawiatura_zablokowana Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 23:44
                > rozumiem, ze w takim przypadku moglo sie zrobic dziewczynie nieco przykro. ale
                > to jak sie zachowala jest ponizej wszelkiej krytyki. przy okazji pokazala, ze n
                > ie ma za grosz honoru.

                Dlaczego ma jej być zaledwie "nieco przykro"? Fakt, pewnie przegięła, ale jak napisała, wszyscy byli już nieco znieczuleni, a człowiek w takiej sytuacji może łatwo wpaść w histerię, szczególnie, jeśli ma miejsce duże napięcie emocjonalne. Co poza tym jednym faktem jest takiego nagannego? Że przyjaźń zerwała? A co, do jasnej cholery, miała zrobić? Przyjaciółka wybrała faceta, pokazując, że ma jej uczucia i złamane serce w dupie. Jaaaaasne, ma do tego prawo. Ale autorka ma prawo jej już nie uważać za przyjaciółkę.
                • hildegarda-z-plocka Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 15.03.12, 13:55
                  ale jakie zlamane serce? jesli sie jest z kims, spedza z nim czas, zaczyna sie mu ufac, a potem ten ktos da ci kopa w dupe, to owszem, mozesz miec zlamane serce. ale nie wtedy, gdy ktos ci sie po prostu podoba, probujesz go poderwac, a on ci mowi- ze niestety, nie jestes w jego typie. wtedy, owszem, moze ci byc przykro. to, co czuje autorka watku do tego chlopaka, to nie jest zadna milosc, tylko zauroczenie. jej przyjaciolka nie wybrala zadnego chlopa, ona sie calowala z wolnym mezczyzna, ktory przedtem dal kosza autorce watku.nie byl to chlopak autorki, nie byl to nawet kandydat na jej chlopaka, poniewaz jasno okreslil, ze nie chce nim byc. z tego tez powodu przyjacilka w zaden sposob jej nie skrzywdzila, a moze nawet pomogla, bo im szybciej sie autorka wyleczy z tego zauroczenia, tym lepiej dla niej.

                  a co bylo nagannego w jej zachowaniu? wyobraz sobie sytuacje: podobasz sie chlopakowi. on tobie niestety nie. mowisz mu to wrpost. on niestey wciaz ci truje. robi to przez 5 miesiecy, pomimo tego, ze ty nie dajesz mu zadnych sygnalow mogacych swiadczyc o tym, ze zmienilas zdanie. pewnego razu, podczas imprezy, dochodzisz do wniosku, ze twoj niedoszly amant ma fajnego kolege. calujesz sie z tym kolega i jest milo do czasu, gdy podchodzi do ciebie koles, ktorego kiedys odrzucilas. koles robi ci PRZY WSZYSTKICH awanture na 100 fajerek w zwiazku z tym, ze nie mialas prawa calowac sie z kims, kto ci sie podoba. bo to amanta, ktory nie rozumie slowa nie bardzo rani. w zwiazku z tym masz wziac tylek w troki i zniknac z imprezy, na ktora zostalas wczesniej zaproszona (bynajmniej nie przez krzykaczke). i co, jakie wrazenia? bo moje bylyby nastepujace:
                  - niedoszly amant jest naprawdopodooibniej chory psychicznie, przesladuje mnie, nie potrafi kontrolowac swoich emocji
                  - jest palantem, ktoremu sie wydaje, ze moze mna rzadzic i decydowac, komu moga wkladac jezyk do buzi a komu nie- choc nie ma do tego zadnego prawa
                  - jest chamem, ktory nie potrafi sie zachowac
                  - jest zalosny, w ogole nie ma honoru, na wlasne zyczenie osmiesza sie publicznie

                  taka reakcja NIE byla uzasadniona w zadnym wypadku.



                  "- Masz coś przeciwko czarnym ?
                  - Mam coś przeciwko wszystkim. "
        • sumire Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:20
          no cóż - witamy w prawdziwym świecie :)
          uświadom sobie, że dziewczyna miała pełne prawo się z tym chłopakiem obcałowywać, a nawet do łóżka mu wskoczyć. jest wolny? jest. wzbraniał się? nie. zrobiłaś coś, żeby temu zapobiec? nie.
          jasne, że widok umiłowanego wtykającego język w otwór gębowy innej damy nie jest przyjemny, ale nie jest życiową tragedią. gdyby ci jeszcze wyraźniej dał do zrozumienia, że nie jest tobą zainteresowany, to też miałabyś pretensje do innych kobiet i jego samego za perfidne ranienie?... czas chyba zakończyć wzdychanie i rozejrzeć się za nowym obiektem.
          • klawiatura_zablokowana Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 12:34
            > uświadom sobie, że dziewczyna miała pełne prawo się z tym chłopakiem obcałowywa
            > ć, a nawet do łóżka mu wskoczyć.

            Oczywiście, że pełne prawo. Bycie najlepszą przyjaciółką dziewczyny, która się w nim kochała wszak z tym prawem nie jest w żadnym konflikcie.

            > jest wolny? jest. wzbraniał się? nie.

            A ona była jej najlepszą przyjaciólką? Tak. Wiedziała o afekcie? Tak. Ups...

            > zrobiłaś
            > coś, żeby temu zapobiec? nie.

            Zrobiła - powiedziała przyjaciółce, że koleś się jej podoba. Ktoś, kto się mieni czyimś najlepszym przyjacielem, w tym momencie skreśla kolesia z listy potencjalnych obiektów. Podobnie jak skreśliłby faceta, którego autorka wątku skutecznie poderwała. Na tym polega "najlepsza przyjaźń".
            • koham.mihnika.copyright cos ty, to jest pjur sajens fiksion 12.03.12, 13:20

            • sumire Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 13:32
              klawiatura_zablokowana napisała:

              > > zrobiłaś
              > > coś, żeby temu zapobiec? nie.
              >
              > Zrobiła - powiedziała przyjaciółce, że koleś się jej podoba. Ktoś, kto się mien
              > i czyimś najlepszym przyjacielem, w tym momencie skreśla kolesia z listy potenc
              > jalnych obiektów. Podobnie jak skreśliłby faceta, którego autorka wątku skutecz
              > nie poderwała. Na tym polega "najlepsza przyjaźń".

              to za mało. wyjawienie przyjaciółce, że ten i ów facet mi się podoba, nie jest w gruncie rzeczy żadnym działaniem na rzecz przekonania faceta, że ja też podobam się jemu ;) a o takie zapobieganie mi chodziło. jeśli się o kogoś staram, jeśli go podrywam, pracuję w jakiś sposób na to, by się mną zainteresował, to inna rzecz i wówczas owszem, pretensje, że ktoś wlazł mi w drogę, byłyby zasadne. ale jeśli ja nic nie robię, tylko wzdycham, a chłopak tym bardziej nic nie robi w moim kierunku, za to w kierunku innych kobiet owszem - no to sorry... jak śpiewał Ozzy, "life won't wait for you, my friend" :)
              • klawiatura_zablokowana Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 23:50
                > to za mało. wyjawienie przyjaciółce, że ten i ów facet mi się podoba, nie jest
                > w gruncie rzeczy żadnym działaniem na rzecz przekonania faceta, że ja też podob
                > am się jemu ;) a o takie zapobieganie mi chodziło.

                Ja myślę, że przyjaciółka absolutnie nie jest od oceniania, czy autorka wątku zrobiła wszystko, co należało, aby zarwać gościa. I taka ocena jej żadnego ekstra prawa nie daje do pójścia z gościem w ślinę i nadal utrzymywania, że jest się w wielkiej przyjaźni.

                >jeśli się o kogoś staram, je
                > śli go podrywam, pracuję w jakiś sposób na to, by się mną zainteresował, to inn
                > a rzecz i wówczas owszem, pretensje, że ktoś wlazł mi w drogę, byłyby zasadne.

                Mein Gott, to trzeba sobie szybko zaklepywać, bo jak powiem przyjaciółce, że koleś podoba mi się, dajmy na to w czwartek, w sobotę zadzwonię do niego, żeby się z nim umówić, a ona w piątek go zaliczy na imprezie, to znaczy, że dziewczyna jest czysta jak zła i nie mam prawa mieć do niej żadnych pretensji ani wątpliwości co do jakości jej przyjaźni...

                > ale jeśli ja nic nie robię, tylko wzdycham, a chłopak tym bardziej nic nie robi
                > w moim kierunku, za to w kierunku innych kobiet owszem - no to sorry... jak śp
                > iewał Ozzy, "life won't wait for you, my friend" :)

                Ludzie różnie się zbierają do tego "robienia czegoś". Przyjaciel nie jest od tego, aby oznajmić "biiiip tajms ap, teraz ja rwę gościa, odsuń no się waść i przytrzymaj mi torebkę, albowiem muszę mieć ręce wolne".
                • sumire Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 13.03.12, 00:10
                  ale przyjaciel nie jest też od tego, żeby nas za rączkę ciągnąć przez życie.
                  • klawiatura_zablokowana Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 13.03.12, 00:21
                    A co ma nielizanie się z facetem, na którego dosyć intensywnie leci przyjaciółka, niby wspólnego z prowadzeniem za rączkę przez życie?
                    • sumire Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 13.03.12, 15:36
                      jeśli dziewczę nie umie samo zadbać o swoje interesy i całe to jej 'lecenie' sprowadza się do gadania o tym, to naprawdę nie powinna obruszać się na innych, że są w tej sprawie bardziej dynamiczni (i bardziej się komuś podobają). nasi przyjaciele koniec końców mają swoje, odrębne życia i nie można oczekiwać, że ich nadrzędnym celem było umilanie życia nam lub postępowanie tylko w sposób, który nas nie urazi.
                      swoją drogą byłam niegdyś w sytuacji, gdy moja przyjaciółka wyszła z imprezy z facetem, który ogromnie mi się wówczas podobał - i nie wpadłam na to, żeby na któreś z nich się obrażać. o facecie szybko zapomniałam, przyjaciółkę mam nadal.
            • princess_yo_yo Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 16:40
              watkodajka marudzi na temat swojej niespelnionej milosci na fk juz od jakiegos czasu, chlopak powiedzial jest prosto w oczy ze nic z tego nie bedzie a ona dalej udaje ze nie rozumie. przyjaciolka w tym momencie zrobila jej przysluge ale najwyrazniej watkodajka jest tak bardzo rozwiedziona z rzeczywistoscia ze nie jest w stanie zauwazyc az tak prostackiego sygnalu ze koles ma ja w gleboko w dupie.
              • gulcia77 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 16:43
                Ja to nawet obstawiam, że jeśli wątkodawczyni ślini się tak, że wszyscy dookoła widzą, to koleś mógł zwyczajnie poprosić przyjaciółkę o przysługę. W sensie - może wtedy do niej dotrze, że mi zwisa i powiewa.
    • tabeletka Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:12
      niezle ludzi po katach rozstawiasz, wyprosilas najpierw ja z imprezy, potem jego (urodziny kolezanki!), wzielas na rozmowe ja, potem jego. i jeszcze raz jego. i jeszcze raz jego. dziwne, ze oni sobie na to wszystko pozwalaja.
      fakt, przyjaciolka postapila jak ostatnia swinia, ale sztorcowanie obcego chlopa za pocalunek? (bo ja cie kocham, bo to mnie rani, bla, bla, bla, bla, bla)
      • gulcia77 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:19
        Czy ja wiem, czy jak ostatnia świnia? Panna zaręczona nie jest. Kurcze, moja przyjaciółka z lat szczenięcych też się kochała w takim jednym, z którym ja obecnie 10 lat z haczykiem jestem. On się na nią nigdy nie zdeklarował, a wręcz zdeklarował negatywnie, a w nas oboje piorun strzelił. To, co miałam robić??? Uciekać z zadartą kiecką? W życiu tak bywa, a dojrzałość = zrozumienie, że tak bywa.
        • tabeletka Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:33
          dla mnie ostatnia swinia. bo z nienacka, bez zapowiedzi, chapnela sobie faceta, w ktorym kocha sie autorka. mozna to bylo rozegrac inaczej. a ostentacyjne calowanie sie na imprezie (na ktorej byla tez autorka!) mogla sobie tez darowac.
          • koham.mihnika.copyright dramat to jest jak sie na Sylwestra idzie z wlasny 12.03.12, 11:36
            m facetem, ale on wychodzi z nasza kolezanka. Bywa i tak.
            • tabeletka Re: dramat to jest jak sie na Sylwestra idzie z w 12.03.12, 12:01
              albo na studniowke. tez bywalo
              • kitek_maly Re: dramat to jest jak sie na Sylwestra idzie z w 12.03.12, 12:05
                No jak się idzie z idiotą... Hłe hłe. :P
                • tabeletka Re: dramat to jest jak sie na Sylwestra idzie z w 12.03.12, 12:18
                  ?
      • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:25
        nie, nie, nie, z nia sie spotkałam zeby przeprosić że się uniosłam, rano pisząc jej sms.. Do niego zadzwoniłam żeby przeprosić, ze sie uniosłam tak na imprezie i że nie powinnam, bo wiem, ze nic nas nie łączy i ze nie musi mnie unikać, bo też byłam pijana i troszkę za bardzo się uniosłam a tak na prawdę nie miałam powodu i że nie uważam go za głupiego CH tak samo jak cała reszta która zdawała sobie sprawę, ze nie jesteśmy i nie będziemy razem. Po prostu mnie to zabolało i tyle.
        A później jedynie mu powiedziałam, żeby nie myślał, że go unikam, bo uważam (jak on sam to mowi) że jest głupim CH tylko, ze sama chce sie zdystansować.
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:27

          > A później jedynie mu powiedziałam, żeby nie myślał, że go unikam, bo uważam (ja
          > k on sam to mowi) że jest głupim CH tylko, ze sama chce sie zdystansować.

          I on nadal takie telefony odbiera? Jesteś pewna że to nie wytwór wyobraźni?
          Bo zakładając że nie chodzicie do jednego liceum, to na jego miejscu dawno trzymałbym się z dala...
          • six_a Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:47
            u mnie już by była na czarnej liście, a podzwonić to by mogła zębami najwyżej.

            aaaaaaaaaaaaale dzieci się bawiom, jak umiom.
          • sumire Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 12:06
            a może mu to schlebia? :) znałam facetów, którzy podtrzymywali znajomości z zakochanymi w nich histeryczkami celem napompowania sobie ego. bawiło ich to.
    • a_nonima Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 11:51
      Czas popracować nad emocjami.
      Nie byliście razem.
      Masz prawo czuć się urażona.
      Ale robić takie jazdy???
      • koham.mihnika.copyright Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 12:06
        mysle, ze terapia zbiorowa z naszym udzialem postawi nasza kolezanke na obydwie nogi.
        kazdy ma udzial w tym cudownym uzdrowieniu.
        • alpepe Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 12:17
          a aurelka powinna też przemyśleć swój stosunek do promilków, bo na trzeźwo może by panowała nad sobą.
          • koham.mihnika.copyright tosz nawet dzieci wiedza, ze pijany nie jedzie, 12.03.12, 13:22
            a glupi nie pije ;)
    • heet_joe Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 13:35
      Pytanie tylko, czy przyjaciółce podoba się również ten facet, a ona jemu. Jeżeli między nimi jest jakaś chemia, to trudno. Jeżeli jednak to było ot tak dla zabawy, to brava za asertywność i trzymaj fason.
      • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 13:40
        alpepe Aurelka taks amo by sie podirytowała na trzeźwo i tak samo by zareagowała na trzeźwo. Albo po prostu wyszła nie mowiac ani słowa nikomu:)
        fakt jest faktem aurelka musi zapanowac nad emocjami,

        Chodzi o to, że boli, bo było to dla zabawy.
        • gulcia77 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 16:32
          Kurcze, Aurelka!!! Ale nawet jeśli to byłoby DLA ZABAWY to narzeczoną/żoną/kochanką/potencjalną babą nie jesteś. I twoje zachowanie pompuje gościowi ego, aż miło. Bo jeśli on WIE, to będzie się tak zachowywał.
          Ja mam jedną zasadę, którą tylko raz złamałam, w stosunkach damsko-męskich./ I na tym złamaniu wyszłam jak Zabłocki na mydle.
          NIGDY NIKT NIE WIE, ŻE JAKIŚ FACET MI SIĘ PODOBA!!! To jest najlepszy sposób na to, żeby nigdy nie wyjść na kretynkę!!! A jeśli mam z gościem być, a on też jest zainteresowany - to się zadzieje. Pamiętaj serce, że TO TY się upokorzyłaś, swoim zachowaniem na i po imprezie. A jakbyś nie rozpowiadała przyjaciółkom, kto i dlaczego jest panem Twojego serca - nie miałabyś o czym pisać, ino poryczałabyś w poduszkę, zmiana biegu i gaz dalej!!!
    • amanda-lear ło matko i córko.... 12.03.12, 13:44
      Ile Ty dziewczę masz lat?
      Mnie sie kiedyś przydarzyła historia w moje 18 urodziny, kiedy to zaprosiłam moją wydawało mi się wtedy przyjaciółkę, i 2 chłopaków,z ktorych jeden podobał się jej a drugi mnie. Efekt był taki że zołza poderwała tego mojego. Oj poszłam wtedy po bandzie(obecnie nie do pomyślenia) i powiedziałam jej że spuszczam po niej wodę w toalecie. Dziewczę było mocno zdegustowane moim zachowaniem. Od tego czasu minęło X lat i zrozumiałam,że żaden gość nie jest wart tego, by za nim płakać.
      Nie wiem czy burza hormonalna jaką wtedy przezywałam mnie usprawiedliwia, niemniej później ze stoickim wręcz spokojem podchodziłam do osobników płci męskiej;)
    • szybiarz Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 14:16
      już kiedyś czytałem podobny wpis, z tym że tamtej dziewczynie się wydawało, że sąsiad ją podsłuchuje i reszta bloku spiskuje przeciwko niej, zejdź na ziemię albo zmień dawkowanie leków
    • pani_frig Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 14:28
      Tak na marginesie, rozegrałaś tą sytuację jak rozemocjonowana licealistka, zupełnie bez sensu. W ogóle mam wrażenie, że na wyrost oceniałaś zwykłą koleżankę jako przyjaciółkę, bo jakoś w opisanej sytuacji nie widzę z jej strony lojalności.
      Powiem ci tak, jak byłam w okresie licealno -studenckim miałam niewielkie grono koleżanek, które mogłabym kwalifikować do miana przyjaciółek i między nami była taka nie pisana zasada, jeśli któraś startowała do faceta bo np. zauroczyła się i wyraziła to głośno, to inne nawet jeśli facio im się podobał to ze względu na lojalność odpuszczały, no ale teraz mamy takie czasy, że baby dla portek są gotowe za kudły się złapać, a nawet kisiel uskuteczniać.
      • szrama_z_szarm Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 18:25
        A ja pannę wątkodawczynię i rozumiem i nawet trochę popieram.
        Niedobrze mi już o powtarzanego wszędzie "odpuść sobie", "unieś się honorem", "bądź ponad to" i inne tego typu. Są sprawy, którymi nie warto zawracać sobie tyłka i są takie, które bolą do żywego a udawanie, że wciąż słońce świeci a my jesteśmy takie super i ponad to- jest robieniem krzywdy sobie. I innym też:) Albowiem nie reagując mówimy "winowajcy", że wszystko jest OK. I nie szkodzi, że to aurelia zrobiła jazdę-jest beznadziejnie zakochana, tym bardziej należy ją zrozumieć, albowiem ten stan do normalnych nie należy i reakcje mogą być nieadekwatne.
        Nie była z tym panem- ale była w zażyłych stosunkach z przyjaciółką. I o ile pan nic nie musiał a jedynie mógł- to już przyjaciółka, wprowadzona w temat, zobligowana była do nieco innego zachowania. Ale to moje zdanie, ponieważ w moim świecie faceci będący w kręgu zainteresowań najbliższych przyjaciółek stają się, jakoś tak automatycznie, kompletnie aseksualni. Pewien fason trzeba trzymać i mieć elementarne zasady-choćby nie po naszej myśli aktualnie były.
        • gulcia77 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 18:50
          Z tym, że tam nie było nawet potencjału. Aurelka już pisała, że obiekt jasno i wyraźnie powiedział, że tu nic z tego. I pewnie może zacząć na uszach spacerować, a panu zwisać będzie kalafiorem. A i przyjaciółka nie związana z nikim, bo sam fakt, że gdzieś tam jest ojciec dziecka, który (jak wynika z wypowiedzi) nie jest z nią związany z nikogo zakonnicy nie czyni. Ona naprawdę nie musiała się przejmować. Ani on.
          Jak się z własnej głupoty w podobnej sytuacji znalazłam, to po prostu weg z gadugadu, fb i innych cholerstw, zmieniłam na pół roku towarzystwo i dałam czas sobie odpocząć. A słońce i tak świeci, bez względu na to czy panna histeryzuje, czy też nie.
          • szrama_z_szarm Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 20:16
            A i przyjaciółka nie związana z nikim, bo s
            > am fakt, że gdzieś tam jest ojciec dziecka, który (jak wynika z wypowiedzi) nie
            > jest z nią związany z nikogo zakonnicy nie czyni. Ona naprawdę nie musiała się
            > przejmować. Ani on.

            Nie zrozumiałyśmy się:) Miałam na myśli zobowiązanie przyjaciółek wobec siebie- do lojalności, zaufania, nie wbijania noża w plecy. Każdy, kto jest wolny-może dysponować swoja osobą dowolnie, jednak nie tego spodziewałabym się po przyjaciółce.Takie coś zwyczajnie podważa wiarę w sens przyjaźni.
            Zwłaszcza, że cała akcja wynikła raczej z nudów i działania alkoholu a nie nagłej, niemożliwej do okiełznania namiętności.
            Ale to wyłącznie moje zdanie. Jestem mało kompatybilna z teraźniejszymi zwyczajami:)
            • gulcia77 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 13.03.12, 11:15
              Ajkby to ująć :) Ja jestem związana z facetem, w którym zakochała się moja przyjaciółka. Z tym, że on od razu wyraźnie w twarz jej powiedział, ze ma się nie łudzić, bo tu absolutnie nic nie będzie. Natomiast między nami poszło jak z bicza trzasnął. Miałam uciekać, bo spotkałam rewelacyjnego faceta???
              Nie powiem, że nie było mi głupio, ale... taki lajf.
        • znana.jako.ggigus wlasnie to! 12.03.12, 18:58
          facet, ktory sie podoba mojej przyjaciolce, jest aseksualny i juz.
    • lonely.stoner Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 14:49
      hehe- ja bym pewnie postapila podobnie :)
      zmien towarzystwo i sie odseparuj zupelnie od tego faceta, dobrze ci to zrobi.
      • lew_ Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 15:03
        Lonely wiadomo ze Ciebie nikt nie chce:)
      • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 21:22
        towarzystwa nie zmienię. Co mogę zrobić to odseparować się od niego :) i właśnie to robię :)
    • anna_sla Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 15:14
      przykro mi, współczuję.. nie wiem jak to boli, ale musi cholernie..
    • grzeczna_dziewczynka15 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 16:11
      I warto się z przyjaciółką rozchodzić przez jakiegoś frajera, który i tak na Ciebie nie leci?:(
      Przyjaźń powinna być ponad to, a nie rozbić się o faceta. Facet jak nie ten to inny.
      • klawiatura_zablokowana Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 23:45
        Przecież to przyjaciółka skończyła przyjaźń, wybierając "drażliwego" faceta, więc czemu ansy do autorki?
    • headvig Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 16:17
      ty chyba masz coś nie tak z głową. powinnaś zatytułować ten temat "do soboty miałam faceta". facet cię puszcza kantem, a ty przyjaciółkę obwiniasz.... biedaczek, jak ona tak mogła go omotać.
      myślisz, że jak z jedną to zrobił, to z drugą nie zrobi?
      • gulcia77 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 16:36
        Hedvisiu, ale to nie jest facet aurelki, jeno obiekt westchcnień. I to taki, który jasno i klarownie wyraził, że z tej mąki chleba nie będzie. Nikt tu świni nikomu nie podłożył. A panna Aurelka, musi się nauczyć, że nie zawsze się ma to, co się chce...
        • headvig Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 20:52
          tak tak, doczytałam po fakcie ;) w każdym razie, pan chyba zrobił to celowo, żeby aurelki się pozbyć.
          • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 21:19
            Pan, czego się dowiedziałam wczoraj, był święcie przekonany, że aurelki się pozbył już dawno:) Bo przecież wyjaśniliśmy sobie, że z "tej mąki chleba nie będzie" :)a że panna aurelka sobie marzyła to jej wina..
            • sumire Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 21:25
              no to o co cała awantura? :)
    • princess_yo_yo Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 16:20
      ale przeciez ten facet ci powiedzial prosto w twarz ze nic z tego nie bedzie, nadal udajesz ze nie rozumiesz? pewnie dlatego musial sie uciec do bardziej przekonujacych akcji zeby ci pokazac jak barzo ma cie w du.pie ale najwyrazniej nadal przecenia mozliwosci twojej percepcji.
    • astrofan Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 17:56
      haa, dobrze zrobiłaś, emocje, kropla krwi choćby w poście, wiesz że żyjesz, w końcu odrobina zbawiennego chaosu w tym przyprawiającym o mdłości zalewie rozsądku, tolerancji i wyrozumiałości - tych pseudowartościach bez skrzydeł :)
    • znana.jako.ggigus mialam ten sam problem 12.03.12, 18:55
      skasowalam przyjaciolke (staz przyjazni 10 lat, ale druga polowa robila sie coraz b. toksyczna) i faceta. Nie zaluje. Nie bylo latwo i powiem tak - nie zgrywaj boharerki i wez jakies tabletki ziolowe na uspokojenie.
    • qw994 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 19:01
      Co za histeria. Co za egoizm.
      No ale przynajmniej zrobiłaś z siebie w towarzystwie masakryczną idiotkę, zawsze to jakaś kara.
    • romantyczna5 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 20:27
      ja tez miałam kiedyś przyjaciółkę,ktora na moim slubie całowała się z moim męzem.To było dawno wiec juz mam to gdzies.oczywiscie przyjaciołki tez nie mam;-)Trzeba eliminowac tych co nam szkodzą.
      • qw994 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 20:38
        Ja na twoim miejscu raczej męża bym wyeliminowała.
        • romantyczna5 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 20:39
          juz go dawno nie ma;-))
          • qw994 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 17.03.12, 06:51
            Ufff... ;)
      • kitek_maly Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 20:42
        A mąż oczywiście został do tego zmuszony, prawda?
        • romantyczna5 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 20:44
          nie wiem?i nie chce wiedziec.;-)teraz to juz mnie to nie obchodzi.
      • komisario Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 17.03.12, 08:26
        O ku.......
    • dzidzia.doc Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 20:47
      Czytam i czuję się, jakbym czytała bajkę o królewnie - która jest nauczona, że wszyscy mają się tak zachowywać, żeby jej było dobrze, a ich uczucia są zupełnie bez znaczenia.
      • aurelia007 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 21:16
        w jednej rzeczy się mylicie:) to, że waliłam smuty na forum czy moim przyjaciółkom nie znaczy, że rzucałam się na niego za każdym razem kiedy go widziałam, wręcz przeciwnie, traktowałam go tak samo jak całą resztę kolegów i to, że od czasu do czasu ppisałam do niego na fb, czy dzwoniłam z pytaniem "jak leci" to doskonale wiedział, ze robie tak z wszystkimi. Nie musiał uciekać się do zadnego udowadniania mi niczego. Tak samo jak mylicie się, że jestem księżniczką która zawsze ma to co chce i rozstawia ludzi po kątach. Wręcz przeciwnie, a to, że wymagam jakiejś lojalności, to owszem, moje, owszem zachowałam się jak rozhisteryzowana... (tu mogłabym pozostawić wam pole do popisu) i szczerze wali mnie to, czy zrobiłam z siebie idiotkę w tym towarzystwie. Wszyscy sie znamy doskonale i jedyną osoba na której opini mogło by mi zalezeć, bo mogła by sie ona zmienić, jest właśnie ON, a że jego opinia też mnie juz srednio interesje, to.. no właśnie. Nie mam się czym przejmować. Właśnie mam już dość udawania, ze zawsze jest wszystko ok i mówienia "przecież nic sie nie stało" zawsze tak robię, nigdy nie mam za nic do nikogo żalu. Co najwyżej pogadam sobie pogadam i jest wszystko ok. Tak tez pewnie bedzie w tym wypadku. Pozłoszczę się na Pannę X, pozłoszczę, tak samo jak nie bede widywała Pana Y przez jakiś czas, a za miesiąc, dwa, pięć znow sie wszyscy zobaczymy a ja będę siedziała z uśmiechem, bo przeciez z Panną X tyle w życiu już przeszłam i wie o mnie wszystko, a Pana Y jednak lubię.
        Ale wk.. jest to, że ludzie krzywdzą innych i chodzi im to na sucho, myślą, ze wszystko jest ok niejednokrotnie nie zdając sobie z tego sprawy i to było jednym z powodów mojego zachowania. A może właśnie zamiast unosić się dumą i udawać, że wszystoko jest pięknie, czasami powinniśmy być szczerzy w stosunku do ludzi i mówić im swoje uczucia, choćby dlatego, że istota rozumna przemyśli to, że kogoś zraniła i być może już tego nie zrobi, albo pomyśli dwa razy zanim zrani kogoś innego, albo przynajmniej pomyśli "kurcze, faktycznie ch* się zachowałem/am" i przewróci się kilka razy wnocy z boku na bok.
        • dzidzia.doc Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 21:30
          Nie uważam, że Twoja przyjaciółka zachowała się w porządku (przeciwnie, nie była fair, i rozumiem, że jej sie dostało od Ciebie).
          Ale cała reszta Twojego zachowania była bez sensu. To była histeria. No dobrze, jesteś wybuchowa, wszyscy to wiedzą, za 2 miesiące będzie ok. - tylko dlaczego facet, na którym Ci zalezy, musi o tym wiedzieć (że ci tak bardzo zalezy) i dlaczego musi zostać zrypany za flirt? Tego nie pojmuję.
          A co do ostatniego fragmentu - powinnaś trochę wyluzować z tym "poprawianiem świata". To się nie uda.
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 23:56
          > Ale wk.. jest to, że ludzie krzywdzą innych i chodzi im to na sucho, myślą, ze
          > wszystko jest ok niejednokrotnie nie zdając sobie z tego sprawy i to było jedny
          > m z powodów mojego zachowania.

          Czy możesz powiedzieć jak daleko na zachowania innych osób sięga twoje poczucie krzywdy i straty? Bo to bardzo interesująca kwestia.

          Poza tym chciałbym zauważyć że jak ludzie nie zdają sobie sprawy że kogoś krzywdzą to nic dziwnego że myślą że wszystko jest OK.

          A tak swoją drogą wyczuwam u ciebie problemy z empatią. Bo widzę że nie masz żadnego problemu z wyobrażaniem sobie że ludzie mają się liczyć z twoimi uczuciami, ale poważny z wyobrażeniem sobie że oni też mają własne uczucia i prawo do tychże, niezależnie od tego jak ty się z tym czujesz.
          • dzidzia.doc Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 13.03.12, 07:44
            Te problemy z empatiąu niej to jest właśnie "bycie królewną".
        • princess_yo_yo Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 13.03.12, 10:11
          oczywiscie tak wlasnie jest, swoj obiekt niespelnionej milosci traktujesz jak wszystkich innych i dlatego musial ci powiedziec drukowanymi literami ze go nie interesujesz ale oczywista oczywistoscia jest ze tak nie myslal bo dal ci tez znak jasny jak slonce ze cie kocha nad zycie.

          cale twoje otoczenie jest slepe i gluche i niedorozwiniete i nic nie wie na temat twojej obsesji. proponuje wizyte u psychiatry bo taki problem z ogladem rzeczywistosci nie wrozy najlepiej na przyszlosc.
        • mumia_ramzesa Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 15.03.12, 16:37
          > Pozłoszczę się na Pannę X, pozłoszczę, tak samo jak nie bede widywała Pana Y
          > przez jakiś czas, a za miesiąc, dwa, pięć znow sie wszyscy zobaczymy a ja będę
          > siedziała z uśmiechem, bo przeciez z Panną X tyle w życiu już przeszłam i wie o mnie wszystko, a Pana Y jednak lubię.

          Czyli zrobilas z siebie przedstawienie a za jakis czas przejdziesz nad tym do porzadku dziennego? Przeciez Ciebie nie mozna traktowac powaznie. Zapewne jeszcze wiele razy znajomi beda Cie prowokowac, zeby miec ubaw z histeryczki.
          Jesli sie mowi A to trzeba powiedziec B i byc konsekwentnym. "Przyjaciolka" okazala sie swinia i koniec.
        • greedex5 Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 16.03.12, 22:08
          Niewielu rzeczy się boję, ale z Tobą zadawać bym się bała. Przyjaciółka nie liczyła się z Twoimi uczuciami, tak samo pewnie by zrobiła gdyby chodziło o twojego rzeczywistego chłopaka. Rozumiem że było Ci strasznie przykro. Ale to Ty powinnaś ewentualnie wyjść, być może po dyskretnym komentarzu do koleżanki "życzę miłej zabawy". Czymś w tym sensie. Wypraszanie ludzi z cudzej imprezy a już zwłaszcza faceta, który Ci dał kosza i może robić co zechce, to totalny brak klasy, jakiś hardcore gorzej niż u Jerryego Springera. A widzę że tego nie dostrzegasz.
      • nolus Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 21:34
        Mnie w sumie dziwią reakcje większości tutaj,ale...Takiej histerii jaka urządziła autorka wątku starałabym się nie robić,ale ja generalnie zachowania histeryczne uważam za żenujące,niezależnie od tego,co jest ich przyczyną. Niemniej z taką "kolezanką" kontakty bym mocno ograniczyła - jakoś frajersko jest utrzymywać kontakty z kimś takim. Ale z drugiej strony...podejrzewam, że to była jakaś zwykła kolezanka od imprez zapewne,wspólnych wypadów na zakupy,itd.-chyba za bardzo szastasz słowem "przyjaciel" Jeżeli to był taki rodzaj znajomości,to ona faktycznie nie była w stosunku do Ciebie zobowiązana :/ No to masz nauczkę...
        • klawiatura_zablokowana Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 12.03.12, 23:55
          No właśnie ja rozumiem przyjaźń tak, że to jest takie trochę większe zobowiązanie niż wobec obcej osoby. Nie oczekuję od obcych osób, że będą miały specjalne względy na moje uczucia. Ale wobec przyjaciela czy przyjaciółki to już tak. Skoro przyjaźń oznacza według niektórych, że się ma prawo" zawieść czyjeś zaufanie i zrobić coś, co zraniłoby przyjaciela nawet w wydaniu obcej osoby, to na czym taka przyjaźń polega? Na wspólnym łojeniu browara co piątek?

          Dla mnie faceci przyjaciółek, nieważne, byli, aktualni, potencjalni etc. są bezpłciowi, aseksualni i niewidzialni. Ma to związek z tym, że generalnie omijam szerokim łukiem zajętych, a zajętych przez osoby mi bliskie lub choćby znajome jeszcze szerszym. I mam nad wyraz niskie mniemanie o osobach, które nie omijają. Na tym polega nie tylko przyjaźń, tylko jakaś zwyczajna kurna ludzka przyzwoitość.
          • kitek_maly Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 13.03.12, 10:25
            > Dla mnie faceci przyjaciółek, nieważne, byli, aktualni, potencjalni

            Czyli wszyscy?
            • klawiatura_zablokowana Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 13.03.12, 10:56
              No nie. Wyraźnie piszę potencjalni, to znaczy: ci, na których one lecą. To nie oznacza wszystkich mężczyzn na ziemi. To chyba logiczne?
              • kitek_maly Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 13.03.12, 11:18
                Są takie, które lecą na każdego. ;)
    • amancjuszka Re: Do soboty miałam przyjaciółkę. 13.03.12, 12:09
      Dla mnie jestes histeryczka, robisz akcje bo oni sie sobie spodobali. Skad wiesz ze ze soba nie beda? Ty nie masz dzieciaka i tak Cie olal. Nastepnym razem moze ulokuj uczucia w kims innym, i zacznij dzialac, chociazby okaz to delikatnie, a nie 5 miesiecy twkisz w jednym punkcie i czekasz na to? Ze facet Cie bedzie blagal o spotkanie?
Pełna wersja